09/08/2026
Najwięcej o jodze nauczyłam się gdy miałam największe ograniczenia (nadal ze swoich ograniczeń czerpię najwięcej nauki). Kiedy nie wszystko wychodziło (i nadal wiele nie wychodzi). Kiedy musiałam przestać porównywać się do tego, jak powinno wyglądać ciało osoby praktykującej jogę.
I właśnie wtedy zaczęłam inaczej postrzegać ciało, bo zrozumiałam, że to, co działa na mnie, nie musi działać na Ciebie.
Że moje doświadczenie bólu, napięcia, ograniczenia czy uwolnienia jest tylko moim doświadczeniem.
Bo Ty masz inne ciało. Inną historię. Inny układ nerwowy. Inne możliwości. Inne potrzeby.
Inne codzienne życie i obowiązki.
Dlatego dziś nie uważam, że umiejętność stania na głowie, szpagat czy piękna, głęboka asana są dowodem głębokiego rozumienia jogi.
Są dowodem sprawności.
A to nie jest to samo.
Bo można mieć niezwykle sprawne ciało i kompletnie nie umieć spotkać drugiego człowieka w jego ciele.
Można znać setki asan i nie zauważyć, że ktoś właśnie przekracza swoją granicę.
Można pięknie pokazywać asany i wciąż niewiele rozumieć z tego, czym ona naprawdę jest.
Dla mnie dojrzałość nauczyciela zaczyna się wtedy, kiedy przestaje uczyć ludzi własnego ciała.
I zaczyna słuchać ich ciał.
Bo joga nie jest konkursem na to, kto potrafi zrobić więcej.
Jest spotkaniem z tym, co jest.
I czasem to właśnie ograniczone, niedoskonałe, „niejogowe” ciało nauczy nas o jodze więcej niż najbardziej spektakularna asana.