24/08/2026
Kiedy zaczynałam pracę w zawodzie, miałam w głowie całkiem sporo obaw.
1️⃣Bałam się, że jestem za młoda.
Że rodzice będą patrzeć na mnie i myśleć: „Co ona może wiedzieć o dzieciach i rodzicielstwie?”
Że nie będą traktować mnie poważnie.
😮💨Ostatecznie moje obawy nigdy się nie potwierdziły.
2️⃣Bałam się, że nie będę wiedziała, co robić.
Studia dają wiedzę, ale niekoniecznie przygotowują do momentu, w którym po drugiej stronie gabinetu siada prawdziwy człowiek ze swoim prawdziwym problemem i czeka, aż mu pomożesz.
😮💨Paradoksalnie właśnie ten początek był jednym z najbardziej wartościowych etapów mojej pracy. Chyba nigdy później nie miałam w sobie aż takiej motywacji do uczenia się. Czytałam, szkoliłam się, szukałam narzędzi, sprawdzałam różne rozwiązania, analizowałam swoje spotkania i zastanawiałam się, co mogę zrobić lepiej.
4️⃣Bałam się zapraszania rodziców na spotkania i pracy z całą rodziną.
Jedna osoba w gabinecie wydawała mi się do opanowania. Ale kilka osób naraz? To wydawało się strasznie trudne. Różne emocje, różne potrzeby, różne perspektywy, a ja miałam jeszcze nad tym wszystkim czuwać i prowadzić proces.
😮💨 Przeżyłam tych spotkań już tyle, że dzisiaj należą do moich ulubionych. Często właśnie wtedy można zobaczyć najwięcej.
I była jeszcze jedna rzecz, o której chyba rzadziej mówi się, kiedy zaczyna się pracę w zawodzie pomocowym.
4️⃣Bałam się… brać pieniądze.
Przyjmowanie płatności było dla mnie krępujące. Miałam poczucie, że pomaganie komuś i wystawianie za to rachunku jakoś do siebie nie pasują.
😮💨Z czasem się z tym oswoiłam. Nadal nie jest to moja ulubiona część tej pracy, ale przestała być czymś, co wywołuje we mnie dyskomfort.
Kiedy patrzę na te wszystkie obawy z perspektywy czasu, myślę sobie, że wiele rzeczy, których najbardziej boimy się na początku, później staje się po prostu częścią naszej codzienności. I najważniejsza lekcja, którą z tego wyciągnęłam to BÓJ SIĘ I RÓB!