Psychoterapia w Przepływie - Agnieszka Siołek-Cichocka

Psychoterapia w Przepływie - Agnieszka Siołek-Cichocka Wspieram w twórczym życiu i byciu bliżej siebie. W stawaniu na własnych nogach.

Jestem certyfikowaną psychoterapeutką Gestalt (EAGT) oraz terapeutką arteterapii sensomotorycznej Guided Drawing®. Łączę psychoterapię ze sztuką i filozofią wschodu.

"Pojawi się ścieżka, wyłoni się z procesu, a prąd bezsilności poniesie nas tam, gdzie się ona zaczyna. Ale musimy zrobić...
25/05/2026

"Pojawi się ścieżka, wyłoni się z procesu, a prąd bezsilności poniesie nas tam, gdzie się ona zaczyna. Ale musimy zrobić dla niej miejsce. Ścieżka jeszcze się nie pojawiła, ponieważ brakowało dla niej miejsca. Nie możemy wchodzić w drogę zmianom, zajmując ich miejsce naszymi dobrymi intencjami i wysiłkami, aby pomóc. Chodzi o to, by nie wypełniać przestrzeni dla zmian sobą, ale zamiast tego zrobić miejsce dla nadziei. Być wystarczająco cichym, by zauważyć to, co chce być usłyszane. Być na tyle powolnym, by nie przegapić tego, czego jeszcze nie ma.

Pozostając prawdziwie obecnymi w bezradności i nie próbując zmieniać tego stanu bycia, zapewniamy wsparcie procesom pola, które dzięki temu mogą się wyłonić. Możemy wówczas uznać doświadczenie bezsilności za zaproszenie, za otwarte drzwi dla tego, czego brakuje w danej sytuacji i co pragnie się wydarzyć."

Cytat z książki Jana Roubala "Nie przeszkadzać nadziei. Przewodnik terapeuty po depresyjnym polu".

Wciąż się nią zachwycam.

Każdy zachód słońca przypomina, że nie ma przemiany bez przemijania. I, że zakończenia też mogą być piękne. Agnieszka Si...
15/05/2026

Każdy zachód słońca przypomina, że nie ma przemiany bez przemijania. I, że zakończenia też mogą być piękne.

Agnieszka Siołek-Cichocka

Fot. własne

Uwielbiam wracać nad morze. Morze bez względu na pogodę, jest dla mnie zawsze tak samo odżywcze, kojące i regulujące. Wi...
13/05/2026

Uwielbiam wracać nad morze. Morze bez względu na pogodę, jest dla mnie zawsze tak samo odżywcze, kojące i regulujące. Więc jak już ładować baterie, to w szumie fal i w rytmie przypływów i odpływów.

Pozdrawiam nadmorsko. 🌊😊

Coraz częściej doświadczam, że największy rozwój ma miejsce w tych cichych, spokojnych momentach, w których z pozoru nie...
11/05/2026

Coraz częściej doświadczam, że największy rozwój ma miejsce w tych cichych, spokojnych momentach, w których z pozoru nie dzieje się nic. W czasie zwolnienia, wyciszenia, wycofania i regeneracji. Gdy rzeczy mogą układać się, asymilować i płynąć swoim własnym rytmem. W rytm wdechów i wydechów. W rytm przypływów i odpływów.

Właśnie wtedy zadziewa się to, co najważniejsze. W zwolnieniu można spotkać i usłyszeć siebie. A, gdy na zewnątrz dzieje się "nic", wtedy rzeczy mogą zadziać się wewnątrz nas.

Agnieszka Siołek-Cichocka

Fot. własne

W ogrodzie zapachbzu. Słodycz przenika podskórę, by oddychać tobą. *Bo to jest tak, że przyroda nie jest tylko dla nas, ...
09/05/2026

W ogrodzie zapach
bzu. Słodycz przenika pod
skórę, by oddychać tobą.

*
Bo to jest tak, że przyroda nie jest tylko dla nas, ale my również jesteśmy dla przyrody. Relacje nie są tylko dla nas, ale my również jesteśmy dla relacji.

Pamiętam, jak kilka lat temu - na warsztacie o pracy z fizycznymi procesami w połączeniu ze świadomością sensoryczną i kreatywnym oddychaniem - prowadząca go psychoterapeutka Gail Feistein zaprosiła nas do eksperymentu, aby, oddychając, poczuć, że nie tylko oddychamy, ale że jesteśmy też oddychani. W tym sensie, że powietrze, które wdychamy nie jest tylko dla nas, ale my również jesteśmy dla powietrza.

To był moment, który kompletnie przeobraził moje postrzeganie, tym bardziej, że Gail Feistein odniosła sposób w jaki oddychamy do tematyki patriarchalnej, czyli do tematu władzy, która nie uwzględnia wzajemnej relacyjności i ten brak równowagi możemy zauważyć w sposobie, w jaki oddychamy.

W paradygmacie relacyjności pojedynczy człowiek nie jest w centrum, ale jest we współtworzeniu i w zależności. Tymczasem często nie chcemy dopuścić do siebie świadomości współzależności oraz tego, że nie tylko świat i inni wpływają na nas, ale my również wpływamy sobą na innych i na świat. Że my również jesteśmy kontekstem czyjejś rzeczywistości.

Nie chcemy tego dopuszczać, bo to jest o braniu odpowiedzialności i przyglądaniu się, jak współtworzę kontakt ze sobą, ze światem i z innymi. Przyglądaniu się swojemu wpływowi. Jest więc o wyjścia poza egocentryzm i egotyzm. Poza zaprzątnięcie sobą. Poza jednowymiarowy świat własnych potrzeb.

I bynajmniej nie chodzi o to, aby o sobie zapominać, ale aby uwzględniać i być świadomym sieci współtworzonych połączeń.

Wielu ludzkich problemów wynika z poczucia odizolowania i wyobcowania, z poczucia braku zakorzenienienia. Ale jeśli choć trochę przeniesiemy akcent z siebie na to, co współtworzymy, co wnosimy sobą do świata, co jest pomiędzy mną a światem, wtedy dzieląc się sobą, odzyskujemy połączenie i wychodzimy z odizolowania.

Agnieszka Siołek-Cichocka

Dziś jest Dzień Głosu Serca i w związku z nim, przypominam tekst o podążaniu za tym, co wybiera serce. 💚
06/05/2026

Dziś jest Dzień Głosu Serca i w związku z nim, przypominam tekst o podążaniu za tym, co wybiera serce. 💚

O PODĄŻANIU ZA TYM, CO WYBIERA SERCE

Wróciłam ostatnio do książki Jean Shinody Bolen "Tao psychologii. Synchroniczność i jaźń" i zatrzymał mnie fragment z rozdziału "Tao jako droga serca". Mówi o tym, by przed ważnym wyborem pobyć z pytaniem sprawdzającym jego wartość oraz spójność z naszą ścieżką wewnętrzną. A to pytanie brzmi:

„Czy ta ścieżka obdarzona jest sercem?"

Jean Shinoda Bolen pisze dalej:

"Umieć wybierać drogę serca, znaczy nauczyć się podążać za wewnętrznym rytmem uczuć i intuicji. Rozum potrafi powiedzieć w przybliżeniu, dokąd droga zaprowadzi, ale nie zdoła ocenić, czy będzie miała serce. Warto racjonalnie rozważyć każdy życiowy wybór, ale nie powinno się opierać na tym ostatecznej życiowej decyzji.

Decyzje o wyborze partnera do małżeństwa, zawodu, który będziemy wykonywać, czy wartości, za którymi opowiemy się w życiu, wymagają zaangażowania serca. Rozum może być doskonałym pomocnikiem, jednak nie ma on żadnego rozeznania w uczuciach ani w tym, co posiada duchową wartość i co nadaje życiu ostateczny sens."

Jakiś czas temu poznałam praktykę, która wywodzi się z systemu ćwiczeń tao oraz qigong i jest spójna z filozofią podążania za wewnętrzną ścieżką serca, o której pisze Jean Shinoda Bolen. Praktyka polega na tym, by przed decyzją lub w chwili wątpliwości usiąść w ciszy i pomyśleć o danym wyborze, kierując uwagę w stronę serca. Wybór, który jest z nami zgodny, odczuwamy jako spokój, rozluźnienie serca i jego harmonijny rytm - jest wewnętrznym TAK. Wybór, który nas dezintegruje, tworzy ucisk, spłyca oddech i przyspiesza rytm serca - jest wewnętrznym NIE.

Możesz przetestować to ćwiczenie, kierując w stronę serca myśl, o której wiesz, że jest z tobą zgodna, a potem taką, która nie jest z tobą spójna. Co dzieje się z twoim sercem w obu przypadkach? Zauważ różnicę.

Na początku te odczucia mogą być bardzo subtelne. Z biegiem praktyki stają się wyraźniejsze.

To świetne ćwiczenie, by wsłuchiwać się w swoją intuicję, praktykować ją i rozwijać na poziomie somatycznym wewnętrzną mądrość.

Wybór serca to nie chwilowa zachcianka. To nie jest poddawanie się zmiennym emocjom i nastrojom. To wewnętrzny głęboki głos mądrości w nas.

Nasze serca znają odpowiedź.
Wystarczy wejść z sercem w kontakt i posłuchać.

Agnieszka Siołek-Cichocka

Fot. własne.

Sezon książkowo-hamakowy uważam za otwarty. :) A do tego zaczynam go z wyjątkową lekturą "Nie przeszkadzać nadziei. Prze...
26/04/2026

Sezon książkowo-hamakowy uważam za otwarty. :) A do tego zaczynam go z wyjątkową lekturą "Nie przeszkadzać nadziei. Przewodnik terapeuty po depresyjnym polu" autorstwa Jana Roubala od Oficyna Związek Otwarty / OZO, na której wydanie bardzo się ucieszyłam, ponieważ uczenie się od Jana Roubala, w formie wszelakiej, jest przywilejem i po prostu cieszę się, że są tacy nauczyciele.

Kilka lat temu uczestniczyłam w seminarium superwizyjnym u Jana Roubala właśnie na temat spotkania w depresyjnym polu i było to doświadczenie, które odmieniło moje spojrzenie na temat depresji i na psychoterapeutyczną pracę. Więc nie mam wątpliwości, że zawartość tej książki jest równie cenna.

Wczoraj obejrzałam nagranie z autorskiego spotkania wokół książki i zostało ze mną zdanie, które jest dla mnie esencją tego podejścia:

"Moim zadaniem nie jest pomagać. Ja chcę być z tobą."

I właśnie o tym, co to znaczy nie pomagać, ale naprawdę być w polu doświadczenia depresyjnego (czy innego), jest ta książka.

Agnieszka Siołek-Cichocka

Pole traumy to obszar przecięty, podzielony, pokawałakowany, pofragmentowany, gdzie nie ma połączenia między odseparowan...
20/04/2026

Pole traumy to obszar przecięty, podzielony, pokawałakowany, pofragmentowany, gdzie nie ma połączenia między odseparowanymi częściami. Nie ma łączności. Nie ma punktu styku. Linia czasu i jego ciągłość zostaje przerwana. Znany dotąd porządek zostaje naruszony. Zastępuje go niepewność, brak poczucia bezpieczeństwa i chaos.

Pisząc o traumie, chcę odnieść się do wystawy Julie Mehretu "KAIROS / WARIACJE DUCHOLOGICZNE", którą widziałam ostatnio w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie.

Ze wstępu do wystawy przeczytałam, że sztuka Mehretu "łączy ideę antycznego pojęcia kairos - krytycznego punktu zwrotnego - z duchologią Jacques'a Derridy, w której teraźniejszość nawiedzają widma niedomkniętej przeszłości."

Jakiś czas temu słuchałam wykładu "Kairos i metanoia - anatomia decydujacej chwili", w którym dr Mirosław Miniszewski mówi o etymologicznym znaczeniu słowa "kairos" jako śmiertelnym punkcie na ciele wojownika, gdzie "kairos" związany jest z momentem, w którym ciągłość rzeczywistości zostaje przerwana i jest doświadczany jako nacięcie w tkance czasu.

I właśnie na tym pękniętym i naciętym tle Mehretu odnosi się w swoich pracach do największych momentów krytycznych ostatnich lat tj. pandemii, wojen, kataklizmów, konfliktów na tle rasowym, reżimów i autorytaryzmu. To właśnie one są punktem zwrotnym i tytułowym kairosem.

Jeżeli weźmiemy jeszcze pod uwagę, że słowo "trauma" z greckiego oznacza ranę, przecięcie, przerwanie ciągłości tkanek, to zarówno trauma jak i kairos łączą się ze sobą, a ich znaczenie uobecnia się na wystawie w symboliczny i archetypowy sposób.

Obrazy Mehretu w pierwszym odruchu mogą zniechęcać, a ich oglądanie nie należy do najprzyjemniejszych. I to kolejna warstwa pola traumy. Nie chcemy się przy niej zatrzymywać. Nie chcemy się jej przyglądać. Na początku możemy nie rozumieć, co tu się właściwie dzieje, skąd ten chaos i czy kiedykolwiek wyłoni się z niego jakiś sens, ale tak właśnie wygląda zdezorientowany i pofragmentowany świat psychiki po doświadczeniu czegoś, co nagle i gwałtownie przerywa ciągłość poczucia bezpieczeństwa. To wizualna reprezentacja, która odzwierciedla rzeczywistość po doświadczeniu nagłych, traumatycznych zdarzeń, zbyt dużych i zbyt intensywnych, aby je pomieścić, tym bardziej, kiedy brakuje wsparcia. Tak wygląda nieprzewidywalny świat wojny, nagłych strat i przemocy.

Do tego dochodzi jeszcze warstwa czasu, która ulega rozpadowi, co tworzy utknięcie w wydarzeniu traumatycznym, poczucie jakby nie było z niego wyjścia, które jest przenoszone z przeszłości do tu i teraz, co w pracach Mehretu jest nawiązaniem do Derridy i uobecnia się jako widmo przeszłości zniekształcające teraźniejszość. Jako niedomknięta figura, która daje o sobie znać i przenosi się z pola przeszłości do tu i teraz.

Ale jest też jeszcze jeden, być może najważniejszy aspekt tej wystawy. Mianowicie taki, że im dłużej wypatrujemy się w obraz, gdy od niego nie uciekamy, uwaga odchodzi od całości, a zaczyna skupiać się na detalach. Pojawiają się drobne ścieżki, punkty i szlaki, które wyodrebniają się z chaosu przytłaczającej całości.

I tak też jest, gdy spotykamy się z traumą. Próba objęcia jej od razu w całości skazana jest na porażkę. Dopiero uważność na to, co wyłania się z fragmentów, jest początkiem nadawania znaczenia, odzyskiwania utraconej historii i sensu.

Agnieszka Siołek-Cichocka

Fot. własne.

"Żyć to znaczy pozostawać w relacjach - z innymi, owszem - ale także z niepewnością, ze zmianą, z tymi częściami nas sam...
18/04/2026

"Żyć to znaczy pozostawać w relacjach - z innymi, owszem - ale także z niepewnością, ze zmianą, z tymi częściami nas samych, które wciąż się rozwijają. Zakłócenia nie mijają. Ale nasza zdolność do radzenia sobie z nimi w inny sposób też nie.

I właśnie w tej przestrzeni, poprzez sposób, w jaki na nie reagujemy, w jaki je naprawiamy, gdy zaczynamy patrzeć na nie z nowej perspektywy, znów zaczynamy coś czuć - nie tylko stabilność i bezpieczeństwo, ale także to, że żyjemy."

- Esther Perel

Obraz: Karenina Fabrizzi

"Podróż ku indywiduacji - psychologiczna wyprawa zmierzająca do odkrycia pełni psychiki - kończy się unią przeciwieństw,...
10/04/2026

"Podróż ku indywiduacji - psychologiczna wyprawa zmierzająca do odkrycia pełni psychiki - kończy się unią przeciwieństw, wewnętrznym małżeństwem „męskich” i „żeńskich” aspektów osobowości, których symbolem jest wschodni znak yin-yang. Mówiąc bardziej abstrakcyjnie i bez przypisywania ról płciowych, jest to podróż, której celem jest osiągnięcie psychicznej pełni, w której jest miejsce na bierność i aktywność, autonomię i zależność, miłość i pracę. Są to nasze psychiczne walory, zasadnicze elementy naszego „ja", które możemy poznać dzięki życiowemu doświadczeniu. Jest to nasz ludzki potencjał, z którym zaczęliśmy podróż."

- Jean Shinoda Bolen

Każdy z nas, bez względu na płeć, ma w sobie uwewnętrzniony pierwiastek męski i kobiecy. To, jak myślimy o męskości i kobiecości, to jakimi wzorcami przesiąkneliśmy, to jakie mamy doświadczenia z energią męską i kobiecą, wpływa na naszą wewnątrzą relację między tymi aspektami i tym samym znacząco wpływa na jakość naszego życia.

Wewnętrzne małżeństwo w tym przypadku oznacza, że żaden z aspektów nie dominuje nad drugim, żaden nie zwalcza drugiego, nie wywyższa go i nie pomniejsza. Męskość nie kontroluje kobiecości, a kobiecość nie dewaluuje męskości. Oba aspekty potrafią współistnieć ze sobą w swojej różnicy i odmienności. Nie muszą być takie same, nie muszą się zrównywać, ponieważ są komplementarne, co oznacza, że uzupełniają się, jak np. dzień i noc. Każde wnosi zupełnie inną jakość, ale razem tworzą spójną całość.

W daoistycznej filozofii wschodu relacja między Yin i Yang ma szczególnie znaczenie dla wewnętrznego i zewnętrznego dobrostanu. Yin nie istnieje bez Yang. Yang nie istnieje bez Yin. I kiedy te dwie zasady pozwalają sobie działać i uzupełniać się, wtedy jest miejsce na cykliczny przepływ życia we wszystkim jego przejawach. Jest miejsce na całość.

Podobnie jest w nas. Kiedy nasz aspekt męski jest w kontakcie z kobiecym, a kobiecy z męskim, kiedy obie te jakości mogą się przez nas przejawiać poprzez wzajemne uznanie siebie, wtedy mamy dostęp do zróżnicowanej psychicznej pełni w sobie. Wtedy też zmieniają się nasze relacje zewnętrzne, bo to, co wewnątrz nas, to na zewnątrz.

Agnieszka Siołek-Cichocka

Adres

Centrum Kultury ZAMEK, Wejście Do Budynku: Ulica Fredry 7, Gabinet Nr 49 (1 Piętro)
Poznan
61-701

Telefon

+48665092451

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Psychoterapia w Przepływie - Agnieszka Siołek-Cichocka umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do Psychoterapia w Przepływie - Agnieszka Siołek-Cichocka:

Skróty

Udostępnij

Kategoria