01/04/2026
Prima Aprilis a autyzm... Matko jedyna jak mnie wku*wia ta tradycja, święto czy co to tam jest.
Dlaczego dla mnie, jako autystki ten dzień jest trudny?
Jak wiecie - kiedyś ścigałam się samochodem i trochę w tym świecie nadal obserwuję akcji. Dziś pojawiła się informacja, że Wyścigowe Samochodowe Mistrzostwa Polski odbędą się na torze Nurburgring w Niemczech, co nie wydało mi się niczym dziwnym, bo czasem odbywają się w innym kraju Europy, doklejone do tak zwanego CEZ-u (Central European Zone). I się całkiem ucieszyłam, bo to by było w świecie naszych polskich wyścigów naprawdę wydarzenie historyczne, ten tor - Nurburgring jest absolutnie wyjątkowy. Tylko nie pasowała mi wyjątkowo kijowa grafika (jak z chata GPT), która nie pasowała do profesjonalizmu portalu, który udostępnił to info. Zajrzałam w komentarze, ludzie się śmiali i dopiero wtedy przypomniałam sobie, że jest Prima Aprilis.
Taki żart primaaprilisowy w praktyce oznacza, że mówi się coś nieprawdziwego ale z oczekiwaniem, że druga strona zrozumie, że to nieprawda. Czyli potrzebujemy przede wszystkim wykryć, że ten komunikat nie jest faktem. Wymaga jeszcze odczytania intencji i przełączenia interpretacji. Uderza to centralnie w autystyczną diadę - obszar komunikacji społecznej.
W normalnej rozmowie mózg ludzki zakłada, że ludzie mówią prawdę i ta zasada w dzień jak dzisiaj jest łamana. W moim "spektrum" występuje mniejsza skłonność do zgadywania ukrytych znaczeń i większe poleganie na tym, że ludzie mówią o faktach w swoich komunikatach, w związku z tym bez problemu przyjmę fałszywą informację jako prawdziwą i allistyczni znajomi mieli w zwyczaju cisnąć ze mnie bekę dopóki nie dowiedzieli się, że mam autyzm. Może też pojawić się w mojej głowie chaos i natychmiast mnie przeciążyć. "Uderza" to w sposób, w jaki przewiduję zdarzenia, powstaje konflikt w ramach tak zwanego "predictive processing", które często u autystów wygląda inaczej. Istnieje taka teoria, że ludzki mózg cały czas przewiduje ileś tam możliwych scenariuszy tego, co się zaraz wydarzy zamiast tylko reagować na bieżące bodźce, porównuje, koryguje a błąd przewidywania to różnica pomiędzy tym, co przewidział a tym, co się dzieje. Mózg chce minimalizować ten błąd i lepiej przewidywać świat, więc uczy się wykorzystując "priory" (przewidywania), koryguje je o dane zmysłowe i ocenia, jak bardzo nie zgadza się prior z danymi sensorycznymi - a mózg autystyczny koduje więcej danych zmysłowych. W neurotypowym mózgu może być więcej precyzji w priorach, w autystycznym mogą dominować sensoryczne dane. Jeśli faktycznie słabiej używamy priorów, to świat jest dla nas bardziej "fresh", ale też mniej przewidywalny, co daje niepewność i przeciążenie poznawcze. Mamy z tego większą dokładność, mniej poznawczej "iluzji", jednocześnie trudniej nam filtrować bodźce i wiele szczegółów jednocześnie. Nasze mózgi mniej ufają więc domysłom, a bardziej faktom.
No i monotropizm. Żarty wymagają ogarnięcia kontekstu (np. że jest 1 kwietnia), tonu głosu, zczajenia absurdu. Moja monotropowa uwaga idzie głównie w treść, kontekst często nie "przebija" się, a przynajmniej nie od razu, do mojego systemu poznawczego.
W związku z powyższym mogę dziś przeżywać więcej stresu niż zwykle szczególnie, jeśli żarty będą straszące - np. że mój pies uciekł, że ktoś zachorował, że coś się ma wydarzyć i stać dla mnie realnym planem, a finalnie nim nie będzie. Moja reakcja może przyjąć nawet formę silnie lękową i somatyczną. W momencie, kiedy dowiem się, że to był tylko żart poczuję oczywiście ulgę, ale dla mojego mózgu to nie będzie neutralne doświadczenie. Wchodzi tu też temat naruszenia przewidywalności, która jest dla mnie mega ważna dla poczucia bezpieczeństwa. Potrzebuję spójności, przewidywalności, żeby czuć się ugruntowana. Dzisiaj wiele razy wpadnę w dezorientację i stracę to poczucie bezpieczeństwa - nawet przy "wesołych" żartach. Jeśli zrobi mi taki żart bliska osoba, to mogę utracić do niej chwilowo zaufanie, przerwać nić bliskości. Gdyby mój przyjaciel dziś powiedział, że wraca z Hornsundu wcześniej, to uwierzyłabym mu i świętowała - na koniec dnia poczułabym zawód i ból. Dla mnie tego typu żarty to nie żarty, tylko kłamstwa 🤷♀️ . I to nie wynika z braku poczucia humoru, bo kto mnie zna, ten wie, że to nie tak :) . Po prostu preferuję humor logiczny, absurdalny (kocham GF Darwin, Skurcza i "Nie zadzieraj z fryzjerem"), słowny - ale jasny a gorzej toleruję żarty polegające na wprowadzaniu w błąd . To wynika z niedopasowania stylów komunikacji. No i prawdopodobnie, finalnie dzisiejszy dzień mnie przeciąży, bo mój mózg wielokrotnie będzie musiał wykryć niespójności, reinterpretować, zmieniać model sytuacji w wyobrażeniach i planach. To jest duży koszt poznawczy, który może mnie doprowadzić na koniec dnia nawet do dysocjacji albo meltdownu.
Myślę, że dla mnie takie optimum świętowania z założenia wesołego dnia to unikanie tematów stresujących, takich jak zdrowie czy bezpieczeństwo, a wejście w widoczny absurd lub historie w sposób oczywisty nierealne, nie tak jak ta z Nurburgringiem ;) .
Więcej o autystycznej percepcji w linkach.