27/07/2026
ludzie w lesie stają się częścią lasu.
(las w ludziach staje się częścią ludzi).
forever
wynikają z tego różne rzeczy. napisałabym, że jedne są dla lasu/ludzi dobre, inne nie, ale po pierwsze, nie wiem tego na pewno, po drugie, bliżej mi do głębokiego uznania dla złożoności leśnego (i każdego innego) systemu, w którym kontekst zmienia się stale, zarówno pod atropogeniczną presją, jak i w wyniku innych procesów życia. w związku z tym: nie wiem.
relacyjność, połączenia i rozłączenia tkanki życia są więc w stałej zmienności i próbach adaptacji/dążenia do homeostazy. niektóre przejawy życia poruszają się po obrzeżach znanego, inne pomału wycofują się z leśnej obecności, jak sosny, świerki i brzozy, jeszcze inne przychodzą, jak dąb czerwony, który jest większym krewnym znanego nam dębu, tyle że zza oceanu. mówią, że to niedobrze.
to co wydaje się jasne na krótką metę (na przykład to, że jeśli w wysychającym borze sosnowym zadbamy o sosnę, to zadbamy też o ten mech, który duszony jest przez liście innych drzew i przez brak dostępu do słońca, albo z kolei to, że jak nie będzie tu już sosen, to pewnie będzie liściasto, trochę jak to było na tych terenach dawniej). bo może nie wiecie, ale wielkopolska nasadzona sosna miała tu warunki zbyt dobre, nie mogła więc - zrodzona do adaptacji w bardzo trudnym - zyskać swojej zwyczajowej odporności, rośnie tylko w górę i w górę, za bardzo. i nie sieje już młodych.
(trochę jak ludzie w późnym kapitalizmie, pomyślałam sobie).
jakiś czas temu Maciej Jędrzejczak zaprosił nas, grupę osób pracujących terapeutycznie (w kontekście ekologicznym) do wspólnego doświadczania leśnych procesów. łączymy więc wiedzę botaniczną, biologiczną, z relacyjną, emocjonalną poznawczą, jednocześnie próbując usłyszeć uważnie wszystkie głosy opowiadające o lesie, również te, z którymi nie zgadzają się nasze serca.
staramy się współworzyć wiedzę i wrażliwość, łączyć je, dawać im przestrzeń, podobną rangę, mieszać ze sobą, szanując różnice i granice.
prawdopodobnie jakoś wspólnie nosimy fantazje o możliwości przywracania i utrzymywania w sobie-wspólnie z innymi, złożoności, wielowersyjności, wielojęzyczności życia, i tego szacunku dla odmiennych poglądów, który podobny jest do spotkania z rośliną objętą ścisłą ochroną gatunkową.
pamiętam jak cała byłam kiedyś w niezgodzie na atropomorfizowania życia większego niż ludzkie. takiego kolonialnego, wiecie. narzucania ludzkiego języka, językom lasu. myślałam też, że to my, ludzie, powinniśmy uczyć się od ziemi, która nas gości, powinniśmy znać swoje miejsce. wczoraj przestałam się dziwić temu, że znany mi ludzki świat nie radzi sobie z procesami starzenia się, chorowania, śmierci. w końcu wychowały nas sosnowe lasy gospodarcze. co więc możemy wiedzieć o sprawach ważnych.
pomyślałam więc raz jeszcze, że chciałabym być bliżej współpracy, spotkań zrodzonych z szacunku, uważnego, głębokiego słuchania zarówno zagubionych ludzi, jak i odchodzących sosen, karlejących klonów, tych zakłopotanych dębów czerwonych, osób z Ukrainy, Sudanu i Rosji z ich złożonością doświadczeń, jak i tego co w "zupełnie moim sercu"*.
z pokorną świadomością, że możemy zrobić tylko krok ku, nie obejmiemy całości, bo zawsze będziemy mniejsi od życia.
*cudzysłów zostawiam dlatego, że nie wyobrażam sobie, żeby cokolwiek we mnie żyło bez związku z Tobą, z odchodzącymi sosnami, karlejącymi klonami, zakłopotanym dębem czerwonym, osobami z Ukrainy, Sudanu, Rosji. jednocześnie moim niewielkim ludzkim sercem obejmuję mój kawałek (współ)odpowiedzialności i (współ)tworzenia kroku ku trochę częstszym doświadczeniom pokoju.
dziękuję wam Grupo Trzymająca Las 💚
dziękuję ci lesie 💚
za zdjęcie dziękuję Gabinet Terapii Psychologicznej Olga Mocek 🙏🏻