10/09/2026
Im więcej wiem o zdrowiu, tym bardziej widzę, jak trudno jest dziś odróżnić rzetelną wiedzę od marketingu.
I mówię to jako lekarz.
Wszystko, co przekazuję moim pacjentom podczas konsultacji i publikuję tutaj, najpierw sprawdzam. Czytam badania kliniczne, przeglądy systematyczne i metaanalizy. Patrzę na metodologię, wyniki, ograniczenia, finansowanie i konflikty interesów. Bo samo zdanie „są na to badania” naprawdę nie wystarcza.
Czytam bardzo szeroko — od biologii ewolucyjnej, przez endokrynologię, kardiologię i ginekologię, po dietetykę, fizjologię wysiłku, medycynę snu i neurobiologię. Czytam książki specjalistów, ale później sięgam również do badań, na których opierają swoje tezy.
Dzięki temu coraz lepiej rozumiem, jak wszystko jest ze sobą połączone: insulina, leptyna, mięśnie, ruch, sen, odżywianie i nasza ewolucyjna biologia. Jak ogromne znaczenie ma masa mięśniowa. Jak ważny jest odpowiednio dobrany wysiłek — również w opiece onkologicznej. Dlaczego potrzebujemy dobrego odżywiania, a nie kolejnej „diety”, i dlaczego restrykcje tak często kończą się efektem jo-jo.
30 lat pracy jako lekarz nauczyło mnie jeszcze jednego: nie rzucać się na każdą nowinkę.
Sprawdzić. Przeanalizować. Poczekać. Zobaczyć, czy kolejne badania potwierdzą efekt i czy ma on rzeczywiste znaczenie dla zdrowia człowieka.
A jednocześnie z każdej strony mamy kursy longevity, suplementy, warsztaty oddychania, jogi, medytacji, kolejne diety, biohacking i kolejnych „guru zdrowia”.
Każdy ma swoją metodę. Każdy pokazuje „badania”. I bardzo często każdy ma też coś do sprzedania.
Skoro nawet lekarzowi trudno przebrnąć przez ten zalew informacji, jak ma zrobić to ktoś, kto nie zajmuje się medycyną, sportem, psychologią czy odżywianiem?
Uważam, że pacjent nie powinien sam przedzierać się przez tysiące publikacji i zastanawiać się, komu wierzyć. To również moja odpowiedzialność jako lekarza — sprawdzić, zanim coś polecę.
Dlatego jestem bardzo ciekawa, co na to Xand van Tulleken w swojej książce „Make Me Well”.
— może wydacie ją po pols