27/06/2026
Udanych wakacji! ☀️
Niech się wydarzy to, co nieoczywiste.
Lepki czas.
Koniec szkoły. Kilka dni później. Słońce nagrzewa chodniki. Dom zapada w popołudniową ciszę, przerywaną tylko brzęczeniem muchy. Czas gęstnieje.
Taki czas, który wielu z nas pamięta jeszcze z własnego dzieciństwa. Wszystko, na co czekało się przez tyle miesięcy, wreszcie się wydarzyło. Nie trzeba już wstawać do szkoły. Wymęczony plecak leży gdzieś w kącie. Pierwsze dni smakują czystą ulgą. A potem, niemal niepostrzeżenie, przychodzi nuda.
Nuda.
Nie ta przelotna, którą łatwo zagłuszyć. Inna. Gęsta. Lepka. Rozciągnięta. Taka, w której czas przestaje prowadzić nas za rękę. Rytm puszcza. Czas się rozejrzeć.
Na słowo „nuda“ wielu dorosłych od razu przyspiesza puls. Ciało napina się od wewnętrznego przymusu: trzeba coś zrobić, czymś zapełnić, jakoś zaradzić. Dziecko się nudzi -więc trzeba mu coś wymyślić. Jakby nuda była porażką wyobraźni. Albo organizacyjną klapą. Jakby świadczyła o tym, że coś zostało zaniedbane.
A może nie?
Może nuda jest chwilą, w której nic nie zostało jeszcze przesądzone. Można pobyć przy sobie. To, co najbardziej własne, rzadko przychodzi na wezwanie. Pojawia się raczej wtedy, gdy błądzimy bez planu. Kiedy coś zatrzyma wzrok. Kiedy wróci obraz, którego się nie szukało. Kiedy ręka sięga po przedmiot zapomniany od miesięcy.
Wyczuć siebie.
Nie zagłuszyć. Nie wymyślić.
Wyczuć. Rozpoznać.
Nie sposób tego zaplanować. Potrzebna jest do tego bezczynność.
Ale nie ta współczesna, w której palec nieustannie ślizga się po ekranie, chłonąc kolejne obrazy. To ciągła aktywność. Zręczny kamuflaż, który tylko udaje nudę. Wypełnia każdą szczelinę czasu, zanim zdąży stać się przestrzenią.
Chodzi o inną bezczynność. Taką, która błądzi. Rozgląda się. Jeszcze nie wie. Czegoś jej brakuje. Coś by chciała. Nasłuchuje.
Ubywa nam szczelin czasu. Coraz szybciej.
To paradoks współczesności, że coraz trudniej pozwalamy sobie na życie, którego nie da się od razu zorganizować i uzasadnić. Kosztem tego jest utrata czasu, który nie musi od razu okazać się do czegoś „przydatny”. Nuda odbiera nam gotowe odpowiedzi i nie oferuje nic poza własną, lepką nieznośnością.
Dziecko snuje się po domu. Zagląda do szafy. Pozwala, by coś je zawołało z ukrycia. Bierze do ręki przedmiot, którego nie dotykało od miesięcy. Czuje go pod palcami, chłód metalu lub szorstkość drewna. Czy ten niebieski odcień zawsze tak mu się podobał? Idzie do ogrodu. Wraca. Znowu wychodzi. Z zewnątrz wydaje się, że nic się nie dzieje.
Warto być ostrożnym wobec tego, co wygląda na „nic”.
Tam czasem formuje się coś, czego pod żadnym pozorem nie można przyspieszyć, bo po prostu zniknie.
Takie może być lato.
Czas lepki.
Na tyle lepki, by nie trzeba było od razu się odrywać.
Na tyle lepki, by jeszcze trochę w nim pobyć.