06/05/2026
“Wysłałam zdjęcie" – mówią, jakby opowiadały o robieniu herbaty…
Wyobraź sobie dwunastolatkę, która siedzi w swoim pokoju, wśród pluszaków i plakatów z idolami. Otwiera telefon. Robi zdjęcie. Wysyła. I mówi o tym tak swobodnie, jakby opowiadała o zrobieniu herbaty.
To nie jest scenariusz z filmu. To codzienność wielu dziewczynek, o której opowiada Barbara Płaczek – edukatorka se*sualna, terapeutka, która na co dzień rozmawia z młodymi ludźmi.
Granice intymności zacierają się błyskawicznie. Nagość, która kiedyś była czymś osobistym, czymś, co pokazujemy tym, którym ufamy, staje się towarem. Towarem, który można wymienić na minecoinsy do Minecrafta. Na wirtualną walutę. Na chwilową akceptację. Na cokolwiek, co wydaje się ważniejsze niż własne ciało.
I to jest najstraszniejsze: te dziewczynki nie zdają sobie sprawy z tego, co tracą. Dla nich to nie jest wielka decyzja. To gest tak samo naturalny, jak polubienie zdjęcia. Przesuwają granice nie dlatego, że są lekkomyślne, ale dlatego, że nikt ich nie nauczył, gdzie te granice w ogóle są.
Bo skąd mają to wiedzieć? W świecie, w którym algorytmy pokazują im ciała jako walutę, a popularność mierzy się lajkami i zasięgami – intymność przestaje mieć wartość. Zostaje zastąpiona przez wymianę. Transakcję. Kontrakt, którego nikt nie podpisywał, ale którego konsekwencje niosą przez całe życie.
Barbara Płaczek nie potępia tych dziewczynek. Nie mówi „nie róbcie tego". Pyta: skąd one mają wiedzieć, co tracą, skoro nikt im tego nie pokazał?
I to jest pytanie do nas wszystkich. Do rodziców, którzy często nie wiedzą, co dzieje się w telefonach ich dzieci. Do szkół, w których edukacja seksualna wciąż budzi kontrowersje. Do społeczeństwa, które woli udawać, że problemu nie ma.
Bo problem jest. I rośnie. I każdego dnia kolejna dziewczynka wysyła zdjęcie, nie rozumiejąc, że właśnie sprzedała coś, czego nie da się odzyskać…