11/05/2026
Głośny dźwięk wezwania przerwał poranną kawę. Odwróciłem się, by spojrzeć na tablet, koncentrując się na powodzie wezwania: „Nagłe zatrzymanie krążenia” To najwyższy priorytet. Wiedziałem, że musimy się spieszyć.
Po chwili pędziliśmy już karetką ulicami niewielkiego miasteczka. Pochłonięci pędem codziennych spraw przechodnie mimowolnie spoglądali w kierunku niebieskich świateł. Chwilowe zaburzenie ich spokoju było dla nas walką o jak najszybsze dotarcie do celu.
Na tablet spływały kolejne informacje: Mężczyzna 59 lat, rodzina prowadzi RKO. To chciałem zobaczyć, wciąż młody człowiek, świadkowie podjęli resuscytację, miejsce zdarzenia wystarczająco blisko. Czułem, że tym razem może się udać. Mam już dosyć reanimacji, które kończą się niepowodzeniem. Chcę znów doświadczyć takiej, która nadaje sens mojej pracy. Potrzebuję tego jak tlenu. Proszę!
Jesteśmy już prawie na miejscu. Pod klatką ktoś stoi, macha do nas. Podjeżdżamy pod same drzwi. Otwieram drzwi „szoferki” i błyskawicznie rozsuwam boczne drzwi przedziału medycznego. Szybko organizujemy potrzebny sprzęt. Pstrykają klamry pasków mocujących plecak reanimacyjny. Defibrylator, torba z lekami, butla z tlenem są już na naszych plecach i w dłoniach. Dziś mam dyżur z doświadczonym ratownikiem medycznym, rozumiemy się bez słów.
Pokonując kilka schodów wchodzimy do mieszkania. W przedpokoju leży półnagi mężczyzna, obok młoda dziewczyna uciska jego klatkę piersiową. Już na pierwszy rzut oka robi to bardzo dobrze. Jej dłonie ułożone są na środku klatki piersiowej, na dolnej części mostka. Dziewczyna ma proste plecy, proste łokcie, uciska mocno i dynamicznie.
Odkładając sprzęt na podłogę klękam obok mężczyzny.
- Przerwij na chwilę uciski! – proszę zdecydowanym głosem.
- Powiedz co się stało?
- Tata wyszedł z toalety i się przewrócił, zaczął charczeć… - dziewczyna łamiącym się głosem, z trudem wypowiada słowa.
Słuchając odpowiedzi córki odchylam jego głowę i udrożniam drogi oddechowe. Muszę mieć pewność, że to NZK (nagłe zatrzymanie krążenia) Zbliżam się uchem do jego twarzy. Jego broda jest śliska, prawdopodobnie przed chwilą skończył się golić, czuję zapach wody kolońskiej. Jeszcze sprawdzenie tętna. Obserwując klatkę piersiową układam palec wskazujący i środkowy na tętnicy szyjnej.
Kilka sekund pozwala mi sprawdzić obecność oddechu i tętna, niestety…
- Brak oddechu, brak tętna. Potwierdzam zatrzymanie krążenia.
W tym czasie kolega zdążył już przykleić elektrody na klatce piersiowej.
- Odsuńcie się! Analiza rytmu serca.
Wszyscy wpatrujemy się w obraz kardiomonitora.
Chwila wpatrywania się w ekran i…
… załamuje się w myślach. O nie, tylko nie asystolia!
Bo choć prostą linię izoelektryczną w filmach „strzela się prądem”, to tylko fikcja filmowa. Tego rytmu się nie defibryluje i niestety źle rokuje, ale…
Patrzę na dziewczynę, w jej oczach są łzy, ale też nadzieja. Ona wziąć wierzy, ja też!
- Wojtek zrób wkłucie i podaj adrenalinę!
Moje ręce lądują na klatce piersiowej. Zaczynam uciskać ją mocno i zdecydowanie z prędkością 2 razy na sekundę mechanicznie zastępując skurcze serca.
Spoglądam jeszcze raz na dziewczynę.
- Jak masz na imię?
- Daria
- Daria, widziałem, że bardzo dobrze uciskasz klatkę piersiową, dasz radę jeszcze to robić? – dziewczyna jest przerażona, ale ma też siłę do walki.
- Tak, mogę uciskać!
Teraz liczy się każda para rąk.
- Dobra, zmienimy się na 3, jesteś gotowa?
- Tak.
- 1, 2, 3 – splecione dłonie Darii z ogromną determinacją zaczynają uciskać klatkę piersiową ojca.
Mogę teraz zmontować zestaw do wentylacji. Robię to sprawnie, worek samorozprężalny, rezerwuar, wężyk, butla z tlenem, maska…
- Przestań na chwilę uciskać! – Odchylam głowę mężczyzny i dwukrotnie wtłaczam w niego życiodajny tlen. Jego klatka piersiowa unosi się.
- Dobra teraz ja pouciskam.
- Adrenalina poszła! – informuje kolega wyjmując strzykawkę z wenflonu.
- Rozumiem, pierwsza adrenalina poszła.
W tym momencie do mieszkania wchodzi przerażona kobieta. Widok karetki przed jej klatką z pewnością wzbudził strach.
- O Boże, Marek!
Siatki z zakupami wypadają z rąk.
- Co się stało?
- Proszę Pani, u Pana Marka doszło do zatrzymania krążenia. Prowadzimy reanimację. Proszę usiąść. Daria, pomóż mamie.
- Marek, proszę nie umieraj! – kobieta bezskutecznie nawołuje nieprzytomnego mężczyznę.
Serce pęka, ale nie czas pękać!
- Przygotujmy się do intubacji – zalecam koledze - ale najpierw analiza rytmu serca.
Zamieramy w bezruchu wpatrując się w ekran.
Jest migotanie, widzę migotanie komór. Ukryta gdzieś w środku nadzieja eksploduje nagle z całą mocą wypełniając mnie całego. Wiem, że szybka defibrylacja może przywrócić prawidłowy rytm. Opuszkiem palca wciskam przycisk „ładowanie”, a maszyna natychmiast zaczyna zbierać w sobie prąd.
Po chwili maszyna piszczącym dźwiękiem daje znać, że jest już gotowa.
Kontrola rytmu.
- Odsuńcie się defibrylacja!
Przyciskam żółty przycisk w jednej chwili wyzwalając z urządzenia wielką moc. Przez ciało mężczyzny błyskawicznie przenika silny impuls elektryczny, jego ciało aż podskakuje.
Natychmiast zaczynam uciskać klatkę piersiową. Defibrylator drukuje zapis. To bardzo ważne, aby od razu po defibrylacji zacząć uciskać klatkę piersiową i nadać odpowiedni rytm.
- Czy tata skarżył się na coś przed upadkiem?
- Chwytał się za serce.
Ta informacja wbrew pozorom mnie bardzo cieszy. Oznacza, że to może być zawał mięśnia sercowego. Odwracalna przyczyna zatrzymania krążenia. Marek, nie poddawaj się! Daj nam szansę!
Kolejna analiza rytmu. Podnoszę z klatki piersiowej swoje dłonie i zauważam coś, co już kiedyś widziałem. Przez powłoki brzuszne widzę pulsujący ruch. To jego serce, jego serce bije!
Analiza monitora. Jest rytm!
Udało się. K*urwa, udało się! Trudno ukryć emocje, ale to jeszcze nie czas by otwierać szampana. Ciśnienie, EKG, teletransmisja do ośrodka kardiologii inwazyjnej, pilny transport. Przed Markiem jeszcze długa walka o życie.
Dopiero za kilka tygodni dowiem się, że przeżył i wrócił do domu bez szwanku💪👍
Dziś byłem częścią łańcucha przeżycia, w którym każde ogniwo ma znaczenie i tworzy całość. Daria, dyspozytor medyczny, my, lekarze i pielęgniarki. Wspólnymi siłami dokonaliśmy wielkiej rzeczy, może nawet cudu?
Dla takich chwil warto żyć!
Dziękuję za przeczytanie postu do końca.