18/05/2026
Widzę dziś dużo tłumaczenia alkoholu tym, że „daje radość”, „ułatwia relacje”, „jest społeczny”.
I rozumiem, że w pracy terapeutycznej nie pomaga ocenianie czy zawstydzanie osób uzależnionych. Wiem też, że czasem alkohol staje się sposobem przetrwania, regulowania napięcia albo chwilowej ucieczki od bólu.
Przez rok pracowałam w telefonie zaufania dla osób uzależnionych i współuzależnionych. Słyszałam historie kobiet, dzieci i całych rodzin, które płaciły ogromną cenę za tę „radość”.
Dlatego naprawdę uważam, że można mówić o mechanizmach uzależnienia z empatią i zrozumieniem, ale bez romantyzowania alkoholu.
Bo coś, co dla jednych jest „towarzyskie”, dla innych było źródłem lęku, przemocy, samotności i rozpadu życia.
I bardzo nie podoba mi się moment, w którym eksperci, specjaliści czy autorytety dla wielu osób zaczynają mówić hasłowo, prowokacyjnie, pod kontrowersję.
Bo jedno krótkie zdanie rzucone w wywiadzie może ponieść się dużo dalej niż późniejsze dopowiedzenia i wyjaśnienia.
Empatia wobec człowieka nie musi oznaczać ocieplania wizerunku substancji, która potrafi bardzo dużo odebrać.