12/09/2026
O tym, jak niescalony świat wewnętrzny prowadzi do kryzysu w relacjach.
Są ludzie, dla których słowa nie mają zbyt silnej trwałości. Mówią: będę, zrobię, możesz na mnie liczyć, to się już nie powtórzy. I w chwili, kiedy to wypowiadają, są całkowicie przekonani o prawdziwości własnych słów. Niczego cynicznie nie planują, nie próbują świadomie wprowadzać w błąd, ufają temu, co mówią. Problem jednak pojawia się później.
To, co jeszcze wczoraj wydawało się oczywiste, dzisiaj przestaje obowiązywać. Czemu? Bo zmienia się sytuacja, a to powoduje, że zmienia się także ich wewnętrzna rzeczywistość. Wczorajsza obietnica należała do wczorajszego stanu psychicznego. Dzisiejsze pragnienia, potrzeby, złość, lęk albo doraźne korzyści mogą mieć znacznie większą siłę niż pamięć o tym, co zostało powiedziane. Dla osób, którym trudno jest zachować ciągłość pomiędzy kolejnymi stanami psychicznymi, słowo nie pełni funkcji zobowiązania, staje się za to narzędziem regulowania aktualnej sytuacji. Może uspokoić konflikt, zatrzymać kogoś, kto chce odejść, odzyskać jego przychylność, odsunąć konsekwencje, zdobyć coś, czego właśnie się potrzebuje, lub przywrócić na chwilę poczucie bezpieczeństwa. Jeżeli w danym momencie trzeba powiedzieć „zmienię się”, człowiek może rzeczywiście czuć, że się zmieni. Jeżeli trzeba zapewnić „to się już nie powtórzy”, może faktycznie czuć, że tak będzie. Trudność polega na tym, że nadchodzi jutro, a wraz z nim inny stan psychiczny.
Dla osoby pozostającej po drugiej stronie jest to niezwykle dezorientujące. Naturalnie zakłada ona, że słowa wypowiedziane wczoraj zachowują swoje znaczenie także dzisiaj. Że obietnica tworzy pomost pomiędzy przeszłością a przyszłością. Że skoro ktoś powiedział „możesz na mnie liczyć”, to jest to wiążące. Tymczasem dla niektórych zdolność do utrzymania poczucia zobowiązania bywa niewykonalna, szczególnie w momentach, gdy przestaje ono być wygodne.
Dojrzała osobowość wymaga pewnej psychicznej ciągłości. Zdolności do pamiętania o drugim człowieku również wtedy, gdy nie ma go przed oczami. Do uwzględniania jego uczuć wtedy, gdy własne potrzeby ciągną w przeciwnym kierunku. Do tolerowania frustracji wynikającej z tego, że powiedziało się „tak”, choć dziś znacznie bardziej chciałoby się powiedzieć „nie”. Jeżeli ta zdolność jest krucha, aktualny stan wewnętrzny może za każdym razem wygrywać.
Wygłaszane zapewnienia bywają tak przekonujące, ponieważ człowiek naprawdę wierzy w siebie za każdym razem od nowa. Problem w tym, że jego przekonanie istnieje przede wszystkim teraz. Brakuje mostu pomiędzy wczoraj, dziś i jutro. Dla bliskich jest to szczególnie bolesne, ponieważ długo próbują znaleźć regułę, która wyjaśni sprzeczność. Przecież obiecał, przecież mówiła, że rozumie, przecież widziałam, że było mu przykro, przecież wtedy naprawdę brzmiała szczerze. Być może właśnie dlatego brzmiała szczerze, bo w tamtej chwili te słowa rzeczywiście odpowiadały temu, co człowiek czuł. Jednakże szczerość w danej chwili nie jest tym samym co zdolność do odpowiedzialności za własne słowa.
Ta rozbieżność może być bardzo trudna do przyjęcia, bo odbiera jedno z najważniejszych źródeł nadziei. Przekonanie, że skoro ktoś zrozumiał, żałuje albo obiecał, tym razem wydarzy się coś innego. Niekoniecznie. O zmianie znacznie więcej mówi nie intensywność deklaracji, lecz ciągłość zachowania. Czy za słowami idą działania? Czy zobowiązanie istnieje również wtedy, kiedy nikt go nie przypomina? Czy druga osoba potrafi uwzględnić skutki swoich decyzji? Czy pamięta o tym, co było ważne dla kogoś bliskiego, kiedy jej własny interes podpowiada coś przeciwnego? Czy bierze odpowiedzialność za kolejne zerwane ustalenia, zamiast za każdym razem zaczynać historię od początku?
Może to właśnie w tym miejscu kryje się najtrudniejsza prawda o naszej psychice. Stałość nie jest nam dana raz na zawsze, lecz wymaga ciągłego scalania naszych wewnętrznych, często sprzecznych części. Odpowiedzialność za słowo zaczyna się tam, gdzie dorosłe „ja” potrafi udźwignąć ciężar wczorajszego wyboru. Żeby to było możliwe, potrzeba jednak pracy nad zdolnością do znoszenia napięcia, frustracji i sprzecznych uczuć bez konieczności natychmiastowego ich rozładowywania. Wymaga to rozpoznawania własnych mechanizmów, przyglądania się temu, co uruchamia potrzebę doraźnej ulgi, i stopniowego budowania większej przestrzeni pomiędzy impulsem a działaniem.