05/07/2026
Dzisiaj obudziłam się z bardzo dziwnym snem.
Śniło mi się, że piszę pracę naukową o… ciężkiej sepsie, fasolce mung i szczypiorku.
Brzmi absurdalnie, prawda?
Jeszcze bardziej uśmiechnęłam się na myśl, że przecież przez lata pracowałam właśnie nad tematem pacjenta w ciężkiej sepsie.
Daleko temu do miski z fasolką mung.
A jednak ten sen zostawił we mnie jedno pytanie.
Co by było, gdybym zamiast się z niego śmiać, potraktowała go jak zaproszenie do poszukania odpowiedzi?
Usiadłam i zaczęłam czytać badania naukowe.
I okazało się, że istnieją publikacje dotyczące zarówno akupunktury jako terapii wspomagającej w sepsie, jak i badań nad fasolką mung w modelach eksperymentalnych.
Czy to oznacza, że sepsę leczy się fasolką albo igłami?
Oczywiście, że nie.
Ciężka sepsa jest stanem bezpośredniego zagrożenia życia. Wymaga szybkiej diagnostyki, antybiotykoterapii, leczenia na oddziale intensywnej terapii i postępowania zgodnego z aktualną wiedzą medyczną.
Ale czy to znaczy, że nie wolno zadawać pytań?
Nie wolno badać?
Nie wolno sprawdzać, czy istnieją bezpieczne metody, które kiedyś mogłyby wspierać pacjenta obok standardowego leczenia?
Właśnie na tym polega nauka.
Nie na ślepym wierzeniu.
Nie na odrzucaniu wszystkiego, czego jeszcze nie rozumiemy.
Tylko na odwadze, by pytać i rzetelnie szukać odpowiedzi.
Bo tak naprawdę medycyna od zawsze miała swoje korzenie w naturze. Zanim powstały laboratoria, ludzie obserwowali rośliny, pory roku i człowieka. To nie przypadek, że już w starożytności w Asklepiejon na Kos uczono, że uważna obserwacja jest początkiem leczenia. Ta ciekawość świata doprowadziła nas do współczesnej medycyny.
W ostatnich dniach wiele mówi się o nowych przepisach dotyczących działalności osób zajmujących się zdrowiem. I dobrze. Pacjent powinien być chroniony przed fałszywymi obietnicami i niesprawdzonymi metodami.
Ale równie ważna jest inna wartość.
Wolność myślenia.
Wolność prowadzenia badań.
Wolność zadawania pytań.
Bo każda dzisiejsza oczywistość medyczna była kiedyś tylko czyjąś hipotezą.
Jestem magistrem pielęgniarstwa. Pracowałam z różnymi pacjentami w tym tymi w stanach zagrożenia życia. Dziś zajmuję się klasyczną medycyną chińską, ale w gruncie rzeczy nadal robię to samo – próbuję patrzeć na człowieka całościowo.
W Stanach Zjednoczonych istnieje nawet uznana specjalizacja pielęgniarska – Holistic Nursing. Bardzo lubię tę ideę. Nie chodzi w niej o odrzucanie medycyny akademickiej, ale o połączenie wiedzy naukowej z uważnością, relacją i spojrzeniem na całego człowieka.
To właśnie taka droga jest mi najbliższa.
Nie szukam cudów.
Nie szukam dróg na skróty.
Szukam odpowiedzi.
I chyba właśnie dlatego nawet sen o fasolce mung potrafi zaprowadzić mnie do PubMedu.
Ale za chwilę mogę zostać nazwana szarlatanem…
--------------------------
Fasolka mung (Lǜ Dòu, 绿豆) od setek lat zajmuje ważne miejsce w dietetyce klasycznej medycyny chińskiej. Uważa się, że ma naturę chłodną i słodki smak. Tradycyjnie stosowana jest do usuwania gorąca z organizmu, łagodzenia objawów letniego gorąca, wspierania naturalnych procesów oczyszczania oraz harmonizowania skutków przegrzania.
W kuchni chińskiej często przygotowuje się z niej zupy, kleiki i napoje, szczególnie w okresie letnim. Jest lekkostrawna, odżywcza i stanowi źródło białka, błonnika, witamin z grupy B, folianów, magnezu, potasu i przeciwutleniaczy.
W klasycznej medycynie chińskiej dieta nie jest traktowana jak lek w ostrych stanach zagrożenia życia. Jest natomiast jednym z elementów codziennego wspierania organizmu i utrzymywania równowagi.