MobiusTherapy - Karol Furmanik

Zadzwoń Wskazówki dojazdu Strona internetowa

MobiusTherapy - Karol Furmanik Psychoterapia Gestalt, superwizja oraz integracja doświadczeń psychodelicznych. Treści dotyczące psychodelików mają charakter edukacyjny i służą m.in.

MobiusTherapy

MobiusTherapy łączy trzy przestrzenie mojej pracy: psychoterapię, superwizję i integrację doświadczeń psychodelicznych. Strona opiera się na współczesnej psychologii, psychoterapii Gestalt, badaniach naukowych oraz refleksji nad rozwojem świadomości. Jej celem jest wspieranie dojrzałego i odpowiedzialnego podejścia do zdrowia psychicznego, świadomości oraz doświadczeń transformacyjnych. Wierzę, że perspektywy naukowa, terapeutyczna i transpersonalna mogą nie tylko współistnieć, lecz razem tworzyć pełniejszy obraz ludzkiej psychiki. Nota prawna i bezpieczeństwo

Substancje psychodeliczne są w Polsce objęte kontrolą prawną, a ich używanie może wiązać się z zagrożeniami dla zdrowia. MobiusTherapy nie zachęca do używania substancji psychodelicznych, nie oferuje terapii z ich udziałem ani nie wspiera działań niezgodnych z prawem. psychoedukacji, integracji doświadczeń oraz redukcji szkód. Informacje zamieszczone na stronie nie zastępują konsultacji z lekarzem, psychiatrą ani psychoterapeutą w kwestiach zdrowia psychicznego, diagnozy lub farmakoterapii.

Terapia psychodeliczna – zwięzły przegląd badańPodobnie jak klasyczna psychoterapia dawno wyszła z fazy usprawiedliwiani...
12/09/2026

Terapia psychodeliczna – zwięzły przegląd badań

Podobnie jak klasyczna psychoterapia dawno wyszła z fazy usprawiedliwiania swojego istnienia, tak samo można dziś powiedzieć o terapii wspomaganej psychodelikami (PAT). Za nami już ponad dwie dekady badań klinicznych, w tym badań randomizowanych i kontrolowanych (RCT).

Co możemy dziś stwierdzić na pewno?
Popatrzmy, co działa w określonych problemach psychiatrycznych.

◆ Depresja (MDD i TRD)

Psylocybina - poziom dowodów najwyższy spośród klasycznych psychodelików
Ayahuasca - bardzo obiecujące wyniki, ale mniejsze badania
L*D - obiecujące, ale najmniej danych klinicznych w depresji

Źródło: Psychedelics for major depression - From controlled research settings into broader clinical use
Mihai Avram, Stefan Borgwardt (2025)

◆ Zaburzenia lękowe

1. Lęk egzystencjalny (u pacjentów w opiece paliatywnej/onkologicznej)
Najlepsze wyniki: psylocybina i L*D

2. Zaburzenie lęku społecznego (social anxiety)
Najbardziej obiecujące wyniki: ayahuasca

3. Uogólnione zaburzenie lękowe (GAD) i przewlekły lęk
Najlepsze wyniki: psylocybina (najwięcej dowodów)

Źródło: Efficacy and Safety of Psychedelics in Treating Anxiety Disorders
Feulner, Sermchaiwong et al. (2023)

◆ PTSD

Najsilniejsze dowody: M**A
Psylocybina – mniej dowodów, ale obiecujący kierunek

Źródło: The efficacy and safety of M**A-assisted psychotherapy for treatment of posttraumatic stress disorder: A systematic review and meta-analysis from randomized controlled trials.
Yang et al. (2024)

◆ Uzależnienia

L*D
- alkoholizm
- uzależnienie od opioidów (badania z lat 60.–70)

Psylocybina
- alkoholizm
- uzależnienie od tytoniu

Ketamina
- alkoholizm

Ibogaina
- uzależnienie od opioidów

Głównie badania obserwacyjne (open-label - bez zaślepienia) i obserwacje naturalistyczne.
Nowa Zelandia dopuściła możliwość przepisywania ibogainy przez lekarzy w indywidualnych przypadkach, jako leku niezatwierdzonego (unapproved medicine).

M**A
- alkoholizm

Badanie pilotażowe, otwarte (open-label)

Źródło: Psychedelic therapy in the treatment of addiction: the past, present and future
Zafar, Siegel et al. (2023)

Powyższe to stan badań na sierpień 2026.

Co interesujące, choć w redukcji samych objawów np. depresji (mierzonej skalami HAM-D czy MADRS) psylocybina i tradycyjne antydepresanty osiągają zbliżone wyniki, to w obszarach, takich jak poczucie sensu życia (meaning in life), funkcjonowanie społeczne (work and social functioning), poczucie połączenia ze światem i z sobą (connectedness) czy rozkwit psychologiczny (flourishing), terapia wspomagana psylocybiną wykazuje wyraźną przewagę.

Co z tego wynika? Że te substancje w ramach określonego protokołu (PAT) mają potencjał terapeutyczny. Trzeba tu mocno podkreślić, że w przypadku psychodelików to nie substancja leczy, lecz cała PAT jako interwencja złożona, w której substancja, relacja terapeutyczna, otoczenie (setting) i oczekiwania pacjenta są ze sobą nierozerwalnie złączone.

Co z tego nie wynika? Że przyjęcie danej substancji na własną rękę albo w ramach ceremonii duchowej, przyniesie taki sam rezultat. Bez wstępnej kwalifikacji, odpowiedniego przygotowania, bezpiecznych ram doświadczenia oraz późniejszej integracji, wzrasta ryzyko niekorzystnych następstw psychologicznych.

Jak stwierdza Justyna Holka – Pokorska, psychiatrka z Polskiego Towarzystwa Psychodelicznego, efekty uzyskiwane w badaniach klinicznych – prowadzonych na starannie wyselekcjonowanych uczestnikach w ściśle kontrolowanych warunkach – nie przekładają się bezpośrednio na użycie pozakliniczne.

Jeśli cierpisz na któryś z wymienionych problemów albo znasz taką osobę – nie eksperymentuj. Zgłoś się do badań klinicznych, zapewniających odpowiednie standardy bezpieczeństwa i opieki terapeutycznej.

Mity i fakty na temat psychoterapii Czy psychoterapia utwierdza zależność pacjenta od drugiej osoby? Czy koncentruje się...
10/09/2026

Mity i fakty na temat psychoterapii

Czy psychoterapia utwierdza zależność pacjenta od drugiej osoby? Czy koncentruje się na grzebaniu w przeszłości i obarczaniu winami rodziców? Czy potęguje egoizm i egocentryzm? Wokół spotkań z psychoterapeutą wciąż krąży wiele mitów i błędnych wyobrażeń.

Społeczna świadomość profesji psychoterapeuty zmienia się. Nigdy wcześniej pomoc psychoterapeutyczna nie spotykała się z takim zainteresowaniem, jak obecnie. Psychoterapię przybliżają czasopisma popularno-naukowe, książki pisane przez znanych terapeutów, seriale filmowe. Wiele osób zaczytuje się głębokimi i osobistymi książkami amerykańskiego psychiatry egzystencjalnego, Irvina Yaloma. Kilka lat temu Polska Rada Psychoterapii opublikowała zwięzłą i merytoryczną publikację pt. Psychoterapia Vademecum. To zainteresowanie psychoterapią zdecydowanie idzie też w parze ze wzmożonym zainteresowaniem różnymi formami rozwoju osobistego i samodoskonalenia.

Trendy to jednak nie wszystko. Uczciwie mówiąc, nie spotkałem dotąd w gabinecie ani jednej osoby, która przyszłaby na terapię ze względu na „modę”. Homo patiens znaczy człowiek cierpiący. Według danych WHO w każdym społeczeństwie jest od 10 do 15 procent osób, potrzebujących pomocy terapeutycznej. Trudno wskazać tu jeden odpowiedzialny za to czynnik, ale z pewnością są to zarówno głębokie zmiany społeczno – cywilizacyjne, jak i rosnąca wrażliwość na świat przeżyć wewnętrznych. Ludzie coraz częściej nastawiają swoje radary do wewnątrz, więcej tam wychwytują.

Pomimo tak dużego wzrostu popularności psychoterapii wydaje się, że najsilniejsze mity dotyczące tej dziedziny pomagania wciąż mają się dobrze nawet wśród wykształconych osób. Do powstania ich przyczynili się czasem sami psychoterapeuci. Swoją rolę odegrały też media, wreszcie nie sposób pominąć wrodzonej wszystkim potrzeby upraszczania spraw złożonych, a wiedza psychoterapeutyczna z pewnością prosta i jednoznaczna nie jest. Stereotyp brodatego, niezaangażowanego psychoanalityka, pomrukującego z rzadka za kozetką, odchodzi powoli do historii, jednak kilka innych utrwalonych stereotypów może wciąż grać pewną rolę w podejmowaniu decyzji, co do skorzystania z fachowej pomocy.

1. Czy psychoterapia sprzyja unikaniu osobistej odpowiedzialności za siebie?

Wiele osób wzbrania się przed podjęciem własnej psychoterapii z przekonania, że dorosła, silna osoba powinna poradzić sobie sama z problemami, a psychoterapia byłaby popadaniem w zależność. Stereotyp, że psychoterapeuta udziela hipnotycznie sugestywnych wskazówek jak żyć, albo że posiada tajemne narzędzia oddziaływania na podświadomość pacjenta, tylko wzmaga te obawy. Psychoterapeuta nie prześwietla, nie daje porad, nie usłyszymy od terapeuty, czy rozwieźć się, czy zostać z małżonkiem. Terapeuta pomoże nam jednak zgłębić wewnętrzny konflikt leżący u podłoża tego życiowego dylematu. Różne części nas samych bywają w stanie wojny ze sobą, my nie czujemy tego w sposób dostatecznie jasny, i stąd wypływa część dylematów.

Psychoterapia krótkoterminowa (czyli do około 25 sesji terapeutycznych) z założenia wyklucza zależność i koncentruje się na jak najszybszym rozwiązaniu problemu w oparciu o siły i zasoby pacjenta. Jest to szczególnie widoczne np. w psychoterapii opartej na rozwiązaniu czy w terapii Ericksonowskiej. W psychoterapii długoterminowej spotkania terapeutyczne odbywają się regularnie na przestrzeni dłuższego czasu, a między pacjentem a terapeutą nawiązuje się osobista relacja. Terapeuta staje się dla pacjenta kimś ważnym. Dzięki temu staje się możliwe powtórne przejście przez pacjenta kluczowych etapów wczesnodziecięcego rozwoju, krok po kroku. Tak, jest to rodzaj zależności, w pacjent nie traci w niej jednak swoich dorosłych sił i władz. Pojawia się czasowa zależność po to, aby mogła z niej wyniknąć zdrowa autonomia zamiast prowizorycznej maski typu „Niczego i nikogo nie potrzebuję”, co nie byłoby zdrową niezależnością, lecz tzw. przeciwzależnością. Do tej samodzielności pacjenta zmierzamy w toku terapii różnymi sposobami. Należą do nich wzrost umiejętności tolerowania wewnątrz siebie konfliktów i trudnych uczuć, umiejętność refleksji nad sobą zamiast impulsywności, większa gotowość do podejmowania decyzji na własny rachunek i akceptowania ryzyka, niewiadomego oraz wynikających z nich nieuniknionych konsekwencji, w tym strat.

Są osoby nadmiernie niezależne, których niezależność od wszystkiego i wszystkich jest ich mechanizmem obronnym przed pragnieniem bliskości i zależności, i długoterminowa psychoterapia może być na to „lekarstwem”. Są też osoby nadmiernie zależne i pracujący nimi terapeuta będzie pomagał im dostrzec pozytywne aspekty zakończenia psychoterapii. W myśl stwierdzenia Michaela Eigena, zadanie psychoterapii to pomoc w zbudowaniu wewnętrznych zasobów, dzięki którym terapia przestanie być potrzebna.

2. Czy psychoterapia skupia się na przeszłości i polega na obwinianiu rodziców pacjenta?

Wiele osób obawia się badania swej przeszłości podczas terapii, sądząc, że nieodwołalnie doprowadzi ich to „twardych rozrachunków” z rodzicami, obwinienia rodziców za ich obecne problemy i ostatecznie pogorszy i tak już napięte relacje z rodzicami. Woleliby uniknąć rozdrapywania zabliźnionych ran albo też podważania pozytywnego obrazu własnych rodziców.

Utarty stereotyp nieustannego analizowania doświadczeń z rodzicami wynika ze zniekształconego i uproszczonego rozumienia tradycyjnej psychoanalizy, gdzie często za ważniejsze uważano to, co było chronologicznie wcześniejsze. Od tego już o krok do zrzucenia wszystkiego na rodziców. Różne podejścia psychoterapeutyczne w różnym stopniu przywiązują wagę do wczesnodziecięcych doświadczeń z rodzicami, jednak względnie bezspornym pozostaje fakt, że ważne osoby w świecie dziecka mają istotny wpływ na kształtowanie się jego osobowości. Najczęściej to przede wszystkim z rodzicami dziecko uczy się sposobu przeżywania siebie i świata. Trzeba jednak pamiętać o złożoności i wieloprzyczynowości zjawisk, w tym problemów psychologicznych. Byłoby lekkomyślnym orzec, że coś wzięło się dokładnie i tylko stąd a stąd.

Być może jednak jeszcze ważniejsze jest to, że rzeczy, które pacjent mówi o przeszłych doświadczeniach nie są tożsame z tzw. prawdą obiektywną o tych doświadczeniach i obecnych w nich osobach, np. rodzicach. Nie chodzi o to, że pacjent kłamie, lecz o to, że te doświadczenia, ci rodzice jakoś zapisali się w jego umyśle i kompetentny terapeuta wie, że podczas sesji mowa jest raczej o wewnętrznym obrazie pacjenta dotyczącym tych osób. Ktoś może mówić podczas psychoterapii: „Miałem wspaniałą matkę i okropnego ojca”. Znaczy to, że takiego zapisu dokonał umysł pacjenta z rozmaitych przyczyn, nie zaś, że matka była dobra a ojciec zły, ani że w związku z tym w nieskończoność mielibyśmy zajmować się wyrażaniem złości do ojca. Nie negując istnienia traum i krzywd wyrządzanych przez opiekunów, często mamy do czynienia z mechanizmem rozszczepienia na czarno-biały świat wewnętrzny i w psychoterapii badamy, jak ten obraz świata wpływa na uczucia i zachowania pacjenta w jego realnych relacjach. Pacjent uczy się niuansować obraz ludzi, dostrzegać dobro w tych, którzy wydawali się tylko źli oraz elementy zła, w tych z pozoru idealnych. I gdzieś w tym wszystkim musi się pojawić pogodzenie, że lepszej przeszłości nie będzie, że są straty niepowetowane a jednocześnie, że coś wartościowego otrzymaliśmy od rodziców, przodków, od życia, coś co umożliwiło nam dotarcie do obecnego punktu. Czyli mowa o przejściu od poczucia krzywdy do poczucia wdzięczności, czasem o jakieś formie wybaczenia. I to zdecydowanie nie ma nic wspólnego z ciągłym obwinianiem rodziców. Taki kierunek pracy sprzyja dojrzalszym i bardziej realistycznym relacjom z bliskimi takimi, jakimi oni są, w granicach dobrej woli obu stron.

Podczas psychoterapii warto poświęcić czas na przyjrzenie się swoim przeszłym doświadczeniom po to, by osłabić mechanizm powtarzania dawnych wzorców reagowania i spróbować wyjść poza nie. Jednak ciągłe zapatrzenie wstecz nie ma sensu, ponieważ w terapii chodzi o to, by począwszy od dziś, teraz i w przyszłości żyć lepiej. Trawestując słowa J. P. Sartre’a: ważne jest to, co nam zrobiono, lecz jeszcze ważniejsze jest to, co my sami zrobimy z tym, co nam zrobiono.

3. Czy psychoterapia racjonalizuje egoizm?

Krytycy psychoterapii sądzą, że psychoterapia z założenia uczy pacjenta stawiać samego siebie w centrum świata i przedkładać własne dobro nad potrzeby innych. Zwłaszcza część środowiska chrześcijańskiego sugeruje, że psychoterapia wzmaga egoizm. Przyczyniło się do tego m.in. całkowicie wypaczone rozumienie niektórych teorii (np. teorii Freuda jako folgującej impulsom seksualnym i agresywnym) oraz niektórych terminów wywodzących się z psychoterapii takich, jak psychologia Ja, psychologia ego, samorealizacja, bezwarunkowa akceptacja czy indywiduacja. Jedne z najbardziej absurdalnych wniosków, z jakimi się kiedykolwiek zetknąłem, zawarte są w książce amerykańskiego psychologa Paula Vitz’a pt. „Psychologia jako religia. Kult samouwielbienia”. Wniosek, jakoby psychoterapia prowadziła do kultu siebie wywodzi on wprost z samego istnienia w fachowych pojęciach słów takich jak „Ja”, „ego”, „self” czy prefiksu „samo-”.

Terapeuci w swoich interwencjach terapeutycznych bezpośrednio nawiązują do umiejętności uwzględniania przez pacjenta tego, jak jego działania wpływają na innych. Pomaga w tym np. uczenie się umiejętności mentalizowania innych, tj. umiejętności rozumienia stanów umysłowych innych osób. Terapeuta może zapytać np. „Jak pan myśli, co dzieje się w umyśle pana żony, kiedy mówi pan, że kolejny tydzień nie będzie pana w domu?” Albo: „Co może myśleć i czuć pani przyjaciółka, kiedy kolejny raz prosi ją pani o pomoc, po czym dewaluuje otrzymane od niej rady?” Niekiedy terapeuta ujawnia, jak działanie pacjenta wpływa na niego. Pacjenci uczą się dostrzegać związki przyczynowo - skutkowe między tym, co robią a tym, jak to wpływa na ich sytuację i samopoczucie. Uczą się ciekawić innymi i troszczyć o nich. Freud mówił, że zdrowa osoba to taka, która potrafi kochać i pracować. Taka praca terapeutyczna wymaga więc odwagi konfrontacji ze sobą i nie ma nic wspólnego z treningiem relaksacji (skądinąd także potrzebnym) czy głaskaniem po głowie ze słowami „Jesteś OK, to inni mają problem”.

Zatem zaabsorbowanie pacjenta sobą traktuje się jako przejściową fazę uczenia się siebie, wynikającą m.in. z braku dostatecznej uwagi poświęcanej sobie dotychczas.

Z drugiej strony, w toku psychoterapii pacjent może podjąć decyzję, że przestanie pozwalać się nadużywać, manipulować czy nawet wycofa się ze szkodliwych relacji, które przestały rokować. Pozostaje wówczas ryzyko, że niektórzy odbiorą taką postawę jako egoizm. Ale ochrona siebie, swoich wartości i granic egoizmem nie jest.

Co ciekawe, zgodnie z danymi WHO oraz Amerykańskiego Stowarzyszenia Psychologicznego, stosowanie psychoterapii zmniejsza konieczność korzystania przez pacjentów z podstawowej opieki medycznej wskutek rozwinięcia większej dbałości o siebie, profilaktyki oraz eliminowania zaburzeń natury psychologicznej objawiających się pod postacią somatyczną. To odciążenie dla społeczeństwa, nie egoizm.

Psychoterapia jako odrębna dyscyplina ma już za sobą tzw. fazę usprawiedliwiania; skuteczność psychoterapii prowadzonej przez profesjonalistów jest wszechstronnie dowiedziona.

4. Psychoterapia jest zaadresowana tylko dla zaburzeń psychicznych?

Przez wiele dziesięcioleci mnóstwo ludzi powstrzymywało się od skorzystania z pomocy psychoterapeutycznej, obawiając się stygmatyzacji związanej z chorobą psychiczną. Wiele osób pomniejsza swoje trudności i nie decyduje się na pomoc terapeutyczną, wychodząc z założenia, że nie cierpią na poważne zaburzenie psychiczne.

Źródłosłów słowa „psychoterapia” to psyche = dusza i therapein = leczyć. To prawda, że psychoterapia ma zasadnicze zastosowanie w leczeniu zaburzeń i chorób natury psychicznej oraz że jest ściśle związana z aktualną wiedzą medyczną. Przykładowo, nie sposób wyleczyć zaburzeń osobowości (borderline, narcystycznej) głównie farmakologicznie. Choć osoby te często zażywają leki stabilizujące nastrój, niezbędna jest psychoterapia. Jednak warto wspomnieć, że już Freud sprzeciwiał się wchłonięciu psychoanalizy przez lobby medyczne i zrobieniu z psychoterapii „służącej psychiatrii”.

Natomiast Frederick Perls, uważany za głównego twórcę terapii Gestalt, postulował odstąpienie od terminu „nerwica” na rzecz „zaburzenia rozwoju”, uważając, że celem psychoterapii jest usuwanie przeszkód na drodze swobodnego rozwijania samego siebie. Z kolei Rollo May i inni terapeuci humanistyczni pisali o cierpieniu wynikającym z zaprzepaszczania własnych zdolności i potencjału.

Codzienne doświadczenie psychoterapeutów wykazuje również, że do terapeuty, zwłaszcza w prywatnej praktyce, zgłasza się wiele osób, które w oparciu o popularne klasyfikacje diagnostycznych typu ICD-11 czy DSM-V nie otrzymałyby rozpoznania jakiegokolwiek zaburzenia a psychiatra powiedziałby: „Nie widzę u pana zaburzenia”. Tymczasem oni jakoś dalej cierpią. A inni zgłaszają się, poszukując głębszej jakości życia i relacji z ludźmi. Nie każde cierpienie jest patologiczne i nie tylko cierpienie sklasyfikowane psychiatrycznie jest punktem wyjścia do psychoterapii. Może być nim także sfrustrowanie dotychczasowymi sposobami radzenia sobie i pragnienie bardziej uczciwego i autentycznego życia z ludźmi.

Na chwilę obecną nie mamy w polskim prawie ustawy o zawodzie psychoterapeuty. Ten stan rzeczy sprzyja naturalnie zamieszaniu wokół tej profesji, podtrzymuje niektóre nieprawdziwe założenia, a także społeczną dezorientację, co do różnic między profesjonalnymi psychoterapeutami a samozwańczymi pomagaczami.

Sens rozpowszechniania rzetelnej wiedzy o psychoterapii tkwi przede wszystkim w tym, aby każdy, kto potrzebuje z niej skorzystać, mógł w możliwie nieskomplikowany sposób i bez niepotrzebnych prób i błędów dotrzeć do właściwego terapeuty i uzyskać pomoc.

— — —

Pierwodruk: Newsweek w latach 2013-2022 oraz blog autora „Kontrapunkt Psychoterapii”, 31 października 2022

Warto przeczytać.
03/09/2026

Warto przeczytać.

Publikujemy List Otwarty Profesora Bogdana de Barbaro, ważny głos w dyskusji na temat psychoterapii.

Zwracam się do wszystkich tych, którzy starają się zablokować trwające w Ministerstwie Zdrowia prace nad ustawą o zawodzie psychoterapeuty, by zaniechali swych działań. Wstrzymanie prac nad ustawą oznaczałoby brak dobrej regulacji zawodu psychoterapeuty, a w konsekwencji spowodowałoby trwanie zła: psychoterapię może obecnie wykonywać każda osoba, bez wiedzy, umiejętności i zobowiązań etycznych. Natomiast przygotowywana ustawa przewiduje dla psychoterapeuty wieloletnie szkolenie, superwizję i komisyjny egzamin oraz odpowiedzialność dyscyplinarną. Praca psychoterapeuty ma być oceniana i kontrolowana przez Samorząd i Ministerstwo Zdrowia.

Sytuacja obecna wygląda następująco:
W trakcie prac nad inną ustawą, ustawą o zawodzie psychologa grupa osób, atakujących aktualny projekt ustawy o zawodzie psychoterapeuty, próbowała zawłaszczyć rynek usług psychoterapeutycznych poprzez nieprawdziwy przekaz o funkcjach i kompetencjach psychoterapeutów. Dzięki zgodnej ocenie ekspertów rządowych, pomysł upadł. Bo psychologia i psychoterapia, choć pokrewne, różnią się, są autonomiczne. Ukończenie tylko studiów psychologicznych nie daje uprawnień do wykonywania świadczeń psychoterapeutycznych. Niektórzy psycholodzy uważają, że tylko oni powinni mieć monopol na psychoterapię. Ale od dziesiątek lat polska psychoterapia rozwijała się i rozwija w pięciu równorzędnych podejściach terapeutycznych, a podstawą jej wykonywania są wieloletnie szkolenia, superwizja i egzamin.

Po wielomiesięcznych intensywnych pracach w ramach zespołu roboczego przy Minister Zdrowia powstał starannie przygotowany projekt ustawy o zawodzie psychoterapeuty. W zespole przygotowującym tę ustawę obecni są przedstawiciele wszystkich pięciu uznanych grup podejść terapeutycznych, czterech konsultantów krajowych (psychiatrii, psychologii klinicznej, psychoterapii, psychoterapii dzieci i młodzieży), eksperci i legislatorzy. Pracę nad projektem ustawy wspierają takie stowarzyszenia jak Polskie Towarzystwo Psychiatryczne, Polskie Towarzystwo Psychologiczne.

Nad poszczególnymi artykułami ustawy dyskutowaliśmy przez wiele miesięcy w środowisku psychoterapeutów. Powstał projekt starannie przygotowany, w którym interes pacjenta jest fundamentalnym celem.

Istotą tego projektu jest prawne zabezpieczenie, by zawód psychoterapeutów mógł być realizowany przez osoby rzetelnie przygotowane zawodowo, ze starannym wykształceniem specjalistycznym, po zdaniu odpowiednich egzaminów, odpowiadający etycznie i prawnie za swoją pracę. Ustawa chroni potencjalnego pacjenta przed nieuczciwymi, niedouczonymi pseudopsychoterapeutami, obecnie działającymi na nieuregulowanym czarnym rynku psychoterapii.

Dlatego uważam za wysoce szkodliwe działania zmierzające do zablokowania prac nad ustawą o zawodzie psychoterapeuty. Zadaję sobie pytanie, jak to jest możliwe, że publiczny rozgłos i popularność zyskują osoby, wypowiadające się autorytatywnie na temat ustawy, chociaż same nie mają adekwatnej wiedzy ani przygotowania merytorycznego.

Przykładowo, w mediach występuje profesor psychologii Przemysław Bąbel, który jest ekspertem w zakresie psychologii bólu. Wydaje on jednoznacznie krytyczną opinię na temat ustawy o zawodzie psychoterapeuty. Nie uczestniczył on w pracach legislacyjnych nad projektem ustawy na żadnym etapie, nie jest superwizorem, nie ukończył swojego procesu kształcenia umożliwiającego wykonywanie świadczeń psychoterapeutycznych.

Nie jest moim zadaniem domyślać się motywów działania osób, które dezawuują projekt ustawy. Jednak poczuwam się do zwrócenia uwagi na niebezpieczne w społecznych skutkach zjawisko: w przestrzeni publicznej pojawia się fałszywa narracja godząca w sens ustawy i jej merytoryczną jakość. Pojawiają się niewybredne ataki personalne na zwolenników ustawy (na przykład na posłankę Martę Golbik, przewodniczącą sejmowej komisji zdrowia). W opiniotwórczych stacjach telewizyjnych prezentowane są programy tendencyjne, oparte na nieprawdziwych informacjach. (Na przykład w programie „Superwizjer” w TVN24 „Szara strefa psychoterapii” pojawiła się z gruntu fałszywa insynuacja, że ustawa dopuszcza metody w rodzaju ustawień Berta Hellingera).

Zwracam się zatem do dziennikarzy i tych, którzy w mediach przedstawiają swoje stanowisko, by fałszywe sensacje nie wypierały rzetelnego przekazu na temat ustawy, a opinia publiczna nie była wprowadzana w błąd. Apeluję do dziennikarzy, zajmujących się sprawą projektu, by sięgali po opinie ekspertów, a nie tych, którzy nie dbając o prawdę szukają medialnej popularności. Rozumiem i popieram walkę o dobro pacjenta. Ale walka, którą toczą przeciwnicy ustawy zagraża bezpieczeństwu i dobrostanowi pacjentów. Nie tędy droga.

Pozwólmy zespołowi ekspertów działających przy Ministrze Zdrowia dokończyć trwające prace.

Prof. dr hab. Bogdan de Barbaro
Lekarz psychiatra, psychoterapeuta, superwizor Sekcji Naukowej Psychoterapii Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego

Dlaczego Jung przestrzegał przed psychodelikami?Carl Gustaw Jung przestrzegał przed stosowaniem psychodelików jako środk...
30/04/2026

Dlaczego Jung przestrzegał przed psychodelikami?

Carl Gustaw Jung przestrzegał przed stosowaniem psychodelików jako środków otwierających treści nieświadomości, które następnie będzie bardzo trudno zintegrować.

1. Rozstanie z Freudem

Po rozstaniu z Freudem, mniej więcej w latach 1913-1919, Carl Gustaw Jung doświadczał silnego kryzysu psychicznego, w którym czuł się „zagrożonym przez psychozę” („menaced with a psychosis”). Czerwona Księga jest niemal w całości zapisem tego kryzysu. Jung dokumentował w niej swoje wizje, dialogi z postaciami wewnętrznymi (jak Filemon) i malował obrazy oddające jego stan ducha.

2. Model psychozy

W pierwszej połowie XX wieku naukowcy (np. Kraepelin i jego uczniowie Knauer i Maloney, 1913 oraz Guttmann, 1936) interesowali się substancjami wywołującymi modelowe i przemijające doświadczenie psychozy. Początkowo była to meskalina, jednak rosnące zapotrzebowanie na środek chemiczny do modelowych psychoz zmotywowało firmę Sandoz do wprowadzenia L*D na rynek w 1947 roku. L*D zostało więc wprowadzone jako narzędzie badawcze dla psychiatrii, ale bardzo szybko zaczęto badać również jego potencjał terapeutyczny.

W latach 50. w psychiatrii biologicznej funkcjonowały już zatem pojęcia „psychomimetyk” (II Konferencja Neurofarmakologiczna, 1955) oraz „halucynogen” do opisu modelu schizofrenii zanim następnie rozpowszechniły się pojęcia „psychodelik” (Osmond, 1957) i „enteogen” (m.in. Ruck i Wasson, 1979).

W kontekście rosnącego zainteresowania psychodelikami, Jung wiedział o nich przede wszystkim jako środkach indukujących psychozę. Rozumiał psychozę jako głęboki proces psychologiczny, w którym świadomość zostaje „zalana” przez treści z nieświadomości zbiorowej.

Bardzo możliwe, że silny kryzys psychiczny, który wcześniej przeszedł, nie usposabiał go dobrze do medykamentów, których celem miało być indukowanie modelowej psychozy.

3. Zbyt dużo, zbyt szybko

Jung pisze w liście do dominikanina Victora White’a w kwietniu 1954 roku:

„Nie ma sensu pragnąć wiedzieć więcej o nieświadomości zbiorowej, niż to, co otrzymuje się poprzez sny i intuicję.”

oraz

„Nie chodzi o to, by wiedzieć więcej, lecz by więcej unieść… im większa wiedza, tym większy ciężar moralny.”

To dwie ważne uwagi.

Według Junga, pewien dostęp do nieświadomości zbiorowej jest nam potrzebny, lecz nadmierny może być niebezpieczny. Psychodeliki mogą ten limit przekraczać. Zalanie psychiki treściami archetypowymi może prowadzić do regresji a nie rozwoju. Nieświadomość zbiorowa jest magazynem wielu rzeczy, z których wiele nie jest Jaźnią i może mieć wręcz dezintegrujący wpływ, jak zauważają Lisa Marchiano, Joseph Lee, Deborah Stewart z “This Jungian Life” (link w komentarzu).

Po drugie, każde poszerzenie świadomości zwiększa odpowiedzialność moralną. To może być punkt nieoczywisty dla wielu współczesnych psychonautów. Więcej wglądu to więcej moralnego ciężaru do niesienia. Ciężar moralny może przejawiać się jako zwiększona wrażliwość na niespójność (u siebie i innych) oraz poczucie, że „widząc więcej”, nie można już żyć tak jak wcześniej. Trudno ponieść ten ciężar, kiedy jest więcej doświadczeń niż integracji…

Jung doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że ludzkość od niepamiętnych czasów podejmowała zmienione stany świadomości w celach duchowych i leczniczych. Użycie środków psychoaktywnych w kontekstach rdzennych odbywało się jednak w „kontenerze” wspólnoty ludzkiej dysponującej określoną kosmologią, co umożliwiało zintegrowanie tych doświadczeń. Było staranne przygotowanie, rytuał oraz domknięcie. Jung wskazuje na możliwy problem z domknięciem i dlatego nazywa Aldousa Huxleya „uczniem czarnoksiężnika” (Zauberlehrling), który wie, jak przywołać duchy, lecz nie wie, jak je odpędzić.

4. Co z doświadczeniem religijnym?

Jung bardzo szanował głębokie przeżycie religijne, a doświadczenie numinotyczne określił jako mające potencjał, by „wyzwolić człowieka z klątwy patologii”. Jednak był sceptyczny wobec przeżycia duchowego indukowanego farmakologicznie. W liście do Jamesa Kirscha wypowiada słynne ostrzeżenie: „Jestem głęboko nieufny wobec ‘darmowego’ oświecenia... Strzeż się niezasłużonej mądrości.” Z kolei w liście do Betty Eisner z 1957 roku Jung nazwał psychodeliczne doświadczenie religijne „teozofią” oraz „substytutem prawdziwej religii”. Filozof i znawca mistycyzmu, Walter Terence Stace, opublikował tzw. tezę o obojętności przyczynowej w 1960 roku, rok przed śmiercią Junga. Nie wiadomo jednak, czy Jung ją znał i czy mogła mieć dla niego znaczenie.

W 1961 roku Jung korespondował z Billem Wilsonem, twórcą ruchu AA. Do wejścia na ścieżkę duchową w pokonywaniu alkoholizmu skłoniły Wilsona własne doświadczenia zmienionych stanów świadomości: z 1934 roku z belladonną (wilcza jagoda) w szpitalu Towns Hospital w Nowym Jorku i 25 lat później z L*D. Napisał do Junga: „Miałem korzyść z kilku sesji z L*D. Podczas mojego pierwszego eksperymentu, przeprowadzonego kilka lat temu, moje spontaniczne doświadczenie duchowe sprzed około dwudziestu pięciu lat zostało ponownie przeżyte z wielką intensywnością i przekonaniem.” (Wilson, list do Junga, 29 marzec 1961).

To tak, jakby Wilson mówił do Junga: „To, co nazywasz doświadczeniem duchowym, może być czasem dostępne przez substancję - ale nie jako ucieczka, tylko jako otwarcie.” Niestety, stan zdrowia Junga pogarszał się i Wilson już nie otrzymał odpowiedzi na swój list.

5. Jung a jungiści

Można przypuszczać, że mocne stanowisko Junga opierało się nie tylko o argumenty merytoryczne, lecz także o silne, osobiste przeżycia. Jung był nie tylko geniuszem psychoanalizy, był też człowiekiem z krwi i kości, przeszedł przez wielki kryzys, miał prawo się obawiać i dm***ać na zimne. Współcześni psychoterapeuci jungowscy są do przodu o wiele dekad, dysponują danymi z praktyki klinicznej oraz badaniami.

Argumentują, że jeśli psychodeliki wydobywają istnienie Jaźni do świadomości ego, to są tym samym użyteczne i spójne z procesem indywiduacji. Wskazują, że główną racją przy rozważaniu użycia psychodelików jest ich zgodność z psychoanalizą, ponieważ wspierają zdolność do urzeczywistnienia Jaźni.

Powyższe jednak nie uchyla wagi ostrzeżenia Junga, które pozostaje aktualne: nie igrajmy z nieświadomością, nie otwierajmy zbyt wiele, zbyt szybko, zbyt chciwie i zbyt zuchwale.

Psychodeliki oficjalnie w analizie jungowskiejXXIII Międzynarodowy Kongres Jungowski IAAPZurych, 2025Wystąpienie: Leslie...
11/02/2026

Psychodeliki oficjalnie w analizie jungowskiej

XXIII Międzynarodowy Kongres Jungowski IAAP
Zurych, 2025
Wystąpienie: Leslie Stein

W środowisku jungowskim wybrzmiał precedensowy głos: po raz pierwszy tak wyraźnie i publicznie nazwano możliwość traktowania psychodelików jako uzupełnienia psychoterapii i procesu indywiduacji w określonych przypadkach klinicznych.

Nie była to wypowiedź marginalna ani prowokacyjna. Została przedstawiona w formie spójnego protokołu, osadzonego w myśleniu analitycznym, a nie w entuzjazmie renesansu psychodelicznego. Oto on:

Protokół Jungowski

1. Psychodeliki stanowią modalność, która może wspierać proces indywiduacji i w odpowiednich przypadkach powinna być rozważana jako uzupełnienie psychoanalizy.

2. W odpowiednich przypadkach analityk jungowski powinien rozważyć skierowanie pacjenta do facylitatora pracy psychodelicznej - najlepiej analityka jungowskiego - który przeszedł szkolenie w zakresie podawania substancji psychodelicznych i posiada certyfikację jako terapeuta terapii wspomaganej psychodelikami lub jej odpowiednik.

3. Odpowiednie przypadki to przede wszystkim takie, w których skuteczność psychodelików została potwierdzona, jak np. cierpienie u kresu życia, szok związany z diagnozą nowotworową, alkoholizm oraz ciężkie zaburzenie depresyjne.

4. Analityk może rozważyć skierowanie pacjenta do podania psychodelików również w sytuacjach, które nie należą do kategorii opisanych w punkcie 3, jeśli w danych okolicznościach wydaje się to zasadne.

5. Przy rozważaniu skierowania, w przypadku jakichkolwiek wątpliwości co do zdolności pacjenta do poddania się takiej interwencji, analityk musi skierować pacjenta na wcześniejszą ocenę psychiatryczną.

6. Analityk jungowski, po dokonaniu skierowania, odgrywa istotną rolę w kształtowaniu nastawienia (mindset) oraz w przygotowaniu pacjenta do pracy z psychodelikami w ramach normalnego toku analizy.

7. Analityk jungowski pełni ważną rolę w integrowaniu treści, które wyłoniły się podczas doświadczenia psychodelicznego, z procesami już zachodzącymi w analizie.

Dlaczego właśnie w środowisku jungowskim?

Nie jest przypadkiem, że taki protokół pojawił się właśnie tutaj.

Psychologia analityczna od samego początku traktuje obrazy, symbole i doświadczenia numinotyczne jako realne fakty psychiczne, nie redukuje ich do halucynacji, ani do wybryków poznawczych oraz posiada rozwiniętą metodologię do pracy z treściami archetypowymi, granicznymi i transpersonalnymi.

Protokół jasno rozdziela role: psychoterapeuta - pacjent - facylitator - psychiatra. Podkreśla centralną rolę przygotowania i integracji, a nie samego doświadczenia. Szczególnie przełomowo jawi mi się punkt 4 - możliwość doświadczenia psychodelicznego w sytuacjach innych niż jedynie ciężkie problemy psychiatryczne, w których wszystko inne zawiodło.

W kongresie wzięło udział przeszło 1800 uczestników.
Aż 3 wystąpienia były poświęcone psychodelikom w psychoterapii.

Leslie Stein konkluduje: „Psychodeliki zostaną z nami na stałe; jest to całkowicie jasne, ponieważ stanowią już część programów zdrowia publicznego i wraz z pojawianiem się kolejnych badań staną się głównym nurtem interwencji terapeutycznych. Moje osobiste przekonanie, zgodne z proponowanym protokołem, jest takie, że psychodeliki nie zniekształcają teorii ani praktyki jungowskiej i powinny zostać przyjęte — choć z należytą ostrożnością — jako część naszego dziedzictwa analitycznego.”

Co nie wynika z tego protokołu?

Z tego protokołu nie wynika, że analiza jungowska staje się teraz „psychodeliczna”, ani że psychodeliki będą tam rekomendowane szeroko czy rutynowo. Nie oznacza to również zielonego światła na nieostrożne eksperymentowanie poza ramami klinicznymi. Protokół mówi o rozważaniu w określonych przypadkach - z zachowaniem namysłu, kwalifikacji i procesu integracji.

O protokole dowiedziałem się w grudniu, podczas zajęć na SWPS. Pomyślałem: „To się naprawdę dzieje”. To wrażenie nie minęło. Zawsze miałem respekt wobec jungistów — dziś mam go jeszcze więcej.

Czy myślisz, że inne szkoły terapeutyczne pójdą tą drogą?

Źródło informacji w komentarzu.

Adres

Sokoła 1/81
Poznan
60-644

Powiadomienia

Bądź na bieżąco: wyślemy Ci e-mail, gdy MobiusTherapy - Karol Furmanik opublikuje nowości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu, a subskrypcję możesz anulować w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij