Martyna Bogusław Psycholog Psychoterapeuta

Martyna Bogusław Psycholog Psychoterapeuta Jestem psychoterapeutką Gestalt na ostatnim roku szkolenia, psycholożką i psychodietetyczką. Lubię towarzyszyć w poszukiwaniach.

Trzymam przestrzeń dla tego, co potrzebuje się wyłonić. Wspieram w przywracaniu połączeń: ze sobą, z innymi i ze światem. Jestem psychologiem, dyplomowaną specjalistką z zakresu psychodietetyki i psychoterapeutką Gestalt w trakcie procesu szkolenia. Pracuję z osobami które chcą odzyskać równowagę. W kontakcie ze sobą, swoimi emocjami i ciałem, w relacji z jedzeniem, w związkach, w rodzicielstwie,

w pracy i po prostu - w życiu. Wierzę, że celem terapii jest nie tylko pozbycie się dolegliwości, ale powrót do siebie. W trakcie naszej współpracy obserwujesz swoje myśli, emocje i ciało. Często odkrywasz różne wzorce i schematy, w które wpadasz. A to sprawia, że przestajesz działać automatycznie i trzymać się tego co Ci nie służy. Dzięki większej świadomości siebie, swoich uczuć i potrzeb masz więcej możliwość wybierania i więcej wolności. Aktualnie szkolę się w Wielkopolskiej Szkole Psychoterapii Gestalt, a swoją prace poddaję regularnej superwizji. I am a psychologist, specialist in the area of psychodietetics and psychotherapist during a training process. I can support you in regaining your balance. In a relation with yourself, your body and emotions, in relation with food, in relationships with others, at work, in parenthood, and simply - in your life. I believe that the aim of psychotherapy is not only to get rid of ailments, but to come back to yourself. During the process, you observe your emotions, thoughts, body. You often identify pattern, that you get into. This makes you stop acting automatically and holding on to what is not useful for you. When you become more aware of yourself, you have more options to choose from and more freedom. I study at Greaterpoland School of Gestalt Psychology and work under supervision.

Chodząc górskimi ścieżkami czuję, jak różne przeżycia minionych tygodni – z warsztatów, treningu terapeutycznego i po pr...
30/07/2026

Chodząc górskimi ścieżkami czuję, jak różne przeżycia minionych tygodni – z warsztatów, treningu terapeutycznego i po prostu z codzienności – zaczynają znajdować we mnie swoje miejsce.

Czerwiec i lipiec były tak intensywne, że dopiero w tym spowolnieniu mogę naprawdę zasymilować to, co się wydarzyło.

Wraca do mnie wystąpienie Jana Roubala na konferencji PTPG, który mówił o znaczeniu postkontaktu i wycofania. Współczesny świat jest wprost przesycony bodźcami. Kawałek po kawałku wycinamy z życia te „bezproduktywne” chwile – czekania na przystanku, krzątania się po domu, nudy w samochodzie. Każdą z nich wypełniając nową treścią, często płynącą z ekranów.

A to właśnie w tych swobodnych momentach nasz umysł może nieskrępowanie dryfować między myślami, zanurzać się w chwili obecnej, a jednocześnie wplatać w swoje sieci neuronalne minione wydarzenia. Asymilować i odpoczywać – po to, by z tej pozornej pustki mogło wyłonić się nowe.

Słowami Agnieszki Nawrot, której jestem wdzięczna za cudowny (w rozmaitych tego słowa znaczeniu) lipcowy trening terapeutyczny – bywa, że różne myśli i znaczenia potrzebują czasu by "dojechać" 😉

Może właśnie po to potrzebujemy wakacji? Ja w tym roku – na pewno! By zintegrować i nie zapomnieć 🩵

„Cztery tysiące tygodni. Czas na Twoje życie” brzmiało jak typowy amerykański poradnik. Ale ta książka jest cudowna!Dzię...
11/07/2026

„Cztery tysiące tygodni. Czas na Twoje życie” brzmiało jak typowy amerykański poradnik. Ale ta książka jest cudowna!

Dziękuję Karolina O psychologii sportu, za ten prezent. ❤️

Dla mnie jest jak odtrutka na wszechobecny pęd, presję produktywności i nieustannych osiągnięć. Na wskroś buddyjska, w swoim przekazie.

Mówi o akceptacji cierpienia, które wiąże się z ulotnością i kruchością naszej egzystencji. “Przeciętne ludzkie życie jest absurdalnie, przerażająco, obraźliwie krótkie.” I z pewnością nie wystarczy nam go, by zająć się wszystkimi sprawami, które wydają się ważne.

Jest o nieprzywiązywaniu się, bo nie sposób zapanować nad wydarzeniami, czasem i własnym życiem. Przynajmniej nie w taki sposób, w jaki chcielibyśmy wierzyć, że jesteśmy w stanie.

🌊 "NIE WYGRAMOLISZ SIĘ NA BEZPIECZNY BRZEG, KIEDY SAM JESTEŚ RZEKĄ."

I wreszcie, jest też o obecności w tym, co jest. Bo właśnie akceptacja cierpienia i praktyka nieprzywiązywania się paradoksalnie otwierają przestrzeń na głębokie zanurzenie się w teraźniejszości i pełniejsze zaangażowanie w to, co naprawdę ważne.

“O Twoim życiu można powiedzieć to samo co o stanie cywilizacji: od kiedy przyszedłeś na świat, było oczywiste, że nigdy nie zaznasz poczucia idealnego spełnienia ani bezpieczeństwa. I od samego początku wyczerpują się Twoje cztery tysiące tygodni. (...) koszmarna ewentualność, w oczekiwaniu na którą podświadomie spinaliśmy mięśnie przez całe życie, (...) już miała miejsce. I, o dziwo, żyjemy, przynajmniej tymczasowo. Porzucenie nadziei jest przejawem afirmacji, początkiem nowej drogi."

Czuje jak wciąż układają się we mnie doświadczenia z VI Międzynarodowej Konferencji Polskie Towarzystwo Psychoterapii Ge...
30/06/2026

Czuje jak wciąż układają się we mnie doświadczenia z VI Międzynarodowej Konferencji Polskie Towarzystwo Psychoterapii Gestalt. Szczególnie zostało ze mną wystąpienie Petera Philippsona o psychoterapii w świecie AI.

Sztuczna inteligencja oferuje nam wyjątkowy rodzaj dostrojenia. Jest niczym idealna matka 😉 Zawsze dostępna, gotowa do rozmowy, uprzejma, cierpliwa i wspierająca. Potrafi dopasować się do naszego sposobu myślenia i często potwierdza naszą perspektywę. Daje WRAŻENIE bycia zobaczonym i wysłuchanym.

A przecież ludzkie relacje są zupełnie inne.

Możemy znać czyjąś historię życia, rozumieć mechanizmy funkcjonowania, mieć diagnozę, a mimo to nigdy nie wiemy do końca, jak ta osoba zareaguje w danym momencie. Być może właśnie w tej nieprzewidywalności kryje się coś niezwykle cennego.

To różnice, zaskoczenia, momenty nieporozumienia i ponownego odnajdywania siebie tworzą autentyczny kontakt.

Peter Philippson powiedział coś, co bardzo ze mną rezonuje: terapeuta nie powinien próbować stać się AI. Nie powinien być idealnie dostrojoną maszyną pozbawioną własnej osobowości, uczuć i obecności. To właśnie fakt, że jesteśmy ludzcy, z naszymi własnymi historiami, reakcjami, wzorcami i emocjami czyni spotkanie wyjątkowym.

Kiedy wynaleziono fotografię, wielu sądziło, że malarstwo przestanie być potrzebne. Stało się jednak inaczej. Sztuka została uwolniona od konieczności odzwierciedlania rzeczywistości. Zamiast tego, mogła pozostać środkiem wyrazu emocji, uczuć, doświadczeń, kultury.

Jak będzie z psychoterapią?

AI coraz lepiej radzi sobie z diagnozowaniem, porządkowaniem wiedzy i proponowaniem rozwiązań. Być może tym, po co będziemy przychodzić na psychoterapię pozostanie spotkanie.

Słowami Petera Philippsona: "Meeting of two embodied human beings."

Każda kobieta, która była w ciąży, nosi w sobie komórki swoich dzieci. Od około 7 tygodnia ciąży komórki mamy i dziecka ...
26/05/2026

Każda kobieta, która była w ciąży, nosi w sobie komórki swoich dzieci. Od około 7 tygodnia ciąży komórki mamy i dziecka zaczynają migrować w obie strony przez łożysko.
Te komórki w ciele matki nie tylko krążą we krwi, ale też lokują się w naszych tarczycach, mózgach i sercach. Rodzimy nasze dzieci, a one tworzą nas jako mamy ❤️

Relacja mama-dziecko to nie tylko emocjonalna więź. To dosłownie, biologiczny związek na całe życie. My na prawdę nie tylko nosimy dzieci pod sercem przez 9 miesięcy, ale w sercach na zawsze! Wow! 😍

Wszystkiego najlepszego dla Was Mamy! 💐🌞

Komórki dziecka, które zostają w mamie na całe życie. Niezwykła historia mikrochimeryzmu

Powiem szczerze, ilekroć tłumaczę ten temat studentom, widzę, że robi na nich wrażenie. A jest to jedna z tych rzeczy w immunologii, o których powinno się mówić więcej, bo dotyczy dosłownie każdej kobiety, która kiedykolwiek była w ciąży. Nawet jeśli ciąża skończyła się bardzo wcześnie i nie zakończyła się porodem.

O co chodzi w skrócie. Otóż podczas każdej ciąży, już od około siódmego tygodnia, przez łożysko przedostają się w obie strony nie tylko cząsteczki, ale całe żywe komórki. Z dziecka do matki i z matki do dziecka. I co najbardziej zdumiewające, część z tych komórek zostaje w organizmie matki nie na kilka dni, nie na kilka miesięcy, tylko na całe dekady. Zjawisko to nazwano mikrochimeryzmem, od imienia mitologicznej Chimery, stworu złożonego z kawałków różnych zwierząt. Każda matka jest w sensie biologicznym taką łagodną chimerą.

Skąd to w ogóle wiemy

Pierwsze poważne dowody pojawiły się w latach 90. Naukowcy z USA znaleźli w krwi kobiet po porodzie syna komórki z chromosomem Y, czyli wyraźnie męskie, a więc pochodzące od dziecka. Co więcej, te komórki krążyły we krwi nawet 27 lat po porodzie [1]. Wtedy potraktowano to jako ciekawostkę. Niedługo potem okazało się jednak, że komórki płodowe nie zostają tylko we krwi. Migrują dalej, osiedlają się w tkankach matki, w szpiku, w wątrobie, w tarczycy, w skórze, w piersiach, w sercu, i, co najbardziej zdumiewające, w mózgu.

W to ostatnie najtrudniej mi uwierzyć, a jednak. Badanie z 2012 roku przeanalizowało tkankę mózgową 59 zmarłych kobiet. U 63% z nich znaleziono w mózgu DNA męskie [2]. DNA, które mogło się tam wziąć tylko z jednego źródła: od syna noszonego pod sercem dziesiątki lat wcześniej. Najstarsza z badanych kobiet, u której znaleziono męskie DNA w mózgu, miała 94 lata. Powtórzę, bo to brzmi nieprawdopodobnie. Komórki, które trafiły do mózgu z łożyska, przeżyły tam prawie sto lat. Pokonały przy tym barierę krew-mózg, którą uważa się za jedną z najszczelniejszych w ludzkim organizmie.

I tu zaczyna się najciekawsza część, bo pojawia się pytanie, po co. To znaczy, czy to tylko zaskakujący efekt uboczny ciąży, czy może coś znacznie głębszego.

A teraz w drugą stronę, czyli komórki Mamy w nas

Jedno z pytań, które dostaję zawsze, gdy o tym mówię, brzmi: „skoro to wymiana, to znaczy, że my też nosimy komórki naszej matki?". Tak. I to zarówno kobiety, jak i mężczyźni. To zjawisko nazywa się mikrochimeryzmem matczynym i jest naukowo udokumentowane, choć trochę mniej szeroko niż płodowy, bo z czysto technicznych powodów. Wykryć męskie DNA u kobiety jest łatwiej niż obce żeńskie u dziecka tej samej płci. Mimo to dane są solidne.

Komórki matki przechodzą przez łożysko do płodu praktycznie od pierwszego trymestru i, podobnie jak w przeciwną stronę, część z nich zostaje na dekady. Znajdowano je we krwi dorosłych potomków, w grasicy, w trzustce, w sercu, w skórze i w śledzionie [3]. I co bardzo ciekawe, te komórki nie są biernymi pasażerami. Praca opublikowana w Science w 2008 roku pokazała, że komórki matczyne, które trafiają do płodu, uczą jego rozwijający się układ odpornościowy tolerować obce antygeny [4]. Inaczej mówiąc, mama dosłownie wpisuje w nas pierwszą lekcję immunologicznej tolerancji.

Ale i tu jest druga strona. Niektóre badania sugerują, że nadmierna ilość komórek matczynych może być związana z chorobami autoimmunologicznymi u dzieci, na przykład z cukrzycą typu 1 [5] czy z młodzieńczym zapaleniem skórno-mięśniowym. Całościowy obraz tego, co komórki matczyne robią w naszym ciele przez całe życie, jest dziś coraz lepiej opisany, ale wciąż nie do końca poznany [6]. Krótko mówiąc, każdy z nas chodzi po świecie z kawałkiem swojej mamy w sobie. Dosłownie i przez całe życie.

Naprawa, ochrona i ewolucyjny sens

Coraz więcej danych sugeruje, że mikrochimeryzm nie jest ślepym wypadkiem przy okazji ciąży, tylko czymś, co ma biologiczną funkcję. I to całkiem przemyślaną. Komórki płodowe, które trafiają do organizmu matki, zachowują się bowiem trochę jak komórki macierzyste. Potrafią się różnicować i migrować w stronę tkanek uszkodzonych. Badania na myszach (a także obserwacje u ludzi) pokazują, że komórki płodowe gromadzą się w miejscach zawału mięśnia sercowego u matki i tam uczestniczą w odbudowie kardiomiocytów (komórek serca) [7]. Można powiedzieć, że dziecko, jeszcze będąc płodem, zostawia mamie swoiste rezerwy regeneracyjne. Na czarną godzinę.

Komórki płodowe znajdowano też w bliznach po cesarskim cięciu, gdzie najwyraźniej brały udział w gojeniu. Znajdowano je w tkance tarczycy, w wątrobie, w skórze, w piersiach. Pojawiła się też hipoteza, która mnie osobiście intryguje: być może komórki płodowe w mózgu matki mają znaczenie ochronne wobec chorób neurodegeneracyjnych. W cytowanym badaniu PLOS ONE [2] kobiety z chorobą Alzheimera miały mniej męskiego DNA w mózgu niż kobiety bez tej choroby. To oczywiście dopiero korelacja, nie dowód związku przyczynowego, ale obserwacja na tyle interesująca, że trwają dalsze badania.

Czyta się dziś w piśmiennictwie o tak zwanym konflikcie genetycznym matka-dziecko. Dziecko, w sensie czysto ewolucyjnym, jest zainteresowane przetrwaniem matki przynajmniej tak długo, żeby ona była w stanie je wykarmić i wychować. Komórki płodowe, które zostają w jej organizmie po ciąży, mogą być właśnie ewolucyjną inwestycją w jej zdrowie. Brzmi to bardzo poetycko, wiem, ale ma poważne uzasadnienie w danych.

Druga strona medalu

I tu trzeba jasno powiedzieć: ten dwuosobowy układ komórkowy w jednym ciele nie zawsze działa łagodnie. Bo te komórki to formalnie obcy materiał genetyczny, na który układ odpornościowy matki może reagować. I bywa, że ta reakcja wymyka się spod kontroli.

Już w 1998 roku zespół Nelsona z Seattle pokazał, że u kobiet z twardziną układową (sklerodermią), czyli rzadką chorobą autoimmunologiczną zajmującą skórę i narządy wewnętrzne, znajdowano znacznie więcej komórek płodowych w krążeniu niż u zdrowych kobiet po porodzie [8]. Powstała hipoteza, że niektóre choroby autoimmunologiczne kobiet, znacznie częstsze niż u mężczyzn, mogą być po części reakcją na komórki dziecka, które zostały i przestały być tolerowane.

Późniejsze prace sugerowały podobne związki z chorobą Hashimoto i innymi schorzeniami tarczycy, z toczniem rumieniowatym układowym, a także z niektórymi powikłaniami w kolejnych ciążach [9].

Zresztą warto przy okazji wspomnieć, że to także może być częściowe wytłumaczenie, dlaczego choroby autoimmunologiczne dotykają 3-10 razy częściej kobiet niż mężczyzn, w zależności od jednostki chorobowej. Hormony, geny, ale i prawdopodobnie mikrochimeryzm. Mężczyzna nigdy nie nosił w sobie tkanek genetycznie obcego organizmu przez dziewięć miesięcy. Kobieta, która kiedykolwiek była w ciąży, nosi je do końca życia.

A co z rakiem?

Tu robi się jeszcze ciekawiej, bo dane nie są jednoznaczne. Z jednej strony obserwacje sugerują, że kobiety, u których we krwi i w tkance piersi znajdowano komórki płodowe, miały niższe ryzyko raka piersi [10,11]. Wygląda więc na to, że obecność komórek dziecka pełni funkcję pewnego rodzaju nadzoru immunologicznego, "przeganiania" wczesnych zmian nowotworowych.

Z drugiej strony to samo badanie z 2012 roku [10] pokazało, że kobiety z najwyższym poziomem komórek płodowych miały 4-krotnie wyższe ryzyko raka jelita grubego. Czyli to nie jest tak, że im więcej komórek dziecka, tym lepiej. Tu jak w wielu zjawiskach immunologicznych jest pewien optymalny zakres, a skrajności (zarówno brak, jak i nadmiar) wiążą się z ryzykiem.

Czego do końca nie wiemy

Ale tu muszę coś zaznaczyć, żeby nie wpaść w pułapkę, którą sama często krytykuję. To jest naprawdę fascynująca dziedzina, ale wciąż dużo nie wiadomo. Nie potrafimy jeszcze dokładnie powiedzieć, ile tych komórek zostaje, czy zostaje u każdej kobiety jednakowo, jakie czynniki decydują o tym, że u jednych zostają więcej, a u innych mniej. Nie wiemy też, czy poronienie albo wczesna utrata ciąży wpływa na profil tych komórek inaczej niż donoszona ciąża.

Część prac sugeruje, że tak, że nawet bardzo wczesne poronienia zostawiają trwały ślad komórkowy, ale to wymaga jeszcze potwierdzenia w większych badaniach.
Nie wiemy też do końca, czy obecność tych komórek można w jakikolwiek sposób modulować. Czy kobiety z chorobami autoimmunologicznymi powinno się jakoś inaczej diagnozować w kontekście ich liczby ciąż. Czy komórki płodowe można by w przyszłości terapeutycznie wykorzystywać. To pytania, na które odpowiedzi dopiero powstają.

I na koniec

Pisząc ten tekst myślałam o tym, że biologia ciąży jest jednym z tych obszarów, w których natura wymyśliła rozwiązania znacznie bardziej wyrafinowane niż wszystko, co potrafimy odtworzyć w laboratorium. Nie tylko karmienie, ochrona, transfer przeciwciał. Również coś, co działa znacznie głębiej, na poziomie wymiany żywych komórek między dwojgiem ludzi, którzy formalnie są dwiema osobnymi istotami.

Każda z Pań, która kiedykolwiek była w ciąży, nosi w sobie żywe komórki swoich dzieci. Również tych, których ciąża zakończyła się bardzo wcześnie. Te komórki krążą w krwi, gnieżdżą się w tarczycy, w sercu, w piersi, w mózgu. Czasem pomagają, czasem przeszkadzają, czasem ratują życie, czasem wywołują chorobę. Ale są. Latami, dekadami, czasem prawie do końca życia. To dla mnie jedna z najpiękniejszych i najbardziej zaskakujących rzeczy w całej immunologii.

Pisząc to, myślę, że może to także zmienia sposób, w jaki patrzymy na związek matka-dziecko. Bo to nie jest tylko więź emocjonalna i pamięć. To jest też związek biologiczny, który zostaje w ciele dosłownie. Mówiąc o tym, że "noszę je w sercu", kobieta nie wypowiada metafory. Tak jest naprawdę.

Nieproszony gość– Kim jesteś?– Jestem kontuzją.– Co tu robisz?! Przecież Cię nie zapraszałam!– A jednak jestem.– Nie chc...
23/05/2026

Nieproszony gość

– Kim jesteś?
– Jestem kontuzją.
– Co tu robisz?! Przecież Cię nie zapraszałam!
– A jednak jestem.
– Nie chcę Cię. Przeszkadzasz mi. Po co przychodzisz?
– Chcę Ci pomóc.
– W taki niby sposób? Poprzez ból i ograniczenia?
– Tak. Moje intencje są dobre. Chcę Cię chronić.
– Przed czym?
– Przed Tobą samą. Przed Twoimi zbyt ambitnymi planami.
– Nie mogłabyś zrobić tego bardziej subtelnie?
– Próbowałam.
– Jak?
– Zmęczeniem. Sennością. Brakiem energii. Ale mnie nie słuchałaś.
– …Tak, to chyba prawda. A co chciałaś mi powiedzieć?

Tak, my Gestaltyści naprawdę rozmawiamy z kontuzjami 😉 To szczególnie ciekawa perspektywa w pracy ze sportowcami.

Ból czy choroba bywają jak nieproszony gość, którego pojawienie się burzy plany i zmusza do zatrzymania. Często pojawiają się wtedy, gdy niesieni ambicją zbyt długo ignorujemy subtelne sygnały płynące z ciała. Choć początkowo mogą wywoływać złość, frustrację czy bezsilność, czasem stają się też impulsem do zmiany.

Macie podobne doświadczenia?

14/05/2026

Millenials

Psychoterapia Gestalt jest jednym z nurtów psychoterapii humanistycznej, którego centralnym założeniem jest uznanie indywidualności i niepowtarzalności każdej osoby. Rolą terapeuty jest wspieranie w rozwijaniu osobistego potencjału.

Dokonuje się to poprzez pracę w dialogu i autentycznym kontakcie. Relacja terapeutyczna jest miejscem, w którym odżywają nasze schematy relacyjne, a jednocześnie przestrzenią, która tu i teraz daje możliwość zmiany.

Celem psychoterapii Gestalt jest rozwijanie samoświadomości. Dzięki lepszemu rozumieniu siebie, swoich emocji, doznań i potrzeb zyskujemy większą elastyczność i możliwość wyboru.

Praca terapeutyczna odbywa się w duchu paradoksalnej teorii zmiany, która mówi, że prawdziwa zmiana zachodzi wtedy, gdy naprawdę zaakceptujemy siebie.

Gen Z

✨tu i teraz + świadomość + kontakt ✨

we listen and we don't judge 🫂

czy może

main character energy activated? 💃🕺

Co myślicie? 🤔

TOPDGOG/ UNDERDOG Kiedy nieustannie popycham siebie mimo bólu i zmęczenia, czasem jedyną rzeczą, która potrafi mnie zatr...
10/05/2026

TOPDGOG/ UNDERDOG

Kiedy nieustannie popycham siebie mimo bólu i zmęczenia, czasem jedyną rzeczą, która potrafi mnie zatrzymać, jest kontuzja lub choroba. To bolesna (auć! dosłownie!) konfrontacja — z tematem akceptowania swojej słabości i niedoskonałości, współczucia wobec siebie, szukania równowagi między mobilizowaniem się a odpuszczaniem.

Wielu z nas nosi w sobie narcystyczną ranę. W toku wychowania zaczynamy wierzyć, że tylko gdy spełniamy oczekiwania, gdy jesteśmy sprawczy, produktywni, silni, piękni albo „pozytywni” - jesteśmy warci miłości.

Więc:
– pracujemy mimo zmęczenia,
– nieustannie się „rozwijamy”,
– spełniamy oczekiwania innych (a czasem raczej własne wyobrażenia o nich),
– narzucamy sobie wyśrubowane wymagania,
– wciąż oceniamy i krytykujemy samych siebie.

A potem okresowo:
– odpuszczamy wszystko w akcie desperackiego zmęczenia,
– odwlekamy sprawy i tkwimy w miejscu,
– nie wywiązujemy się ze zobowiązań,
– wątpimy w siebie,
– doświadczamy poczucia winy i wstydu.

Udręczeni konfliktem, który Fritz Perls nazwał dynamiką „top dog / under dog”.

Kiedy pytam siebie:
„Co czuję?”,
„Czego potrzebuję?”,

zamiast:
„Jaka mam być?”
„Co powinnam robić?”

okazuje się — cytując Piotra Mierkowskiego — że „im mniej się popycham, tym lepiej chodzę” 🙂

https://bibliotekagestalt.pl/2023/05/17/mierkowski-piotr-im-mniej-sie-popycham-tym-lepiej-chodze-tekst/

"Zamiast zadawać sobie pytanie Czy pracowałam wystarczająco ciężko, aby zasłużyć na odpoczynek?, zaczęłam pytać Czy odpo...
02/05/2026

"Zamiast zadawać sobie pytanie Czy pracowałam wystarczająco ciężko, aby zasłużyć na odpoczynek?, zaczęłam pytać Czy odpoczęłam na tyle, aby być w stanie wykonać swoje najważniejsze, pełne miłości i sensu, zadanie?.”*

Kiedy przestaję traktować odpoczynek jako ważną część życia — coś, co mnie karmi, koi i daje radość — łatwo wejść na drogę wypalenia 🔥

A jednak odpoczywanie bywa trudne, bo wiąże się... ze stratą!
Wybierając je, nie wybieram czegoś innego.
Czegoś nie zrobię, nie ogarnę, nie dowiozę.
Kogoś zawiodę albo nie odhaczę kolejnego punktu z niekończącej się listy.

W codziennym przyspieszeniu łatwo zacząć traktować również odpoczynek zadaniowo.

20 minut medytacji rano, trening dwa razy w tygodniu, 10 000 kroków dziennie…
Kolejny obowiązek, który próbujemy upchnąć w wypełnione po brzegi kalendarze 🏃‍♀️🏃

Rutyny nie są złe. Ale ... ☺️

czego naprawdę DZISIAJ potrzebujesz, żeby się zrelaksować?

Odpowiedź może być nieoczywista.

Może dziś odnajdziesz relaks w:
— niespiesznym przesadzaniu kwiatów,
— spotkaniu z bliską osobą,
— savasanie… dla odmiany na brzuchu.

To moje weekendowe inspiracje ☺️
Dobrej majówki 🌿

* Nicola Jane Hobb "Kobieta zrelaksowana"

"Poczucie przytłoczenia wynika zazwyczaj z braku zasobów. Odpoczynek jest zasobem. Miłość jest zasobem. Nadzieja jest za...
26/04/2026

"Poczucie przytłoczenia wynika zazwyczaj z braku zasobów. Odpoczynek jest zasobem. Miłość jest zasobem. Nadzieja jest zasobem."

Nicola Jane Hobbs "Kobieta zrelaksowana"

Dobrej niedzieli 😊🍃

Adres

Ulica Dąbrowskiego 106/4
Poznan
60-508

Godziny Otwarcia

Poniedziałek 09:00 - 15:00
Wtorek 09:00 - 15:00
Środa 09:00 - 15:00
Czwartek 09:00 - 18:00

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Martyna Bogusław Psycholog Psychoterapeuta umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do Martyna Bogusław Psycholog Psychoterapeuta:

Skróty

Udostępnij

Kategoria