04/08/2026
Próbując wyobrażać sobie psychozę i wszystko to, co ten stan ze sobą niesie, musimy być świadomi konieczności zażywania leków przez chorujących. W schizofrenii farmakoterapia i bycie pod opieką psychiatry jest najważniejszą metodą leczenia. Jednocześnie musimy wiedzieć, jak potężne jest to wyzwanie. Wyobraźmy sobie: zaczynamy brać lekarstwa, kilka (a czasem kilkanaście) na dobę, będziemy je musieli brać bardzo długo, niewykluczone, że do końca życia i będziemy się mierzyć z efektami ubocznymi. Być może najpierw silnymi, a potem delikatniejszymi. A być może takimi, które trwają uporczywie i nie da się z nimi nic zrobić. Tycie, ciągły apetyt, senność i potężne zmęczenie w ciągu dnia, pustka, brak uczuć, trudności w zebraniu myśli, co nierzadko upośledza wykonywanie codziennych zadań - to czasem cena za to, żeby przestały nas prześladować głosy i lęki. A czasem mimo rzetelnego brania lekarstw, one i tak są.
Myślę, że psychoza jest stanem nie do wyobrażenia, gdy się tego nie doświadczyło. Razem z całym jej inwentarzem leczenia, powikłań, konieczności bycia pod opieką lekarza, widma, że w każdej chwili może powrócić, zawsze. Że czyha za rogiem i spogląda na nas gotowa do ataku.
Czasem widzę u siebie i u innych specjalistów pretensjonalną część, która wkurza się na pacjentów, kiedy przerywają leczenie na własną rękę. Myślę wtedy, że sobie szkodzą, świadomie a nawet z premedytacją. Zaraz potem myślę też, że łatwo mówić, a trudno zrobić. Kto wie czy ja bym wytrzymała takie poświęcenie? Czy ja byłabym w stanie płacić taką cenę, dożywotnio? To nie jest tylko łykanie tabletek. W takiej chwili, gdy Pacjent przerywa leczenie albo myśli nad tym należy się bardzo uważnie przy tym zatrzymać i go wysłuchać. Uznać cierpienie, docenić poświęcenie. Być przy nim i go wspierać. Uszanować te wątpliwości. To naprawdę nie są łatwe rzeczy - niech dowodem na to będą przemyślenia znanego nam już Cadena:
"Wiem więcej o lekach psychotropowych, niż może bezpiecznie wiedzieć jeden człowiek. Coś jak diler narkotyków, który spróbował wszystkiego, więc umie ze znawstwem mówić o różnych rodzajach haju.
Większość leków przeciwlękowych działa szybko, robi swoje, a potem wyłapuje je wątroba - ten policjant organizmu i wypłukuje po niecałej dobie. Lorazepam w zastrzyku uspokaja natychmiastowo. Przyjęty doustnie w ciągu niespełna godziny, ale już po kilku jego działanie mija. Z kolei zyprazydon, rysperydon, kwetiapina i wszystkie inne mocarne leki przeciwpsychotyczne mają znacznie dłuższy okres półrozpadu i dłużej uciekają wątrobie. Co więcej, “działanie terapeutyczne”, jak to nazywają, pojawia się z czasem. Trzeba te lekarstwa łykać całymi dniami, a nawet tygodniami, zanim zaczną robić to, za co im się płaci.
Oczywiście większość efektów ubocznych tych leków jest natychmiastowa, w ciągu godziny sprawiają, że czujesz się czymś innym niż człowiek. Kiedy nagle przestajesz je przyjmować - pod warunkiem że nie dostaniesz ataku padaczki i nie umrzesz te efekty uboczne mijają po dobie albo dwóch. Faktyczne skutki terapeutyczne znikają później, tak samo jak później się pojawiły.
Innymi słowy, na kilka złotych dni przypominasz sobie, jak to jest być normalnym, a dopiero potem spadasz głową w dół w przepaść bez dna. "
Źródło: Neal Shusterman: "Głębia Challengera"
Ostatni akapit dotyczy stanu po odstawieniu leków i że jest to skok w przepaść, w czeluści piekła. Po wysłuchaniu wielu doświadczeń ludzi w szpitalu i poradni myślę, że nie ma w tym cienia przesady. Podsumuję więc tylko główną myśl na dziś - branie leków, gdy doświadczyło się psychozy, jest bardzo ważne, najważniejsze. Nie można ich odstawiać bez porozumienia z lekarzem. Ale jest to też doświadczenie bardzo trudne. Słuchajmy gdy nasi pacjenci/bliscy mają taki pomysł. Uznajmy, uszanujmy, zachęćmy do rozmowy z psychiatrą.