W gruncie lekkości. Psychoterapia Joanna Oprawa-Karwat

W gruncie lekkości. Psychoterapia Joanna Oprawa-Karwat Dane kontaktowe, mapa i wskazówki, formularz kontaktowy, godziny otwarcia, usługi, oceny, zdjęcia, filmy i ogłoszenia od W gruncie lekkości. Psychoterapia Joanna Oprawa-Karwat, Psychoterapeuta, Poznan.

Poradnictwo psychologiczne i psychoterapia, praca krótkoterminowa i długoterminowa, pomoc w zakresie problemów emocjonalnych, w sytuacjach kryzysowych, w procesie rozwoju osobistego i poszukiwania własnej drogi.

15/07/2026

Terapeuta jest najzdrowszy w gabinecie… - Żart to czy może prawda?

Trochę serio: Dzięki ramom sesji (settingowi), superwizji i zasadom etyki terapeuta uruchamia swoje dojrzałe, zintegrowane ja. Nie daje się ponieść prywatnym impulsom, nie realizuje własnych potrzeb, nie musi walczyć o swoje. W takich warunkach łatwiej, co nie znaczy, że zawsze łatwo, zapewnić drugiej osobie bezpieczną, empatyczną przestrzeń.

Trochę z humorem: Po wyjściu z gabinetu zaczyna się realne życie, tutaj nie ma ram, są za to codzienne problemy, wewnętrzne konflikty i te wszystkie ludzkie trudności. To nie jest tak, że terapeuta to człowiek, który zawsze panuje nad swoimi emocjami i roztacza wokół siebie atmosferę spokoju i zrozumienia. Bywa, że wewnętrzny dorosły kapituluje, gdy dziecko po raz dwudziesty piąty odmawia założenia butów albo gdy na inny kierowca na drodze wymusi pierwszeństwo.

Tak, terapeuta to też człowiek 😊 Po wyjściu z gabinetu staje się po prostu jednym z nas, z całym zmęczeniem i neurozami. I całe szczęście, bo dzięki temu może autentycznie zrozumieć swojego pacjenta.


07/07/2026

Głowa wie, ciało pamięta. O iluzji intelektualnego przepracowania.

W gabinecie terapeutycznym nierzadko pojawiają się ludzie, którzy „właściwie wszystko już przepracowali”, a jednak „nadal coś jest nie tak”. Potrafią nazywać swoje schematy, analizować traumy z dzieciństwa, logicznie wytłumaczyć dlaczego reagują w określony sposób. To trochę tak, jakby intelektualnie pogłaskać się po głowie. Można wtedy poczuć ulgę, ale tylko na chwilę. Poziom myślenia to dopiero wstęp do właściwiej pracy.

„No i co Pan/Pani teraz czuje?” – Niech podniesie rękę ten, kto chociaż raz nie zareagował wtedy przewróceniem oczami i myślą w stylu „a ta/ten znowu swoje!”. To prawda, myślenie jest o wiele bezpieczniejsze, stwarza iluzję kontroli i dystansu. Tymczasem napięcie nie puszcza w korze nowej, ono zachodzi w ciele. W świadomości płytkiego oddechu, zaciśniętego gardła, ciężaru w klatce piersiowej. To właśnie tam mieszka wszystko to, co żywe.

Realna zmiana nie odbędzie się bez udziału ciała.

21/05/2026

Mózg na papierze. Jak zwykłe pisanie zmienia neurobiologię?

Istnieją liczne dowody naukowe na to, że Twój mózg potrzebuje kartek i długopisu. W tym poście znajdziesz kilka najważniejszych.

1. Wg badań z Uniwersytetu w Californii (UCLA) z 2007 roku, nazywanie emocji na papierze hamuje aktywność ciała migdałowatego, które stanowi ośrodek strachu w mózgu. W tym czasie zwiększa się aktywność kory przedczołowej, która sprawia że odzyskujesz jasność myślenia. Tryb alarmowy zostaje wyłączony.

2. Mózg służy do tworzenia informacji, a nie do ich przechowywania. Poprzez pisanie o swoich myślach i emocjach zwalniasz miejsce w "pamięci RAM" umysłu. Zyskujesz w ten sposób lepszą koncentrację i pozbywasz się gonitwy myśli. Do takich wniosków skłaniają badania opublikowane w Journal of Experimental Psychology (2001).

3. Prof. James Pennebaker, ktory jako pierwszy prowadzil badania nad pisaniem ekspresyjnym (2007), udowodnił, że już 15 minut przelewania tego, co trudne na papier, znacząco obniża poziom kortyzolu (hormon stresu), wzmacnia układy odpornościowy, a nawet... Uwaga: przyspiesza gojenie się fizycznych ran!
Dopóki myśli są tylko w Twojej głowie, łatwo pomylić je z faktami. Kiedy przelejesz je na papier, Twój mózg zyska przestrzeń na logiczne myślenie, lepszą koncentrację i kreatywność.

Sprawdź to na sobie i dzisiaj wieczorem, zamiast scrollowac, zapisz swoje aktualne myśli. Możesz zrobić to też rano (tzw. morning pages), by wejść w nowy dzień z ulgą i nową przestrzenią w głowie.

15/05/2026

"Musiałem ją nieraz prosić, żeby nie wstydziła się swojego ciała. Zawsze z lękiem spoglądała, czy na nią patrzę, kiedy się rozbierała. Zawsze było:

- Zgaś światło.
- Dlaczego?
- Zgaś, proszę cię.
- Ale dlaczego?
- Nie rozumiesz?

Nie rozumiałem. Nie podejrzewała zapewne, że gdy patrzyłem na nią, jak się rozbierała, czułem coś takiego, jakbym stawał się bogatszy o wszystkie jej obolałości, o jej cierpienia, o jej przemijanie. Też wiele przeżyłem, lecz nie było to dla mnie takie ważne, jak to, czym ona była naznaczona. Nie, nie o to chodzi, że współcierpiałem z nią. Czy zresztą miłość potrzebuje współcierpienia? Chodzi mi o to, że odczuwałem jej istnienie jako moje istnienie. Pyta pan, co to znaczy? To, że jakby pan całe brzemię czyjegoś istnienia pragnął wziąć na siebie. Jakby pan pragnął tego kogoś w ogóle zwolnić z konieczności istnienia. Jakby pan pragnął za tego kogoś także umrzeć, żeby on nie musiał doświadczać swojego umierania. A to coś innego niż współcierpienie, jak się je na ogół rozumie. Na samą taką, choćby wyobrażoną, możliwość czułem, że chce mi się znowu żyć. Mówi pan, że to niemożliwe. Możliwe, że niemożliwe. Tylko wobec tego co powinno być miarą miłości? Jeśli pod tym nic nie znaczącym słowem pan i ja to samo byśmy rozumieli? Według czego mielibyśmy ją odczuwać? Według pożądania ciała? Ciało ma swój kres i dużo, dużo wcześniej, nim śmierć przyjdzie".

(W. Myśliwski, "Traktat o łuskaniu fasoli")

Kiedy patrzymy na siebie przez pryzmat niedoskonałości, blizn czy upływającego czasu, zakładamy, że inni widzą to samo. Wstyd sprawia, że chcemy się schować, bo przecież tylko „ideał” zasługuje na spojrzenie pełne zachwytu. We fragmencie tekstu Myśliwskiego bohaterka widzi swoje „obolałości”, a tymczasem jej towarzysz dostrzega w nich historię jej istnienia, dowód siły i autentyczności.

Wstyd karmi się mrokiem. Można go z siebie zdjąć dopiero wtedy, gdy odważymy się „zapalić światło” w obecności kogoś, kto nie odwróci wzroku. To jest właśnie intymność emocjonalna, czyli taka bliskość, w której na pierwszym miejscu jest czułość wobec czyjegoś istnienia.

Czy pozwalasz sobie na to, by ktoś patrzył na Ciebie z taką czułością, na jaką zasługujesz? Czy potrafisz być w takiej obecności dla samej/samego siebie?

Mówi się, że przyciągamy to, czego nam brakuje. W psychologii nazywamy to koluzją – cichą umową dwóch dusz, które obieca...
04/01/2026

Mówi się, że przyciągamy to, czego nam brakuje. W psychologii nazywamy to koluzją – cichą umową dwóch dusz, które obiecały sobie (nieświadomie), że pomogą sobie nawzajem nie konfrontować się z własnym bólem.
To bezpieczne więzienie. Znamy w nim każdy kąt, choć rani nas jego ciasnota.
Wyjście z koluzji nie wymaga zmiany partnera. Wymaga odwagi, by stanąć w prawdzie przed samym sobą i zapytać:
Do czego jest mi potrzebna ta gra?



https://www.instagram.com/p/DTFhelqjOUt/?utm_source=ig_web_copy_link&igsh=MzRlODBiNWFlZA==

Uczono nas myśleć w kategoriach „albo–albo”.Tymczasem człowiek zaczyna oddychać dopiero wtedy, gdy może być „i–i”.Pełny,...
27/11/2025

Uczono nas myśleć w kategoriach „albo–albo”.
Tymczasem człowiek zaczyna oddychać dopiero wtedy, gdy może być „i–i”.
Pełny, a nie podzielony.
Tekst inspirowany książką Maureen Murdock "Podróż bohaterki".

Żyjemy w kulturze, która kocha podziały:
dobro–zło, ciało–duch, męskie–żeńskie.
A my próbujemy zmieścić się w jednym z biegunów.

Dualistyczne myślenie daje złudzenie porządku.
Zamiast spotykać drugiego człowieka — zaczynamy go oceniać, naprawiać, ustawiać „po swojej stronie”.

Źródłem wielu naszych trudności jest oddzielenie:
mnie od ciebie,
intuicji od rozumu,
sacrum od natury.

Ten podział przenika też nas samych. Odcinamy ciało od umysłu, siłę od wrażliwości, młodość od starości — jakby pełnia była zagrożeniem.

A przecież każdy z nas jest „po części” wszystkim.
Nosimy w sobie światło i cień, logikę i intuicję.
To nie sprzeczności — to całość.



https://www.instagram.com/reel/DRjo6TKARRk/?utm_source=ig_web_copy_link&igsh=MzRlODBiNWFlZA==

Czasem największa zmiana zaczyna się nie od działania, ale od innego sposobu opowiadania sobie o tym, co się wydarzyło.⠀...
10/11/2025

Czasem największa zmiana zaczyna się nie od działania, ale od innego sposobu opowiadania sobie o tym, co się wydarzyło.

Terapia narracyjna to zaproszenie do tego, by przyjrzeć się własnej historii z czułością i ciekawością — i sprawdzić, czy słowa, którymi ją opisujesz, nadal Ci służą.

Bo może nie potrzebujesz nowego życia.
Może potrzebujesz tylko nowej opowieści o tym, które już masz. 🕊️



https://www.instagram.com/p/DQ4CPoZDKAM/?utm_source=ig_web_copy_link&igsh=MzRlODBiNWFlZA==

28/10/2025

Czasem to, co wydaje się przypadkiem, powtarzającym się „pechem” albo nieuchronnym losem, wcale nie jest czymś z zewnątrz.

To nasze własne, nieuświadomione wzorce. Niewypowiedziane lęki. Historie, które nosimy w sobie, choć o nich zapomnieliśmy.

Świadomość nie daje natychmiastowej ulgi, ale otwiera możliwość wyboru.
A wybór — to najprostsza, a zarazem najgłębsza forma wolności.

Z serii „zapiski z marginesu”.Idąc przez jesienny ogród Krasińskich natknęłam się na ten napis na ławce. Pierwsza myśl, ...
21/10/2025

Z serii „zapiski z marginesu”.

Idąc przez jesienny ogród Krasińskich natknęłam się na ten napis na ławce. Pierwsza myśl, a właściwie pytanie, jakie mi przyszło, było rodem z lekcji języki polskiego: „Co autor miał na myśli?” 😊 Tego nie wiem, ale miałam własne skojarzenie, którym się podzielę.

To, co nazywamy zakochaniem, bywa spotkaniem z własnym pragnieniem.
Z tęsknotą, która przybiera czyjąś twarz.

Widzimy w kimś to, czego najbardziej nam brakuje.

I dopiero z czasem uczymy się rozróżniać człowieka od wyobrażenia.
Czasem to nie osoba nas pociąga, lecz sposób, w jaki przy niej czujemy się sobą.

Wtedy zakochanie staje się lustrem — odbija nasze potrzeby, lęki, nadzieje.
I dopiero kiedy to zobaczymy, zaczyna się prawdziwa bliskość.

🍁🍂

https://www.instagram.com/p/DQEYWRCjFGA/?utm_source=ig_web_button_share_sheet&igsh=MzRlODBiNWFlZA==

"Syndrom oszusta", czyli o tym jak coś, czego nie ma sprawia, że powstaje coś, czego lepiej, żeby nie było...         * ...
08/10/2025

"Syndrom oszusta", czyli o tym jak coś, czego nie ma sprawia, że powstaje coś, czego lepiej, żeby nie było...



* To nie syndrom. Nie ma go w klasyfikacji zaburzeń (ICD, DSM). To doświadczenie psychiczne, a nie diagnoza. Nazwanie tego "syndromem" sugeruje chorobę, coś stałego i medycznego.

* Wątpliwości, poczucie niewystarczalności czy myśl "czy ja się nadaję?" to część rozwoju i normalnego funkcjonowania w nowych rolach. To hasło robi z tego "problem kliniczny".

* Odrywa zjawisko od kontekstu społecznego. Często to nie "wewnętrzny syndrom", a efekt działania środowiska: braku uznania, nierówności, rasizmu, seksizmu, presji, perfekcjonizmu. Mówiąc o "syndromie" sugerujemy, że problem tkwi wyłącznie w jednostce.

* Może zamykać, zamiast otwierać. Czasem działa jak szufladka: "to tylko syndrom oszusta" -> "wszyscy tak mają" i temat jest bagatelizowany, zamiast traktowany poważnie.

https://www.instagram.com/psychoterapia_wgruncielekkosci/p/DPiuFzqjBjn/

Adres

Poznan

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy W gruncie lekkości. Psychoterapia Joanna Oprawa-Karwat umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do W gruncie lekkości. Psychoterapia Joanna Oprawa-Karwat:

Skróty

Udostępnij

Kategoria