22/06/2026
Perspektywa Gestalt, a diagnoza w gabinecie.
Psychoterapeuta Gestalt w pracy klinicznej przywiązuje dużą wagę do rozumienia diagnozy psychiatrycznej czy psychologicznej. Nie oznacza to jednak, że diagnoza staje się centralnym punktem procesu terapeutycznego. W podejściu Gestalt większy nacisk kładzie się na indywidualne doświadczenie człowieka, sposób organizowania kontaktu z otoczeniem, dynamikę mechanizmów przystosowawczych i twórczych oraz znaczenie objawów w teraźniejszości, a także historię życia i doświadczeń konkretnej osoby.
Diagnoza kliniczna jest ważnym opisem cierpienia. Pomaga porządkować wiedzę o funkcjonowaniu człowieka, przewidywać trudności oraz planować leczenie. Jednak z perspektywy Gestalt stanowi ona raczej mapę niż sam teren doświadczenia. To, co najistotniejsze, wydarza się bowiem w niepowtarzalnym świecie przeżyć klienta.
Zaryzykuję podzielenie się własną perspektywą i spróbuję uzasadnić sens takiego rozumienia pracy klinicznej.
Jestem specjalistą psychoterapii uzależnień i przez dziesięć lat pracowałam z osobami doświadczającymi problemu uzależnienia w ośrodku stacjonarnym, a także pracuję z nimi do dziś w gabinecie. To właśnie na przykładzie tej diagnozy najłatwiej wskazać różnicę pomiędzy pracą skoncentrowaną na objawie a pracą skoncentrowaną na człowieku.
W Gestalcie uzależnienie rozumiane jest często jako twórcze przystosowanie – sposób radzenia sobie z cierpieniem, który w określonym momencie życia pozwolił przetrwać, regulować emocje, chronić się przed bólem lub utrzymać psychiczną równowagę. Jednocześnie ten sam sposób funkcjonowania, który kiedyś był pomocny, z czasem zaczyna ograniczać życie, relacje i rozwój.
W gabinecie spotkałam klienta, który spełniał wszystkie kryteria diagnostyczne uzależnienia. Mimo tego funkcjonował zawodowo, utrzymywał relacje społeczne i realizował codzienne obowiązki. Po przeprowadzeniu wywiadu zaproponowałam leczenie stacjonarne. W odpowiedzi usłyszałam:
„Swoim uzależnieniem zajmuję się sam. Przyszedłem do pani z tematami, które zgłosiłem”.
Ta odpowiedź stała się dla mnie niezwykle ważną lekcją kliniczną. Diagnoza okazała się tłem, podczas gdy figurą procesu terapeutycznego były doświadczenia stanowiące źródło cierpienia i trudności klienta. Pracowaliśmy wspólnie przez wiele lat. Nigdy nie zajmowaliśmy się bezpośrednio samym uzależnieniem ani klasycznymi narzędziami terapii uzależnień. Nie dlatego, że są one nieskuteczne lub niepotrzebne. Po prostu w tym konkretnym przypadku klient potrzebował czegoś innego.
Każda diagnoza posiada bowiem wymiar głęboko osobisty. Dwóch ludzi spełniających te same kryteria diagnostyczne może doświadczać swojego cierpienia w całkowicie odmienny sposób. To właśnie ten indywidualny sposób przeżywania objawów staje się dla psychoterapeuty Gestalt drogowskazem pracy klinicznej.
Klient ma prawo decydować, jak chce przechodzić własny proces leczenia, zmiany i rozwoju. W tym sensie psychoterapia jest przestrzenią wolności i odpowiedzialności. Psychoterapeuta nie staje się osobą wskazującą klientowi właściwą drogę ani ekspertem od jego życia. Pozostaje natomiast obecnym i aktywnie zaangażowanym towarzyszem procesu, wspierającym klienta w podążaniu ścieżką i kierunkami, które sam wybiera i które sam będzie musiał unieść oraz przejść.
Jako gestaltystka nie staję się ekspertką od indywidualnego przebiegu procesu drugiego człowieka. Mogę natomiast stawać się ekspertką od pomagania ludziom w odzyskiwaniu kontaktu z tym, co zostało wyparte, odszczepione lub zamrożone. Towarzysząc w przeżywaniu emocji, które nie mogły zostać wcześniej przeżyte, wspierając rozwój świadomości własnych procesów psychicznych, pomagamy nadawać znaczenie doświadczeniom oraz rozpoznawać sposoby organizowania kontaktu z sobą i światem, aby ostatecznie poszukiwać dróg i miejsc zmiany.
W tym sensie jako gestaltyści stajemy się profesjonalnie ludzcy. Korzystamy z własnej obecności, rezonansu emocjonalnego i empatii ucieleśnionej. Jesteśmy gotowi doświadczać tego, co pojawia się w relacji terapeutycznej, reagować autentycznie i żywo na świat wnoszony przez klienta. Poprzez transformowanie doświadczenia w sobie tworzymy rezonans oraz możliwość koregulacji w relacji.
To właśnie w relacji często ujawniają się obszary zranienia, niezaspokojone potrzeby, przerwane procesy rozwojowe oraz mechanizmy obronne i twórcze przystosowania, które z czasem zaczęły organizować życie człowieka w sposób pozwalający przeżywać życie pomimo doświadczanego cierpienia. Dzisiejsze symptomy i objawy opisywane są językiem diagnozy.
Objawy nie są więc wyłącznie problemem do usunięcia. Są komunikatem. Mówią o historii cierpienia, sposobach przetrwania oraz niezakończonych procesach wymagających uwagi i integracji.
Taki sposób pracy pomaga mi docierać do rzeczywistych obszarów wymagających uzdrowienia, zamiast koncentrować się przede wszystkim na dopasowywaniu człowieka do określonego modelu teoretycznego. W gabinecie pojawia się wtedy dwóch ekspertów. Jeden jest ekspertem od własnego życia, historii i sposobów przetrwania. Drugi jest ekspertem od procesu terapeutycznego, który pomaga porządkować wewnętrzną rzeczywistość, wspierać świadomość i tworzyć warunki do zmiany.
Kiedy więc do mojego gabinetu trafia osoba uzależniona, mimo że jestem specjalistą psychoterapii uzależnień, nie pracuję poprzez pryzmat diagnozy. Pracuję z człowiekiem i jego doświadczeniem – zarówno tym dzisiejszym, jak i z odkrywaniem dróg oraz miejsc, które wpłynęły na jego obecny sposób funkcjonowania.
Wspomniany klient przez wiele lat zajmował się tematami, które sam uznawał za ważne. Nigdy nie uczynił uzależnienia głównym tematem terapii. Paradoksalnie jednak funkcja, jaką pełniło uzależnienie, zaczęła stopniowo słabnąć wraz z przepracowywaniem kolejnych obszarów cierpienia. Potrzeby, relacje, poczucie wartości, doświadczenia straty, samotności i odrzucenia stawały się figurą procesu terapeutycznego. Diagnoza pozostawała tłem.
Z perspektywy czasu i doświadczenia klinicznego doceniam ten sposób pracy. Szczególną wartością tego podejścia jest możliwość wnoszenia interwencji dedykowanych specyficznemu i niepowtarzalnemu procesowi klienta, wspierania jego autonomii, odpowiedzialności, a przede wszystkim zaangażowania w jego własny proces.
Zmiana zachodziła nie dlatego, że realizowaliśmy założenia wynikające z diagnozy, ale dlatego, że klient odzyskiwał kontakt z samym sobą. Każdy zakręt procesu, każda trudność i każde zatrzymanie stawały się okazją do odnalezienia utraconych części siebie – tych porzuconych, ukrytych lub zamrożonych w obronach.
To właśnie odzyskiwanie siebie stanowi istotę zdrowienia. Objawy stopniowo tracą swoją funkcję nie dlatego, że zostały zwalczone, ale dlatego, że człowiek nie potrzebuje już korzystać z nich w dotychczasowy sposób.
Dlatego w moim rozumieniu pozycja klinicysty nie sprowadza się wyłącznie do rozpoznawania zaburzeń i planowania interwencji. Polega przede wszystkim na uznaniu sensu procesu człowieka oraz gotowości do autentycznego spotkania z nim na granicy kontaktu. To tam ujawnia się żywe doświadczenie, które poprzedza każdą diagnozę i które ostatecznie stanowi najważniejszy obszar pracy psychoterapeutycznej.
#
#
#
#
#