30/07/2026
X: Madzia, a co ty będziesz tyle czasu tam robić na urlopie? Tam nic nie ma!
M: I właśnie o to chodzi. Będę robić NIC. I czytać.
Od paru lat, w każdym lipcu, wyjeżdżam tam, gdzie prawie nic nie ma. Cisza, morze, piach i (względnie) święty spokój. Po intensywnej pracy z ludźmi potrzebuję zwykle ponad tygodnia, żeby się sama wyciszyć, odbodźcować, naładować na nowo.
Jedyny plan na ten czas, to czytać, czytać, czytać.
Teraz po 3 zaliczonych kryminałach sięgnęłam po książkę Sabiny Sadeckiej. Jak bardzo wpisuje się ona w moje wakacje!
Niby jest o traumach, ale dla mnie najistotniejsze są te rozdziały, które mówią o powrocie do siebie. Poznanie własnego układu nerwowego, znalezienie bodźców, które nas rozregulowują, obserwacja własnych reakcji i tworzenie ich na nowo. Bo praca z traumą, to w dużej mierze skupienie na ciele, emocjach, dopiero potem na myślach. I tak jak w SE - traumy się nie usuwa, ją się renegocjuje. Trudne doświadczenie zostanie, ale to, w jaki sposób na nie zareagujemy, da się zmienić.
I o tym jest ta książka.
Tak potrzebna. Nie tylko nam terapeutom, ale także Wam.
A gdzie mi samej lepiej wrócić do ciała niż nie nad morzem? Dźwięk fal, zapach wody, dotyk piasku pod stopami, muśnięcia słońca na skórze, głębsze oddechy…
A jakie są Wasze miejsca i sposoby na powrót do siebie? Dajcie znać, jestem bardzo ciekawa!
M. ☀️🌊☀️
P.S. Dziękuję za Waszą cierpliwość, w przyszłym tygodniu nowy grafik zajęć na sierpień.