Agnieszka Krzyżosiak Akupunktura

Agnieszka Krzyżosiak Akupunktura Terapeutka Medycyny Chińskiej | mgr pielęgniarstwa
🌿 Wspieram ciało w odzyskiwaniu równowagi
📍 Gortatowo | Poznań
✉️ Kieszenie Spokoju Smakuj! Żyj!.

W myśl Medycyny Chińskiej Człowiek żyje między Niebem a Ziemią a wszystko to czego potrzebuje do życia można, w dużym uproszczeniu, opisać trzema słowami: Oddychaj! I to one od lat mnie prowadzą. One, Medycyna Chińska oraz Spokój. Bo wierzę, że od spokoju wszystko się zaczyna. I zdrowie, i życie i szczęście. Wspieram więc w poszukiwaniach spokoju, ukojenia i harmonii. Nazywam się Agnieszka Krzyżos

iak i jestem akupunkturzystką, terapeutką medycyny chińskiej, pasjonatką holistycznego podejścia do życia. A w żyłach od zawsze płynie mi pielęgniarska krew. I to właśnie studia pielęgniarskie obudziły we mnie miłość do wspierania i towarzyszenia drugiemu człowiekowi. W zdrowiu i w chorobie. A Klasyczna Medycyna Chińska dała ku temu najwspanialsze narzędzia. Wspieram Człowieka na każdym etapie życia. Od poczęcia (a często nawet i wcześniej, zwłaszcza, gdy jest z tym problem) aż czasem do ostatniego tchu. W zdrowiu i chorobie. Od dbania witalność, blask i siłę życiową po poprawę jakości życia w chorobach przewlekłych, nowotworowych czy terminalnych. Tych maleńkich jaki tych całkiem dorosłych. Każdy z nas jest inny więc każdy wymaga innego wsparcia. Najczęściej na wizytach wykorzystuję akupunkturę ale mam w zanadrzu szereg innych narzędzi, technik by Cię wspomóc. Pozwól, że pomogę Ci wspierać Twoje zdrowie.

17/07/2026

Dużo myślę ostatnio o sztuce dobrego życia.

O tym, dlaczego niektórzy ludzie, mimo obowiązków, pracy i codziennych wyzwań, potrafią żyć jakoś… lżej.

Nie idealnie.

Po prostu uważniej.

Kilka miesięcy temu, siedząc na Sycylii, obserwowałam ludzi przy stolikach. Nigdzie się nie spieszyli. Rozmawiali, śmiali się, pili kawę, jedli prosty posiłek. Nie wyglądało to jak wakacyjna atrakcja. To było ich zwyczajne życie.

Pomyślałam wtedy, że na tym chyba polega słynne la dolce vita.

Nie na luksusie.

Na umiejętności smakowania codzienności.

A później wróciłam do gabinetu. I pomyślałam, że klasyczna medycyna chińska od tysięcy lat opowiada o bardzo podobnej sztuce życia.

Chińczycy mają nawet na to swoje określenie – Yang Sheng (养生).

Dosłownie oznacza ono „pielęgnowanie życia”.

Nie leczenie.

Nie walkę z chorobą.

Pielęgnowanie życia każdego dnia.

Nie uczy przecież tylko, co jeść.

Uczy, jak żyć.

Jak podążać za rytmem natury.
Jak odpoczywać.
Jak jeść z uważnością.
Jak pielęgnować relacje.
Jak nie walczyć z każdą porą roku, ale pozwolić jej nas czegoś nauczyć.

My, w Polsce, też kiedyś to potrafiliśmy….

05/07/2026

Dzisiaj obudziłam się z bardzo dziwnym snem.

Śniło mi się, że piszę pracę naukową o… ciężkiej sepsie, fasolce mung i szczypiorku.

Brzmi absurdalnie, prawda?

Jeszcze bardziej uśmiechnęłam się na myśl, że przecież przez lata pracowałam właśnie nad tematem pacjenta w ciężkiej sepsie.

Daleko temu do miski z fasolką mung.

A jednak ten sen zostawił we mnie jedno pytanie.

Co by było, gdybym zamiast się z niego śmiać, potraktowała go jak zaproszenie do poszukania odpowiedzi?

Usiadłam i zaczęłam czytać badania naukowe.

I okazało się, że istnieją publikacje dotyczące zarówno akupunktury jako terapii wspomagającej w sepsie, jak i badań nad fasolką mung w modelach eksperymentalnych.

Czy to oznacza, że sepsę leczy się fasolką albo igłami?

Oczywiście, że nie.

Ciężka sepsa jest stanem bezpośredniego zagrożenia życia. Wymaga szybkiej diagnostyki, antybiotykoterapii, leczenia na oddziale intensywnej terapii i postępowania zgodnego z aktualną wiedzą medyczną.

Ale czy to znaczy, że nie wolno zadawać pytań?

Nie wolno badać?

Nie wolno sprawdzać, czy istnieją bezpieczne metody, które kiedyś mogłyby wspierać pacjenta obok standardowego leczenia?

Właśnie na tym polega nauka.

Nie na ślepym wierzeniu.

Nie na odrzucaniu wszystkiego, czego jeszcze nie rozumiemy.

Tylko na odwadze, by pytać i rzetelnie szukać odpowiedzi.

Bo tak naprawdę medycyna od zawsze miała swoje korzenie w naturze. Zanim powstały laboratoria, ludzie obserwowali rośliny, pory roku i człowieka. To nie przypadek, że już w starożytności w Asklepiejon na Kos uczono, że uważna obserwacja jest początkiem leczenia. Ta ciekawość świata doprowadziła nas do współczesnej medycyny.

W ostatnich dniach wiele mówi się o nowych przepisach dotyczących działalności osób zajmujących się zdrowiem. I dobrze. Pacjent powinien być chroniony przed fałszywymi obietnicami i niesprawdzonymi metodami.

Ale równie ważna jest inna wartość.

Wolność myślenia.

Wolność prowadzenia badań.

Wolność zadawania pytań.

Bo każda dzisiejsza oczywistość medyczna była kiedyś tylko czyjąś hipotezą.

Jestem magistrem pielęgniarstwa. Pracowałam z różnymi pacjentami w tym tymi w stanach zagrożenia życia. Dziś zajmuję się klasyczną medycyną chińską, ale w gruncie rzeczy nadal robię to samo – próbuję patrzeć na człowieka całościowo.

W Stanach Zjednoczonych istnieje nawet uznana specjalizacja pielęgniarska – Holistic Nursing. Bardzo lubię tę ideę. Nie chodzi w niej o odrzucanie medycyny akademickiej, ale o połączenie wiedzy naukowej z uważnością, relacją i spojrzeniem na całego człowieka.

To właśnie taka droga jest mi najbliższa.

Nie szukam cudów.

Nie szukam dróg na skróty.

Szukam odpowiedzi.

I chyba właśnie dlatego nawet sen o fasolce mung potrafi zaprowadzić mnie do PubMedu.

Ale za chwilę mogę zostać nazwana szarlatanem…

--------------------------

Fasolka mung (Lǜ Dòu, 绿豆) od setek lat zajmuje ważne miejsce w dietetyce klasycznej medycyny chińskiej. Uważa się, że ma naturę chłodną i słodki smak. Tradycyjnie stosowana jest do usuwania gorąca z organizmu, łagodzenia objawów letniego gorąca, wspierania naturalnych procesów oczyszczania oraz harmonizowania skutków przegrzania.

W kuchni chińskiej często przygotowuje się z niej zupy, kleiki i napoje, szczególnie w okresie letnim. Jest lekkostrawna, odżywcza i stanowi źródło białka, błonnika, witamin z grupy B, folianów, magnezu, potasu i przeciwutleniaczy.

W klasycznej medycynie chińskiej dieta nie jest traktowana jak lek w ostrych stanach zagrożenia życia. Jest natomiast jednym z elementów codziennego wspierania organizmu i utrzymywania równowagi.

29/06/2026

Jest taki punkt w akupunkturze — Stomach 44 (Neiting).
Nei Ting. Wewnętrzny dziedziniec.

Lubię myśleć, że niektóre rzeczy w życiu przychodzą do nas nieprzypadkowo.

Kiedy pierwszy raz weszłam do miejsca, w którym dziś przyjmuję pacjentów, od razu coś poczułam.

Trudno to nazwać.

Ale było tam dokładnie to, czego wtedy szukałam.

Oddzielenie od świata.

Cisza.

Jakby po przekroczeniu drzwi coś zostawało na zewnątrz.

I do dziś, szczególnie w takie dni jak teraz, kiedy powietrze stoi nieruchomo od upału, kiedy ciało jest przeciążone temperaturą, bodźcami, zmęczeniem… widzę, jak bardzo ta przestrzeń sama w sobie zaczyna działać.

Ludzie siadają i nagle przestają się spieszyć.

Oddech robi się głębszy.

Ramiona opadają.

Twarz mięknie.

Jakby organizm dostawał komunikat:

już nie musisz być w gotowości.

W klasycznych tekstach mówi się, że punkt ST44 pomaga odprowadzać nadmiar Ognia.

I może dlatego tak lubię ten punkt.

Bo mam poczucie, że dokładnie po to stworzyłam to miejsce.

Nie po to, żeby naprawiać ludzi.

Ale po to, żeby choć na chwilę mogli wejść na swój własny wewnętrzny dziedziniec.

Tam, gdzie jest trochę chłodniej.

Trochę ciszej.

I gdzie ciało przypomina sobie, że zdrowienie nie zawsze zaczyna się od działania.

Czasem zaczyna się od tego, że w końcu można przestać…

☀️🌿

21/06/2026

Przesilenie letnie.

Natura dochodzi dzisiaj do miejsca, w którym dalej już pójść nie można.

Więcej światła już nie będzie.

Więcej ekspansji też nie.

Więcej lata… paradoksalnie można by powiedzie, że właśnie się skończyło.

I zawsze fascynuje mnie ta prawidłowość.

My tak bardzo lubimy myśleć, że życie polega na ciągłym wzrastaniu.

Więcej robić.
Więcej osiągać.
Mocniej świecić.
Być bardziej.

A natura nigdy tak nie działa.

Kwiat nie rozkwita po to, żeby kwitnąć wiecznie.

Rozwija się powoli, zbiera siłę, wystawia płatki do słońca, daje się zobaczyć światu… aż w końcu przychodzi moment, kiedy zaczyna mięknąć.

I właśnie wtedy zaczyna się coś nowego.

Bo opadające płatki nigdy nie są końcem.

Są obietnicą owocu.

W medycynie chińskiej Ogień zawsze mnie zachwyca.

Jest śmiechem.

Spotkaniem.

Miłością.

Zachwytem.

Ale też ogromną odwagą, by pokazać światu siebie naprawdę.

Bez ukrywania.

Bez zbroi.

Z otwartym sercem.

Tylko że ogień ma jedną niezwykłą właściwość.

Nie może istnieć sam.

Potrzebuje czegoś, co go nakarmi.

Czegoś, co go utrzyma.

Trochę jak my.

Bo ile razy próbujemy świecić dla wszystkich… zapominając, że ktoś musi dokładać drewna do naszego własnego ognia?

Dzisiaj jest dzień pełni Yang.

Ale dokładnie dzisiaj rodzi się Yin.

Ten pierwszy ruch do wnętrza.

Pierwsze przypomnienie, że nie jesteśmy stworzeni do ciągłej ekspansji.

I może właśnie tego najbardziej chcę się uczyć od natury.

Nie tego, jak świecić najmocniej.

Ale tego, jak nie spalić się własnym światłem.

Lato.

Oddychaj głęboko.

Pozwól sobie poczuć zachwyt.

I pamiętaj…

nawet słońce codziennie wie, kiedy powinno zachodzić.

12/06/2026

Kilka razy dziennie ktoś wołał mnie do spokoju

Kilka razy dziennie słyszałam śpiew z meczetu.
Na początku był po prostu dźwiękiem.
Elementem krajobrazu.
Takim samym jak szum morza, cykady czy zapach granatów na targu.
Ale po kilku dniach zrozumiałam, że nie słyszę wezwania do modlitwy.
Słyszę wezwanie do zatrzymania.
Bo może każdy z nas potrzebuje czegoś, co kilka razy dziennie przypomni:
że nie jesteśmy stworzeni wyłącznie do działania.
Że życie nie składa się tylko z odhaczonych zadań, odpowiedzi na wiadomości, kolejnych pacjentów, zakupów i obowiązków.
Że gdzieś pod tym wszystkim jest jeszcze oddech.
I serce.
I człowiek.
Patrzyłam na ten dźwięk jak na akupunkturę miasta.
Delikatną igłę wbitą w rozpędzony dzień.
Przypomnienie, że można wrócić do siebie.
Choćby na minutę.
Choćby na trzy oddechy.

Bo może każdy z nas potrzebuje własnego wezwania z meczetu.
Niekoniecznie głośnego.
Czasem wystarczy kubek herbaty.
Spacer.
Zapach lawendy.
Kot śpiący na kolanach.
Albo chwila ciszy między jednym a drugim pacjentem.

Bo spokój nie przychodzi wtedy, gdy skończymy wszystkie sprawy.

Spokój jest tym, od czego powinniśmy zacząć.

Bo od spokoju zaczyna się zdrowie.
I szczęście.
I życie.

26/05/2026

Dzień Matki.

I myślę dziś o kobietach jak o tej ziemi pod koniec maja.
Pełnej życia.
Ale też zmęczonej po zimie, po wiatrach, po wszystkim co musiała utrzymać, choć nikt tego nie widział.

Myślę o mamach, które noszą dzieci na rękach.
I o córkach, które od dawna noszą swoich rodziców.
Które nauczyły się być „duże” za wcześnie.
Które potrafią wszystko.
I płaczą dopiero wtedy, gdy nikt nie patrzy.

Myślę o kobietach, które godzinami przewijają, karmią, rehabilitują, czuwają.
Które śpią jednym uchem.
Które nauczyły się rozpoznawać lęk po dźwięku oddechu swojego dziecka.
O tych, które kochają dzieci chore, kruche, inne niż sobie wyobrażały —
i kochają je tak mocno, że czasem aż zapominają gdzie kończy się dziecko, a zaczynają one same.

Myślę o tych, które czekają.
Na dwie kreski.
Na telefon.
Na cud.
Na spokój w sercu.
Na dziecko, które może nigdy nie przyjdzie.

O tych, które swoje dzieci już urodziły —
ale nie mogły ich zatrzymać.

I o tych, które patrzą dziś na świat pełen idealnych obrazków matek i córek, pięknych śniadań, wakacji, uśmiechów —
i czują, że z nimi coś jest nie tak, bo one są zmęczone.
Bo mają dosyć.
Bo ich macierzyństwo pachnie bardziej szpitalem niż lawendą.
Bardziej zimną kawą niż spokojem.

A przecież natura nigdy nie była perfekcyjna.
Drzewa nie owocują cały rok.
Ziemia też czasem odpoczywa.
Czasem pęka z suszy.
Czasem stoi długo naga i cicha zanim znów coś wypuści.

W tej bliskiej mi medycynie chińskiej mówi się, że kobieta oddaje Krew i Jing.
Ale mało kto mówi o tym, że współczesne kobiety próbują oddawać je wszystkim naraz.
Dzieciom.
Partnerom.
Rodzicom.
Pracy.
Światu.
Instagramowi.
Porównaniom.
Cudzym oczekiwaniom.

I potem siedzą naprzeciwko mnie zmęczone tak bardzo, że już nawet nie wiedzą czego im brakuje.
Tylko mówią:
„Chciałabym przez chwilę nic nie musieć.”

Więc może dziś nie trzeba być idealną mamą.
Może wystarczy być.
Oddychać.
Zjeść coś ciepłego.
Położyć rękę na swoim sercu.
I przypomnieć sobie, że nawet ziemia nie rodzi cały czas.

Czasem po prostu potrzebuje być trzymana przez świat...

17/05/2026

Dużo w życiu walczyłam.
O Lilkę.
O swoje zdrowie.
O siebie samą, kiedy życie rozsypywało się po cichu gdzieś między codziennością a zmęczeniem.
Walczyłam z własnym ciałem.
Z lękiem.
Z poczuciem, że trzeba dawać radę nawet wtedy, kiedy już naprawdę nie ma siły.
I cały czas bywam świadkiem walki pacjentów.
Walki o diagnozę.
O bycie usłyszanym.
O leczenie.
O godność.
Czasem o zwykłe ludzkie spojrzenie w systemie, który potrafi być bardzo zimny.

Ale człowiek nie może zdrowieć cały czas będąc na wojnie.

Bo ciało walczące bez końca przestaje pamiętać, jak wygląda spokój.
Napina się.
Zaciska.
Czuwa nawet w nocy.
Dlatego dziś nie wierzę w leczenie oparte na walce.
A bardziej w powrót.
Do siebie.
Do oddechu.
Do poczucia bezpieczeństwa we własnym ciele.
Nie mówię, że życie nie wymaga siły.
Wymaga.
Ale myślę, że największa siła nie zawsze wygląda jak zaciskanie zębów.
Czasem wygląda jak moment, w którym człowiek po raz pierwszy mówi:
„już nie chcę ze sobą walczyć”
I właśnie wtedy zaczyna się coś naprawdę ważnego …

09/05/2026

Kobieta dojrzewa falami, które często wyraźnie zapisują się w jej ciele.
W krwi.
W cyklu.
W zmianach, których nie da się zatrzymać.
Mężczyzna zmienia się ciszej.
Jak las, który przez lata wygląda podobnie, a jednak każdego roku staje się innym lasem.
Co kilka lat zmienia się jego energia.
Sposób patrzenia.
Potrzeby.
Ciężar, który chce jeszcze nieść.
Jest czas ognia.
Budowania siły.
Zdobywania świata.
Biegu do przodu.
Czas, kiedy ciało mówi:„więcej”
Więcej działania.
Więcej ryzyka.
Więcej udowadniania sobie, że wszystko jest możliwe.
Ale później przychodzi inny etap.
Bardziej cichy.
Bardziej wewnętrzny.
I ciało zaczyna mówić już nie: „zdobywaj”
Ale:”wróć do siebie”

Wielu mężczyzn bardzo się dziś w tym gubi.
Bo świat nadal nagradza ich za twardość.
Za wytrzymywanie.
Za ciągłe działanie.
A organizm od dawna próbuje prosić o coś zupełnie innego.
O oddech.
O spokój.
O sens.
I może właśnie dlatego najpiękniejsi mężczyźni nie są tymi, którzy robią najwięcej hałasu.
Tylko ci, przy których człowiek czuje spokój.
Którzy już nie muszą walczyć o swoją wartość.
Nie muszą wszystkiego udowadniać.
Są obecni.
Jak ziemia.
Jak drzewo.
Jak ktoś, kto już wie, że prawdziwa siła nie zawsze jest głośna.
Bo z wiekiem ciało coraz rzadziej pyta:”ile jeszcze możesz unieść?”
A coraz częściej szepcze: „czy umiesz żyć w zgodzie ze sobą?”

Adres

Swarzędzka 10/6
Gortatowo
62-020

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Agnieszka Krzyżosiak Akupunktura umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do Agnieszka Krzyżosiak Akupunktura:

Skróty

Udostępnij

Kategoria