29/11/2025
Sobota, 7 rano. Zawiozłem przed chwilą naszą starszą córkę do pracy. Zrobiłem to z własnej woli - nawet mnie o to nie prosiła, mimo tego, że jest przeziębiona.
Wstałem, bo po prostu chciałem jej pomóc, bo cały czas mam w głowie jedną rzecz: ona naprawdę nie musi teraz pracować.
Dopiero co zdała maturę, zaczęła studia, mogłaby spokojnie odpoczywać i żyć „po studencku”.
A jednak sama wstała, sama się ogarnęła i sama zdecydowała, że chce dziś zrobić dodatkowe godziny w pracy. Rozumie, że ciężkie czasy kształtują twardych ludzi i że nic samo się nie zrobi.
Patrząc na nią, widzę młodą, ambitną kobietę, która nie czeka, aż coś spadnie jej z nieba, albo że rodzice jej coś „dadzą”, bo mogą. Ona po prostu działa. I to mnie cholernie cieszy.
Po drodze wziąłem kawę na Orlenie. Dawno tam nie piłem i…nawet nie jest zła. Ten flat white jest całkiem przyzwoity, ale żeby nie było, że polecam, bo nie wiem czy w całej Polsce smakuje tak samo.😅
Kupiłem też gorącą herbatę osobie, która mnie o nią poprosiła. Jedzenia ani ciepłego picia nigdy nie odmawiam - nieważne, jak ktoś wygląda i czy jest pod wpływem czy nie. Pieniędzy nie daję.
I tak siedzę z tą kawą w samochodzie, patrzę, jak dzień powoli się budzi, i po prostu czuję dumę. Z naszej córki, z jej podejścia do życia, z tego, jak wchodzi w dorosłość.
Taka mnie dziś naszła poranna refleksja i chciałem się nią po prostu podzielić.
Dobrego dnia.🤜🤛
~Kamil