19/05/2026
Katarzyna Kazimierowska: Młody dorosły – w wieku 19–29 lat – nie chce wyjść z domu, obawia się spotkania w większym gronie czy pójścia na imprezę, unika rozmów przez telefon, woli pisać na komunikatorze. Często komentujemy to słowami: fobia społeczna.
Joanna Flis: Ja z kolei mam już kilka pytań. Skąd płynie łatwość takiego diagnozowania? Skąd wiemy, że te diagnozy są trafne? Chętnie powielamy opinie o kryzysach psychicznych młodych ludzi, ale co to właściwie znaczy? I dlaczego nazywamy lękiem społecznym czy fobią społeczną coś, co może być po prostu lękiem rozwojowym, zdrowym zjawiskiem związanym z intensywnymi zmianami, które pojawiają się w ciele i życiu młodych ludzi?
A przecież młodość jest takim okresem, kiedy ciągle mamy jakieś swoje pierwsze razy: pierwsze zakochanie, pierwsze porzucenie, pierwsze złamane serce, pierwszy bunt, pierwsze wyzwania, pierwsze znaczące zmiany w ciele, pierwsze lęki. I lęki są normalne, ale to, jak my dorośli reagujemy na normatywne lęki naszych dzieci, będzie miało ogromne znaczenie w ich życiu.
KK: To odpowiedzmy na wszystkie pytania, które postawiłaś, bo często w mediach padają mocne hasła, które mogą nie mieć odzwierciedlenia w rzeczywistości. Jesteś ekspertką w Fundacji UNAWEZA, pracowałaś przy raporcie Młode głowy. Otwarcie o zdrowiu psychicznym z 2023 roku, w zeszłym roku na BitterSweet Festival rozmawiałaś o wyzwaniach związanych ze zdrowiem psychicznym młodzieży. To zapytam: młodzi ludzie mają lęki społeczne czy nie?
JF: Mają, ale często się zdarza, że to my dorośli zarażamy nimi dzieci.
KK: Poproszę o rozwinięcie.
JF: Według Światowej Organizacji Zdrowia 4,4 procent populacji ma zaburzenia lękowe, z czego większość stanowią osoby dorosłe. Ważne, żeby od tego zacząć, bo tak naprawdę to my dorośli często sami nie rozumiemy naszego lęku i jego funkcji. Nasze pokolenie, pokolenie milenialsów, zostało wychowane w przekonaniu, że lęk to największe zło, to słabość. I tym strachem przed uczuciem lęku i niepokoju zarażamy nasze dzieci, które powoli wchodzą teraz w dorosłość.
KK: W jaki sposób?
JF: Przekazujemy dzieciom instrukcję, której sami się nauczyliśmy, że lęk należy ukrywać, dysocjować, bagatelizować, a najlepiej go unikać. Milenialsi marzyli o tym, żeby być siłaczami, taką wojowniczką Xeną [postać z serialu fantasy popularnego w latach 90. – przyp. red.], kimś, kto nie czuje lęku, a nawet jeśli go czuje, to tego nie okaże, zaciśnie zęby.
Nie da się mówić o tym, co się dzieje z młodymi, bez zrozumienia tego, co się stało z przerażonymi, samotnymi rodzicami, którzy niestety nadal – gdy dziecko przychodzi i mówi, że ma niepokojące myśli, jest przestraszone, ma koszmary senne – reagują paniką. Dziecko się wtedy uczy, że lęku należy się bać. A to jest patomechanizm zaburzeń lękowych, w tym fobii, które często są strategią postępowania z emocjami.
I takich strategii uczymy się, obserwując je u innych osób. Zastanawiam się, czy my, dorośli, poddajemy refleksji to, co przekazujemy dzieciom. Czy uczymy je różnych sposobów przeżywania emocji, czy raczej ich unikania? Gdy obserwuję, w jaki sposób próbujemy poradzić sobie z kryzysem psychicznym młodych, mam wrażenie, że chcemy rozebrać go na czynniki pierwsze, ująć w statystyki, zintelektualizować i znaleźć rozwiązanie, żeby młodzi nie czuli tego, co czują.
fragment bardzo ciekawe (Polecamy!) rozmowy z najnowszego numeru miesięcznika "Pismo"
fot Devin Avery