05/06/2026
Czy mieszkanki mniejszych miejscowości powinny mieć mniejsze poczucie bezpieczeństwa niż osoby żyjące w dużych aglomeracjach?
Trudno sprowadzić bezpieczeństwo kobiet i noworodków wyłącznie do arkuszy kalkulacyjnych. Całodobowa gotowość zespołu medycznego kosztuje, ale w sytuacjach nagłych to właśnie ona może decydować o ludzkim życiu. ‼️
Pomoc była wystarczająco blisko.
Do oddziału ginekologiczno-położniczego w jednym z mniejszych miast trafiła kobieta w ciąży z nagłym pogorszeniem stanu zdrowia.
Doświadczony lekarz dyżurny podjął decyzję o natychmiastowej operacji. Blok operacyjny, zespół położniczy, anestezjologiczny i pediatryczny czekał w gotowości. Wszystko działo się w ciągu kilku minut od dotarcia pacjentki do szpitala.
Dziecko zostało uratowane, życie matki również, choć jej leczenie wymagało dalszej intensywnej terapii.
To jeden z oddziałów położniczych, który według ekonomicznych wyliczeń, należy do tych nierentownych i podobnie jak dziesiątki innych oddziałów z mniejszą liczbą porodów, zmaga się z poważnymi problemami finansowymi i organizacyjnymi.
Ta pacjentka dostała szansę, między innymi dlatego, że pomoc była na miejscu. Oddział położniczy jeszcze istniał, zespół przez całą dobę pozostawał w gotowości, pomimo że w urzędniczych tabelach taka gotowość wyglądała jak koszt.
Wielu z nas kojarzy oddział położniczy z pierwszym płaczem dziecka i szczęśliwymi rodzicami..
Tymczasem położnictwo ma też swoja drugą twarz, o której znacznie rzadziej się mówi: krwotok, pęknięcie macicy, ciężkie zaburzenia czynności serca płodu, zator płynem owodniowym, rzucawka i wiele innych sytuacji, w których o życiu matki i dziecka decyduje natychmiastowe podjęcie działań przez specjalistów i ważne jest odległość do najbliższego oddziału.
Można zaplanować wizytę u ginekologa, ale nie ostry stan w położnictwie.
Coraz większy niepokój budzi widmo zamykania kolejnych oddziałów położniczych.
Dlaczego mieszkanka dużej aglomeracji ma mieć pełne zabezpieczenie szpitalne blisko domu, a kobieta z mniejszego miasta ma liczyć, że zdąży pokonać dziesiątki kilometrów krętymi drogami, zanim otrzyma pomoc?
Dlaczego zachęcamy do rodzenia dzieci, a jednocześnie ograniczamy dostęp do opieki wtedy, gdy jest ona najbardziej potrzebna?
Zapewnienie bezpieczeństwa zdrowotnego jest obowiązkiem państwa, a nie dobrą wolą samorządu czy prezentem od polityków.
Warto zadać sobie dwa pytania.
1. Ile kilometrów ma dzielić kobietę w ciąży od pomocy, zanim uznamy, że jest za daleko?
2. Ile porodów musi odbywać się na oddziale, żeby uznać, że jego istnienie jest zasadne?
Jedno jest pewne. Jeżeli będziemy milczeć, decyzje będą podejmowane przed wszystkim przez pryzmat liczb, wskaźników i kosztów.
O przyszłości opieki położniczej nie powinny decydować wyłącznie bilanse finansowe.
W tej dyskusji musi być słyszany głos pacjentek, ich rodzin, położnych, lekarzy i wszystkich tych, każdego dnia doświadczają skutków tych trudnych decyzji.
O takich sprawach trzeba mówić głośno, zanim kolejny oddział położniczy zniknie z mapy Polski.