08/08/2026
SIERPNIOWY NIEPOKÓJ
Czy da się żyć bez terapii?
Od lat zamykam mój psychoterapeutyczny kramik na cały miesiąc. W tym roku trochę się rozciągnął i zahaczy o wrzesień.
Pamiętam, kiedy zaczęłam to robić, chyba ze dwadzieścia lat temu. Pamiętam też okrągłe oczy koleżanek i kolegów po fachu. Ale jak to tak ? Tak zostawić klientów? Na cały miesiąc? Przecież to prawie porzucenie!
A co z ich traumami odrzucenia? A co, jeśli ktoś się rozpadnie? A co, jeśli będzie mnie potrzebował?
W tamtych czasach terapeuta miał być trochę jak ratownik na dyżurze. Miał pomagać, wspierać, być uważny, obecny i najlepiej dostępny. Zawsze.
A szczególnie terapeuta Gestalt, bo przecież kontakt, relacja, obecność, autentyczność.
Tylko jakoś mało mówiło się wtedy o tym, że terapeuta też człowiek, że ma swoje życie, że może być zmęczony, że potrzebuje odpocząć, może wyjechać. I że jego nieobecność nie musi być katastrofą.
Wtedy psychoterapia dopiero mocniej zadomawiała się w naszym języku.
Psycholog, psychiatra, psychoterapeuta – wszystko jeszcze trochę się mieszało.
A wraz z otwieraniem się na świat przychodziły nowe idee. Także te dotyczące nas, terapeutów. Że nie musimy być bez końca dostępni. Że możemy mieć granice. Że możemy mieć wakacje. Że trzeba najpierw sobie założyć maskę tlenową, żeby pomóc innym…
I że sierpień może być miesiącem, w którym terapeuta po prostu… znika.
W amerykańskiej tradycji psychoterapeutycznej i psychoanalitycznej funkcjonuje nawet określenie August Anxiety lub August Blues sierpniowy niepokój, czas melancholii, lęku, smutku.
Gabinet pustoszeje. Telefon milknie. Nie ma poniedziałkowej czy środowej sesji. Nie ma tej jednej godziny w tygodniu, która przez wiele miesięcy była stałym punktem. I nagle zostaje pustka. A w pustce : tęsknota, lęk, samotność, poczucie opuszczenia. Czasem ulga. Czasem nawet… radość.
Bo może właśnie wtedy można zobaczyć, co dzieje się ze mną, kiedy ktoś, kto przez długi czas był ważnym punktem odniesienia, przestaje być dostępny. Czy potrafię być sama? Czy potrafię być ze swoim lękiem? Czy potrafię przeżyć złość bez natychmiastowego jej „omówienia”? Czy potrafię zatęsknić i nie zrobić z tej tęsknoty katastrofy?
I wreszcie: czy potrafię żyć bez terapii? Nie wiem, czy terapeuci powinni robić sobie miesięczne wakacje. Nie każdemu to odpowiada i nie w każdej sytuacji można. Ale coraz bardziej myślę, że przerwa jest częścią relacji terapeutycznej. Tak jak w każdej ważnej relacji pojawia się bliskość i oddalenie. Jest bycie razem. I jest osobność. A może właśnie to „osobno” jest czasem najważniejsze.
Bo przecież nie chodzi o to, żeby pacjent nauczył się żyć z terapeutą. Chodzi o to, żeby nauczył się żyć bez niego .
I może dlatego mój sierpniowy niepokój jest dzisiaj znacznie mniejszy. Mój kramik zamykam. Krzesła stoją puste. Rośliny zostawiam pod opieką.
A moi klienci? Mam nadzieję, że właśnie w tym czasie odkrywają coś ważnego. Że świat się nie kończy, kiedy terapeuta wyjeżdża. Że można tęsknić i żyć dalej. Można się bać i nie uciekać. Można nie wiedzieć. Można sobie poradzić. A czasem nawet całkiem dobrze się bawić.
Do zobaczenia we wrześniu.
Jeśli oczywiście nadal będziemy sobie potrzebni.