04/05/2026
Słowa zostają w dziecku dłużej, niż trwa chwila, w której je wypowiadamy.
Sposób, w jaki mówimy do dziecka, wpływa nie tylko na jego zachowanie „tu i teraz”, ale też na to, jak uczy się myśleć o sobie.
Komunikaty oceniające, zawstydzające albo unieważniające emocje mogą wzmacniać napięcie, opór i poczucie:
„coś jest ze mną nie tak”.
A przecież często chcemy dobrze.
Chcemy szybko zareagować, zatrzymać chaos, uspokoić płacz, zakończyć konflikt.
I wtedy z ust dorosłego padają zdania, które mają „pomóc”, ale dziecko słyszy w nich:
„przeszkadzasz”,
„nie radzisz sobie”,
„nie czuj tego”.
A można inaczej.
Bardziej świadomie.
Zamiast zawstydzać — można nazwać sytuację.
Zamiast uciszać — można pokazać granicę.
Zamiast oceniać — można zaprosić do współpracy.
Zamiast mówić „to łatwe” — można powiedzieć: „wierzę, że sobie poradzisz”.
To nie znaczy, że mamy rezygnować z granic.
Granice są potrzebne.
Ale można stawiać je językiem, który nie odbiera dziecku godności.
Dziecko nie potrzebuje dorosłego, który zawsze mówi perfekcyjnie.
Potrzebuje dorosłego, który próbuje mówić tak, żeby nie ranić.
Bo słowa mogą zranić.
Ale mogą też ukoić i stać się bezpiecznym miejscem.
Przytulam Was od serducha 💛
dr Kamila Olga — psycholog
Ps. Które zdanie najbardziej z Tobą zostało?