Kuba Babij - psychoterapia, superwizja, natura, mindfulness

Kuba Babij - psychoterapia, superwizja, natura, mindfulness Jestem psychoterapeutą, superwizorem, nauczycielem uważności, oraz wykładowcą akademickim.

Wciąż zaczytuje się książką The Unshuttered Heart: Opening Aliveness/Deadness in the Self" jungistki Ann Bedford Ulyanov...
05/09/2026

Wciąż zaczytuje się książką The Unshuttered Heart: Opening Aliveness/Deadness in the Self" jungistki Ann Bedford Ulyanov i znajduję tam same perełki, takie jak te poniżej.

"Czy jesteśmy jak dobra roślina, która wytwarza tlen? A tlen, który każdy z nas wytwarza, jest przestrzenią do oddychania dla nas wszystkich. Każdy z nas musi rozpaczliwie wytwarzać swoją część tlenu — dla planety, dla tworzenia społecznej przestrzeni, która może pomieścić przeciwstawne poglądy, i dla stworzenia wystarczająco dużo miejsca, by odnaleźć i zbudować pokój.

Tam, gdzie jedna część nas usiłuje zdominować całość, popadamy w utożsamienie z jednym punktem widzenia, a każdy pogląd przeciwny oddzielamy od siebie i poprzez projekcyjną identyfikację przypisujemy wrogowi na zewnątrz. Taka tyrania prowadzi do martwoty. W patologii widzimy uzależniające przywiązanie do obiektu-części i przerzucanie na innych wszystkich pozostałych części, których się w sobie wyrzekamy.

Jeśli pomiędzy przeciwieństwami nie ma wystarczająco dużo przestrzeni, żywe pytanie: „Co poszło nie tak?” zamienia się w pytanie, które niesie śmierć: „Kto nam to zrobił?”. Tracimy cały obiekt i chwytamy zamiast niego obiekt-część, odszczepiony od całości. Nasze wewnętrzne zaniedbywanie wszystkich różnych części nas samych, które domagają się włączenia, aby podtrzymać rozległą przestrzeń rozmowy między nimi, odzwierciedla zewnętrzne zaniedbywanie całych części naszego kraju czy świata — miejsc, w których obywatele wciąż nie mają koca, butelki lekarstwa ani wystarczającej ilości jedzenia.

Jeśli nie ma rozmowy z innymi, to nie ma również wystarczająco dużo rozmowy pomiędzy ego a Jaźnią. Jeśli nie ma rozmowy pomiędzy ego a Jaźnią, to nie ma również wystarczająco dużo rozmowy z innymi."

Idąc za tekstem Ulyanov móglbym dodać, iż zdolność do pozostawania w dialogu z innym człowiekiem jest powiązana ze zdolnością do pozostawania w dialogu z własną wewnętrzną różnorodnością. Jeżeli nie mogę tolerować odmiennej narodowości, koloru skóry, religii, opcji politycznej, modalności terapeutycznej, dobrze sprawdzić ze sobą - czy potrafię tolerować odmienne części samego siebie?

Jeśli nie potrafię tego robić — zewnętrzna polaryzacja może być częściowo odbiciem naszej własnej/ mojej wewnętrznej polaryzacji.

To "tarcie" pomiędzy częściami, frakcjami, ideami nie potrzebuje zniknąć. Tak samo jak żadna ze stron nie musi wygrać. Tym czego, zdaje mi się, możemy potrzebować - to przestrzeń pomiędzy przeciwieństwami, aby mogły one pozostać w kontakcie bez konieczności wzajemnego unicestwienia, gdzie grą końcową nie musi być zlikwidowanie polaryzacji, lecz stworzenie pola, w którym polaryzacja może być utrzymana bez przejścia w wojnę totalną..

CYTAT: 𝑇ℎ𝑒 𝑢𝑛𝑠ℎ𝑢𝑡𝑡𝑒𝑟𝑒𝑑 ℎ𝑒𝑎𝑟𝑡 𝑜𝑝𝑒𝑛𝑖𝑛𝑔 𝑡𝑜 𝑎𝑙𝑖𝑣𝑒𝑛𝑒𝑠𝑠, 𝑑𝑒𝑎𝑑𝑛𝑒𝑠𝑠 𝑖𝑛 𝑡ℎ𝑒 𝑠𝑒𝑙𝑓; 𝐴𝑛𝑛 𝐵𝑒𝑙f𝑜𝑟𝑑 𝑈𝑙𝑦𝑎𝑛𝑜𝑣

OBRAZ: z archiwów własnych - pluszowy wieloryb na brzegu życia, Wrocław, koloryzowane

ŻYWOTNOŚĆ I REGENERACJA"Regeneracja kiełkuje. Życie porusza się w błocie, pojawiają się maleńkie pędy — tak kruche, a je...
31/08/2026

ŻYWOTNOŚĆ I REGENERACJA

"Regeneracja kiełkuje. Życie porusza się w błocie, pojawiają się maleńkie pędy — tak kruche, a jednak niosące w sobie uporczywą, bezwzględną siłę, która przebija się ku życiu. Tak jak żonkil przebija asfalt, by zakwitnąć, albo bujna zieleń pojawia się w szczelinie stopnia tarasu wysoko nad ziemią, na dachu wieżowca.

Zdumiewające, że życie wciąż na nowo siebie stwarza!

Nieustanne stwarzanie siebie, pragnienie, by żyć — właśnie teraz, dzisiaj, dziś wieczorem, w przyszłym tygodniu — aż po śmierć, pomimo naszych strat, naszych zranień, tego wszystkiego, czego nie zdołaliśmy przeżyć — przywołuje nas teraz. Nie daje się powstrzymać naszym żalom ani zmęczeniu.

𝑍𝑎𝑎𝑛𝑔𝑎𝑧̇𝑢𝑗𝑐𝑖𝑒 𝑠𝑖𝑒̨. 𝑇𝑤𝑜́𝑟𝑧𝑐𝑖𝑒 𝑤𝑟𝑎𝑧 𝑧𝑒 𝑚𝑛𝑎̨. 𝑂𝑑𝑝𝑜𝑤𝑖𝑒𝑑𝑧𝑐𝑖𝑒 𝑛𝑎 𝑡𝑜, 𝑐𝑜 𝑤𝑎𝑚 𝑜𝑓𝑒𝑟𝑢𝑗𝑒̨ — 𝑧𝑑𝑎𝑗𝑒 𝑠𝑖𝑒̨ 𝑚𝑜́𝑤𝑖𝑐́ 𝑑𝑜 𝑛𝑎𝑠.

Żywotność oznacza wskoczenie w życie wszystkimi czterema nogami, nie tylko dwiema czy jedną. Jeśli mamy uczestniczyć w pełni, potrzebujemy całego serca.

Ta tajemnicza siła, która popycha nas ku życiu i każe nam wciąż na nowo szukać własnej drogi, jest bezwzględna. To energia, z którą boimy się utracić kontakt, kiedy popadamy w depresję albo kiedy lęk napada na nas w postaci paniki — z poczuciem, że owo zwierzęce, korzenne źródło impulsu, ten korzeń i pień naszego istnienia, zostały odcięte.

Ta siła pozwala nam uczynić coś z naszego doświadczenia. Pozwala wygenerować odpowiedź na to, co nowe; dostrzec nadchodzącą nowość; zrobić miejsce dla ekscytacji płynącej z możliwości odpowiedzenia na własne doświadczenie; mieć własną, oryginalną myśl; dotrzeć do naszego niepowtarzalnego wzoru odczuwania; odnaleźć własne tempo oddechu.

Ta siła nas ożywia."

CYTAT: 𝑇ℎ𝑒 𝑢𝑛𝑠ℎ𝑢𝑡𝑡𝑒𝑟𝑒𝑑 ℎ𝑒𝑎𝑟𝑡 𝑜𝑝𝑒𝑛𝑖𝑛𝑔 𝑡𝑜 𝑎𝑙𝑖𝑣𝑒𝑛𝑒𝑠𝑠, 𝑑𝑒𝑎𝑑𝑛𝑒𝑠𝑠 𝑖𝑛 𝑡ℎ𝑒 𝑠𝑒𝑙𝑓; 𝐴𝑛𝑛 𝐵𝑒𝑙f𝑜𝑟𝑑 𝑈𝑙𝑦𝑎𝑛𝑜𝑣

O SZUKANIU SWOJEGO GŁOSU„𝐶𝑧ł𝑜𝑤𝑖𝑒𝑘, 𝑐𝑧𝑎𝑠𝑎𝑚𝑖 𝑝𝑜𝑡𝑟𝑧𝑒𝑏𝑢𝑗𝑒 𝑑𝑢𝑧̇𝑜 𝑐𝑧𝑎𝑠𝑢, 𝑎𝑏𝑦 𝑧𝑎𝑐𝑧𝑎̨𝑐́ 𝑏𝑟𝑧𝑚𝑖𝑒𝑐́ 𝑗𝑎𝑘 𝑜𝑛 𝑠𝑎𝑚” (𝑎𝑛𝑔. 𝑀𝑎𝑛, 𝑠𝑜𝑚𝑒𝑡𝑖𝑚𝑒...
05/08/2026

O SZUKANIU SWOJEGO GŁOSU

„𝐶𝑧ł𝑜𝑤𝑖𝑒𝑘, 𝑐𝑧𝑎𝑠𝑎𝑚𝑖 𝑝𝑜𝑡𝑟𝑧𝑒𝑏𝑢𝑗𝑒 𝑑𝑢𝑧̇𝑜 𝑐𝑧𝑎𝑠𝑢, 𝑎𝑏𝑦 𝑧𝑎𝑐𝑧𝑎̨𝑐́ 𝑏𝑟𝑧𝑚𝑖𝑒𝑐́ 𝑗𝑎𝑘 𝑜𝑛 𝑠𝑎𝑚” (𝑎𝑛𝑔. 𝑀𝑎𝑛, 𝑠𝑜𝑚𝑒𝑡𝑖𝑚𝑒𝑠 𝑖𝑡 𝑡𝑎𝑘𝑒𝑠 𝑦𝑜𝑢 𝑎 𝑙𝑜𝑛𝑔 𝑡𝑖𝑚𝑒 𝑡𝑜 𝑠𝑜𝑢𝑛𝑑 𝑙𝑖𝑘𝑒 𝑦𝑜𝑢𝑟𝑠𝑒𝑙𝑓)
𝑀𝑖𝑙𝑒𝑠 𝐷𝑎𝑣𝑖𝑒𝑠

Nie chce mi się dziś pisać o tym, co krąży teraz w psychologicznej bańce social mediowej – o znanej pani psycholog i znanej pani tenisistce, i o tym co można i o tym co się powinno lub nie powinno.

Bo nie minęło więcej niż 50 godzin i jest pewno gotowych wykładni od nie mniej znanych postaci co jest dobre, a co jest be. Na pewnym poziomie to ja bardzo podziwiam i nie jest to ironia - tych wszystkich co mają czas na odpowiedź w akuratnym czasie i piszą na bieżąco w odpowiedzi lub reakcji ;) na to co się dzieje. Ja chyba nie mam na to ani czasu, ani też ochoty. A nawet jak mam - to zawsze się spóźniam na te wagony "zajmowania stanowiska".

Zamiast tego chce mi się napisać coś zupełnie innego. O tym, że czasami dobrze posłuchać też siebie, a nie opinii innych. Szczególnie w obszarze social media i szczególnie gdy o jakimś temacie mówi jakiś autorytet.

Katolicki dom, praktyka buddyzmu tybetańskiego oraz nauka psychoterapii w jakiś sposób wyleczyły mnie z idealizacji i podążania za autorytetami. Ale to może nawet nie to. Może to zwykła, czasem bardzo nieumiejętna próba bycia uważnym w swoim procesie życiowym i zauważanie, że to co pojawia się na naklejce persony – w jungowskim tego słowa znaczeniu – nie zawsze oddaje, co jest wewnątrz zawodowego opakowania.

Pamiętam siebie z tamtych czasów – kogoś, kto naprawdę wierzył, że gdzieś istnieje ktoś, kto już to wszystko rozwiązał. Że wystarczy znaleźć właściwego nauczyciela, właściwą książkę, właściwą medycynę, i przestanie boleć to niewiedzenie, kim się jest, jak być/ jak żyć i tak dalej. Trochę żal mi tamtej wersji siebie, ale też jej trochę zazdroszczę – tej gotowości, żeby oddać komuś głos, bo samemu było się jeszcze za bardzo zagubionym, żeby go zabrać.

W gestalcie introjekcją nazywamy – połykanie czyjegoś poglądu w całości, bez żucia, bo przeżuwanie boli albo się go jeszcze nie umie. Dziecko musi uwierzyć rodzicowi, żeby przeżyć. Dorosły często musi uwierzyć ekspertowi, żeby nie czuć się aż tak sam ze swoim niewiedzeniem. To bardzo ludzki mechanizm i nie ma w nim nic wstydliwego – problem zaczyna się dopiero wtedy, kiedy zostajemy w nim na zawsze, kiedy wygodniej jest komuś wierzyć, niż samemu poczuć, co się myśli, lub co się czuje.

Jung pisał (nie wierz mu, sprawdź), że przywilejem całego życia jest stać się tym, kim się naprawdę jest. Rzadziej się dodaje, jak samotna bywa ta droga i jak często oznacza rozstanie – nie tylko z autorytetami, które nam szkodziły, ale i z tymi, które naprawdę nas kiedyś uratowały. To nie jest jakieś wielkie, triumfalne i spektakularne wyzwolenie. Dla mnie jest to raczej taki zwykły egzystencjonalny smutek zwykłego człowieka, który musi podziękować temu, co było dobre, zostawić to co nie sprzyjające lub uszkadzające i pójść dalej.

Siddhartha u Hessego odchodzi od Buddy, choć uważa go za najdoskonalszego z ludzi, jakich spotkał. Odchodzi z miłości, nie z buntu – bo wie, że własnego oświecenia nie da się pożyczyć nawet od kogoś, kogo się naprawdę kocha i podziwia.

Mam donośny głos, czasem gdy nie jestem tego świadomy w grupie, mój głos może przyćmić inne mniej donośne głosy, zabrać im ich siłę. Mogą być też silniejsze głosy, mądrzejsze głosy, AI-owe głosy i jeśli nie mam rozpoznanego swojego własnego głosu - bardzo łatwo mi przyjąć głos innej osoby.

W aktualnych czasach pełnych półprawd, fejkowych newsów i polaryzacji — umiejętność weryfikacji źródeł, wychodzenia poza swoją bańkę i szukania odpowiedzi niepodanej na tacy przez influencerów, tv, social mediowych guru czy innych postaci to umiejętność, której, moim zdaniem, potrzebuje każdy z nas. Ale nie wierz mi tu na słowo, sprawdź sam. Big Lebowski powiedziałby tu pewnie “Dude, it's just Your opinion).

Na początku jakiejkolwiek drogi, gdy nie mamy zbyt dużo doświadczenia, dobrze jest uczyć się od innych (później zresztą też). Dowiedzieć się, poczuć, usłyszeć coś nowego. I zatrzymać gdzieś ten kawałek w sobie, ale przeżuć. Przełknąć lub wypluć.

Luke Skywalker wbrew sugestiom Yody i Obi - Wana, decyduje się nie zabijać Vadera. Ostatecznie okazuje się to całkiem dobrym pomysłem. Barbie ucieka od korporacji Mattel (faceci w garniturach, którzy "wiedzą lepiej" jak ma wyglądać jej życie), a potem od samego Barbielandu jako ideologii idealnej doskonałości. Kończy jako niedoskonały człowiek, podatny na te wszystkie bóle, lęki i problemy typowe dla każdego z nas. W ostatniej scenie filmu jest na parę minut przed porodem. Doświadczeniem pełnym ambiwalencji, zarówno wielkiego bólu, jak i wielkiej radości. Potencjalnie.

Piszę "potencjalnie" - bo nie jestem tu ekspertem od porodów i nie ma żadnego wzorca przeżyć w tej sytuacji. I nawet w takim małym niuansie - mogę pokazać, że jestem tym, który wie, jak na poziomie emocji - kobieta ma przeżywać poród, no bo przecież ma być ambiwalencja.

Przynajmniej dla mnie - każda z tych postaci czy to Siddharta u Hessego, Luke Skywalker, czy owa Barbie to w jakimś aspekcie odbicie mitu o Prometeuszu, który zostawia hierarchię i odwieczny porządek rzeczy, dając ogień ludziom. Idzie za sobą i a tym co ważne i jest gotowy przyjąć za to odpowiedzialność.

Dlatego chyba najbardziej ufam tym ludziom – terapeutom, nauczycielom, szamanom, pisarzom – którzy nie proszą o wiarę, tylko o uwagę. Którzy mówią „sprawdź to sam, ja mogę się mylić” zamiast „zaufaj mi, ja wiem lepiej”, lub “takimi rzeczy są”. Wierzę, też nauce i faktom. Grawitacja jest faktem, niezależnie od czyiś opinii.

W procesie superwizji, czy psychoterapii, najbardziej zależy mi aby osoba, z którą pracowała znajdowała swój własny głos, nie stając się moim, ani żadnym innym - dyktafonem lub papugą.

Kończę ten post. Wciąż mam w sobie taki delikatny rodzaj tęsknoty, aby ktoś w końcu przyszedł i powiedział, jak jest/jak ma być i wogóle, i najlepiej to, żeby miał wszystkie odpowiedzi. Szczęśliwie - ta część żyje teraz zgodnie z tą częścią, która nie potrzebuje tych odpowiedzi i ma się całkiem dobrze ze sobą i światem - nie mając recepty na wszystko.

Dobrego dnia,

ZDJĘCIE: Reddit, Artysta Nieznany, inspiracje: Winstonem Reid

"To, co zmienia się w skutecznej terapii, to zdolność człowieka do przystosowywania się do zmiany.”W oddali pada, tu gdz...
19/07/2026

"To, co zmienia się w skutecznej terapii, to zdolność człowieka do przystosowywania się do zmiany.”

W oddali pada, tu gdzie jestem nie pada, ale mój umysł już podąża do potencjalności padania. Gdy bada, nie jest już tak fajnie. Nie tak miało być. Nie taką pogodę chciałem. I w tej delcie pomiędzy tym co jest, a tym co chciałem - pojawia się napięcie. Spokój znika. I czasem problem polega na tym, czym nazywamy ten stan. To nie jest jakaś mityczna "nibylandia" i spoczywanie na chmurce.

Spokój nie oznacza usunięcia zakłóceń, lecz zmianę sposobu, w jaki na nie patrzymy. Jeśli Twoja definicja spokoju zawiera ten błąd strukturalny, nigdy go nie osiągniesz pomimo setek godz terapii i pracy nad sobą.

Cytat z poczatku: wywiad i esej Marka Epsteina „What Changes in Psychotherapy?”. Link poniżej.

KONTAKT ZE SOBĄ  NIE JEST WYNALAZKIEM PSYCHOTERAPII.Ludzie przez tysiące lat znajdowali na to swoje sposoby — i robili t...
10/06/2026

KONTAKT ZE SOBĄ NIE JEST WYNALAZKIEM PSYCHOTERAPII.

Ludzie przez tysiące lat znajdowali na to swoje sposoby — i robili to bez gabinetów, diagnoz czy nurtu terapeutycznego. Pielgrzymki, które trwały tygodniami i których sens był po części właśnie w tym, że trwały.

Rytuały przejścia, które zmuszały do zatrzymania się w progu. Praktyki medytacyjne przekazywane przez pokolenia. Spowiedź — niekoniecznie jako akt religijny, ale jako zaproszenie do nazwania tego, co się nosi w środku. Rozmowy z kimś starszym, z kimś, kto widział więcej. Dzienniki. Posty. Milczenie. Vision Questy.

To były — i wciąż są — autentyczne formy pracy ze sobą.

Psychoterapia wnosi do tego konkretne rzeczy: ramy etyczne, rozumienie mechanizmów, bezpieczeństwo relacji terapeutycznej, oraz dziesiątki odkryć z obszaru neuropsychologii, psychotraumatologii, mogącymi być pomocnymi w pracy z ludzkim cierpieniem. To jest jej wartość i nie ma sensu jej umniejszać. Ale sama zasada — że warto się zatrzymać, wsłuchać, pobyć z tym, co trudne — jest starsza niż jakikolwiek podręcznik jakiegokolwiek nurtu terapeutycznego...

Myśl, że ten rodzaj wewnętrznego kontaktu jest dostępny wyłącznie w gabinecie psychoterapeutycznym, jest nie tylko nieprecyzyjna, ale też trochę zubaża nasze rozumienie tego, czym jest praca nad sobą. Jest to akt swoistej deifikacji terapii, gdzie psychoterapeuta staje się swego rodzaju kapłanem psychoterapii, a jedynym narzędziem zmiany (ale de facto zbawienia) jest psychoterapia.

To, co mnie interesuje w procesie psychoterapii i superwizji, to nie tylko praca na symptomie/objawie czy danym problemie, ale również to, jak dana osoba tworzy przestrzeń na spotkanie z samym sobą. Jak tworzy warunki do tego kontaktu, lub wprost przeciwnie - co robi, aby go uniknąć. I oczywiście - nic nie zastąpi spotkania z drugą osobą, zmiana wykuwa i powoli pojawia się w relacji z “tym drugim”, ale umiejętność lub gotowość do spotkania się ze sobą zaczyna być coraz bardziej zapomnianą sztuką.

Czasem w gabinecie zadaję pytanie moim klientom - co w twoim codziennym życiu tworzy przestrzeń na kontakt z sobą? Spacer bez telefonu? Rozmowa, w której naprawdę jesteś? Regularna praktyka czegokolwiek? Na pewnym poziomie forma jest ciut mniej ważna, jeśli tylko pomaga nam się to spotkać w zdrowy sposób ze światem swoich myśli, emocji, czy wrażeń w ciele.

Oczywiście samo spotkanie ze sobą nie skutkuje automatycznie przepracowaniem danego obszaru i nie jest i nie powinno być zamiennikiem psychoterapii, ale w moim doświadczeniu i przeżywaniu powinno być częścią naszej małej apteczki pierwszej pomocy psychologicznej. Czego, rzecz jasna, życzę Tobie i sobie.

Więcej świadomych wglądowych zatrzymań!

Czytałem ostatnio artykuł o japońskiej firmie Kaikado, która od 1875 roku robi puszki na herbatę. Jeden z rzemieślników ...
06/04/2026

Czytałem ostatnio artykuł o japońskiej firmie Kaikado, która od 1875 roku robi puszki na herbatę. Jeden z rzemieślników powiedział coś, z czym mogę zgodzić się całym sobą: dla niego praca z metalem to dla niego forma medytacji. Kiedy jego ręce były w ruchu, a uwaga w pełni pochłonięta — umysł się uspokajał. Powtarzalność go nie nudziła. Każdego dnia wracał do tych samych gestów i każdego dnia zauważał coś nieco innego.

Akt tworzenia — powoli, uważnie, powtarzalnie — był praktyką. To nie spokój prowadził do mistrzostwa. To mistrzostwo produkowało spokój.

W podejściu MBCT (Mindfulness Based Cognitive Therapy) patrzymy na aktywności jako karmiące lub drenującę (czasem też neutralne). Potem dzielimy je na takie, które dają nam poczucie sensu (purpose), lub mistrzostwa (mastery). Mistrzostwo nie zawsze będzie karmiące, ale finalnie może być całkiem blisko spokoju, jeśli pozwolimy sobie na coraz bardziej zapomnianą sztukę - zaangażowanie.

Czasem w gabinecie słyszę: "jestem za bardzo rozbiegany, aby medytować." Tymczasem medytacja nie zawsze musi wyglądać jak siedzenie na poduszce. Czasem wygląda jak zeskrobanie starej farby z drewna. Albo jak zagniatanie ciasta. Albo jak sadzenie czegoś w ziemi.

Nie musisz zwalniać całego życia. Potrzebujesz tylko jednej dziedziny, w której prędkość nie jest główną miarą sukcesu — jednego miejsca, gdzie pozwalasz sobie pracować z uwagą.

Właśnie odnawiam stare krzesła. Robię to po pracy lub między sesjami. Zmieniłem ich obicia, a teraz usuwam czarną farbę i wracam do jasnego drewna.

Krzesło stanie się czymś nowym, ale stare nie zniknie tak do końca. Spod czarnej farby wyjdzie to co naturalne i było tam zawsze zanim zostało pokryte sztucznym lakierem.

Nierzadko tak właśnie czasem wygląda praca nad sobą i psychoterapia - zdejmowanie starych pokładów farby, usuwanie tego co już niepotrzebne i tego co “nie-wybrane” przez daną osobę.

Pisząc tego posta, wróciłem do tego artykułu raz jeszcze i pomyślałem sobie o tym co może on wnieść do procesu superwizyjnego, czy to superwizora czy superwizanta.

Czasem jakość (cokolwiek miałoby znaczyć to słowo w tym obszarze) nie przychodzi z ilości klientów, ale z zaangażowania. Nie jest efektem opanowywania coraz to nowych technik, ale raczej doskonalenia w tym co jest znane i dostępne. To było dla superwizanta i dla superwizora.

Dobrze też patrzeć czy nie nakładam swojego koloru farby, który przez moją wiedzę i doświadczenie, będzie tak mocny, że przykryje “naturalny kolor superwizanta”.

🔗 Link do artykułu w komentarzu.

Bardzo dobre zestawienie badań naukowych dotyczących psychoterapii Gestalt. Link do opracowania poniżej postu.
01/04/2026

Bardzo dobre zestawienie badań naukowych dotyczących psychoterapii Gestalt. Link do opracowania poniżej postu.

GESTALT - BADANIA NAUKOWE

📣 Z przyjemnością informujemy, że na zlecenie Zarządu PTPG mgr Magdalena Grabowska przygotowała niezwykle wartościowy przegląd badań naukowych w obszarze psychoterapii Gestalt‼️

💡 Idea przyświecająca stworzeniu tego opracowania, wraz z załącznikiem w postaci tabeli zawierającej szczegółową analizę poszczególnych badań (abstrakt, opis próby, analiza statystyczna, główny wniosek, spojrzenie krytyczne, typ artykułu), miała kilka źródeł.
👩‍💼 Pierwszym było zaangażowanie się Zarządu PTPG w prace Grupy Roboczej ds. ustawy o zawodzie psychoterapeuty oraz wyłaniająca się w tym kontekście potrzeba wykazania naukowych podstaw psychoterapii Gestalt.
👨‍💼 Drugie było związane z informacjami, które uzyskiwaliśmy z szerszych kręgów międzynarodowej społeczności skupionej wokół EAGT, mówiącej o problemach poszczególnych środowisk Gestalt w różnych krajach, w związku ze zmianami legislacyjnymi podobnymi do tych zachodzących w Polsce.
🧑‍💼 Trzecim była nasza wewnętrzna ocena dotycząca braku informacji o badaniach w psychoterapii Gestalt w rodzimym środowisku Gestalt.

📑📯 Główną intencją niniejszego przeglądu jest z informowanie członkiń i członków PTPG, osób z szeroko pojętego środowiska Gestalt w Polsce, a także całego środowiska psychoterapeutycznego i psychologicznego w naszym kraju o tym, że są i były prowadzone badania dotyczące psychoterapii Gestalt we wszystkich metodologiach – przeglądy literatury, badania typu studium przypadku i studia wieloprzypadkowe, badania jakościowe, badania ilościowe, badania quasi- lub pseudo- eksperymentalne.

📚📖 Intencją dalszą jest chęć obalenia mitu funkcjonującego zarówno w naszym środowisku, jak i szerzej, w środowisku psychoterapeutycznym w Polsce, według którego psychoterapia Gestalt jest pozbawiona podstaw naukowych, a w szczególności badań.
🍀 Zależy nam także na tchnięciu impulsu w kierunku tworzenia kultury badawczej w środowisku Gestalt, a w dalszej kolejności rodzimych badań w psychoterapii.

➡️ Link do owoców tej pracy znajdziecie w komentarzu ➡️

Fot. Hermann, Pixabay

ROBOTY I PSYCHOTERAPIA GESTALTMówiąc lub pisząc o psychoterapii Gestalt lubię odwoływać się do popkultury jako swego rod...
06/03/2026

ROBOTY I PSYCHOTERAPIA GESTALT

Mówiąc lub pisząc o psychoterapii Gestalt lubię odwoływać się do popkultury jako swego rodzaju płótna gdzie można przełożyć koncepcje i teorie z obszaru psychoterapii/ filozofii na język bliski zwykłemu człowiekowi.

Czasem mam wrażenie gdy czytam pewne fragmenty współczesnej literatury gestalt, to tak jakbym oglądał barokową świątynię pełną zdobień, złota i bombastyczności. Trochę tak jakby autorzy pisali tylko i wyłącznie dla innych gesztaltystów, zapominając, że być może jest jakaś część populacji zainteresowanych gesztaltem i niekoniecznie zainteresowana zostaniem psychoterapeutą.

James Hillman, Stephen Batchelor, czy Slavoj Zizek to postacie (każdy z zupełnie z innej parafii), które bardzo cenię za ich erudycję. Każdy z nich potrafi bawić się słowem, sięgać do wielu obszarów spoza ich ekspertyzy - jednocześnie być bardzo przy czytelniku, objaśniając trudne koncepcje w przystępny sposób, nie broniąc się przed dowcipem, humorem czy fantazją. Czasami brakuje mi tego przy niektórych zakamarkach literatury odnośnie psychoterapii Gestalt. Nie wiem czy tak potrafię, ale na pewno będę próbował.

Od dłuższego czasu miałem zaparkowanych parę szkiców i idei, ale teraz dopiero zacznie pojawiać mi się więcej czasu na ich eksplorację i pisanie. Czy też może nie tyle zacznie “pojawiać się czas” - ale raczej mam gotowość poświęcić go na to co chciałem robić.

I zacznę od piosenki. “Ręce pełne robota” - zespołu Beneficjenci Splendoru. Nie pamietam jak i kiedy trafiłem na tą piosenkę, ale czasami jej tekst wydaje mi się niesłychanie adekwatny w kontekście tego co wielokrotnie słyszałem na treningach mindfulness i sesjach psychoterapii. Podczas ostatniego warsztatu, który prowadziłem zacytowałem parę fragmentów z tej piosenki i jakoś pomyślałem sobie - czemu by od niej nie zacząć.

Polecam najpierw posłuchać piosenkę (link poniżej), a później przeczytać tekst, ale zrobisz jak uważasz.

𝑊𝑝𝑟𝑜𝑤𝑎𝑑𝑧𝑒𝑛𝑖𝑒

Głównym bohaterem piosenki lub też podmiotem literackim (znamy to wszyscy z lekcji polskiego) jest robot lub postać funkcjonująca jak maszyna. Jej głównym zadaniem jest wykonywanie poleceń. Robi to bez refleksji i bez kontaktu ze sobą.

Z perspektywy psychoterapii Gestalt taki obraz można rozumieć jako metaforę zakłócenia cyklu kontaktu oraz dominacji mechanizmów unikania kontaktu. W literaturze Gestalt podkreśla się, że zdrowe funkcjonowanie polega na zdolności do świadomego doświadczania siebie w relacji z otoczeniem (Perls, Hefferline & Goodman, 1951; Yontef & Jacobs, 2011). Gdy kontakt zostaje zakłócony, człowiek zaczyna funkcjonować poprzez automatyczne wzorce adaptacyjne zamiast poprzez żywą świadomość doświadczenia.

𝑍𝑎𝑘ł𝑜́𝑐𝑒𝑛𝑖𝑒 𝑐𝑦𝑘𝑙𝑢 𝑘𝑜𝑛𝑡𝑎𝑘𝑡𝑢

W klasycznym modelu Gestalt doświadczenie organizuje się w cyklu kontaktu: pojawienie się potrzeby → uświadomienie → mobilizacja energii → działanie → pełny kontakt → wycofanie (Perls, Hefferline & Goodman, 1951; Clarkson, 1999).

W tekście piosenki cykl ten wydaje się być zatrzymany w fazie automatycznego i mechanicznego działania. Podmiot/ robot nie opisuje pojawiania się potrzeb ani ich świadomego rozpoznawania. Nie ma świadomości potrzeby, nie ma więc też opcji podążenia za nią. Zamiast tego nasz robot funkcjonuje w trybie permanentnej aktywności:

„Nie myślę, nie czuję tylko dane analizuję”.

Być może wskazuje to na przerwanie procesu świadomości (awareness), który w terapii Gestalt jest podstawowym warunkiem zdrowego funkcjonowania (Yontef & Jacobs, 2011). Działanie zostaje oddzielone od doświadczenia, przez co aktywność staje się automatyczna i pozbawiona sensu egzystencjalnego. To samo żmudne powtarzanie tych samych komend, zachowań kroków tworzy całe życie naszego robota.

Jest idealnym przedstawicielem społeczenstwa o którym pisał Han. Społeczeństwa, w ktorym zanika zdolność do kontemplacji, refleksji i bezczynności, a praca i produktywność wypełniają całą przestrzeń egzystencji.

Podmiot liryczny - nasz robot nie posiada już własnych myśli ani emocji, funkcjonuje jedynie jako narzędzie optymalizacji procesów. Na pewnym poziomie jest to kwintesencja neoliberalnej narracji sukcesu, gdzie odpoczynek i refleksja stają się zbędnym luksusem.

𝐷𝑒𝑠𝑒𝑛𝑠𝑦𝑡𝑦𝑧𝑎𝑐𝑗𝑎 – 𝑜𝑑𝑐𝑖𝑒̨𝑐𝑖𝑒 𝑜𝑑 𝑑𝑜𝑠́𝑤𝑖𝑎𝑑𝑐𝑧𝑒𝑛𝑖𝑎

Jednym z mechanizmów zakłócających kontakt jest desensytyzacja, czyli stępienie wrażliwości na własne doznania cielesne i emocjonalne (Polster & Polster, 1973). W tekście piosenki pojawia się ona bardzo wyraźnie:

„Nie myślę, nie czuję…”.

Taki stan można rozumieć jako utratę zdolności do rejestrowania sygnałów organizmu. Funkcja ID u naszego robota nie działa w zdrowy sposób. W ujęciu Gestalt ciało jest podstawowym źródłem informacji o potrzebach. Gdy sygnały te zostają stłumione, jednostka traci orientację w tym, czego naprawdę potrzebuje. Nie wiemy czego nie czuje nasz robot. On sam też tego nie wie i nie może nam tego wyśpiewać. Nie czując - nie doświadcza smutku, że traci życie, nie rejestruje gniewu - gdy ktoś np szef go przekracza. Może nie czuje też głodu siedząc przez 6 godzin na jednej drożdzowce i 3 kawach.

𝐷𝑒𝑓𝑙𝑒𝑘𝑠𝑗𝑎 – 𝑢𝑐𝑖𝑒𝑐𝑧𝑘𝑎 𝑤 𝑑𝑧𝑖𝑎ł𝑎𝑛𝑖𝑒

Defleksja polega na odwracaniu uwagi od bezpośredniego doświadczenia poprzez rozproszenie lub nadmierną aktywność (Clarkson, 1999). W piosence przybiera ona formę kompulsywnej pracy:

„zapier....lam w sobotę”.

Działanie staje się sposobem uniknięcia kontaktu z własnym przeżywaniem. W literaturze Gestalt opisuje się często, że nadaktywność może pełnić funkcję obronną – pozwala nie doświadczać pustki, zmęczenia lub frustracji. Możemy tylko projektować i teoretyzować dlaczego nasz robot ucieka w działanie.

Być może robi to by czegoś nie czuć, być może nie potrafi inaczej, może nauczył się że tak trzeba. A może też tak zwyczajnie po ludzku - ma trójkę dzieci, dwa kredyty i alimenty na dziecko z pierwszego małżeństwa, oraz prowadzi prywatną działalność gospodarczą.

Jeśli ma tak rzeczywiście - to jest to fragment czegoś co w psychoterapii gestalt nazywamy polem. Pole zawsze wspiera, ale nie zawsze reguluje. Tak więc konieczność zamknięcia budżetu domowego wspiera naszego robota w przekraczaniu. Być może w zupełnie innych warunkach nasz robot byłby okazem zdrowia.

𝐼𝑛𝑡𝑟𝑜𝑗𝑒𝑘𝑐𝑗𝑎 – 𝑖𝑛𝑡𝑒𝑟𝑛𝑎𝑙𝑖𝑧𝑎𝑐𝑗𝑎 𝑝𝑜𝑙𝑒𝑐𝑒𝑛́

Introjekcja polega na bezrefleksyjnym przyjmowaniu norm i poleceń z zewnątrz (Perls, 1969). Każdy proces uczenia to introjektowanie, w dobrym i zdrowym procesie uczenia jednostka zachowuje autonomię. Nie staję się dyktafonem swojego mistrza, szefa czy nauczyciela. Ale nie dotyczy to naszego robota. Wraz z czuciem zniknęła u niego również potrzeba autonomii.

„znam tyle komend ile trzeba”
„Ty mówisz ja działam ile fabryka dała”.

W ujęciu Gestalt oznacza to, że granica między „ja” a „otoczeniem” została osłabiona. Jednostka nie sprawdza już, czy dane polecenie jest zgodne z jej potrzebami – realizuje je automatycznie.

𝑅𝑒𝑡𝑟𝑜𝑓𝑙𝑒𝑘𝑠𝑗𝑎 – 𝑧𝑤𝑟𝑜́𝑐𝑒𝑛𝑖𝑒 𝑒𝑛𝑒𝑟𝑔𝑖𝑖 𝑝𝑟𝑧𝑒𝑐𝑖𝑤𝑘𝑜 𝑠𝑜𝑏𝑖𝑒

Retrofleksja pojawia się wtedy, gdy energia przeznaczona na działanie w świecie zostaje skierowana do wewnątrz (Perls, Hefferline & Goodman, 1951). W tekście można ją dostrzec w brutalnym języku odnoszącym się do własnej pracy oraz w obrazie eksploatacji siebie:

„za niewielką kwotę można mnie kupić”.

Podmiot nie kieruje złości ani sprzeciwu wobec systemu czy innych ludzi. Zamiast tego traktuje siebie jak narzędzie, które można używać do wyczerpania. To jest fragment, który jeszcze bardziej pokazuje naszego robota/ podmiot jako obiekt. W przypadku naszego robota nawet jedna iskierka gniewu byłaby dobra i mogłaby prowadzić do zdrowienia. Gniew mógłby mówić - nie mam zgody, nie chcę, no pasaran i powoli z tej iskierki gniewu, mógłby pojawić się ogień zmiany. Ale to nie ta piosenka i i nie ten robot. Z naszym bohaterm robi się powoli coraz gorzej.

𝐹𝑟𝑎𝑔𝑚𝑒𝑛𝑡𝑎𝑐𝑗𝑎 𝑠𝑒𝑙𝑓

Gestalt podkreśla znaczenie integracji doświadczenia oraz poczucia całości self (Polster & Polster, 1973). W piosence pojawia się natomiast obraz rozpadania się poczucia jedności:

„moje ręce, moją głowę, korpus…”.

Opis ciała w formie oddzielnych elementów przypomina język techniczny. Nie ma tu czułości i troski o zmęczone robotyczne ciało. Z perspektywy Gestalt można to rozumieć jako utratę doświadczania siebie jako spójnej całości. Zamiast „jestem”, pojawia się „mam części”. Robot jest złożony z elementów, które można wymienić. Nie ma tu ciągłości czucia siebie i swojej integralności - nasz robot trwa, wykonując wciąż te same ruchy i nawet świadomość - "nie długo będę złomem" - nie jest wyatrczająca do zmiany kierunku.

𝑆́𝑤𝑖𝑎𝑑𝑜𝑚𝑜𝑠́𝑐́ 𝑝𝑟𝑎𝑔𝑛𝑖𝑒𝑛𝑖𝑎 𝑤𝑦𝑐𝑜f𝑎𝑛𝑖𝑎

Interesującym momentem w tekście jest pojawienie się impulsu wycofania:

„choć wielką mam ochotę od elektryki się odłączyć”.

W cyklu kontaktu - wycofanie jest naturalną fazą po zakończeniu działania (Perls, Hefferline & Goodman, 1951). W utworze potrzeba ta pojawia się jedynie jako przelotna fantazja. Imperatyw działania jest jednak tak silny, że potrzeba odpoczynku nie może zostać zrealizowana. To chyba jedyny zdrowy fragment, który wypowiada nasz robot. Niestety, potrzeba ta znika równie szybko jak się pojawiła. Być może wróci za jakiś czas, ale sam powrót tej myśli to jedno, a uruchomienie sprawczości to już coś zupełnie innego.

𝑈𝑡𝑟𝑎𝑡𝑎 𝑠𝑝𝑟𝑎𝑤𝑐𝑧𝑜𝑠́𝑐𝑖

Nasz roboto-podmiot wielokrotnie podkreśla brak woli:

„bez wyłącznika, bez woli”.

W terapii Gestalt utrata poczucia sprawczości często wynika z długotrwałej dominacji introjektów oraz adaptacji do wymagań otoczenia (Yontef & Jacobs, 2011). Jednostka zaczyna doświadczać siebie jako obiektu, a nie podmiotu działania. Dalej możemy tylko teoretyzować. Wraz z wycofaniem sprawczości na naszego robota powoli czeka dalsze opadanie w głąb tego co terapii MBCT nazywamy lejemy wyczerpania (exhaustion funell).

Z perspektywy psychoterapii Gestalt tekst piosenki można odczytać jako obraz poważnie zakłóconego kontaktu ze sobą. Dominują w nim mechanizmy desensytyzacji, defleksji, introjekcji i retrofleksji. Nasz robotyczny podmiot funkcjonuje w trybie automatycznego działania, pozbawionego świadomości własnych potrzeb i emocji.

W rezultacie doświadczanie siebie zostaje zredukowane do roli narzędzia wykonującego zadania. Pojawiające się sporadycznie pragnienie „odłączenia się” wskazuje jednak, że potrzeba regeneracji i odzyskania kontaktu z własnym doświadczeniem nie znikła całkowicie. Pozostaje ona w tle lub jest “zawieszona w chmurze” jako potencjalna możliwość przywrócenia bardziej zintegrowanego sposobu bycia.

Gdybym pracował z tym robotem w terapii indywidualnej, być może mając już świadomość jego historii zacząłbym rozmawiać z nim o tej chęci “odłączenia” jako swego rodzaju przepustki do czucia.. Może najpierw byłaby to mała szczelina, która powoli zaczęłaby rosnąć i uruchamiać czucie i powoli przetaczać i rozciągać na inne obszary. Ale to już temat na inną piosenkę i na inny post.

A póki co weekend. I trochę odwołując się do słów naszego robotycznego bohatera -
“nie bądź robotem, nie z…….alaj w sobotę”

Literatura (wybór):

✅ Clarkson, P. (1999). Gestalt Counselling in Action.
✅ Perls, F. (1969). Gestalt Therapy Verbatim.
✅ Perls, F., Hefferline, R., & Goodman, P. (1951). Gestalt Therapy: Excitement and Growth in the Human Personality.
✅ Polster, E., & Polster, M. (1973). Gestalt Therapy Integrated.
✅ Yontef, G., & Jacobs, L. (2011). Gestalt therapy.

Adres

Srodmiescie

Telefon

+48696666093

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Kuba Babij - psychoterapia, superwizja, natura, mindfulness umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do Kuba Babij - psychoterapia, superwizja, natura, mindfulness:

Skróty

Udostępnij