08/09/2026
Najpierw był pomysł. Kiełkował we mnie już w zeszłym roku i to właśnie wtedy mówiłam Wam, że coś piszę, choć jeszcze nie zdradzałam, co dokładnie z tego powstanie. Potem pojawił się zeszyt. Zwykły zeszyt, w którym zaczęłam ręcznie zapisywać preparaty, składy, substancje aktywne, mechanizmy działania, różnice, podobieństwa i wszystko to, co chciałam sprawdzić jeszcze raz. Ta analiza nie powstała wyłącznie przy biurku. Jestem praktykiem, nie teoretykiem. Te preparaty znam nie tylko ze składów INCI i opisów producentów. Testowałam je, pracowałam na nich, obserwowałam, jak zachowują się na skórze, jak wygląda ich realna praca w gabinecie, gdzie są ich mocne strony, a gdzie pojawiają się ograniczenia. I właśnie dlatego zależało mi, żeby nie stworzyć kolejnego materiału o tym, że jeden produkt „złuszcza mocniej”, a drugi „delikatniej”. Chciałam pójść głębiej. Skład po składzie, mechanizm po mechanizmie, deklaracje producentów zestawione z tym, co wynika z formulacji i z wiedzy o substancjach czynnych, ale również z praktyki. Nad tą analizą pracowałam miesiącami, bo takiego materiału nie robi się w tydzień. Trzeba sprawdzać, wracać do składów, porównywać, szukać zależności i czasem zmieniać wcześniejsze wnioski. Chciałam stworzyć coś, czego sama wcześniej szukałam - źródło, które pozwoli spojrzeć na keratolityki szerzej niż tylko przez nazwę produktu czy obietnicę na opakowaniu. I chyba właśnie dlatego ten zeszyt jest dla mnie tak ważny. Bo przypomina mi, że zanim powstały gotowe strony, wykresy i analizy, były miesiące pracy, testowania, notowania i zadawania pytań. I dokładnie to chcę Wam teraz pokazać.