20/04/2026
Pole traumy to obszar przecięty, podzielony, pokawałakowany, pofragmentowany, gdzie nie ma połączenia między odseparowanymi częściami. Nie ma łączności. Nie ma punktu styku. Linia czasu i jego ciągłość zostaje przerwana. Znany dotąd porządek zostaje naruszony. Zastępuje go niepewność, brak poczucia bezpieczeństwa i chaos.
Pisząc o traumie, chcę odnieść się do wystawy Julie Mehretu "KAIROS / WARIACJE DUCHOLOGICZNE", którą widziałam ostatnio w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie.
Ze wstępu do wystawy przeczytałam, że sztuka Mehretu "łączy ideę antycznego pojęcia kairos - krytycznego punktu zwrotnego - z duchologią Jacques'a Derridy, w której teraźniejszość nawiedzają widma niedomkniętej przeszłości."
Jakiś czas temu słuchałam wykładu "Kairos i metanoia - anatomia decydujacej chwili", w którym dr Mirosław Miniszewski mówi o etymologicznym znaczeniu słowa "kairos" jako śmiertelnym punkcie na ciele wojownika, gdzie "kairos" związany jest z momentem, w którym ciągłość rzeczywistości zostaje przerwana i jest doświadczany jako nacięcie w tkance czasu.
I właśnie na tym pękniętym i naciętym tle Mehretu odnosi się w swoich pracach do największych momentów krytycznych ostatnich lat tj. pandemii, wojen, kataklizmów, konfliktów na tle rasowym, reżimów i autorytaryzmu. To właśnie one są punktem zwrotnym i tytułowym kairosem.
Jeżeli weźmiemy jeszcze pod uwagę, że słowo "trauma" z greckiego oznacza ranę, przecięcie, przerwanie ciągłości tkanek, to zarówno trauma jak i kairos łączą się ze sobą, a ich znaczenie uobecnia się na wystawie w symboliczny i archetypowy sposób.
Obrazy Mehretu w pierwszym odruchu mogą zniechęcać, a ich oglądanie nie należy do najprzyjemniejszych. I to kolejna warstwa pola traumy. Nie chcemy się przy niej zatrzymywać. Nie chcemy się jej przyglądać. Na początku możemy nie rozumieć, co tu się właściwie dzieje, skąd ten chaos i czy kiedykolwiek wyłoni się z niego jakiś sens, ale tak właśnie wygląda zdezorientowany i pofragmentowany świat psychiki po doświadczeniu czegoś, co nagle i gwałtownie przerywa ciągłość poczucia bezpieczeństwa. To wizualna reprezentacja, która odzwierciedla rzeczywistość po doświadczeniu nagłych, traumatycznych zdarzeń, zbyt dużych i zbyt intensywnych, aby je pomieścić, tym bardziej, kiedy brakuje wsparcia. Tak wygląda nieprzewidywalny świat wojny, nagłych strat i przemocy.
Do tego dochodzi jeszcze warstwa czasu, która ulega rozpadowi, co tworzy utknięcie w wydarzeniu traumatycznym, poczucie jakby nie było z niego wyjścia, które jest przenoszone z przeszłości do tu i teraz, co w pracach Mehretu jest nawiązaniem do Derridy i uobecnia się jako widmo przeszłości zniekształcające teraźniejszość. Jako niedomknięta figura, która daje o sobie znać i przenosi się z pola przeszłości do tu i teraz.
Ale jest też jeszcze jeden, być może najważniejszy aspekt tej wystawy. Mianowicie taki, że im dłużej wypatrujemy się w obraz, gdy od niego nie uciekamy, uwaga odchodzi od całości, a zaczyna skupiać się na detalach. Pojawiają się drobne ścieżki, punkty i szlaki, które wyodrebniają się z chaosu przytłaczającej całości.
I tak też jest, gdy spotykamy się z traumą. Próba objęcia jej od razu w całości skazana jest na porażkę. Dopiero uważność na to, co wyłania się z fragmentów, jest początkiem nadawania znaczenia, odzyskiwania utraconej historii i sensu.
Agnieszka Siołek-Cichocka
Fot. własne.