Centrum Psychoterapii

Centrum Psychoterapii Zapraszamy do gabinetu psychoterapii w centrum Poznania.

Centrum Psychoterapii jest działającym na terenie Poznania ośrodkiem specjalizującym się w:

*psychoterapii indywidualnej i grupowej
*psychoterapii par i rodzin
*diagnozie psychologicznej
*warsztatach i treningach psychologicznych

więcej informacji na stronie www.centrum-psychoterapii.pl

Z każdego źródła mozna cos zaczerpnąć..
22/10/2025

Z każdego źródła mozna cos zaczerpnąć..

Czy Mama Muminka była samotna?
Czy w książce Tama Muminka i morze nie są opisane jej depresyjne stany?
Mama Muminka mimo, że nie była samotna w sensie fizycznym — była z rodziną, ale w książce Tata Muminka i morze jest opisana jako bardzo samotna,
Jej samotność była związana z:
- brakiem kontaktu z mężem, który był pochłonięty własnymi problemami,
zmianą otoczenia
— przeprowadzka na wyspę sprawiła, że nie mogła wykonywać codziennych, znaczących dla niej czynności (np. sadzenie kwiatów),
- poczuciem niewidzialności — jej potrzeby i emocje były ignorowane, a ona sama czuła się zbędna.
W odpowiedzi na frustrację i nudę, zaczęła rąbać drewno z taką intensywnością, że zbudowała wokół siebie ścianę z bali — co być może jest metaforę izolacji emocjonalnej?, poczucia bycia oddzieloną od innych, "za szybą"?.
W powieści Mama Muminka zaczyna czuć się lepiej, gdy jej dni nabierają sensu. Zaczyna malować na ścianach latarni morskiej wszystko to, za czym tęskni z Doliny Muminków. Twórczość pomaga jej uświadomić sobie, czego tak naprawdę jej brakuje. Zaczyna rozpoznawać swoje negatywne emocje i mówi, że chce wrócić z tej przeklętej wyspy do domu.
Uznaje, że nie zawsze musi być tą, która dba o szczęście wszystkich wokół - czy to nie jest często moment ważny w terapii depresji u kobiet?.
Po zmierzeniu się z wystarczającą ilością trudnych doświadczeń, relacja Mamy Muminka z wyspą zaczyna się stopniowo zmieniać. Planuje pomalować całą wyspę, a proces twórczy pomaga jej z czasem skierować się ku przyszłości i ku światu, który może być dzielony z całą rodziną.
Co ciekawe, Tove Jansson pisała tę książkę, analizując swoją relację z własną matką, Signe Hammarsten-Jansson, która w podeszłym wieku również doświadczała samotności, pogarszającego się zdrowia i poczucia bycia „ciężarem”

Za: What do the Moomins teach us about loneliness? – Part 2, Sanna Tirkkonen Academy Research Fellow, Practical Philosophy, University of Helsinki,

17/10/2025

Kolejnym przejawem ustabilizowanej relacji z obiektem jest wejście w pozycję depresyjną i przewaga lęków depresyjnych nad prześladowczymi. Pacjent potrafi badać udział swój i innych w rzeczywistości, uznając ograniczenia, błędy i słabości, w większym stopniu rozumiejąc, że nikt nie jest idealny. Poczucie winy staje się częścią przeżyć bez konieczności projekcji na otoczenie, a jednocześnie nie osiąga wymiaru morderczego. Nie wiąże się też z samokaraniem, autoagresją czy tkwiącym w życiowym impasie. Zmniejsza się tendencja do nieustannej obrony przed obiektem. Pacjent zaczyna być odpowiedzialny za relację i troszczyć się o nią. Podejrzliwość wobec obiektu przestaje dominować. W związku z tym nie dochodzi już do jego idealizacji, w ramach której obiekt był postrzegany jako absolutnie dobry i pozbawiony zepsutych aspektów, ani natychmiastowej deprecjacji na skutek poczucia niepewności. Jednostka jest w związku z tym skłonna dawać coś dobrego, bez poczucia, że ogołaca się z cennych właściwości. Jednocześnie może przyjmować troskę czy pomoc od innych z ufnością, że dawanie sprawia im przyjemność, a ona sama nie jest z powodu tej zależności mniej wartościowa i zobligowana do szybkiego wyrównania rachunków. W przeżyciu pacjenta terapeuta nabywa prawo do niezależności, ponieważ miłość zaczyna dominować nad kontrolą. Pod koniec procesu terapii obiekt jest przeżywany jako odrębny byt, którego nie trzeba stale sprawdzać i trzymać na uwięzi, a aspekty miłosne są wyrażane z większą nadzieją, że zależność jest czymś potrzebnym do rozwoju i nie musi być przerażająca i związana z wykorzystaniem (Klein, 2021).

📖 Redakcja naukowa: J. Gierus, T. Koweszko, "Psychoterapia psychodynamiczna. Teoria, praktyka, neuronauka, rozdział "Zakończenie psychoterapii""
📸 Unsplash/ Museum of New Zealand Te Papa Tongarewa/ Paul W. Davis

Hi, hi
30/08/2025

Hi, hi

😉

😉
12/07/2025

😉

Humorystycznie;)
09/07/2025

Humorystycznie;)

Kiedyś urodzi mi się syn. I zrobię wszystko odwrotnie.
Od trzeciego roku życia będę mu powtarzać:
– Kochanie! Nie musisz być inżynierem. Nie musisz zostawać prawnikiem.
Nie ma znaczenia, kim zostaniesz, gdy dorośniesz.
Chcesz zostać patomorfologiem? Proszę bardzo!
Komentatorem sportowym? Dlaczego nie!
Klaunem w galerii handlowej? Świetny wybór!

A potem, gdy będzie miał trzydzieści lat, przyjdzie do mnie – ten spocony, łysiejący klaun z rozmazanym makijażem na twarzy – i powie:
– Mamo! Mam trzydzieści lat! Jestem klaunem w centrum handlowym! Czy o takim życiu marzyłaś dla mnie? Co ci przyszło do głowy, kiedy mówiłaś, że studia nie są obowiązkowe? Czego chciałaś, gdy pozwalałaś mi zamiast matematyki kopać piłkę z kolegami?!

A ja powiem:
– Skarbie, ja tylko szłam za tobą. Nie chciałam cię naciskać. Nie lubiłeś matematyki, lubiłeś bawić się z młodszymi dziećmi.
A on odpowie:
– Nie wiedziałem, dokąd to mnie zaprowadzi! Byłem dzieckiem, nie mogłem podejmować decyzji. A ty… ty zniszczyłaś mi życie!
– i zetrze szminkę brudnym rękawem.

Wtedy wstanę, spojrzę mu prosto w oczy i powiem:
– Wiesz co? Na świecie są dwa typy ludzi: jedni żyją, a drudzy całe życie szukają winnych.
I jeśli tego nie rozumiesz – to jesteś idiotą.

Powie „ach” – i zemdleje.
Na terapii spędzi jakieś pięć lat.

Albo inaczej. Kiedyś urodzi mi się syn. I zrobię wszystko odwrotnie.
Od trzeciego roku życia będę mu powtarzać:
– Nie bądź głupi, Władku. Myśl o przyszłości. Ucz się matematyki, jeśli nie chcesz całe życie siedzieć na infolinii.

A potem, gdy będzie miał trzydzieści lat, przyjdzie do mnie – ten spocony, łysiejący programista z głębokimi zmarszczkami na czole – i powie:
– Mamo! Mam trzydzieści lat. Pracuję w Google. Haruję po dwadzieścia godzin na dobę. Nie mam rodziny. Co ci przyszło do głowy, kiedy mówiłaś, że dobra praca uczyni mnie szczęśliwym? Czego chciałaś, zmuszając mnie do nauki matematyki?

A ja powiem:
– Synku, chciałam, żebyś miał wykształcenie! Żebyś miał wszystkie możliwości.
A on odpowie:
– A po co mi te wszystkie możliwości, jeśli jestem nieszczęśliwy, mamo? Przechodzę obok klaunów w galerii i zazdroszczę im. Oni są szczęśliwi. Mogłem być jednym z nich, ale ty… ty zniszczyłaś mi życie!
– i przetrze palcami nos pod okularami.

Wtedy wstanę, spojrzę mu w oczy i powiem:
– Wiesz co? Na świecie są dwa typy ludzi: jedni żyją, a drudzy całe życie marudzą.
I jeśli tego nie rozumiesz – to jesteś idiotą.

Powie „och” – i zemdleje.
Na terapii spędzi jakieś pięć lat.

Albo jeszcze inaczej. Kiedyś urodzi mi się syn. I zrobię wszystko odwrotnie.
Od trzeciego roku życia będę mu powtarzać:
– Nie jestem tu po to, by ci mówić, co masz robić. Jestem tu po to, by cię kochać. Idź do taty, kochanie. Jego zapytaj. Ja nie chcę być znów tą złą.

A potem, gdy będzie miał trzydzieści lat, przyjdzie do mnie – ten spocony, łysiejący reżyser z wieczną melancholią w oczach – i powie:
– Mamo! Mam trzydzieści lat i od trzydziestu lat próbuję zasłużyć na twoją uwagę. Poświęciłem ci dziesięć filmów i pięć spektakli. Napisałem o tobie książkę. Ale mam wrażenie, że to dla ciebie bez znaczenia. Dlaczego nigdy nie mówiłaś, co myślisz? Dlaczego zawsze odsyłałaś mnie do taty?

A ja powiem:
– Synku, ja po prostu cię kochałam. Nie chciałam podejmować decyzji za ciebie. A po porady był tata.
A on odpowie:
– A po co mi rady taty, skoro pytałem ciebie, mamo? Całe życie walczę o twoją uwagę. Jestem tobą owładnięty, mamo. Oddam wszystko, żeby choć raz, choć jeden jedyny raz usłyszeć, co o mnie myślisz. Tym milczeniem, tą obojętnością… ty… ty zniszczyłaś mi życie!
– i teatralnie zarzuci rękę na czoło.

Wtedy wstanę, spojrzę mu w oczy i powiem:
– Wiesz co? Na świecie są dwa typy ludzi: jedni żyją, a drudzy całe życie czekają.
I jeśli tego nie rozumiesz – to jesteś idiotą.

Powie „ach” – i zemdleje.
Na terapii spędzi jakieś pięć lat.

O mentalizacji:)
09/04/2025

O mentalizacji:)

Chyba każdy tak ma, tylko nie każdy o tym mówi 🤫

No to mówię ja, na wypadek gdybyście też mieli dziś pełną głowę🤯🥁🎺☁️🌪️

Przychodzą i odchodzą🌊.
Czasem całkiem głośno tupią🐾

Ale to tylko myśli, nie my🫧.

12/03/2025

Koncentracja na tym, żeby innym nie było przykro z powodu naszych poczynań, najczęściej prowadzi do tego, że naruszamy własne granice. Nic więc dziwnego, że kiedy wchodzimy w związek powielamy tę lekcję. Jedną z najczęstszych przyczyn dla których nie stawiamy granic partnerowi, nie jest niewiedza, gdzie one przebiegają, ale nasza niemożność wytrzymania frustracji oraz niezadowolenia drugiej strony. Zgadzamy się na rzeczy, z którymi nam nie po drodze, bo boimy się, że gdy postawimy granicę partner w najlepszym razie będzie niezadowolony, w najgorszym nas zostawi. Wiele związków latami funkcjonuje w układzie, gdzie jedna ze stron (lub czasem obie) nigdy nie stawia granic, tylko się podporządkowuje i zatraca siebie. To są pary, które często z nieskrywaną dumą mówią: „My się nie kłócimy”. Oczywiście nie ma nic przyjemnego w samym kłóceniu się. Jednocześnie jest psychologicznie niemożliwe, żeby w związku z drugą osobą nie doświadczać różnic i frustracji, a co za tym idzie, nie toczyć sporów. Brak kłótni może oczywiście również oznaczać, że stali się sobie tak obojętni, że już nawet na siebie nie reagują. Ale wówczas mówimy już o bardzo poważnym kryzysie w relacji. Związek, w którym brakuje jasno określonych granic, szybko staje się relacją pełną napięcia i obciążenia. Partnerzy, którzy nie mają odwagi lub umiejętności wyznaczania granic, często odczuwają frustrację, wynikającą z ciągłego dostosowywania się do potrzeb drugiej osoby. Taka sytuacja prowadzi do wypalenia emocjonalnego – człowiek zaczyna czuć, że daje z siebie zbyt wiele, nie otrzymując w zamian tego, czego potrzebuje. Osoba, która zawsze ustępuje w obawie przed konfliktem, może z czasem poczuć się wykorzystana i zaniedbana. Wyznaczanie granic jest więc nie tylko aktem ochrony siebie, ale także sposobem na budowanie zdrowej równowagi w związku.

Matylda Porębska, Granice w związku
Newsweek Psychologia,
fot Charlie Foster

Tak do refleksji..
15/03/2023

Tak do refleksji..

"Sygnałem zmęczenia jest niezdolność do przeżywania radości. Nagle znika przyjemność płynąca z pracy i z wysiłku, znika też przyjemność z odpoczywania.
Mówi się często, że w dorosłym życiu traktujemy siebie tak, jak byliśmy traktowani w dzieciństwie. Jeśli słyszeliśmy wtedy, że odpoczynek jest nagrodą i zależy od wykazania się, to jako ludzie dorośli prawdopodobnie potraktujemy siebie podobnie. To ma niewiele wspólnego z dbaniem o siebie i wsłuchiwaniem się w swoje potrzeby. Każdy z nas funkcjonuje zasadniczo w cyklu: wysiłek – mobilizacja – zmęczenie – odpoczynek – regeneracja i ponowny wysiłek. O zdrowym funkcjonowaniu świadczy uczucie przyjemności płynące z podejmowanego wysiłku przy jednoczesnej świadomości potrzeby odpoczynku. Jednak nie w nagrodę czy za osiągnięcie czegoś, ale dlatego że jest to naturalny sposób bycia. Nie da się tego schematu skrócić do nieustannego wysiłku i niejasnej perspektywy odpoczynku – kiedyś, w przyszłości i w dodatku tylko na chwilę, bo trzeba się będzie przecież spieszyć, by wykonać kolejne zadanie. Wówczas odpoczynek przybiera karykaturalną formę inwestycji, która ma podtrzymać naszą zdolność do wysiłku i wydajności."

Rafał Bornus
fot Serghei Savchiuc

Adres

Strzelecka 32/4
Stare Miasto
61-846

Telefon

+48608517164

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Centrum Psychoterapii umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do Centrum Psychoterapii:

Udostępnij

Kategoria