19/05/2026
Co by było, gdyby osobom neurotypowym przyszło żyć w świecie stworzonym przez atypowych?
Chciałabym dzisiaj, tym postem, pokazać osobom neurotypowum ciężar ciągłego dostosowywania się do świata, który nie jest dla osoby naturalnym środowiskiem, więc spróbuję odwrócić role. Ja się całe życie uczyłam neurotypowych zasad komunikacji, spojrzeń, wypowiedzi, których znaczenia trzeba się domyślić i tego wszystkiego, co miałoby być "oczywiste". Uczyłam się życia na biurowym "open space", gdzie bodźce się nie kończą - świetlówki, kilka telefonów dzwoniących jednocześnie, wielu rozmów, klikania myszek, klawiatur i wycia ekspresu do kawy praktycznie non-stop. Uczyłam się w chaotycznym systemie edukacji, w którym oceniano mnie nie tylko za wiedzę. Nauka była organizowana tak, że nie mogłam jej przyswoić mimo braku problemu z intelektem - ciągłe przechodzenie z sali do sali, zmienianie tematu co 45 minut i nieciekawe bleblanie nauczycieli o ciekawych rzeczach. Oceniano tam mój sposób siedzenia, patrzenia, reagowania i w ogóle bycia. Oceniano też moją wytrzymałość do siedzenia na dupie w tych krzesełkach przez 6, czasem 8 godzin - zachowanie co najmniej "nieodpowiednie" miałam w każdej klasie liceum. Na samo wspomnienie mam ochotę powiedzieć po prostu: "co to ku*wa miało być"? No i jestem zła, jasne, że tak. Udało mi się jednak w końcu zrozumieć, że to nie było o mnie :) , tylko o ludzkim, grupowym braku umiejętności do rozumieinia i akceptowania odmienności. Asymilowałam się w końcu, ale teraz czaję, że asymilować się nie chcę. Jedynym rozwiązaniem dla mnie było swtorzenie wokół siebie własnego świata. Otoczenie się "swoimi" ludźmi, założenie własnej firmy i wyobrażam sobie, że neurotypowemu pracownikowi byłoby u nas mega trudno...
No i właśnie - spróbujmy odwrócić to, taki eksperyment myślowy, zainspirowany rolką, którą kiedyś widziałam o takim właśnie odwróceniu, niestety "zgubiłam ją". Ale wyobraźmy sobie świat zbudowany przez osoby neuroatypowe. Gdzie osoba neurotypowa trafia do szkoły i od początku słyszy, że za dużo się uśmiecha i za dużo patrzy ludziom w oczy - że krępująco wgapia się i to jest niepokojące, natarczywe, agresywne i bezczelne. Nauczyciele wpisują do dzienniczka uwagi o "wymuszonym kontakcie wzrokowym". Rodzice ciągaliby po lekarzach, bo dziecko nie reaguje od razu na bodźce - choroba układu nerwowego? Może robaki? I czemu tak wolno myśli, czemu nie przełącza uwagi w sekundę - niepełnosprawne? A może nieprawidłowo kształtuje mu się osobowość? To taki świat, w którym osoba neurotypowa poległaby na egzaminie maturalnym dlatego, że mówiła zbyt długo, emocjonalnie, nieprecyzyjnie, popędzana w wypowiedziach, żeby przejść do konkretów, ograniczyć dygresje, podać więcej informacji, finalnie wychodząc z kiepską oceną, bo nie wiadomo, co w zasadzie miała na myśli. W pracy nikt by nie zaufał, bo osoba nie mówi wprost i nikt by nie zczaił tego. Czemu nie mówi wprost tego, co naprawdę myśli tylko mówi, że jest w porządku, kiedy nie jest? Postawa ciała tej osoby - taka otwarta - wzbudzałaby podejrzenia a specjaliści zastanawialiby się, czy nie ma zaburzeń osobowości, bo jej mimika i gesty są "teatralne", osoba jest cała "rozhamowana", bo usiłuje wypełnić ciszę, jest zbyt intensywna albo "unikowa", bo za mało intensywna. I po co tej osobie tyle społecznych rytuałów? Jakie to zaburzenie? Neurotypowość? No stary, każdy jest "trochę neurotypowy", trzeba umieć się dostosować. Taka osoba wracałaby do domu umęczona tym, że cały dzień pilnowała tonu głosu, kontaktu wzrokowego, gestów, mimiki, długości i konkretności wypowiedzi i ogólnie, czy nie była "zbyt neurotypowa".
My tak właśnie robimy. To są duże koszty i dlatego często nie jesteśmy w stanie na przykład pracować na pełen etat. Nie jesteśmy w stanie chodzić do "dużych szkół" 5 razy w tygodniu, więc wagarujemy. Wracamy umęczeni, więc nie mamy przestrzeni na pracę domową i dodatkową naukę, dostajemy złe oceny, uważamy się za debili choć z umysłem wszystko w porządku. A wystarczyłyby może dwa dni zdalne, trochę zrozumienia (ale nie trącania patykiem jak coś śmierdzącego) bez naciskania w kierunku asymilacji, tylko ze zrobieniem trochę miejsca na poletku akceptacji na te nasze odmienności :) . Anyway, konsensus jest taki, że nie możemy być oceniani według tych samych parametrów i skal. Osoby neurotypowe "naszych" skal też by nie dźwignęły. Myślę, że najwyższa pora rozdzielić wymagania, bo "sprawiedliwie" nie znaczy po równo :) .
Trzymajcie się tam - wszyscy, atypowi i typowi.
A jako ilustrację wrzucam Wam zdjęcie nieogolonej Gwiazdki, której pozwala się po prostu żyć tak, jak natura ją stworzyła :). To jest szczęśliwy konik moich przyjaciół.