11/05/2025
Godzina... 60 minut…
Przez całą godzinę młody mężczyzna biegał z siekierą po okolicach Uniwersytetu Warszawskiego. Widziano go przy sklepie. Później – na kampusie. Studenci ostrzegali się wzajemnie na grupach w mediach społecznościowych. Zamykali się w pokojach, szeptali, że "ktoś z siekierą kręci się po kampusie". I nikt nie zadzwonił po policję... Zanim ten człowiek zabił, ktoś widział, wielu widziało, ale nikt nic nie zrobił.
To, co się wydarzyło, nie jest tylko zbiorem faktów – to społeczna porażka. Zawiodły instynkty, sumienie i odpowiedzialność. Ale psychologia zna to zjawisko. Opisała je. Nadała mu nazwę.
To efekt świadka – mechanizm, który tłumaczy, dlaczego ludzie nie reagują, gdy widzą sytuację zagrożenia w obecności innych. Zjawisko to zostało po raz pierwszy opisane po głośnym morderstwie Kitty Genovese w Nowym Jorku w 1964 roku. Wtedy ponad 30 osób słyszało jej krzyki, ale żadna nie zadzwoniła na policję. Myśleli, że ktoś inny to zrobi. W przypadku UW też zadziałała ta iluzja:
"Skoro tyle osób widzi, ktoś na pewno już zareagował."
"Nie chcę się wtrącać. Może to performance. Może przesadzam."
"Nie chcę robić z siebie głupka."
To także rozproszenie odpowiedzialności –psychologiczny mechanizm, który mówi: im więcej ludzi widzi zagrożenie, tym mniej czuje się za nie odpowiedzialne.
To konformizm – podświadome szukanie sygnału w zachowaniu innych: skoro nikt nie działa, to może sytuacja nie jest aż tak poważna.
To wreszcie znieczulica społeczna – efekt życia w tłumie, w którym człowiek przestaje być osobą, a staje się tłem. Cieniem. Problemem kogoś innego.
Tylko, że to nie był cień. To był człowiek z siekierą.
I to była kobieta, która zginęła.
I to było społeczeństwo, które się nie obroniło – ani przed nim, ani przed sobą.
Nie powinniśmy pytać tylko: „dlaczego zabił?”
Musimy też zapytać:
Dlaczego nikt nie zadzwonił?
Dlaczego wszyscy widzieli i milczeli?
Dlaczego strach przed byciem „tym, który przesadził” był silniejszy niż odruch ratowania życia? To wydarzenie powinno nas obudzić.
Nie do potępienia jednostki, ale do refleksji nad tym, kim jesteśmy jako wspólnota. Jako społeczeństwo. Jako pojedynczy człowiek.
Bo nie chodzi tylko o to, kto trzymał siekierę.
Chodzi też o to, kto trzymał w kieszeni telefon i nie zadzwonił.