CARE Sylwia Hil Witkowska

CARE  Sylwia Hil Witkowska pedagog i psychoterapeutka pracująca indywidualnie z dorosłymi ,młodzieżą i dziećmi w wieku szkolnym. Pracuje jako pedagog w szkole.

Posiada 20-letnie doświadczenie kliniczne pracy indywidualnej oraz pracy psychoterapeutycznej pod stałą superwizją. Jestem członkiem Polskiego Towarzystwa Psychoterapii Psychodynamicznej ukończyłam Szkołę Psychoterapii Psychodynamicznej Polskiego Towarzystwa Psychoterapii Psychodynamicznej (PTPP ) w Krakowie, Studium Socjoterapii PTPP w Krakowie, Kurs mediatorów rodzinnych Stowarzyszenia Mediatoró

w Rodzinnych w Warszawie. Przez 8 lat pracowałam jako psychoterapeuta w Ośrodku Interwencji Kryzysowej dla ofiar przemocy domowej w Radomiu. Od 20 lat prowadzę prywatną praktykę psychoteraputyczną.

Śmierć bliskiej osoby czy kolejna rocznica śmierci mogą przynieść te wszystkie uczucia. Bądźmy wyrozumiali dla siebie i ...
24/01/2026

Śmierć bliskiej osoby czy kolejna rocznica śmierci mogą przynieść te wszystkie uczucia. Bądźmy wyrozumiali dla siebie i innych w tych trudnych momentach

Chciałbym, żeby więcej osób zrozumiało, że żałoba to nie tylko smutek i łzy.
To także gniew, odrętwienie, poczucie pustki i złamania – oraz wszystko to, co mieści się pomiędzy.

Każdy przeżywa ją inaczej. Czasem to mechaniczne wykonywanie codziennych czynności, a czasem przyjmowanie kolejnych ciosów tylko po to, by przetrwać.

Kiedy tracimy kogoś bliskiego, opłakujemy nie tylko to, co było, ale też wszystko, czego już nigdy nie będzie. Ten ciężar potrafi przygnieść zarówno serce, jak i ciało.

Żałoba to miłość, która nie ma już dokąd pójść.
To powtarzanie sobie: „To też minie”, nawet gdy trudno w to uwierzyć.
To zmuszanie się, by wstać z łóżka, zadbać o siebie, zjeść cokolwiek.
To zamykanie się w sobie albo szukanie ludzi i rzeczy, które na chwilę odciągną uwagę od bólu.

Żałoba jest brutalna, szorstka i nieubłagana.
A jeśli nie rozumiesz, dlaczego ktoś płacze tak długo i tak głęboko – masz szczęście. To znaczy, że jeszcze nie musiałeś przez nią przejść.

~ Autor nieznany

-----
Książka MILIONY ROZBITYCH KAWAŁKÓW 💔

https://www.oczamimezczyzny.pl/produkt/miliony-rozbitych-kawalkow-r-wicijowski/

Kilka słów oUzależnieniach
17/01/2026

Kilka słów o
Uzależnieniach

17/01/2026

Tym razem coś dla młodzieży

https://www.facebook.com/share/1Bvo8fpBgZ/?mibextid=wwXIfr
10/12/2025

https://www.facebook.com/share/1Bvo8fpBgZ/?mibextid=wwXIfr

Telefon Zaufania dla Nauczycieli – poniedziałek 13:00-17:00 📞+48 510 338 182

Telefon działa od listopada i w każdy poniedziałek, odbierając kolejne połączenia, nasza psycholog słyszy w głosach nauczycieli ogromne zmęczenie, napięcie… i potrzebę rozmowy. Nauczyciele dzwonią zarówno wtedy, gdy martwią się o dobrostan swoich uczniów, jak i wtedy, gdy chcą opowiedzieć o własnych trudnościach wynikających z obciążenia szkolną codziennością.

W niemal co drugiej rozmowie pojawia się temat uczniów, którzy zmagają się z trudnościami w regulacji emocji: wycofaniem, nagłymi wybuchami złości, problemami z koncentracją. Pedagodzy widzą, jak bardzo te dzieci potrzebują wsparcia. I naprawdę chcą im to wsparcie dawać. Pomimo ogromnej troski i zaangażowania wielu z nich czuje się bezradnych – jakby prowadzili klasy na granicy swoich możliwości. Dając uczniom całą energię, deeskalując konflikty, wspierając emocjonalnie, wracają do domu często kompletnie wypaleni.

Ciągła presja, oczekiwania ze strony rodziców i dyrekcji oraz poczucie osamotnienia sprawiają, że część pedagogów zgłasza się do nas z objawami depresji, wypalenia zawodowego czy lęku – pojawiającego się już na myśl o kolejnym dniu pracy.

Dlatego ten Telefon Zaufania jest tak potrzebny!

Żeby nauczyciele mieli miejsce, w którym mogą powiedzieć głośno: „To dla mnie trudne”. Gdzie mogą usłyszeć: „Nie jesteś sam_a. To, co przeżywasz, ma znaczenie”.
Gdzie mogą dostać realne wskazówki, wsparcie i chwilę oddechu.

W każdy poniedziałek Telefon Zaufania dla Nauczycieli działa od godziny 13:00 do 17:00 📞+48 510 338 182

Dzięki temu, że jest otwarty w każdy poniedziałek, a mamy nadzieję że tylko tych dni będzie przybywało, nauczyciele wiedzą, że jest ktoś, kto odbierze i wysłucha – bez oceniania, bez pośpiechu.

Dziękujemy firmie UmmU dzięki której ta pomoc może być udzielana regularnie.

Warto przeczytać
09/12/2025

Warto przeczytać

Dzieci alkoholików też piją – tylko inaczej

Kontrola, perfekcjonizm, ratowanie świata jako forma nałogu

Dorosłe Dzieci Alkoholików (DDA) często nie piją wprost. Nie tracą pracy przez alkohol, nie mają ciągów, nie budzą się po imprezie.
Ale noszą w sobie „napięcie wewnętrzne”, które również trzeba jakoś regulować.
Ponieważ w dzieciństwie nie mogły być dziećmi – dziś próbują przejąć pełną kontrolę nad światem, sobą i innymi. To nie wygląda jak klasyczny nałóg, ale działa podobnie:
-uzależnia,
-wyniszcza,
-odbiera wolność,
-daje chwilową ulgę,
-zasłania ból z przeszłości.

Poniżej dokładnie opisane trzy najczęstsze „trzeźwe nałogi”: kontrola, perfekcjonizm, ratowanie innych.

1. Kontrola jako nałóg

Dziecko alkoholika nauczyło się, że kiedy nie kontroluje – dzieje się tragedia.
W dorosłości próbuje więc kontrolować wszystko:
-partnera: gdzie jest, co robi, czy jest zadowolony,
-pracę: robiąc trzy razy więcej niż inni
-dom: wszystko musi być „po ich myśli”,
-emocje: żadnych wybuchów, żadnej słabości.

Dlaczego to działa jak nałóg?

Kontrola daje chwilowe poczucie bezpieczeństwa, redukuje lęk – tak jak alkohol redukował lęk ich rodzica.
Ale im więcej kontrolują, tym bardziej boją się puścić.

Przykład – Ania (35 lat)
Wychowała się z ojcem alkoholikiem. W pracy jest liderką — szefowie ją chwalą. W domu partner czuje się jak w wojsku.
Ania:
-sprawdza telefon partnera,
-musi mieć plan dnia co do 10 minut,
-panikuje, gdy coś idzie nie tak.

Kiedy partner mówi: „Odpuść”, ona czuje… jakby ktoś zabierał jej tlen.
Kontrola jest jej butelką.

2. Perfekcjonizm jako forma „picia”

DDA często myślą:
„Jak będę idealny(a), to nikt mnie nie skrzywdzi. Nie odrzuci. Nie będzie chaosu.”

W dzieciństwie nauczyli się, że:
-błędy są karane (krzykiem, winą, ciszą),
-trzeba być niewidocznym i bezproblemowym,

tylko „najlepszość” zapewnia chwilowy spokój.

Perfekcjonizm daje… odurzenie
– pochwała
– ulga
– poczucie wartości

Ale to działa tylko na chwilę. Później znów pojawia się głos: „Jeszcze nie wystarczy. Jeszcze się postaraj.”

Przykład – Marek (29 lat)
Nigdy nie pił. Za to pracuje po 14 godzin.
W szkole miał czerwone paski, dziś w pracy goni go wewnętrzny krytyk.
Czuje lęk, kiedy ma wolne.
Relacje rozpadają się, bo ciągle boi się, że „nie jest wystarczający”.

Jego nałóg to bycie najlepszym.
Gdyby przestał, poczułby pustkę, której unika przez całe życie.

3. Ratowanie świata – współuzależnienie jako uzależnienie

Dorosłe dzieci alkoholików bardzo wcześnie nauczyły się, że:

-trzeba ratować rodzica,
-łagodzić konflikty,
-dbać o rodzeństwo,
-być odpowiedzialnym za wszystkich.

W dorosłości zostają „ratownikami”, „opiekunami”, „bohaterami”.
Czują się potrzebni tylko wtedy, gdy są komuś niezbędni.

-Ratowanie innych działa jak alkohol:
-daje ulgę („Zrobiłem coś dobrego”),
-pozwala zapomnieć o sobie,
-daje poczucie kontroli,
-reguluje emocje.

Przykład – Ewa (41 lat)
Jej mąż jest hazardzistą. Ona:
-spłaca jego długi,
-tłumaczy go przed rodziną,
-wymyśla wymówki w pracy,
-prowadzi za niego sprawy urzędowe.

Twierdzi, że to „miłość”.
Ale w środku czuje pustkę, lęk i wstyd.
Ewa nie pije alkoholu — Ewa pije ratowanie innych.

Dlaczego nałóg DDA nie wygląda jak alkohol?

Bo celem nie jest upicie się, lecz ucieczka od bólu, lęku i chaosu, który panował w domu.
Alkoholik ucieka w alkohol.
DDA ucieka w:

-pracę,
-obowiązki,
-kontrolę,
-relacje do naprawienia,
-nadodpowiedzialność,
-bycie idealnym,
-samopoświęcenie.

W obu przypadkach:
jest ból → jest napięcie → pojawia się działanie → ulga → konsekwencje → wstyd → jeszcze większa potrzeba ucieczki.

Mechanizm jest ten sam.
Konsekwencje „trzeźwych nałogów”

-chroniczne zmęczenie
-brak radości
-brak spontaniczności
-trudność w związkach
-wypalenie
-lęk, nerwica
-poczucie pustki
-życie bez granic
-emocjonalny głód miłości

DDA często mówią:
„Nigdy nie piję, a i tak żyję jak uzależniony.”

Jak wygląda zdrowienie?
1. Oddzielić odpowiedzialność od nadodpowiedzialności.
2. Zauważyć swoje „nałogi”: kontrolę, perfekcję, ratowanie.
3. Nauczyć się odpoczywać, odpuszczać, prosić o pomoc.
4. Przyjąć, że nie muszą ratować świata, żeby zasłużyć na miłość.
5. Pracować z terapeutą nad traumą dzieciństwa.

Najważniejsza zmiana brzmi:
Nie muszę już pilnować świata, jak pilnowałem pijącego rodzica.

Jeśli podoba Ci się strona i teksty autorskie na niej zamieszczone to postaw kawę autorowi za włożona pracę i dzielenie się swoimi przemyśleniami oraz wiedzą i doswiadczeniem
https://buycoffee.to/pracowniazmianinspirscja

Ważny wpis. Dom dobry to ważny społecznie film i mając wieloletnie doświadczenie pracy z ofiarami przemocy domowej w Ośr...
07/12/2025

Ważny wpis. Dom dobry to ważny społecznie film i mając wieloletnie doświadczenie pracy z ofiarami przemocy domowej w Ośrodku Interwencji Kryzysowej w Radomiu zgadzam się z obrazem jaki przedstawia

Siedzę w restauracji. Obok stolik – dwie kobiety, jakiś mężczyzna, kawa, wino, niedzielny gwar.

W którymś momencie słyszę pytanie:
– Oglądałaś „Dom dobry”?
– Tak, widziałam – odpowiada jedna z kobiet – I powiem ci, że tak mnie ten film zirytował… Bo ona jest sobie sama winna. Serio. Przecież widziała, co się dzieje. Po co w ogóle była w tej relacji? Dlaczego nie odeszła? Ja na jej miejscu dawno bym spakowała walizkę i wyszła.

Mówi to spokojnym, pewnym tonem.
I w tym samym czasie jej córka siedzi obok. Słucha. Niby patrzy w telefon, ale słucha.
I myślę sobie wtedy nie tylko o tej bohaterce filmu.
Myślę o tym dziecku. O tym, jakich historii o świecie i o sobie właśnie słucha.
Bo jeśli jesteśmy konsekwentni, to ta logika musi działać wszędzie, prawda?

To wyobraźmy sobie tę samą dziewczynkę. Niech będzie np. w w szóstej, siódmej klasie. W szatni chłopaki „dla żartu” podnoszą jej spódnicę, śmieją się, mówią, że jest gruba. Ktoś nagrywa filmik, wrzuca do sieci, idzie po klasowych grupkach.

W toalecie słyszy, że jest „łatwa”, „brzydka”, „nikim”.
Na korytarzu ktoś ją szturcha, ktoś inny szepcze jej w plecy „i tak nikt ci nie uwierzy”.
Na TikToku krąży przerobione zdjęcie, pod którym są setki komentarzy.

To co? w myśl tej samej zasady – też powiemy, że jest sobie sama winna?
Że „mogła zmienić szkołę”, „mogła schudnąć”, „mogła nie przesadzać”, „mogła nie ubierać się tak, jak się ubiera”?

Bo to jest dokładnie ten sam komunikat.
„Ofiara jest winna temu, co ją spotyka. Gdyby naprawdę chciała, to by odeszła / zmieniła się / zrobiła coś innego”.

I teraz wyobraźmy sobie tę dziewczynkę jeszcze raz – już dorosłą.
Wraca do domu, zbiera się na odwagę i mówi mamie:
– Mamo, ja chyba jestem w przemocowej relacji. On na mnie krzyczy, wyzywa, grozi, że jak odejdę, zabierze mi dzieci. Kontroluje pieniądze. Czasem się boję wracać do domu.

Co wtedy usłyszy?
Oczywiście chcemy wierzyć, że mama powie:
„Uciekaj. Pomogę ci. Nie możesz tak żyć”.

Ale bardzo wiele kobiet słyszy coś innego:
„Rodziny się nie rozwala”.
„Trzeba ratować małżeństwo”.
„On jest ojcem twoich dzieci”.
„Wytrzymaj, dla dobra dzieci”.

To są zdania, które sprawiają, że kobiety nie odchodzą z przemocowych relacji.
Dlaczego ona naprawdę nie odchodzi?

Po pierwsze: strach.
Nie metaforyczny – bardzo konkretny.
Groźby typu:
„Jak odejdziesz, zrobię ci piekło”,
„zabiorę ci dzieci”,
„nikt ci nie uwierzy, zniszczę cię finansowo”,
„jak pójdziesz na policję, pożałujesz”.

Stalking, śledzenie, telefony w środku nocy, stanie pod blokiem, wypytywanie sąsiadów, groźby wobec rodziny.
Z tej perspektywy odejście naprawdę może wydawać się groźniejsze niż zostanie.

Po drugie: wyuczona bezradność.
Ona już próbowała.
Próbowała stawiać granice, rozmawiać, mówić, że tak nie można.
Próbowała odejść na kilka dni, zamknąć się w pokoju, zagrozić rozwodem.
Każda próba kończyła się: karą, wyśmianiem, jeszcze większą kontrolą.
Mózg uczy się wtedy prostego równania:
„Cokolwiek zrobię – będzie gorzej”.
I naprawdę zaczyna wierzyć, że nie ma ruchu, który mógłby cokolwiek zmienić.

Po trzecie: brak wsparcia i wiary otoczenia.
„Przesadzasz”.
„On nie wygląda na takiego”.
„Jak jest tak źle, to się rozstań”.
Kiedy najbliżsi bagatelizują, uciszają, albo – co gorsza – stają po stronie sprawcy, ofiara zostaje sama ze swoją historią.

A głos „wszyscy myślą, że przesadzam” bywa głośniejszy niż własna intuicja.

Po czwarte: pieniądze.
Zależność finansowa to nie metafora, tylko bardzo realne kajdany.
„Z czego będę żyć?”
„Jak utrzymam dzieci?”
„Gdzie ja mam pójść, z samą pensją i dwójką dzieci?”
„Nie stać mnie na prawnika, na mieszkanie, na życie od zera”.

System też często zawodzi – na papierze ma chronić, w praktyce bywa powolny, przeciążony, nie zawsze bezpieczny. I to wszystko ta osoba wie, zanim ktokolwiek powie jej: „Po prostu odejdź”.

Po piąte: dzieci.
„Zostanę dla dobra dzieci” – to zdanie słyszę częściej, niż jestem w stanie zliczyć.
Za nim stoi lęk przed sądem, przed tym, że on „wygryzie” ją z opieki, że będzie manipulował dziećmi, nastawiał je przeciwko niej.

Lęk, że dzieci stracą szkołę, kolegów, poczucie stabilności.
Czasem łatwiej jest znosić „tylko” przemoc, którą się zna, niż perspektywę wojny, której nie sposób przewidzieć.

Po szóste: wstyd i poczucie winy.
„To pewnie moja wina”.
„Może przesadzam”.
„Co ludzie powiedzą?”
„Jestem dorosła, powinnam sobie poradzić”.
Wstyd ucisza skuteczniej niż jakikolwiek zakaz.
Sprawia, że zamiast prosić o pomoc, ona zakłada jeszcze grubszą maskę „u mnie wszystko ok”.

Po siódme: więź, która przypomina uzależnienie.
Strach → napięcie → wybuch → wyzwiska → przeprosiny → „miodowy miesiąc”.
On płacze, obiecuje, kupuje kwiaty, zabiera na weekend, mówi:
„Wiem, że zawaliłem, bez was nie dam rady, ja się zmienię”.

Dla mózgu to jest rollercoaster bólu i ulgi.
A ulga po przemocy bywa jak narkotyk – na chwilę naprawdę jest lepiej.
Często właśnie tuż po tym, jak najbardziej ją zranił, ona czuje coś, co przypomina miłość.

Po ósme: rany z dzieciństwa.
Jeśli od małego żyjesz w chaosie, krzyku, przemocy, odrzuceniu – to taki klimat staje się „normalny”.
Dorosła przemoc nie zapala czerwonej lampki – ona wywołuje znajome emocje.
„Tak jest, jak ktoś cię kocha – bywa trudno, bywa, że krzyczy, ale przecież wraca, przeprasza, nie odchodzi”.

Po dziewiąte: lęk przed zmianą i brak dokąd pójść.
Przemoc jest bolesna, ale przewidywalna.
Nieznane po odejściu („gdzie będę mieszkać?”, „jak dam radę sama?”, „czy ktoś uwierzy w moją historię?”) bywa straszniejsze niż znane piekło.

Po dziesiąte: błąd utopionych kosztów.
„Tyle już razem przeszliśmy…”.
„Dzieci niedługo wyjdą z domu, jakoś przetrwam”.
„Nie mogę tak po prostu wyrzucić tylu lat”.
I tak każdy rok dokłada kolejny kamień do plecaka, z którym iść coraz trudniej – a jednocześnie coraz trudniej zawrócić.

I jeszcze jedno: idealizacja sprawcy.
Bo on nie zawsze jest potworem.
Bywa czuły, śmieszny, dobry dla dzieci, wzruszony na filmach.
Gdzieś w niej żyje obraz „tego dobrego człowieka, który w środku jest poranionym chłopcem”.

I nadzieja, że jeśli jeszcze trochę się postara, jeszcze trochę go zrozumie, to w końcu tamten, łagodny, wygra z tym agresywnym.

A jak wygląda sam mechanizm przemocy?
Najczęściej nie zaczyna się od ciosu.
Zaczyna się od love-bombingu:
„Nikt cię tak nie rozumie jak ja”,
„Jesteś wyjątkowa”,
„Wreszcie ktoś, kogo mogę kochać naprawdę”.

Na początku jest troska, opieka, bycie „nadmiernie obecnym”, codzienne wiadomości, zainteresowanie każdą emocją.
A potem powoli, prawie niezauważalnie, wchodzą „drobne zdania”:
„Serio o takich głupotach płaczesz?”
„Jakbyś ogarniała dom, nie musiałbym się tak denerwować”.
„Widzisz, jak normalne żony potrafią wspierać męża, a nie tylko marudzić”.
„Ja zarabiam, więc chyba mam coś do powiedzenia, na co wydajesz pieniądze”.
„Nie rób scen przy ludziach, wstyd mi za ciebie”.

Kiedy ona próbuje postawić granicę – on się wycofuje, karze ciszą, przestaje się odzywać. Albo przeciwnie – podnosi głos, wybucha, trzaska drzwiami, przekracza kolejne granice.
A potem… znowu kwiaty, przeprosiny, „nowy początek”, wspaniały seks, „od teraz będzie inaczej”.
I tak kręci się to koło.

Z zewnątrz widać tylko migawki: wspólne wakacje, śmiech przy grillu, zdjęcia z dziećmi. Są taką dobrą para mówią inni.

W środku – dramat, o którym nikt nie wie.

Chcę, żebyś pamiętała o jednym:
To, że ona jeszcze nie odeszła, nie znaczy, że „lubi tak żyć”.
Znaczy, że jest uwikłana w system przemocy, w którym strach, wstyd, brak wsparcia, uzależnienie emocjonalne, finanse i dzieci splatają się w jedną, bardzo ciasną sieć.

Zanim więc powiemy:
„Ja na jej miejscu dawno bym spakowała walizkę”, warto mieć w głowie zdanie, które kiedyś powiedział ktoś mądry:

„Tyle o sobie wiemy, ile nas sprawdzono”.

Jeśli życie nie sprawdziło cię w roli osoby uwikłanej w przemoc,
to naprawdę nie wiesz, co byś zrobiła na jej miejscu.

Zanim więc powiesz: „Sama jest sobie winna, mogłaby odejść”, spróbuj zadać sobie inne pytanie:
"Co mogę zrobić, żeby kobietom w takich sytuacjach było choć odrobinę łatwiej poprosić o pomoc – zamiast jeszcze bardziej się wstydzić?

Myślisz, że to ważne? Udostępnij

P.S.
A jeśli czytając to, myślisz o sobie, o przyjaciółce, siostrze, sąsiadce – i widzisz w tym kawałek czyjejś historii to daję znać, że w niedzielę ma premierę odcinek podcastu:
„Jak wyjść z przemocy psychicznej krok po kroku. Wsparcie psychologiczne i prawne w jednym miejscu” – rozmowa z radczynią prawną Alicją Praszkiewicz.

Jeśli chcesz dostać ode mnie maila do rozmowy z prawniczką i listę miejsc, gdzie możesz szukać pomocy zapisz się tutaj:

https://miedzyparami.pl/lpz/newsletter-2/

wyślę Ci wszystko w wiadomości.

26/09/2025
Pomóżmy naszym dzieciom być empatycznymi i wspierającymi
01/09/2025

Pomóżmy naszym dzieciom być empatycznymi i wspierającymi

Do wszystkich dzieci i młodzieży, którzy właśnie wracają do szkolnych ławek – pamiętajcie o jednym. Nie każdy ma łatwy początek. Niektórzy mogą czuć się samotni, nieśmiali, wycofani… Czasem wystarczy, że ktoś nie ma „najmodniejszych” ubrań albo nie zna nikogo w klasie, by czuł się odrzucony.

Jeśli widzisz kogoś, kto stoi sam na korytarzu albo wygląda, jakby potrzebował wsparcia – zrób pierwszy krok.
Przywitaj się, uśmiechnij, zapytaj jak się czuje. To drobiazg, który może zmienić czyjś dzień, a nawet całe życie.

Nigdy nie wiesz, przez co ktoś przechodzi poza szkołą. Twoje jedno słowo, gest czy uśmiech mogą dać tej osobie poczucie, że nie jest sama.

Dobro wraca. Bądź tym, który sprawi, że ktoś poczuje się ważny i zauważony.

Teraz już nie masz wymówek, że nie wiedziałeś co robić 😉
07/03/2025

Teraz już nie masz wymówek, że nie wiedziałeś co robić 😉

❓Czy wiesz, co zrobić, gdy widzisz, że ktoś krzyczy na dziecko lub je szarpie w miejscu publicznym? Zdarza się, że świadkowie takich sytuacji czują bezradność, nie wiedząc, jak zareagować.

📣 Pobierz nasz plakat, który pokazuje krok po kroku, jak można pomóc dziecku w takiej sytuacji.
Wydrukuj plakat i powieś go w swojej okolicy np. na tablicy ogłoszeń w bloku, w przedszkolu, szkole lub bibliotece, lokalnej kawiarni, osiedlowym sklepie, domu kultury.

📌 Plakat do pobrania jest dostępny na stronie: https://pit.fdds.pl/
Dziękujemy, że razem z nami chronisz dzieci przed przemocą! ❤️

Możesz również wspierać nasze działania, przekazując 1,5% podatku Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę.
Wpisz w deklarację podatkową KRS 0000 20 44 26
Na stronie znajdziesz też program e-pit (nasz KRS jest już tam wpisany).

08/01/2025

Jak pomóc bliskim w depresji

Adres

Ulica Traugutta 61 (parter)
Radom
26-600

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy CARE Sylwia Hil Witkowska umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do CARE Sylwia Hil Witkowska:

Udostępnij

Kategoria