05/08/2026
O SZUKANIU SWOJEGO GŁOSU
„𝐶𝑧ł𝑜𝑤𝑖𝑒𝑘, 𝑐𝑧𝑎𝑠𝑎𝑚𝑖 𝑝𝑜𝑡𝑟𝑧𝑒𝑏𝑢𝑗𝑒 𝑑𝑢𝑧̇𝑜 𝑐𝑧𝑎𝑠𝑢, 𝑎𝑏𝑦 𝑧𝑎𝑐𝑧𝑎̨𝑐́ 𝑏𝑟𝑧𝑚𝑖𝑒𝑐́ 𝑗𝑎𝑘 𝑜𝑛 𝑠𝑎𝑚” (𝑎𝑛𝑔. 𝑀𝑎𝑛, 𝑠𝑜𝑚𝑒𝑡𝑖𝑚𝑒𝑠 𝑖𝑡 𝑡𝑎𝑘𝑒𝑠 𝑦𝑜𝑢 𝑎 𝑙𝑜𝑛𝑔 𝑡𝑖𝑚𝑒 𝑡𝑜 𝑠𝑜𝑢𝑛𝑑 𝑙𝑖𝑘𝑒 𝑦𝑜𝑢𝑟𝑠𝑒𝑙𝑓)
𝑀𝑖𝑙𝑒𝑠 𝐷𝑎𝑣𝑖𝑒𝑠
Nie chce mi się dziś pisać o tym, co krąży teraz w psychologicznej bańce social mediowej – o znanej pani psycholog i znanej pani tenisistce, i o tym co można i o tym co się powinno lub nie powinno.
Bo nie minęło więcej niż 50 godzin i jest pewno gotowych wykładni od nie mniej znanych postaci co jest dobre, a co jest be. Na pewnym poziomie to ja bardzo podziwiam i nie jest to ironia - tych wszystkich co mają czas na odpowiedź w akuratnym czasie i piszą na bieżąco w odpowiedzi lub reakcji ;) na to co się dzieje. Ja chyba nie mam na to ani czasu, ani też ochoty. A nawet jak mam - to zawsze się spóźniam na te wagony "zajmowania stanowiska".
Zamiast tego chce mi się napisać coś zupełnie innego. O tym, że czasami dobrze posłuchać też siebie, a nie opinii innych. Szczególnie w obszarze social media i szczególnie gdy o jakimś temacie mówi jakiś autorytet.
Katolicki dom, praktyka buddyzmu tybetańskiego oraz nauka psychoterapii w jakiś sposób wyleczyły mnie z idealizacji i podążania za autorytetami. Ale to może nawet nie to. Może to zwykła, czasem bardzo nieumiejętna próba bycia uważnym w swoim procesie życiowym i zauważanie, że to co pojawia się na naklejce persony – w jungowskim tego słowa znaczeniu – nie zawsze oddaje, co jest wewnątrz zawodowego opakowania.
Pamiętam siebie z tamtych czasów – kogoś, kto naprawdę wierzył, że gdzieś istnieje ktoś, kto już to wszystko rozwiązał. Że wystarczy znaleźć właściwego nauczyciela, właściwą książkę, właściwą medycynę, i przestanie boleć to niewiedzenie, kim się jest, jak być/ jak żyć i tak dalej. Trochę żal mi tamtej wersji siebie, ale też jej trochę zazdroszczę – tej gotowości, żeby oddać komuś głos, bo samemu było się jeszcze za bardzo zagubionym, żeby go zabrać.
W gestalcie introjekcją nazywamy – połykanie czyjegoś poglądu w całości, bez żucia, bo przeżuwanie boli albo się go jeszcze nie umie. Dziecko musi uwierzyć rodzicowi, żeby przeżyć. Dorosły często musi uwierzyć ekspertowi, żeby nie czuć się aż tak sam ze swoim niewiedzeniem. To bardzo ludzki mechanizm i nie ma w nim nic wstydliwego – problem zaczyna się dopiero wtedy, kiedy zostajemy w nim na zawsze, kiedy wygodniej jest komuś wierzyć, niż samemu poczuć, co się myśli, lub co się czuje.
Jung pisał (nie wierz mu, sprawdź), że przywilejem całego życia jest stać się tym, kim się naprawdę jest. Rzadziej się dodaje, jak samotna bywa ta droga i jak często oznacza rozstanie – nie tylko z autorytetami, które nam szkodziły, ale i z tymi, które naprawdę nas kiedyś uratowały. To nie jest jakieś wielkie, triumfalne i spektakularne wyzwolenie. Dla mnie jest to raczej taki zwykły egzystencjonalny smutek zwykłego człowieka, który musi podziękować temu, co było dobre, zostawić to co nie sprzyjające lub uszkadzające i pójść dalej.
Siddhartha u Hessego odchodzi od Buddy, choć uważa go za najdoskonalszego z ludzi, jakich spotkał. Odchodzi z miłości, nie z buntu – bo wie, że własnego oświecenia nie da się pożyczyć nawet od kogoś, kogo się naprawdę kocha i podziwia.
Mam donośny głos, czasem gdy nie jestem tego świadomy w grupie, mój głos może przyćmić inne mniej donośne głosy, zabrać im ich siłę. Mogą być też silniejsze głosy, mądrzejsze głosy, AI-owe głosy i jeśli nie mam rozpoznanego swojego własnego głosu - bardzo łatwo mi przyjąć głos innej osoby.
W aktualnych czasach pełnych półprawd, fejkowych newsów i polaryzacji — umiejętność weryfikacji źródeł, wychodzenia poza swoją bańkę i szukania odpowiedzi niepodanej na tacy przez influencerów, tv, social mediowych guru czy innych postaci to umiejętność, której, moim zdaniem, potrzebuje każdy z nas. Ale nie wierz mi tu na słowo, sprawdź sam. Big Lebowski powiedziałby tu pewnie “Dude, it's just Your opinion).
Na początku jakiejkolwiek drogi, gdy nie mamy zbyt dużo doświadczenia, dobrze jest uczyć się od innych (później zresztą też). Dowiedzieć się, poczuć, usłyszeć coś nowego. I zatrzymać gdzieś ten kawałek w sobie, ale przeżuć. Przełknąć lub wypluć.
Luke Skywalker wbrew sugestiom Yody i Obi - Wana, decyduje się nie zabijać Vadera. Ostatecznie okazuje się to całkiem dobrym pomysłem. Barbie ucieka od korporacji Mattel (faceci w garniturach, którzy "wiedzą lepiej" jak ma wyglądać jej życie), a potem od samego Barbielandu jako ideologii idealnej doskonałości. Kończy jako niedoskonały człowiek, podatny na te wszystkie bóle, lęki i problemy typowe dla każdego z nas. W ostatniej scenie filmu jest na parę minut przed porodem. Doświadczeniem pełnym ambiwalencji, zarówno wielkiego bólu, jak i wielkiej radości. Potencjalnie.
Piszę "potencjalnie" - bo nie jestem tu ekspertem od porodów i nie ma żadnego wzorca przeżyć w tej sytuacji. I nawet w takim małym niuansie - mogę pokazać, że jestem tym, który wie, jak na poziomie emocji - kobieta ma przeżywać poród, no bo przecież ma być ambiwalencja.
Przynajmniej dla mnie - każda z tych postaci czy to Siddharta u Hessego, Luke Skywalker, czy owa Barbie to w jakimś aspekcie odbicie mitu o Prometeuszu, który zostawia hierarchię i odwieczny porządek rzeczy, dając ogień ludziom. Idzie za sobą i a tym co ważne i jest gotowy przyjąć za to odpowiedzialność.
Dlatego chyba najbardziej ufam tym ludziom – terapeutom, nauczycielom, szamanom, pisarzom – którzy nie proszą o wiarę, tylko o uwagę. Którzy mówią „sprawdź to sam, ja mogę się mylić” zamiast „zaufaj mi, ja wiem lepiej”, lub “takimi rzeczy są”. Wierzę, też nauce i faktom. Grawitacja jest faktem, niezależnie od czyiś opinii.
W procesie superwizji, czy psychoterapii, najbardziej zależy mi aby osoba, z którą pracowała znajdowała swój własny głos, nie stając się moim, ani żadnym innym - dyktafonem lub papugą.
Kończę ten post. Wciąż mam w sobie taki delikatny rodzaj tęsknoty, aby ktoś w końcu przyszedł i powiedział, jak jest/jak ma być i wogóle, i najlepiej to, żeby miał wszystkie odpowiedzi. Szczęśliwie - ta część żyje teraz zgodnie z tą częścią, która nie potrzebuje tych odpowiedzi i ma się całkiem dobrze ze sobą i światem - nie mając recepty na wszystko.
Dobrego dnia,
ZDJĘCIE: Reddit, Artysta Nieznany, inspiracje: Winstonem Reid