23/06/2026
Po moim wpisie w Dniu Matki, sporo osób napisało, że prosi o taki z okazji Dnia Ojca.
I cóż o tym ojcu?
Trudno coś pisać, bo mój był takim Piotrusiem Panem. Taki typ dziecka z dużymi elementami awanturniczymi. W sensie poszukiwacz przygód i człowiek całkowicie niedojrzały. Mocno nas emocjonalnie przeczołgał. Ale do zabawy był najlepszy. Zabierał nas pod namiot i nie trzeba było go nigdy prosić o kolejną przygodę.
Z ojcami jest w ogóle jakoś dziwnie. Przez całe lata wystarczyło, że ojciec był, zarabiał i od czasu do czasu robił coś spektakularnego. Jak zabrał dzieci na wycieczkę, naprawił samochód albo załatwił sprawę, której nikt inny nie umiał załatwić, to już miał wokół siebie aurę bohatera. Codzienność zostawała matce. Ojcu łatwiej było dostać zachwyt, bo on często pojawiał się wtedy, gdy coś się działo. Matka była od tego, żeby właśnie nie działo się nic, nic złego. Taka szara eminencja, ponosząca cały trud.
Pamiętam, jak naszą osobówką, niebywale wygodną Warszawą, przejechał podczas powodzi jako ostatni drogę totalnie już zalaną. To znaczy przejechaliśmy, bo z tyłu miał czwórkę swoich dzieci, obok żonę i pieska, który siedział i obserwował wszystko z oparcia przedniego siedzenia. Woda sięgała nam do połowy łydek, a rwący nurt rzeki porywał samochód i wszystko co napotykał w swój żywioł. Nikt już po nas nie dał rady tego powtórzyć. Naszego przerażenia nie zapomnę już nigdy.
Kiedyś też zatrzymał się na środku drogi i z korbą do uruchamiania samochodu, (takie coś kiedyś istniało), poszedł rozdzielać sześciu rosłych chłopów, którzy katowali siódmego. Sam też ułomkiem nie był, bo miał ponad 180 cm i ze 100 kg. Nie zajmował się takimi szczegółami jak te, że ma w samochodzie żonę i małe dzieci i być może właśnie naraża je na niebezpieczeństwo.
Niczego się nie bał i wszystko potrafił załatwić. Miał gest i olbrzymie poczucie humoru. Gdy opowiadał kawały, to ludzie przez długi czas nie mogli opanować śmiechu. Uwielbiał dobre jedzenie i to, ile potrafił zjeść, stawało się legendą. W pracy zakładali się o to, że zje jajecznicę z 20 jaj i zapije to pół litrem śmietany. Ci, którzy te zakłady robili, wygrywali pół litra wódki, a on miał świetny posiłek. Kiedyś założył się, że przejdzie pieszo z Suwałk do Augustowa. To jest 32 km. Wszyscy z jego pracy samochodami towarzyszyli mu w tej drodze. Przeszedł, a za wygrane pieniądze kupił mojej siostrze Grażynie piękne białe kozaczki, o jakich marzyła każda nastolatka w obrębie 500 km.
W tamtych czasach przemoc w szkołach była normą. Przemoc ze strony nauczycieli. W mojej podstawówce szczególnie wyróżniały się dwie nauczycielki, Czarnecka matematyczka i Oberek. Nie pamiętam, czego uczyła ta druga, ale biła dzieci i upodlała bez umiaru. Mnie i mojego rodzeństwa żadna z nich nigdy nie odważyła się dotknąć, gdyż mój ojciec podczas wywiadówki powiedział do nich, że jak ośmielą się podnieść rękę na któreś z jego dzieci, to będą miały z nim do czynienia. Żadna nie zaryzykowała. Nawet wtedy, gdy mój brat Sławek otwierał drzwi do klasy, w której akurat miałam matematykę i mówił: cześć Ala. Po czym zamykał je ze spokojem.
Piotruś Pan wygrywał w moim ojcu zawsze wtedy, gdy w grę wchodziły pieniądze. Nigdy nie potrafił ich przeliczać czy odkładać na czasy trudniejsze. Wydawał je natychmiast co do grosza, a wraz z mamą zarabiali całkiem nieźle. Skutek był taki, że często tych pieniędzy po prostu nie było. Pamiętam, jak za pierwsze swoje pobory kupił dla nas wielki kosz czekolad, wędzonego łososia, prawdziwy kawior i masę innych przysmaków. Wszystko wtedy było strasznie drogie i trudne do dostania. Resztę, która mu została, wydał na elektryczne szczoteczki do zębów dla całej rodziny. Przez kolejny miesiąc mama mocno się uwijała, żebyśmy nie chodzili głodni. Tę lekkość do pieniędzy mam z pewnością po nim. Przez 60 lat nie jestem w stanie ogarnąć tematu.
On też zadecydował, że całą rodzinę przeniesie z jednego końca Polski na drugi. Byle dalej od rodziny. Zostawiliśmy wszystkich bliskich, którzy byli naszym światem, i zamieszkaliśmy na końcu świata, zupełnie sami. Miałam wówczas 2-3 lata i do tej pory nie potrafię odnaleźć swojego miejsca, które pozwoliłoby mi się ukorzenić. To też jest ojcostwo, o którym rzadziej się mówi. Decyzja podjęta z rozmachem przez jednego człowieka, a potem całe życie innych ludzi, którzy próbują się w tej decyzji jakoś urządzić.
Wszyscy zazdrościli mi takiego ojca. Wszyscy. Był dowcipny, hojny i podobno nowoczesny. Pozwalał nam na dużo. Ja widziałam drugą stronę, bo nie wiem, czy pamiętacie, wszystko ma dwie strony.
Widziałam człowieka, który lubił wypić. Pamiętam jego ciche dni, podczas których chodziliśmy przestraszeni, gdyż nie wiedzieliśmy, dlaczego się do nas nie odzywa. Teraz już wiem, że nazywa się to cichymi dniami i jest zaliczane do przemocy emocjonalnej. Pamiętam, jak bił pasem moich braci, a „prokurator”, czyli właśnie ten pas, leżał zawsze pod ręką na wypadek, gdyby trzeba było przywołać nas do porządku.
Pamiętam, że w domu nie robił kompletnie nic. Nic. To jest teraz chyba niewyobrażalne. Czasami, gdy mu się coś poprzestawiało, szedł po swoich imieninach i pomagał w zmywaniu. Za każdym razem słyszałam, jak mówi do mamy, jakiego ma dobrego męża. Inni się awanturują, biją, a on pomaga.
Myślę, że każdy z Was ma lub zna wiele takich historii. Ojców, których wszyscy lubili poza domem, bo byli zabawni i mieli gest. Ojców, którzy w towarzystwie błyszczeli, a w domu potrafili milczeniem ustawić cały dzień. Ojców, którzy umieli obronić dziecko przed obcym człowiekiem, ale nie zawsze umieli zobaczyć, co sami robią swoim dzieciom. I to jest właśnie ten kłopot z pamięcią. Ona nie chce się ładnie ułożyć po jednej stronie.
Do tego wszystkiego zadziwiającym był fakt, że to on podejmował najważniejsze decyzje. Te o samochodzie albo o tym, gdzie będzie mieszkała cała rodzina. Mamie zostawiał decyzje dotyczące dzieci. No, ale tak właśnie działa patriarchat. Tak właśnie ustawili się mężczyźni. Scedowali na kobiety wszystkie obowiązki, sobie zostawiając przyjemności i władzę.
Cóż chciałabym życzyć ojcom w dniu ich święta?
Żebyście chodzili na terapię. I żebyście zobaczyli, w jakim uwikłaniu jesteście. Bo to, że teraz zaczynacie być inni, więcej angażować się w domu i mówić o partnerstwie, nie jest wyłącznie waszą zasługą. To jest zasługa kobiet, które zaczęły bardziej walczyć o siebie. To one powiedziały stop. To one powiedziały: chcesz zjeść, to sobie ugotuj. Chcesz mieć czyste gacie, to je sobie upierz.
No to tyle w tym temacie. W temacie Dnia Ojca.
Z chęcią przeczytam wasze odczucia, w tej sprawie.
Na zdjęciach moja mama i tata, na początku swojej drogi bycia małżeństwem, rodzicem.
☕ Jeżeli lubisz moje pisanie i chcesz symbolicznie wesprzeć mnie w tym, możesz postawić mi kawę. Będzie mi bardzo miło, bo każda taka kawa jest dla mnie nie tylko kawą, ale też małym znakiem: pisz dalej.
☕ Link zostawiam w komentarzu.