06/08/2026
#9 I Wnioski z godzin superwizji...
Im bardziej pacjent mówi: „Nie potrzebuję nikogo”, tym częściej warto zainteresować się historią jego więzi.
Jedna z terapii zostawiła we mnie ważną refleksję.
Przez długi czas słyszałam zdania, które mogły brzmieć jak odrzucenie relacji.
„Nie potrzebuję ludzi.”
„Najlepiej radzę sobie sam.”
„Bliskość nic mi nie daje.”
Łatwo byłoby uznać, że więź terapeutyczna nie ma znaczenia.
A jednak po dłuższym czasie otrzymałam wiadomość, która bardzo mnie poruszyła.
Nie było w niej podsumowania technik ani opisu interwencji.
Były za to słowa, metafory i bajki, do których wracaliśmy podczas spotkań. Zdania, które – jak się okazało – zostały zapamiętane na długo. Doświadczenia, które z czasem zaczęły nabierać znaczenia.
Czytając tę wiadomość, pomyślałam o czymś, o czym jako terapeuci łatwo zapominamy.
Nie zawsze wiemy, co naprawdę dzieje się w świecie pacjenta.
Czasem człowiek najbardziej dewaluuje właśnie to, czego najbardziej potrzebuje.
Nie dlatego, że relacja nic nie znaczy.
Ale dlatego, że kiedyś bliskość była nieprzewidywalna, raniąca, zawstydzająca albo wiązała się z utratą autonomii.
Wtedy słowa:
„Nie potrzebuję nikogo”
często nie są opisem rzeczywistości.
Są opisem strategii przetrwania.
Dlatego ten post jest również dla terapeutów.
Dla tych chwil, kiedy pojawia się zwątpienie.
Kiedy pacjent umniejsza terapii.
Kiedy mówi, że nic mu nie pomaga.
Kiedy wydaje się, że relacja nie ma dla niego znaczenia.
Nie każda zmiana jest widoczna od razu.
Nie każde ziarno kiełkuje na naszych oczach.
Czasem przez wiele spotkań robimy coś, czego nie da się zmierzyć żadnym kwestionariuszem.
Cierpliwie dziergamy nić bezpiecznej więzi.
I choć nie zawsze zobaczymy owoce swojej pracy od razu, warto pamiętać, że doświadczenie bycia zauważonym, wysłuchanym i potraktowanym z szacunkiem może zostać z człowiekiem na całe życie.
Bo terapeuta nie zawsze widzi moment, w którym zasiane słowa zaczynają rosnąć.