04/05/2026
Przewlekły ból, drżenie rąk (m.in. w chorobie Parkinsona), bezsenność, otyłość, z którą walczymy latami, oraz uzależnienia. Dla wielu pacjentów to codzienność, z którą uczą się żyć latami. Leczenie farmakologiczne pomaga, ale nie zawsze rozwiązuje problem w pełni. Coraz częściej pojawia się więc pytanie: czy można zrobić coś więcej, nie odchodząc od leczenia prowadzonego przez lekarza?
Jedną z metod, którą stosuje się aktualnie w Europie Zachodniej (Szwajcaria, Niemcy), jest akupunktura implantacyjna. Brzmi tajemniczo, ale w praktyce jest znacznie bardziej konkretna, niż się wydaje. O tym, czym jest i kiedy może pomóc, rozmawiamy z mgr Maciejem Graczykowskim, mgr fizjoterapii, wykładowcą i akupunkturzystą.
Czym właściwie jest akupunktura implantacyjna?
To rozwinięcie znanej od lat aurikuloterapii, czyli stymulacji punktów na małżowinie usznej. Różnica polega na tym, że zamiast klasycznych igieł, które usuwa się po zabiegu, stosuje się bardzo małe implanty.
Są one wprowadzane w wybrane punkty ucha i pozostają tam przez określony czas, w zależności od schorzenia i jego zaawansowania. Mogą to być implanty na około 3 miesiące, ale również na kilka lat, nawet do 5 lat. Są one samoistnie rozpuszczalne, a ich obecność nie przeszkadza w wykonywaniu żadnych badań, również obrazowych.
Czy to są „widoczne” implanty?
Nie. To bardzo małe elementy, zwykle o długości 1–2 milimetrów, wykonane z materiałów biozgodnych, nie powodujących skutków ubocznych. Po zabiegu nie są widoczne gołym okiem i nie powodują dyskomfortu w codziennym funkcjonowaniu.
Szczegółowe informacje na temat akupunktury implantacyjnej zostały opisane w Dzienniku Zachodnim dostępnym pod linkiem👇👇
https://dziennikzachodni.pl/lekarz-zwieksza-dawke-a-pacjent-dalej-cierpi-czy-mozna-zrobic-cos-wiecej/ar/c14p2-28948775?hash_podglad=106c062dd20ef527e36c3565b2310a8e