19/08/2026
𝗧𝗮𝗿𝗼𝘁 𝘁𝗼 𝗿𝗼́𝘄𝗻𝗶𝗲𝘇̇ 𝗽𝗿𝗮𝗰𝗮. 𝗜 𝗻𝗶𝗲 𝗺𝘂𝘀𝗶𝘀𝘇 𝘀𝗶𝗲̨ 𝘇 𝗻𝗶𝗮̨ 𝘇𝗴𝗮𝗱𝘇𝗮𝗰́.
„Niech się pani weźmie za normalną robotę”.
To zdanie pojawia się czasem w komentarzach pod moimi materiałami. Warto więc spokojnie wyjaśnić jedną rzecz: praca z Tarotem jest moją pracą. Jest związana z edukacją, tworzeniem treści, prowadzeniem kursów, konsultacjami, publikacjami i działalnością, którą od wielu lat wykonuję zawodowo.
Nie oczekuję, że każdy będzie korzystał z kart, interesował się Tarotem czy podzielał moje podejście. Szanuję osoby, które mają inne przekonania. Szacunek działa jednak w obie strony.
𝗪𝗰𝗶𝗮̨𝘇̇ 𝗳𝘂𝗻𝗸𝗰𝗷𝗼𝗻𝘂𝗷𝗲 𝗽𝗿𝘇𝗲𝗸𝗼𝗻𝗮𝗻𝗶𝗲, że Tarot jest złem, że „Bóg kogoś za to ukarze” albo że samo zainteresowanie kartami świadczy o czymś moralnie niewłaściwym. Wielokrotnie wypowiadałam się na ten temat i przedstawiałam swoje stanowisko. Problem polega na tym, że część osób nie próbuje nawet zgłębić zagadnienia - powtarza jedynie historie, które kiedyś usłyszała.
I właśnie tutaj warto zatrzymać się na chwilę.
Można mieć własną wiarę, własne zasady i własne granice. Można uważać, że Tarot nie jest dla nas. Nie oznacza to jednak, że nasze przekonania są jedynym obowiązującym sposobem patrzenia na świat.
𝗭𝘄𝗿𝗮𝗰𝗮𝗺 𝗻𝗮𝘁𝗼𝗺𝗶𝗮𝘀𝘁 𝘂𝘄𝗮𝗴𝗲̨ 𝗻𝗮 𝗰𝗼𝘀́ 𝗯𝗮𝗿𝗱𝘇𝗼 𝗶𝘀𝘁𝗼𝘁𝗻𝗲𝗴𝗼: 𝘄𝗶𝗮𝗿𝗮 𝗷𝗲𝗱𝗻𝗲𝗷 𝗼𝘀𝗼𝗯𝘆 𝗻𝗶𝗲 𝗷𝗲𝘀𝘁 𝗮𝘂𝘁𝗼𝗺𝗮𝘁𝘆𝗰𝘇𝗻𝗶𝗲 𝗼𝗯𝗼𝘄𝗶𝗮̨𝘇𝘂𝗷𝗮̨𝗰𝗮̨ 𝘇𝗮𝘀𝗮𝗱𝗮̨ 𝗱𝗹𝗮 𝘄𝘀𝘇𝘆𝘀𝘁𝗸𝗶𝗰𝗵 𝗽𝗼𝘇𝗼𝘀𝘁𝗮ł𝘆𝗰𝗵 𝗼𝘀𝗼́𝗯.
Żyjemy w społeczeństwie, w którym istnieją różne religie, światopoglądy, tradycje i sposoby poszukiwania odpowiedzi na ważne pytania. Żadna grupa nie powinna narzucać wszystkim pozostałym ludziom, w co mają wierzyć i jak mają żyć.
Jeżeli ktoś uważa, że Tarot jest niezgodny z jego wiarą... ma pełne prawo z niego nie korzystać. Tak samo ja mam prawo zajmować się tym, czym się zajmuję, bez konieczności przyjmowania cudzych przekonań jako własnych.
I jeszcze jedno: 𝗻𝗶𝗲 𝗸𝗮𝘇̇𝗱𝗮 𝗸𝗿𝘆𝘁𝘆𝗸𝗮 𝘀́𝘄𝗶𝗮𝗱𝗰𝘇𝘆 𝗼 𝘄𝗶𝗲𝗱𝘇𝘆 𝗻𝗮 𝘁𝗲𝗺𝗮𝘁 𝗸𝗿𝘆𝘁𝘆𝗸𝗼𝘄𝗮𝗻𝗲𝗴𝗼 𝘇𝗮𝗴𝗮𝗱𝗻𝗶𝗲𝗻𝗶𝗮.
Czasami świadczy jedynie o tym, że ktoś nigdy nie zadał sobie trudu, żeby poznać temat, zanim wydał o nim wyrok.
Wiele opinii na temat Tarota nie wynika z rzeczywistego poznania tematu, lecz z historii zasłyszanych od innych osób, często przekazywanych przez lata bez sprawdzenia ich źródła czy kontekstu.
To trochę tak, jakby oceniać książkę, której nigdy się nie przeczytało, wyłącznie na podstawie tego, co ktoś o niej powiedział.
I często przeze mnie widziany aspekt - pisane opinie po przeczytaniu TYTUŁU ARTYKUŁU nawet nie zagłębiając się w treść...
𝗡𝗶𝗲 𝘇𝗮𝗺𝗶𝗲𝗿𝘇𝗮𝗺 𝗻𝗶𝗸𝗼𝗴𝗼 𝗽𝗿𝘇𝗲𝗸𝗼𝗻𝘆𝘄𝗮𝗰́ 𝗱𝗼 𝗧𝗮𝗿𝗼𝘁𝗮.
Proszę tylko o to samo, czego sama przestrzegam wobec innych - możemy się różnić, nie obrażając się nawzajem i nie odbierając sobie prawa do własnych przekonań.
Wciąż istnieje przekonanie, że „prawdziwa” praca to wyłącznie ta, którą znamy od pokoleń: etat, biuro, sklep, fabryka, szkoła czy konkretny zawód wykonywany w tradycyjny sposób. Wszystko, co wykracza poza ten schemat, bywa przez niektórych traktowane z pobłażaniem, niedowierzaniem albo wręcz pogardą.
A świat pracy bardzo się zmienił.
Dziś zawodowo funkcjonują między innymi twórcy internetowi, influencerzy, podcasterzy, streamerzy, edukatorzy online, fotografowie, graficy, copywriterzy, trenerzy, konsultanci, artyści, twórcy kursów internetowych, projektanci, freelancerzy czy osoby budujące biznesy wyłącznie w przestrzeni cyfrowej.
Jeszcze niedawno wiele z tych zajęć również było postrzeganych jako „nieprawdziwa praca”. Dzisiaj nikogo nie dziwi, że można utrzymywać się z tworzenia treści, prowadzenia kanału internetowego czy sprzedaży własnej wiedzy.
Nie musimy rozumieć czyjejś pracy, żeby ją szanować.
I nie musimy zmieniać własnych przekonań tylko dlatego, że ktoś ma inne.
Różnorodność nie zaczyna się wtedy, kiedy wszyscy myślimy tak samo.
Zaczyna się wtedy, kiedy potrafimy zaakceptować, że nie wszyscy muszą myśleć tak jak my.
A „normalna praca”?
Normalna praca to również taka, która wymaga wiedzy, doświadczenia, czasu, odpowiedzialności i zaangażowania - nawet jeśli nie każdy rozumie jej sens.
I z tym chyba możemy się zgodzić.
Dobrego dnia,
M!
Ps. Kto dotrwał do końca?