Equine Body Improve - Equine Physiotherapist

Equine Body Improve - Equine Physiotherapist Moja chęć niesienia pomocy i zamiłowanie do koni odnalazły wspólną drogę, którą jest rehabilitacja koni. Produkt/usługa

09/07/2026

Jak udało się osiągnąć taki efekt?

Odpowiedź jest prosta, choć nie zawsze łatwa do zaakceptowania – jako fizjoterapeutka nie uznaję pracy z ciałem, jeśli głowa konia nie jest na nią gotowa.

W przypadku tego konia pierwsze miesiące naszej współpracy nie polegały na budowaniu mięśni czy poprawianiu wzorca ruchu. Skupialiśmy się przede wszystkim na regulacji napięć emocjonalnych i pracy z układem nerwowym. Dopiero gdy koń poczuł się bezpieczniej we własnym ciele, mogliśmy przejść do świadomego budowania mięśni, poprawy propriocepcji i zwiększania świadomości własnego ciała.

To, co widzicie na nagraniu, nie jest efektem jednego zabiegu ani kilku ćwiczeń. To efekt miesięcy cierpliwej, konsekwentnej pracy prowadzonej we właściwej kolejności.

Ogromna zasługa należy również do właścicieli. Są niezwykle świadomi, uważni na potrzeby swojego konia i bardzo skrupulatnie realizują wszystkie zalecenia między wizytami. Równie ważny jest przemyślany trening, dostosowany do aktualnych możliwości konia, jego etapu rehabilitacji. To właśnie takie zaangażowanie sprawia, że terapia przynosi realne i trwałe efekty.

Warto też podkreślić, że nie pracuję sama. Ten koń jest pod opieką całego zespołu specjalistów: lekarza weterynarii, saddle fittera oraz innych osób dbających o jego dobrostan. Tylko kompleksowe podejście daje możliwość osiągnięcia takich rezultatów.

I najważniejsze, to nadal jest proces. Ten koń nie jest „skończony”, nie osiągnęliśmy jeszcze celu i przed nami wciąż dużo pracy. Dlatego proszę, nie oceniajcie go na podstawie krótkiego nagrania. Każdy koń ma swoją historię, swoje ograniczenia i własne tempo zmian. Czasem największy progres nie jest widoczny od razu gołym okiem, ale to właśnie on staje się fundamentem wszystkiego, co przychodzi później.

Prawdziwa rehabilitacja to połączenie pracy z układem nerwowym, ciałem, odpowiednim treningiem i zaangażowaniem ludzi, którzy każdego dnia dbają o dobro konia.

Tak właśnie powstają trwałe zmiany. ❤️

08/06/2026

Znaczenie napięcia mięśni podpotylicznych i dysfunkcji połączenia czaszkowo-szyjnego dla funkcjonowania nerwów czaszkowych wychodzących przez otwór szyjny

Połączenie czaszki z odcinkiem szyjnym kręgosłupa stanowi jeden z najbardziej złożonych biomechanicznie i neurologicznie obszarów organizmu. W obrębie podstawy czaszki znajduje się otwór szyjny (foramen jugulare), przez który przebiegają trzy niezwykle istotne nerwy czaszkowe: językowo-gardłowy (IX), błędny (X) oraz dodatkowy (XI). Struktury te odpowiadają za szereg funkcji związanych z regulacją autonomiczną, czynnością gardła i krtani, przewodzeniem informacji czuciowych oraz kontrolą mięśni szyi.

Mięśnie podpotyliczne, mimo niewielkich rozmiarów, pełnią kluczową rolę w stabilizacji oraz propriocepcji połączenia czaszkowo-szyjnego. Charakteryzują się wyjątkowo dużą gęstością wrzecionek mięśniowych, co świadczy o ich istotnym udziale w kontroli pozycji głowy i precyzyjnej regulacji napięcia posturalnego. Przewlekłe przeciążenia, kompensacje wynikające z nieprawidłowej biomechaniki, urazy lub długotrwałe asymetryczne obciążenie mogą prowadzić do wzrostu napięcia mięśniowego i zmian w obrębie otaczających tkanek powięziowych.

Z perspektywy anatomii funkcjonalnej należy podkreślić, że nerwy czaszkowe IX, X i XI nie przebiegają bezpośrednio pomiędzy mięśniami podpotylicznymi. Jednakże zwiększone napięcie tkanek miękkich, ograniczenie ruchomości stawów szczytowo-potylicznych i szczytowo-obrotowych oraz zmiany napięciowe w obrębie powięzi podstawy czaszki mogą wpływać na lokalne środowisko biomechaniczne, w którym funkcjonują struktury nerwowe i naczyniowe. Współczesna koncepcja neurodynamiki wskazuje, że prawidłowa funkcja układu nerwowego zależy nie tylko od integralności samego nerwu, ale również od możliwości jego swobodnego ślizgu względem otaczających tkanek oraz odpowiednich warunków mechanicznych i naczyniowych.

Szczególne znaczenie kliniczne przypisuje się nerwowi błędnemu (X), który stanowi główną drogę przywspółczulną organizmu. Odpowiada on za regulację pracy serca, przewodu pokarmowego, układu oddechowego oraz licznych procesów związanych z homeostazą. Zaburzenia funkcji tego nerwu mogą wpływać na aktywność autonomicznego układu nerwowego, modulację reakcji stresowych oraz efektywność procesów trawiennych.

Nerw językowo-gardłowy (IX) uczestniczy w przewodzeniu informacji czuciowych z gardła i tylnej części języka, bierze udział w odruchu połykania oraz regulacji funkcji związanych z receptorami ciśnienia krwi. Nerw dodatkowy (XI) odpowiada natomiast za prawidłową aktywność mięśni szyi i obręczy barkowej, odgrywając istotną rolę w kontroli postawy oraz wzorców ruchowych.

W praktyce klinicznej i terapeutycznej coraz większą uwagę poświęca się wzajemnym zależnościom pomiędzy biomechaniką połączenia czaszkowo-szyjnego, napięciem mięśniowo-powięziowym oraz funkcjonowaniem układu nerwowego. Chociaż bezpośredni ucisk nerwów czaszkowych przez mięśnie podpotyliczne nie został jednoznacznie potwierdzony, istnieją przesłanki wskazujące, że restrykcje tkanek miękkich, ograniczenia ruchomości stawowej oraz zmiany napięciowe mogą wpływać na warunki mechaniczne i fizjologiczne otaczające te struktury.

Dlatego kompleksowa ocena pacjenta powinna obejmować nie tylko analizę objawów miejscowych, ale również funkcjonalną ocenę połączenia czaszkowo-szyjnego, napięcia mięśni podpotylicznych, integralności powięzi oraz potencjalnego wpływu tych struktur na funkcjonowanie układu nerwowego. Współczesne podejście terapeutyczne coraz częściej opiera się na rozumieniu organizmu jako zintegrowanego systemu, w którym zaburzenie funkcji jednej struktury może wpływać na pracę wielu odległych układów.

Jak może wyglądać to w praktyce?

Choć nie każde napięcie mięśni podpotylicznych prowadzi do zaburzeń funkcjonalnych, warto zwrócić uwagę na sytuacje, w których koń prezentuje trudne do wyjaśnienia objawy, a badania ortopedyczne nie wykazują jednoznacznej przyczyny.

Przykład 1 – koń, który nie lubi zakładania ogłowia

Koń podczas zakładania ogłowia unosi głowę, odsuwa się lub wykazuje wyraźny dyskomfort przy dotykaniu okolicy potylicznej. W badaniu często stwierdza się zwiększone napięcie mięśni podpotylicznych i ograniczenie ruchomości połączenia czaszkowo-szyjnego. Dla właściciela może to wyglądać jak „złośliwość”, podczas gdy koń próbuje uniknąć dyskomfortu.

Przykład 2 – problemy z zebraniem i kontaktem

Koń ma trudności z prawidłowym ustawieniem głowy i szyi, usztywnia potylicę, unika kontaktu na wodzy lub staje się ciężki w ręce. W takich przypadkach napięcia w obrębie połączenia czaszkowo-szyjnego mogą wpływać na komfort ruchu i zdolność do prawidłowej pracy w równowadze.

Przykład 3 – niewyjaśniona asymetria

Koń łatwo zgina się w jedną stronę, a w drugą pozostaje sztywny mimo prawidłowo przeprowadzonego treningu. Ograniczenia w obrębie stawów szczytowo-potylicznych i szczytowo-obrotowych mogą zaburzać propriocepcję oraz koordynację pracy mięśni szyi i całego ciała.

Przykład 4 – koń stale napięty i nadreaktywny

Niektóre konie pozostają w stanie ciągłej gotowości, są nadmiernie reaktywne, trudniej się wyciszają i gorzej radzą sobie ze stresem. Ponieważ nerw błędny odgrywa kluczową rolę w regulacji autonomicznego układu nerwowego, terapeuci coraz częściej zwracają uwagę na zależność między funkcją połączenia czaszkowo-szyjnego a zdolnością organizmu do przechodzenia w stan odpoczynku i regeneracji.

Przykład 5 – trudności, które pozornie nie mają związku z szyją

Nawracające problemy z żuciem, przeżuwaniem, niechęć do przyjęcia kiełzna, epizody kaszlu podczas pracy czy trudności z prawidłowym połykaniem powinny zawsze zostać skonsultowane z lekarzem weterynarii. Jednocześnie warto pamiętać, że funkcjonowanie struktur nerwowych przebiegających przez okolicę otworu szyjnego jest ściśle związane z biomechaniką podstawy czaszki i szyi.

Moi drodzy!!! Absolutnie rozumiem tę fascynację, bo sama ta praca jest niezwykle ciekawa i potrafi wciągnąć. Natomiast b...
03/06/2026

Moi drodzy!!! Absolutnie rozumiem tę fascynację, bo sama ta praca jest niezwykle ciekawa i potrafi wciągnąć. Natomiast bardzo uczciwie trzeba powiedzieć jedno: tego typu pracy nie da się nauczyć z pojedynczych technik czy filmików. To lata nauki anatomii, biomechaniki, palpacji i praktyki pod okiem doświadczonych specjalistów. W moim przypadku mówimy o ponad 10 latach doświadczenia, wielu szkoleniach, pracy z różnymi specjalistami oraz pełnym, dwuletnim szkoleniu z terapii czaszkowo-krzyżowej. To, co dla obserwatora wygląda jak zwykłe „trzymanie konia za uszy”, dla terapeuty jest oceną dziesiątek subtelnych informacji jednocześnie: reakcji tkanek, napięcia mięśniowego, pracy układu nerwowego, jakości ruchu, asymetrii i wzorców kompensacyjnych całego ciała. Social media pokazują technikę, ale nie pokazują tysięcy godzin nauki, błędów, odpowiedzialności i doświadczenia potrzebnych do właściwej interpretacji tego, co czuje się pod rękami. Sama technika bez fundamentu staje się jedynie odgrywaniem terapii. Koń może opuścić głowę, ziewnąć czy się oblizać, ale to jeszcze nie oznacza, że ktoś rozumie, co naprawdę wydarzyło się w jego organizmie.

I właśnie dlatego uczulam przed próbami odtwarzania terapii wyłącznie na podstawie filmików z internetu. Bez odpowiedniej wiedzy bardzo łatwo błędnie zinterpretować reakcje konia, przeoczyć realny problem albo zwyczajnie zrobić więcej szkody niż pożytku. Terapia manualna to ogromna odpowiedzialność i wymaga znacznie więcej niż znajomości kilku modnych chwytów. Dlatego technika zawsze powinna być końcem procesu nauki, a nie jego początkiem. Najpierw musi pojawić się wiedza, pokora i umiejętność patrzenia na konia jako całość, a nie zbiór technik kopiowanych z social mediów.

Dziękuję za uwagę 🙂

01/06/2026

Punkt spustowy to nadwrażliwe, patologicznie napięte miejsce znajdujące się w obrębie włókien mięśniowych lub powięzi. Najczęściej powstaje w wyniku przeciążenia, powtarzalnych mikrourazów, kompensacji, asymetrycznej pracy ciała, stresu lub długotrwałego napięcia mięśniowego. W takim obszarze część włókien mięśniowych pozostaje w ciągłym skurczu i nie potrafi wrócić do pełnego rozluźnienia.

Stałe napięcie zaczyna mechanicznie uciskać drobne naczynia krwionośne znajdujące się wewnątrz mięśnia. Krew przepływa wolniej, a tkanki otrzymują mniej tlenu i składników odżywczych. Jednocześnie utrudnione staje się usuwanie produktów przemiany materii oraz substancji drażniących receptory bólowe. Powstaje lokalne niedotlenienie i zaburzenie mikrokrążenia, które organizm odbiera jako stan zagrożenia dla tkanek.

W odpowiedzi układ nerwowy zwiększa swoją czujność i jeszcze bardziej podtrzymuje napięcie ochronne mięśnia. Tworzy się błędne koło: napięcie pogarsza ukrwienie, a gorsze ukrwienie nasila ból i utrzymuje napięcie.

Właśnie wtedy pojawia się ból.

Problem polega na tym, że punkt spustowy bardzo rzadko boli tylko miejscowo. Może powodować ból promieniujący, ograniczenie ruchu, sztywność, osłabienie mięśnia, zmianę wzorca ruchu i przeciążanie kolejnych struktur. Z czasem układ nerwowy staje się coraz bardziej wrażliwy na bodźce. To zjawisko nazywamy sensytyzacją. Oznacza to, że ciało zaczyna reagować bólem szybciej i silniej, nawet przy niewielkim napięciu lub ruchu.

U koni często obserwujemy wtedy trudności z ruchem naprzód, problemy z zebraniem, asymetrię, skrócenie wykroku, niechęć do podstawienia zadu, reakcje przy czyszczeniu lub siodłaniu, a czasem nawet zmiany zachowania pod jeźdźcem. Organizm próbuje chronić przeciążony obszar, dlatego zmienia sposób poruszania się i zaczyna angażować inne struktury do kompensacji. To z kolei prowadzi do kolejnych przeciążeń i utrwalania problemu.

Suche igłowanie pomaga przerwać ten mechanizm.

Precyzyjna praca z punktem spustowym pozwala zmniejszyć nadmierne napięcie mięśniowe, poprawić ukrwienie i przywrócić prawidłową pracę tkanek. Nakłucie wpływa również na układ nerwowy, zmniejszając jego nadmierną pobudliwość i obniżając poziom ochronnego napięcia. Dzięki temu organizm otrzymuje informację, że dane miejsce jest bezpieczne i nie musi utrzymywać ciągłej ochrony w postaci bólu oraz sztywności.

Efektem terapii bardzo często jest większa swoboda ruchu, poprawa jakości chodu, lepsza praca grzbietu i zadu, łatwiejsze wykonywanie ćwiczeń bocznych oraz większy komfort konia podczas pracy.

Jeśli obserwujesz u swojego konia sztywność, asymetrię ruchu, problemy z zebraniem, niechęć do pracy lub reakcje bólowe podczas pielęgnacji i siodłania, zapraszam Cię na terapię. Dzięki indywidualnemu podejściu, dokładnej diagnostyce palpacyjnej oraz pracy z układem mięśniowo-powięziowym możemy wspólnie poprawić komfort, swobodę ruchu i dobrostan Twojego konia.

Za mną dwa intensywne dni pełne praktyki, wiedzy i inspiracji pod skrzydłami dr Marii Calatayud, światowej klasy specjal...
16/05/2026

Za mną dwa intensywne dni pełne praktyki, wiedzy i inspiracji pod skrzydłami dr Marii Calatayud, światowej klasy specjalistki i wykładowczyni, która od lat szkoli terapeutów w zakresie suchego igłowania koni na całym świecie. Dzięki temu, że grupa liczyła tylko 3 osoby, mogliśmy czerpać wiedzę garściami i zadawać mnóstwo pytań. Nauka pod okiem dr Marii była prawdziwą przyjemnością i ogromną motywacją do dalszego rozwoju.

Dziękuję również mojej koleżance po fachu fit4horses za wsparcie, organizację i sprowadzenie dr Marii do Polski

Ten kurs zdecydowanie zmienił moje spojrzenie na pracę z igłami. Widzę w tej metodzie ogromny potencjał terapeutyczny i nie mogę się doczekać, aby wykorzystywać tę wiedzę w praktyce.

Nawiązując do moich ostatnich relacji, które wzbudziły spore zainteresowanie, chciałabym podzielić się historią z począt...
10/04/2026

Nawiązując do moich ostatnich relacji, które wzbudziły spore zainteresowanie, chciałabym podzielić się historią z początku mojej drogi z terapią czaszkowo-krzyżową. To doświadczenie często przywołuję podczas wizyt, bo doskonale pokazuje, jak bardzo możemy mylić „grzeczność” z zamrożeniem.

Pewnie wielu z Was zna taki przypadek. Koń uznawany za spokojnego, bezproblemowego. W rzeczywistości to często zwierzę z silnie rozregulowanym autonomicznym układem nerwowym, które doświadcza intensywnych emocji, ale nie potrafi ich wyrazić. Z zewnątrz wygląda idealnie. W środku żyje w napięciu, często w bólu. To niestety częsty obraz koni rekreacyjnych, a także sportowych. Ich bunt, będący naturalną odpowiedzią na dyskomfort czy cierpienie, bywa tłumiony siłą, sprzętem i oczekiwaniami. W końcu uczą się funkcjonować w odcięciu, w zamrożeniu.

Kilka lat temu trafiła do mnie właśnie taka klacz, pełnej krwi angielskiej, po torach wyścigowych.
Od dłuższego czasu żyła w jednym miejscu i była użytkowana rekreacyjnie. W opinii właścicielki bardzo się wyciszyła. Kiedyś była zupełnie inna. Trudna, ekspresyjna, potrafiła postawić na swoim. Zdarzało jej się doprowadzać do kontuzji. Budziła strach, ludzie nie chcieli z nią pracować.

Kiedy ją poznałam, była cieniem tamtego konia. Mimo życia w stadzie trzymała się na uboczu, najczęściej w towarzystwie starszej, schorowanej klaczy. Do jedzenia podchodziła ostatnia. Jej ciało nosiło ślady licznych ugryzień i kopniaków. Była chuda, żebra na wierzchu i słabo umięśniona. Nie powiedziałabym o niej, że jest zdrowa i że się dobrze czuje, jednak w obsłudze i pod siodłem była bezproblemowa. Stała dokładnie tam, gdzie ją postawiono. Bez ruchu. Bez reakcji. Jakby nie było jej w środku.

Podczas pierwszej sesji było podobnie.
Stała obok mnie ciałem, ale jej obecność była gdzieś bardzo daleko. Wzrok pusty, oddech niemal niewyczuwalny, ciało zamknięte. Zaczęłyśmy pracę. Przechodząc przez kolejne obszary, od kości krzyżowej, przez przeponę dna miednicy, przeponę oddechową, długo nie działo się nic. Aż dotarłyśmy do górnego otworu klatki piersiowej. I wtedy pojawiło się pierwsze życie. Delikatny puls pod palcami. Przeżuwanie. Z czasem coraz więcej reakcji, aż pojawiło się podgryzanie. Właścicielka była zaskoczona. A ja wiedziałam, że właśnie zaczynamy docierać do napięć, które były tłumione przez lata. To była długa i wymagająca sesja. Z ciała tej klaczy uwolniło się ogrom frustracji i napięcia.
Po wszystkim przyszło wyciszenie. Na tym zakończyłyśmy nasze spotkanie.

Kilka dni później dostałam wiadomość, że właścicielka rezygnuje ze współpracy, bo koń się „zepsuł”. Stała się „agresywna”. W rzeczywistości zaczęła bronić swojej przestrzeni i pokazywać ból.
Przestała być grzeczna. Pamiętam, że wtedy, będąc na początku swojej drogi, prawie w to uwierzyłam. Ale zadałam jedno pytanie. Czy ta „agresja” pojawia się wyłącznie w stosunku do ludzi? Odpowiedź brzmiała:
„Właśnie nie… zaczęła ustawiać inne konie.” I wtedy zrozumiałam. Ona się nie zepsuła. Ona odzyskała głos. Odzyskała kontakt ze sobą, swoją siłą i granicami. Znowu potrafiła powiedzieć „nie”. Iwłaśnie od tego często zaczyna się prawdziwe zdrowienie.

Życie w świadomości, że cel ostateczny został już osiągnięty i teraz będziemy tylko rozkoszować się zwycięstwem, brzmi j...
21/03/2026

Życie w świadomości, że cel ostateczny został już osiągnięty i teraz będziemy tylko rozkoszować się zwycięstwem, brzmi jak absolutny koszmar. To raczej pomysł na chwilę wytchnienia niż na całe życie.

Dlatego tak ważne jest dla mnie ciągłe bycie w drodze. Jako fizjoterapeutka koni, mimo że jestem już 8 lat w zawodzie, cały czas się uczę i rozwijam, ostatnio biorąc udział w szkoleniu z biomechaniki, rehabilitacji i ćwiczeń dla koni. To daje mi poczucie, że idę do przodu i mogę jeszcze lepiej pomagać.

Nasze życie powinno być ukierunkowane ku czemuś. Może nawet czemuś, czego nigdy do końca nie osiągniemy, ale na tyle wartościowemu, żeby sama droga była tego warta.

Dziękuję wykładowcy prof. Jean-Marie Denoix oraz organizatorom za ogrom wiedzy, inspirację i stworzenie przestrzeni do dalszego rozwoju.

21/03/2026

Czy terapia naprawdę musi boleć, żeby działała?

W fizjoterapii ludzi od lat funkcjonuje przekonanie, że „jak boli, to znaczy, że coś się dzieje”. Sama kiedyś często się z tym spotykałam.
Tym bardziej zaciekawiło mnie nowe badanie z tego roku, w którym porównano dwa podejścia u osób z przewlekłym bólem szyi: pracę na bodźcu bolesnym i pracę na bodźcu delikatnym, poniżej progu bólu.
Po 8 tygodniach okazało się, że to właśnie delikatna terapia dała lepsze i trwalsze efekty. Poprawił się nie tylko sam ból i zakres ruchu, ale też realnie funkcja mięśni. Bodźce bolesne działały raczej krótkoterminowo i nie dawały takiej kontroli mięśniowej.

I teraz najciekawsze pytanie, co z końmi? Oczywiście nie możemy 1:1 przenosić wyników badań z ludzi na zwierzęta, ale układ nerwowy działa według bardzo podobnych zasad. A koń, kiedy coś jest dla niego bolesne, najczęściej nie „rozluźnia się”, tylko zaczyna się bronić.

Z mojego doświadczenia wynika dokładnie to samo. Najlepsze efekty daje spokojna, dobrze dobrana, często bardzo subtelna praca.
Taka, przy której koń jest w stanie się rozluźnić, zaufać i faktycznie „oddać” ciało do pracy. Co więcej, dzięki temu jestem w stanie pomóc większej liczbie koni. Bo prawda jest taka, że nie każdy koń toleruje bolesne techniki, a część po prostu się na nie zamyka.

„Głaskanie zamiast terapii? Nie. Delikatność to świadoma praca z układem nerwowym, a nie przeciwko niemu. I coraz częściej widzę, że właśnie tędy prowadzi droga do trwałych efektów...

Źródło: https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/41831217/

18/03/2026

There seems to be a very thin line between:

'Every hoof should look like this - otherwise it’s unbalanced.'

And:

'Whatever the hoof looks like, it should stay that way.'

The first view often comes from people who work with very few horses, or from pure theory.

The second often comes from burnt out practitioners who have seen too many hooves that refuse to change - or only improve temporarily before returning to the same problems.

Whilst both positions are understandable to some degree, they are both also very limiting.

Because if every hoof must look the same, then we ignore biology.
If nothing can change, then we ignore biomechanics.

I believe the line between those 2 extremes is exactly where the true science lies, and where the most space for real understanding and development exists.

What if the shape of the hoof is not random or 'just' created by the vague and misterious 'conformation' - but it is determined by a specific set of underlying biomechanical factors?

Understanding those factors may allow us to do much more than just try and make the hoof look an ideal or than trim everything to a fixed method.

It may allow us to understand why they look the way they do, what problems we may be dealing with in this specific type of a hoof, what forces are we fighting, where the potential pathologies may be expected, what intervention may be needed and what limitations to expect. It may help predict growth tendencies, localize areas that need special protection and help develop a more comprehensive plan to help each individual limb in the best possible way.

This is exactly what I try to explore in the DCA series, including a proposed framework of nine dorsopalmar hoof types based on limb conformation and load distribution.

Link to the latest article (Part 5) in the comments.

16/03/2026

Hipnoza? Nie. Aktywacja układu przywspółczulnego.

Nagranie pokazuje moment bardzo głębokiego rozluźnienia u konia w trakcie pracy manualnej. Podczas delikatnej terapii czaszkowo-krzyżowej i pracy z powięzią układ nerwowy może przejść w stan głębokiej regulacji – trochę podobny do transu lub półsnu.

Koń stoi spokojnie, rozluźnia ciało, oddech się spowalnia, a napięcie w tkankach stopniowo puszcza. To naturalna reakcja organizmu, gdy czuje bezpieczeństwo i może „odpuścić” napięcie.

Takie momenty są w terapii bardzo cenne – pokazują, że ciało zaczyna się regulować i wchodzi w stan regeneracji.

Adres

Pruszków

Telefon

+48724999440

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Equine Body Improve - Equine Physiotherapist umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do Equine Body Improve - Equine Physiotherapist:

Skróty

Udostępnij