04/03/2026
Na początku pomyślałem, że wykonuje Pani nade mną jakieś czary albo rytuały… – powiedział pacjent z lekkim uśmiechem. – To światełko i te pulsatory…
Po chwili dodał już poważniej:
Ale szybko okazało się, że to działa. Ten EMDR.
Po czterech spotkaniach z Panią mogę wrócić do pracy i czuję się dobrze.
To, co się wydarzyło – ten wypadek – będę pamiętał.
Ale już inaczej.
Wcześniej byłem w szoku. W takim zamarciu. Nie byłem sobą.
Myślałem, że nie będę w stanie wrócić do miejsca, gdzie to się zdarzyło.
A teraz czuję, że mogę żyć dalej.
I nawet… zmienić swoje życie na lepsze.
Mam tyle powodów do radości.
I będę pracował już inaczej – bez tej gonitwy, ale z większą uważnością i rozwagą.
– To prawda – odpowiedziałam. – Bardzo cieszy mnie Pana zmiana i zdrowienie. W psychologii nazywamy to wzrostem potraumatycznym.
A EMDR to nie żadne czary.
To jedna z najlepiej przebadanych metod pracy z traumą. Dzięki bilateralnej stymulacji mózgu pomaga uruchomić naturalny proces przetwarzania doświadczeń. Wspomnienie nie znika – ale przestaje ranić. Przestaje zamrażać. Przestaje przejmować kontrolę nad życiem.
Przeszłość zostaje w przeszłości.
A człowiek odzyskuje siebie.
I czasem – paradoksalnie – wychodzi z kryzysu silniejszy, bardziej świadomy, bliżej tego, co naprawdę ważne.
To właśnie nazywamy wzrostem potraumatycznym.
Bo trauma nie musi być końcem historii.
Czasem staje się początkiem nowej.
– Zgadza się, Pani Aniu – powiedział po chwili. – I znowu widzę, że trawa jest zielona i soczysta, kiedy wychodzę na spacer z moimi psami.
Dziękuję.