Psychoterapia Daria Adamczyk-Wachowiak

Psychoterapia  Daria Adamczyk-Wachowiak Dane kontaktowe, mapa i wskazówki, formularz kontaktowy, godziny otwarcia, usługi, oceny, zdjęcia, filmy i ogłoszenia od Psychoterapia Daria Adamczyk-Wachowiak, Psycholog, Norwida 14 Poznań, Poznan.

Sprawdzone miejsce dla tych, którzy mają już ochotę powiedzieć: niech w końcu będzie inaczej, niech się coś zmieni. Dlac...
03/06/2026

Sprawdzone miejsce dla tych, którzy mają już ochotę powiedzieć: niech w końcu będzie inaczej, niech się coś zmieni. Dlaczego moje dziecko nie ma kolegów? Dlaczego ja nie mam kolegów? Dlaczego nikt mnie nie lubi? Dlaczego tak trudno mi utrzymać relacje — nie umiem, nie wiem, o co w tym chodzi?

To przestrzeń dla dorosłych i dzieci, gdzie w małej grupie mamy czas, aby oswoić się z własnymi lękami i obawami — i z coraz mniejszym oporem, a być może z rodzącą się swobodą, rozwijać swoje umiejętności komunikacyjne.

Polecam to miejsce wszystkim, którzy chcą doskonalić swoje kompetencje emocjonalne i społeczne.






25/05/2026

⚽ W sporcie widzimy to, co widać na zewnątrz. Formę fizyczną, technikę, przygotowanie.

Ale są momenty, w których to nie ciało decyduje.

To chwila przed startem. To sekundy po błędzie. To moment, w którym pojawia się presja - i trzeba zrobić swoje.

Właśnie wtedy ujawnia się coś, czego nie widać na pierwszy rzut oka: głowa.

Sport to nie tylko trening mięśni. To codzienne mierzenie się z oczekiwaniami: własnymi i cudzymi.
Z napięciem, które potrafi zablokować nawet najlepiej przygotowanego zawodnika.
Z myślami, które w kluczowym momencie mogą wspierać… albo sabotować.

Dlatego coraz więcej sportowców, nie tylko zawodowych, pracuje nad przygotowaniem mentalnym.

Nie po to, żeby „być zawsze silnym”. Ale po to, żeby rozumieć swoje reakcje i umieć z nich korzystać.

🧠 Bartłomiej Reszka to nasz psycholog sportu, który wspiera dzieci i dorosłych sportowców w pracy nad tym, co często decyduje o wyniku.

To przekonania i wypracowane schematy:

- jak radzić sobie z presją i stresem,
- jak utrzymać koncentrację, kiedy rośnie napięcie,
- jak wracać do formy po porażkach i kontuzjach,
- jak budować pewność siebie, która nie znika po jednym błędzie.

Zazwyczaj to nie brak umiejętności zatrzymuje zawodnika, tylko to, co dzieje się w jego głowie.

💬 Jeśli sport jest dla Ciebie czymś więcej niż tylko aktywnością, warto zadbać również o ten obszar.
📞 535 442 487
📩 [email protected]
📍 Poznań, Jeżyce

Kiedy wiadomości bolą. O wrażliwości, dzieciach i odpowiedzialności, którą nosimy i mamy nosić, bo tak być powinno. Mądr...
18/05/2026

Kiedy wiadomości bolą.
O wrażliwości, dzieciach i odpowiedzialności, którą nosimy i mamy nosić, bo tak być powinno. Mądra odpowiedzialność.

Są dni, kiedy czytam coś w internecie i przez chwilę muszę odłożyć telefon. Nie dlatego, że jestem słaba. Dlatego, że jestem człowiekiem.
Kolejna informacja o skrzywdzonym dziecku. Kolejny nagłówek, który wbija się między żebra i zostaje. Ból, który nie jest bólem głowy – nie lecimy po tabletkę. Jest gęstszy. Wypełnia klatkę piersiową i wyciska łzy, których się spodziewam. Znam siebie.
Znam to uczucie. I wiem, że zna je wiele osób, które pracują z ludźmi albo po prostu – są wrażliwe na krzywdę.

Dlaczego to boli?
Wrażliwość emocjonalna bywa mylnie kojarzona ze słabością. Tymczasem to jeden z najważniejszych zasobów psychologicznych, jakie posiadamy. Zdolność do odczuwania cudzego bólu – empatia – jest tym, co odróżnia wspólnotę od zbioru jednostek żyjących obok siebie.
Kiedy czytamy o skrzywdzonym dziecku, nasz układ nerwowy reaguje realnie. To nie jest przesada ani nadwrażliwość. To biologicznie zakodowana odpowiedź na zagrożenie istoty bezbronnej. Ewolucja tak nas zaprojektowała – żebyśmy reagowali. Żebyśmy nie przeszli obojętnie.
Problem polega na tym, że żyjemy w świecie, w którym informacje o krzywdzie docierają do nas bez przerwy, z każdego ekranu. I ten system alarmowy, stworzony do reagowania tu i teraz, zostaje włączony permanentnie.
To wyczerpuje. I to jest normalne.

Czego brakuje dorosłym?
To pytanie, które zadaję sobie – i słyszę od innych – regularnie.
Odpowiedź, choć bolesna, jest prosta: dojrzałości emocjonalnej.
Nie mówię o wykształceniu, statusie, inteligencji w potocznym sensie. Mówię o zdolności do zatrzymania się przed własnym impulsem. Do odróżnienia swoich niezaspokojonych potrzeb od potrzeb dziecka, które od nas zależy. Do wzięcia odpowiedzialności za własne emocje zamiast wyładowywania ich na kimś bezbronnym.
Dziecko ufa bezwarunkowo. To nie jest naiwność – to biologiczna konieczność. Małe dziecko nie ma innej opcji niż wierzyć dorosłemu, bo bez niego nie przeżyje. Ta zależność jest święta. I gdy ktoś ją wykorzystuje – dla przyjemności, dla pieniędzy, z bezsilności, z własnego niezaleczonego bólu – dochodzi do jednego z najcięższych możliwych nadużyć.
Nie chodzi o to, że źli ludzie istnieją. Chodzi o to, że wielu z nich nigdy nie nauczyło się inaczej, wielu też ze znanych lub nieznanych dla siebie powodów tak decyduje i tak postępuje. Że przemoc była tym, co znali. Że nikt ich nie nauczył, jak przeżyć własny ból bez zadawania go innym. Że "po trupach do celu" ( co jest celem?!)
To nie jest usprawiedliwienie.

Co więc możemy zrobić?
Każdy indywidualnie – naprawdę wiele.
Pierwsza rzecz: zauważać. Nie scrollować dalej. Pozwolić sobie na ten ból, który czujesz czytając ten artykuł – bo on jest informacją, że twój system wartości działa.
Druga: zadbać o własną dojrzałość emocjonalną. Terapia, rozmowa, refleksja, literatura, wspólnota – cokolwiek, co pozwala nam rozumieć siebie. Rodzic, który rozumie swoje emocje, rzadziej przelewa je na dziecko.
Trzecia: być obecnym w swoim własnym domu. Patrzeć w oczy swoim dzieciom. Mówić im, że są bezpieczne. To, co robisz każdego dnia – wracając do domu i będąc tam naprawdę – ma ogromne znaczenie. Nawet jeśli tego nie widać.
Czwarta: nie milczeć. Reagować, gdy widzisz niepokojące sygnały u sąsiadów, znajomych, w szkole. Systemy działają wtedy, gdy ludzie im dostarczają informacji. Anonimowe zgłoszenie do odpowiednich służb może uratować życie.

Na koniec – o wdzięczności

Jest coś, co warto powiedzieć wprost: jeśli czytasz ten tekst i boli cię krzywda dzieci – to dobry znak. Dobry dla ciebie i dobry dla twoich dzieci.
Wrażliwość, o której mówię, nie jest obciążeniem. Jest kompasem. Boli, tak – ale prowadzi właściwą drogą.
Kiedy po ciężkim dniu wracasz do domu i widzisz uśmiechniętą twarz swojego dziecka – to nie jest mały moment. To dowód na to, że twoje wartości działają. Że codzienna miłość – jest czymś realnym i ważnym.
Dzieci potrzebują bezpieczeństwa. Twoje je mają.
I to, mimo wszystkich wiadomości ze świata, jest powodem do głębokiej wdzięczności.

Tekst powstał pod wpływem emocji i z troski o temat, który dotyka nas wszystkich – rodziców, specjalistów i ludzi po prostu wrażliwych na krzywdę.

Po ostatnim zjeździe w szkole psychoterapii mnie natchnęło, zapraszam do lektury.Zabijanie się na ratyO uzależnieniu jak...
11/05/2026

Po ostatnim zjeździe w szkole psychoterapii mnie natchnęło, zapraszam do lektury.

Zabijanie się na raty

O uzależnieniu jako cichym samobójstwie i o tym, czego umowa z nałogiem nie zawiera w druku.

Uzależnienie to samobójstwo na raty. Trwające. Rozłożone na tygodnie, miesiące, lata. Decyzja podejmowana mniej lub bardziej świadomie — ale zawsze decyzja, w której gdzieś z tyłu, pod warstwami bólu i przyzwyczajenia, jest człowiek.
Jestem człowiekiem. I wiem, ile mnie kosztuje wiadomość o kolejnym samobójstwie. Kiedy dociera do mnie, że ktoś — kolejny mąż, brat, ojciec, syn; kolejna żona, córka, matka, siostra; kolejne dziecko — targnął się skutecznie na własne życie, moja wrażliwość ponosi tego koszt. Nie ma od tego taryfy ulgowej. Nie ma routingu, który przekierowałby ten ból na kogoś innego.
Zauważam w sobie te myśli. Znane, spodziewane, ludzkie: dlaczego? co się stało? ale jak to możliwe? Potem przychodzi mechanizm obronny — wypieranie, zaprzeczanie. To się nie dzieje. To niemożliwe. Czy to fake news? A potem smutek. Głęboki, bardzo uczciwy smutek.
Nie znałam tej osoby. Nie znam jej rodziny ani jej dziejów. A jednak przeżywam żałobę — bo koniec życia zawsze mnie smuci. Tak po prostu mam. Przeżywam smutek z powodu cudzego smutku. Smutek jako forma empatii, jako dowód na to, że wciąż jestem połączona z innymi ludźmi niewidzialną nicią. Jesteśmy połączeni.

I wtedy — w końcu, kiedy smutek trochę opada — przychodzi ta jedna myśl, powracająca jak refren: chciałabym mieć guzik. Czarodziejski. Jeden, który po wciśnięciu usuwałby wszystko co złe na świecie. Przynajmniej to zło, które wynika z decyzji o krzywdzeniu innych. Albo o krzywdzeniu siebie.

Bo co z tymi, którzy sami zabijają się na raty? Uzależnienie to właśnie to — samobójstwo rozłożone na kawałki. Każdy kieliszek, każda działka, każdy hazardowy wieczór, każde zniknięcie w ekranie — to kolejna rata spłacana śmiercią. Nie jednorazowo. Systematycznie. Z przerażającą regularnością.
Masa ludzi działających na kredyt śmierci. Kiedy weszli z nią w układ? Może w chwili, kiedy ból był nie do zniesienia i cokolwiek dało ulgę — nawet na chwilę — wydało się transakcją wartą zawarcia. Może powoli, niepostrzeżenie, kiedy granica między „lubię” a „potrzebuję” rozpuściła się jak sól w wodzie.
I czy przeczytali sumiennie umowę? Żadnych kruczków, sztuczek nie było w drobnym druku? Chyba nie. Bo nikt nie bierze adwokata po odszkodowanie za uzależnienie. Nikt nie pozywa nałogu do sądu. Nikt nie idzie na komisariat złożyć zawiadomienia: zostałem wciągnięty w układ, z którego nie umiałem wyjść. A przecież mógłby. Przecież miałby rację.

Uzależnienie nie prezentuje się uczciwie. Nie przychodzi z wizytówką. Nie mówi na wstępie: zabiję cię powoli, a zanim to zrobię, odbiorę ci siebie samego, twoich bliskich i wszystko, co kochasz. Mówi coś innego. Mówi: teraz jest lżej, prawda? I ma rację. Teraz jest lżej. Tylko że „teraz” kurczy się z każdym razem — a rachunek rośnie.
I właśnie dlatego uzależnienie jest samobójstwem w szczególnie okrutnym sensie. Nie w jednej chwili rozpaczy, nie w jednej decyzji podjętej w ciemności — ale w setkach małych decyzji, z których każda z osobna wydawała się do zniesienia, a razem tworzą trajektorię ku końcowi.
To, co mnie boli najbardziej? Że w środku tego wszystkiego jest człowiek, który kiedyś — zanim umowa została podpisana — był kimś. Miał imię. Miał kogoś, kto go kochał. Miał swoje pierwsze wspomnienie, swój ulubiony zapach, coś, co go śmieszyło do łez. I ten człowiek wciąż tam jest. Pod nałogiem. Czeka. Mam nadzieję.

A jeśli czytasz to i rozpoznajesz w tym siebie — to wiedz, że umowę można zerwać. Nie bez kosztów, nie bez bólu — ale można. I że są ludzie, którzy mogą w tym towarzyszyć.
Razem z tobą.

Podaj dalej

11/05/2026

Przytulenie to coś więcej niż gest.

To moment, w którym ciało mówi: „jesteś bezpieczny”,„jesteś ważny”,„nie jesteś sam”.
W świecie, który często pędzi i wymaga, przytulenie zatrzymuje na chwilę. Obniża napięcie, uspokaja oddech, daje poczucie bliskości - nawet wtedy, gdy trudno znaleźć słowa.

Dla dzieci to jeden z najważniejszych sposobów budowania poczucia bezpieczeństwa. Dla dorosłych - często zapomniana, a wciąż potrzebna forma wsparcia. Czasem jedno przytulenie mówi więcej niż długie rozmowy.

Dziś warto przypomnieć sobie o tej prostocie. Przytulić dziecko. Bliską osobę. Albo - jeśli tego potrzebujesz - pozwolić sobie być przytulonym.

Każdy z nas potrzebuje bliskości. Niezależnie od wieku.

📞 535 442 487
📩 [email protected]
📍 Poznań, Jeżyce

Czego szukasz, gdy szukaszczyli o emocjach, uzależnieniu i powrocie do siebieJest taki moment — kilka tygodni, może mies...
05/05/2026

Czego szukasz, gdy szukasz
czyli o emocjach, uzależnieniu i powrocie do siebie

Jest taki moment — kilka tygodni, może miesięcy po odstawieniu — gdy człowiek budzi się rano z dziwnym uczuciem. Nie jest to ból. Nie jest to też ulga. To coś pomiędzy: pustka, która nie boli ostro, ale trwa. Jakbyś wyłączył głośną muzykę i nagle usłyszał, że mieszkasz w bardzo cichym pokoju. I nie wiesz, czy tęsknisz za muzyką, czy po prostu nie pamiętasz, jak brzmi cisza.
To jest właśnie ten moment, gdy zaczyna się szukanie czegoś innego bo ..... Mózg pamięta intensywność.

Uzależnienie nie jest kwestią słabej woli. Jest przestrojeniem — głębokim, neurologicznym. Układ nagrody uczy się, że „normalne" jest za mało. Że zwykłe przyjemności — rozmowa, jedzenie, spacer, spokój — są zbyt ciche. Mózg przyzwyczaja się do fali, do uderzenia, do czegoś, co bardzo intensywnie czujemy tak prawdziwie i zapamietujemy niestety.
Gdy substancja znika, znika też ta fala. Ale nie znika pamięć. Pojawia się głód i zostaje — bez adresu, bez obiektu. Błąka się po ciele i szuka kogoś/czegoś, kto mu odpowie.
I wtedy często zaczynamy odpowiadać w inny sposób. Sporty ekstremalne. Intensywne relacje, które kończą się wypaleniem. Praca bez końca. Ryzyko. Szukanie duchowych uniesień graniczących z dysocjacją. Cokolwiek, co powie mózgowi: jesteś żywa/żywy.

„Intensywność staje się dowodem istnienia. Jeśli czuję mocno — jestem. Jeśli nic nie czuję — nie ma mnie."

Wszystko przez ten stan, przez te emocje..
Kortyzol, adrenalina, nawet smutek mają swoje receptory. Mózg, który przez lata żył w skrajnościach, może szukać emocjonalnych odpowiedników substancji: dramatycznych relacji, konfliktów, które dają wyrzut energii, sytuacji kryzysowych, które przywracają poczucie bycia potrzebnym.
Nie dlatego, że jesteś złą osobą. Nie dlatego, że lubisz cierpieć, chociaż niektórzy tak twierdzą, że ludzie "lubią" cierpieć. Ale dlatego, że twój układ nerwowy zna tylko jeden język: głośny. I dopóki nie nauczy się ciszej — będzie krzyczał.
Wiele osób po odstawieniu opisuje to samo: poczucie, że spokój jest podejrzany. Że jeśli jest dobrze, to znaczy, że za chwilę coś się stanie. Że cisza jest przepowiednią burzy. Więc lepiej samemu wywołać burzę — przynajmniej wiadomo, skąd nadchodzi. Prawda?

Poszukiwanie ekstremalnych doznań prawie nigdy nie zaczyna się w dorosłości. Zaczyna się dużo wcześniej — w domu, który był nieprzewidywalny, w dzieciństwie, w którym intensywność była normą, w relacjach, które uczyły, że spokój to obojętność, a walka to miłość.
Ciało zapamiętuje to wszystko. Nie w słowach — w nawykach, w reakcjach, w tym, że pewne sytuacje „wciągają" w sposób, którego nie da się logicznie wytłumaczyć. Ktoś mówi coś niewinnego, a ty już czujesz, że serce bije szybciej, że jesteś gotowa/gotowy na starcie. To nie jest przesada. To jest pamięć ciała.
I nie ma w tym nic, czego trzeba się wstydzić. Ale jest coś, z czym warto się zatrzymać.

Nie chodzi o to, żeby przestać czuć. Nie chodzi o to, żeby wygasić siebie, przykryć się spokojem, który jest tylko znieczuleniem pod inną nazwą. Chodzi o coś zupełnie innego: o nauczenie się chwili pauzy między impulsem a działaniem.
To bardzo mała chwila. Niemal niezauważalna. Ale w tej chwili jest wszystko. Jest pytanie: czego naprawdę potrzebuję teraz? Nie czego chcę. Nie co by uśmierzyło to niepokojące uczucie. Ale czego naprawdę potrzebuję — jako osoba, nie jako układ nerwowy w trybie alarmowym.
Czy potrzebuję bliskości? Przestrzeni? Odpoczynku? Żeby ktoś usłyszał, co przeżywam? Czy może po prostu — żeby samej/samego siebie nie zostawiać z tym samej/samego?
Zatrzymaj się.
Zapytaj siebie:
Co czuję teraz — zanim zacznę szukać czegoś, co to przykryje?
Kiedy ostatnio naprawdę odpoczęłam/odpocząłem — bez ekranu, bez planu, bez zadania?
Czego brakuje mi w relacjach z innymi? Czy proszę o to wprost?
Kiedy po raz pierwszy poczułam/poczułem, że spokój jest niebezpieczny?
Co robię z ciszą — czy siedzę w niej, czy uciekam?
Czy dbam o siebie dlatego, że na to zasługuję, czy dlatego, że muszę funkcjonować?

Słowa „dbaj o siebie" brzmią dziś jak slogan. Naklejka na kubek z kawą, którą lubimy. Jeśli przez lata używałaś/używałeś — czegokolwiek — żeby nie być sobą, to powrót do siebie jest naprawdę trudną i bardzo odważną pracą.
Dbanie o siebie po uzależnieniu to nie maseczka i kąpiel z pianą. To nauka tolerowania własnego towarzystwa (no właśnie). To uczenie się, że możesz usiąść z trudnym uczuciem i nie zginąć. Że smutek nie zniszczy cię, jeśli go nie utopisz. Że w lęku można oddychać — i że lęk przechodzi.
To też — i to jest najtrudniejsze — proszenie o pomoc, gdy jej potrzebujesz. Terapia. Rozmowa z kimś, kto rozumie. Grupy wsparcia. Niekoniecznie dlatego, że jesteś „chora/chory" lub „słaba/słaby". Ale dlatego, że pewnych rzeczy nie da się przepracować samemu — tak samo jak nie da się samemu nauczyć tańczyć, mając złamaną nogę.

Głód intensywności rzadko całkowicie znika. Ale może się zmienić. Osoby, które są długo w trzeźwości — nie tylko od substancji, ale od emocjonalnego chaosu — opisują coś, co na początku brzmi jak kłamstwo: że zaczęły znajdować intensywność w małych rzeczach.
W pierwszej kawie rano, którą czują naprawdę. W rozmowie, która trwa, bo oboje chcą. W pracy rąk, w muzyce, w zmęczeniu po czymś, co ma sens. To nie jest rezygnacja. To nie jest wyłączenie się. To jest — może po raz pierwszy — bycie obecnym.
Ale to wymaga czasu. I wymaga żałoby. Bo trzeba opłakać ten stan, który kiedyś dawał poczucie bycia żywym — nawet jeśli jednocześnie cię niszczył. To był twój sposób na przeżycie. I to jest ważne, żeby to uznać.

Nie musisz teraz wszystkiego rozumieć. Nie musisz być gotowa/gotowy. Wystarczy, że jesteś tu — że czytasz to, że gdzieś w środku jest pytanie, które zadajesz sobie pierwszy raz albo nie pierwszy, ale poważniej. To pytanie jest dobre. Oznacza, że wracasz. Powoli, może potykając się, może z opóźnieniem — ale wracasz.
I to wystarczy na dziś.

04/05/2026
27/04/2026

Siedziałam wczoraj wieczorem na kanapie. Na ekranie pojawiła się reklama: "Majówka" I oferta nie do odrzucenia: kup sześciopak, drugi dostajesz gratis.

Pierwsza moja myśl: " okropna reklama", druga: " to teraz dzieci uczą się, że majówka to picie". Jutro mam w gabinecie kilka osób, które oglądają dokładnie taką samą reklamę — i dla których ta „okazja" nie jest reklamą piwa. Jest zaproszeniem do nawrotu.

Co dzieje się w mózgu uzależnionego, gdy widzi tę reklamę?

Uzależnienie to nie słabość charakteru. To choroba mózgu — mamy na to dowody naukowe.
Substancje uzależniające, w tym alkohol, przejmują mezolimbiczny układ nagrody — ten sam, który sprawia, że cieszy nas spacer, rozmowa z przyjacielem, dobry obiad. Alkohol robi to jednak z siłą, której zwykłe życie nie potrafi dorównać. Mózg adaptuje się, obniża wrażliwość na naturalne przyjemności. Świat bez alkoholu zaczyna być szary.
U osoby w trzeźwości ta struktura jest wciąż krucha — zwłaszcza w pierwszych miesiącach i latach. Wyzwalacze zewnętrzne: widok butelek, kojarzone sytuacje, a szczególnie emocje społeczne — radość, wiosna, wspólnota przy grillu — mogą uruchamiać silny głód, który osoba uzależniona opisuje jako fizyczny przymus, nie kaprys.
I właśnie wtedy na ekranie pojawia się: słońce, znajomi, majówka i dwie skrzynki w cenie jednej.

Liczby, których nie widać w reklamie

Szacunki dotyczące nadużywania — czyli picia szkodliwego, jeszcze przed progiem uzależnienia — mówią o kilku milionach. Leczenie podejmuje około 15% z nich.
Oficjalne statystyki wskazują, że osób zmagających się z problemami uzależnienia oraz współuzależnienia jest w Polsce łącznie co najmniej kilka milionów.

Współuzależnienie to osobny, często niewidoczny wymiar tej historii. Na każdą osobę uzależnioną przypadają bliscy — partnerka/partner, dzieci, rodzice — którzy rozwijają własne zaburzenie: obsesyjną troskę, pomieszanie granic w systemie, życie podporządkowane nałogowi. Niestety większość rodzin w Polsce wciąż radzi sobie sama — bez diagnozy, bez wsparcia, bez narzędzi.

Ci od reklam wiedzą, co robią

Ekonomia behawioralna od lat dokumentuje, że słowo „gratis" jest jednym z najskuteczniejszych wyzwalaczy decyzji zakupowych. Ludzie kupują rzeczy, których nie planowali, bo gratisowy bonus aktywuje dokładnie ten sam układ nagrody w mózgu, który uzależnienie już dawno przejęło pod kontrolę. To nie jest przypadek. To jest projekt.

Co z tym zrobić?

Nie jestem naiwna. Alkohol był, jest i będzie częścią kultury. Ludzie będą świętować majówkę, pić piwo przy grillu. Byle robić to odpowiedzialnie.

„Pamiętaj, majówka się zbliża — kup sześciopak, drugi gratis"
Jako terapeuta proszę o jedno: o spójność. Nie możemy jednocześnie finansować kampanii profilaktycznych, tworzyć telefonów zaufania, szkolić terapeutów — i pozwalać, żeby supermarket rywalizował z nami o uwagę osoby, która właśnie walczy o trzeźwość.
Bo ta osoba też ogląda telewizję. I też widzi, że majówka się zbliża.

Jutro wróci do gabinetu. I opowie mi o tej reklamie — jestem tego prawie pewna.

18/04/2026

🧩 TUS – dobierzemy grupę do wieku Twojego dziecka

Nie każde dziecko potrzebuje tego samego.

Dlatego tworzymy grupy dopasowane do etapu rozwoju:

👧 przedszkolak i- pierwsze relacje i emocje
👦 klasy 1-3 - komunikacja i współpraca
🧒 klasy 4-6 - pewność siebie i radzenie sobie z presją
🧑‍🎓 młodzież - relacje, tożsamość, emocje

👥 max 6 osób w grupie
To oznacza realną pracę, nie „zajęcia ogólne”.

📅 Start: 27 sierpnia: https://www.facebook.com/events/934708419171100

Wszystkie grupy TUS prowadzone są przez wykwalifikowanych terapeutów, którzy tworzą bezpieczne i wspierające środowisko do nauki i eksperymentowania z nowymi zachowaniami. Zajęcia ruszają pod koniec sierpnia, a zapisy już trwają! Zadbaj o przyszłość swojego dziecka już dziś!
🎨👩‍🏫

📩 Liczba miejsc ograniczona - decyduje kolejność zgłoszeń

✍️ ZAPISY: Masz 3 możliwości, by umówić konsultacje i zapisać dziecko na TUS:
📧 E-mailem: [email protected]
🌐 Via nasz formularz kontaktowy: https://osrodekterapiinorwida.pl/kontakt/
📆 Telefonicznie: 535 442 487
📍 Lokalizacja: Norwida 14, Poznań - II piętro
⏰ Godziny otwarcia: Pon-Pt 8:00-21:00, Sob 9:00-17:00

_________________________________
🌐 https://osrodekterapiinorwida.pl
📧 E-mail: [email protected]
☎️ Telefon: 535 442 487
📅 Rezerwacje:
➡️ https://osrodekterapiinorwida.pl/rezerwacja-wizyty
➡️ https://www.znanylekarz.pl/.../osrodek-terapii-dzieci-i...
📍 Lokalizacja: Norwida 14, Poznań - II piętro
⏰ Godziny otwarcia: Pon-Pt 8:00-21:00, Sob 9:00-17:00

09/02/2026

🤍 Starasz się o dziecko? A może jesteś świeżo po porodzie i czujesz, że emocje Cię przerastają?
Wspieramy kobiety na każdym etapie ich drogi - od pragnienia rodzicielstwa, przez trudności hormonalne, aż po wczesne macierzyństwo i kryzysy w związku.

Starania o dziecko, macierzyństwo, napięcia w relacji - to momenty, w których emocje potrafią przytłoczyć. Czasem warto się zatrzymać i pozwolić sobie na wsparcie. Praca z psychologiem może pomóc zrozumieć swoje potrzeby, odzyskać spokój i zadbać o relację.

Donata Michałowska - psycholog i seksuolożka - specjalizuje się we wspieraniu kobiet i par w tych delikatnych i ważnych momentach życia.
Pamiętaj, nie musisz być silna sama.

📞 Jak się z nami skontaktować?
🌐 https://osrodekterapiinorwida.pl
📧 E-mail: [email protected]
☎️ Telefon: 535 442 487
📅 Rezerwacje:
➡️ https://osrodekterapiinorwida.pl/rezerwacja-wizyty
➡️ https://www.znanylekarz.pl/placowki/osrodek-terapii-dzieci-i-doroslych-norwida
📍 Lokalizacja: Norwida 14, Poznań - II piętro
⏰ Godziny otwarcia: Pon-Pt 8:00-21:00, Sob 9:00-17:00

Adres

Norwida 14 Poznań
Poznan
60–175

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Psychoterapia Daria Adamczyk-Wachowiak umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij

Kategoria