13/07/2026
Coraz częściej mam poczucie, że niezależność, samodzielność i samowystarczalność to jedne z najbardziej podkreślanych wartości ostatnich lat.
Nowe technologie pozwalają być nam coraz bardziej niezależnymi - robimy zakupy bez wychodzenia z domu, załatwiamy sprawy urzędowe z dziećmi w domu nie musząc prosić nikogo by się na ten czas nimi zajął. To cenne bo ułatwia nam funkcjonowanie, tak po ludzku, jest prościej.
Jednocześnie słuchamy piosenek o tym, że kobiety mogą same kupić sobie kwiaty i kochać siebie bardziej niż ktokolwiek inny. Pojawiają się historie o ślubach z samym sobą jako symbolu samoakceptacji. Coraz więcej spraw załatwiamy bez udziału innych – robimy zakupy przez internet, zamiast dzwonić wysyłamy wiadomości, wiedzy o wychowaniu dzieci szukamy w książkach, podcastach i mediach społecznościowych. Nie musimy pytać babć, mam i ciotek jak karmić dzieci, jak je leczyć i co podać na ból brzucha. Wiemy to po dwóch kliknięciach w chat gpt. Napisz, wyślij. Gotowe.
Coraz częściej słyszę też że "młodsze pokolenia" mniej przejmują się opinią innych, żyją po swojemu. W wielu aspektach wydaje się to pozytywną zmianą – łatwiej wyznaczać własne granice i żyć w zgodzie ze sobą.
Zastanawiam się jednak, gdzie przebiega granica między zdrową niezależnością a stopniowym wycofywaniem się z relacji. Czy rzeczywiście stajemy się bardziej odporni na ocenę innych, czy może po prostu coraz rzadziej dopuszczamy innych do siebie? Czy samowystarczalność jest wyłącznie oznaką siły, czy czasem także sposobem na unikanie zależności, bliskości albo ryzyka zranienia?
Być może uczymy się po prostu funkcjonować w świecie, który daje nam coraz więcej możliwości robienia wszystkiego samodzielnie. Bywamy z tego dumni bo nawet dzieci które pierwszy raz stawiają kroki SAME pokonują tę granicę - od teraz nie muszą oglądać się na innych ani prosić by trzymali je za rękę.
Jednocześnie te same dzieci w chwili kryzysu wyciągają ręce i proszą, żeby je nosić. Mimo, że potrafią, chcą doświadczyć że ktoś jest dostępny, proszą o pomoc. A potem znowu wstają na nogi.
Czy dla nas to tak samo oczywiste? wybierać samodzielność ale nie samotność?