Rodzina ZEN

Rodzina ZEN psycholog dzieci i rodzin, mediator rodzinny, wsparcie psychologiczne dla par, konsultacje online, wizyty domowe, poradnictwo wychowawcze

Zadzwoniła do swojej mamy.Nie po rozmowę.Po pomoc.W ramionach trzymała niemowlę, które prawie nie spało. Ulewało. Płakał...
08/05/2026

Zadzwoniła do swojej mamy.
Nie po rozmowę.
Po pomoc.
W ramionach trzymała niemowlę, które prawie nie spało. Ulewało. Płakało. Czasem krzyczało tak długo, że noc wydawała się nie mieć końca.
Była wyczerpana.
Poprosiła o pomoc.
— Ty też taka byłaś. Jak nie mogłam cię uspokoić, zamykałam cię w pokoju.
— Musiałaś się wypłakać.
— To minie. Dasz sobie radę. Ciesz się, że nie musisz prać pieluch.
To były wszystkie słowa pomocy.
Została sama.

Nosiła dziecko, choć ręce drżały ze zmęczenia. Kołysała. Śpiewała kołysanki. Przytulała. Robiła to intuicyjnie, zanim ktokolwiek zdążył jej powiedzieć, że właśnie tak powinna robić.
A jednak coś nie działało.
Chodziła do specjalistów. Psychologów. Lekarzy. Terapeutów. Słyszała o układzie nerwowym dziecka, o stymulacji, o regulacji, o tym, jak ważne jest dbanie o siebie.
Tak. Ważne.
Ale to była teoria.
Czekała w kolejkach do lekarzy. Czekała na kolejne badania. Czekała na odpowiedzi, których nikt jeszcze nie potrafił jej dać.
Bo kiedy wracała do domu z płaczącym maluchem, robiła dokładnie to wszystko, o czym mówili. I coraz szczelniej otulały ją samotność i bezradność.
Coraz częściej zadawała sobie pytanie, którego boi się wiele matek:
dlaczego miłość, bliskość i cierpliwość czasem nie wystarczają?

Mąż pomagał, jak potrafił. Ale jego ciężar był inny, cichy i niewidoczny dla świata. Niósł w sobie ból i ogromną odpowiedzialność za to, by rodzina miała z czego żyć. Za kredyt. Za rachunki. Za dach nad głową.
Wracał z pracy zmęczony, często bezradny wobec cierpienia własnego dziecka. Chciał pomóc, ale nie potrafił zatrzymać tego, co działo się w domu.
Dźwigał swoją część walki w milczeniu.
A ona została z dzieckiem. Z płaczem. Z nocami bez snu. Z pytaniami, które wracały każdego dnia.

Mijały miesiące.
Dziecko nie płakało już tak samo.
Krzyczało inaczej.
Nie reagowało na prośby.
Jakby stało obok świata, nie w nim.
Kiedy zaczęła mówić o tym głośno, słyszała:
— Przecież Pani syn jest taki mądry.
— Mówi. Rozumie. Jest w normie intelektualnej.
— Inni mają gorzej.
— Co by było, gdyby jeździł na wózku inwalidzkim?
— Powinnaś się cieszyć.
Jakby trudność była prawdziwa dopiero wtedy, gdy widać ją gołym okiem.
A jej dziecko walczyło każdego dnia. Z hałasem świata. Z chaosem relacji. Z emocjami, których nie potrafiło pomieścić.

Szukała diagnozy. To nie było proste.
Bo jej dziecko było bystre. Ciekawskie. Rozmawiało. Zadawało pytania.
Minął prawie rok obserwacji i badań.
Kiedy miał trzy lata, ktoś w końcu nazwał to, co ona przeczuwała od dawna.
Autyzm.
Pomyślała, że skoro ktoś wreszcie to zobaczył, teraz będzie łatwiej.
Ale to był dopiero początek.

Pojawiły się meltdowny. Krzyk. Rzucanie przedmiotami. Uderzanie głową w ścianę. Autoagresja. Agresja wobec niej.
Momenty, kiedy dziecko traciło kontrolę nad sobą, bo jego układ nerwowy był już poza granicą wytrzymałości.
Tego nikt nie widział.
Działo się to za zamkniętymi drzwiami.
Z czasem pojawiła się kolejna diagnoza: ADHD.
Coraz więcej napięcia. Coraz więcej walki z codziennością.

I kolejna komisja orzekająca niepełnosprawność.
Kilka osób siedzących za stołem. Dokumenty. Kilka minut rozmowy.
Skoro mówi, skoro się uczy, skoro jest inteligentny, rodzina powinna sobie poradzić.
Nikt z tej komisji nie widział meltdownów.
Nikt nie widział autoagresji.
Nikt nie widział nocy bez snu.
Decyzje zapadały w cichym, uporządkowanym gabinecie.
Bez krzyku dziecka w tle.
Bez nieprzespanych nocy.
Bez bezradności matki.
Orzeczenie przyznano. Wsparcie przyszło w postaci kwoty, której nie starczyłoby nawet na jedną sesję terapeutyczną.

A życie toczyło się dalej.
Miała pracować. Jednocześnie opłacać i wozić na terapie. Być czujna. Być spokojna. Być silna.
Wstawać rano. Spóźniać się. Brać zwolnienia.
Bo jej dziecko czasem nie mogło wyjść z domu. Bo świat był dla niego zbyt głośny. Zbyt szybki. Zbyt trudny.
Szła do pracy roztrzęsiona, zmęczona i pełna obaw.
I nikt tego nie widział.
Nie widzieli czytanych bajek.
Nie widzieli tulenia.
Nie widzieli walki w najgorszych chwilach.
Oceniana łatwo przez ludzi, którzy nie wiedzieli, co naprawdę mieściło się w czterech ścianach jej domu.
Zgłaszała się po pomoc wiele razy.
Rodzina odmówiła.
Instytucje odpowiadały tak, jak pozwalały procedury. Życie tej rodziny w tych procedurach się nie mieściło.
Szkoła wymagała, ale nie wiedziała jak pomóc.
Specjaliści uspokajali. Nadal mówili o regulacji.

Mijały lata.
Syn był już nastolatkiem.
Nie krzyczał już tak jak kiedyś.
Zamilkł.
Zamykał się w pokoju. Przestał wychodzić. Coraz częściej mówił, że nie widzi dla siebie miejsca w tym świecie.
I wtedy lekarz wypowiedział słowo, którego tak bardzo się bała.
Depresja.

Przypomniała sobie nagłówki, które tyle razy widziała:
„Tragedia w rodzinie."
„Dlaczego nikt nie zauważył?"
Zawsze to samo pytanie.
Dlaczego nikt nie zauważył?
A przecież matka widziała.
Widziała wszystko.
I prosiła o pomoc. Wiele razy. Przez wiele lat.
Drzwi zamykały się po drugiej stronie korytarza.

Taką drogą idzie wiele rodzin.
Za zamkniętymi drzwiami. W ciszy, której nikt nie słyszy.
Jej koniec nie musi być tragiczny. Ale może się wydarzyć, jeśli pomoc nie przyjdzie na czas, a rodzic straci wszystkie zasoby.
Bo kiedy rodzina woła o wsparcie, a system milczy, dzieci zbyt często zostają same ze swoim ciężarem.

Piszę tę historię, bo znam ją od środka.
Na co dzień pracuję z rodzinami w kryzysie, z rodzicami wyczerpanymi do granic możliwości, z dziećmi, których trudności nie widać gołym okiem, z systemem, który zbyt często odpowiada procedurą zamiast pomocą.
Widziałam, jak rodziny walczą o diagnozę.
Widziałam, jak walczą o orzeczenie.
Widziałam, jak walczą w sądach, miesiącami, latami, podczas gdy ich dzieci potrzebują ich tu i teraz.
I wiem, że to nie jest wina rodziców.

Jeśli jesteś rodzicem, który jest dziś wykończony,
jeśli czujesz, że robisz wszystko, a to nadal nie wystarcza,
jeśli słyszałeś/aś: „przecież mówi", „przecież chodzi", „inni mają gorzej",
jeśli twoje dziecko zmaga się z depresją, a ty zadajesz sobie pytanie, czy to twoja wina:
To nie jest twoja wina.
Zawiódł system, który powinien was wspierać.
Zawiodły komisje, które decydują w kilka minut o życiu całych rodzin.
Zawiodły procedury, które nie mieszczą w sobie prawdziwego życia.

Piszę o tym, żeby ktoś poczuł się mniej sam.
I żeby może ktoś, po drugiej stronie drzwi, w końcu otworzył.

usłyszał...
zobaczył...
zrozumiał...

Jeśli ten post do ciebie trafił, prześlij go dalej. Może właśnie dotrzemy do kogoś, kto dziś bardzo potrzebuje wiedzieć, że nie jest sam.❤

Bo depresja u dzieci ma wiele twarzy.
Czasem wyrasta z lat walki rodziców, którzy dawali z siebie wszystko i mimo to zostawali bez pomocy,a ich dziecko próbowało wpasować się w ramy niewygodnego świata. Czasem z nieobecności, z trudnych rozstań, z dorosłych, którym zabrakło zasobów, czasu lub sił, żeby być blisko.
Nie ma jednej winnej historii.
Ale jest jedno wspólne: dziecko, które zostaje samo ze swoim ciężarem.
I właśnie dlatego tak ważne jest, żeby dorosły, ktokolwiek to jest, miał dokąd pójść po pomoc. Zanim będzie za późno.🌱

Szkoła mówi: proszę wspierać dziecko.I ja się pod tym podpisuję.Dziecko naprawdę potrzebuje:czasu, rozmowy, bliskości, c...
29/04/2026

Szkoła mówi: proszę wspierać dziecko.
I ja się pod tym podpisuję.

Dziecko naprawdę potrzebuje:
czasu, rozmowy, bliskości, czytania,
tłumaczenia emocji i tego, jak sobie z nimi radzić,
pomocy w lekcjach, motywowania do nauki,
prowadzenia przez relacje,
uczenia zachowań społecznych,
kontroli czasu przed ekranem,
odpowiedniej diety,
wygaszania trudnych zachowań i wzmacniania tych dobrych.

Jest tego więcej.

To wszystko jest bardzo ważne.
To wszystko jest bardzo potrzebne.

Ale… jest jeszcze druga strona.
Taka, której najczęściej nie widać.

Dom to nie jest sala lekcyjna, nie jest to też miejsce, gdzie wszystko jest uporządkowane i przewidywalne.
Z zewnątrz widać efekt, tylko nie widać drogi.
W środku to często chaos, napięcie i zmęczenie,
i czasami nie da się już „ogarnąć”.

Nie chodzi o konkretną rodzinę.
Czasem to samotna mama.
Czasem samotny tata.
Czasem dwoje rodziców, którzy po prostu są już na granicy.
Czasem jest niepełnosprawność, diagnoza, terapia.
A czasem „po prostu życie”, które się nawarstwiło.

W każdym z tych domów może wydarzyć się to samo:
kończą się zasoby.

Wracasz z pracy.
Często zmęczony, często z poczuciem niesprawiedliwości.
I wchodzisz w rzeczywistość, w której:
dziecko rzuca plecakiem i płacze, że nie pójdzie do szkoły,
nie chce odrabiać lekcji,
nie chce jeść albo je byle co,
nie chce się umyć,
rodzeństwo się kłóci, bije, prowokuje.

A obok tego jest jeszcze codzienność:
pranie, rachunki, zakupy, naprawy, organizacja życia.
U części rodzin dochodzi do tego sąd, alimenty, zbieranie paragonów,
udowadnianie kosztów życia dziecka,
przeciągające się sprawy i zabezpieczenia, które nie wystarczają.

Jeśli pojawia się niepełnosprawność, koszty rosną szybciej niż możliwości.

W którymś momencie to wszystko zaczyna być za dużo.
Z zewnątrz widać tylko efekt:
„nie odpisuje”,
„nie stawia się”,
„nie współpracuje”.

W środku jest coś zupełnie innego:
brak czasu,
wstyd,
lęk przed oceną,
bezradność,
i to uczucie w środku, że znowu się nie udało.

Brakuje pieniędzy na podstawowe rzeczy.
Brakuje czasu, żeby to wszystko poukładać.
Brakuje sił.

Dzieci zostają same.
Rodzice zostają sami.

Pojawiają się procedury –
Niebieskie Karty, interwencje, kontrole.
One są potrzebne.

Jednak… czasem dokładamy nimi ciężaru tam, gdzie już wszystko jest na granicy.

I pojawia się pytanie:
czy naprawdę nie da się zacząć inaczej?

Od zobaczenia całej sytuacji.
Od wejścia w środowisko.
Od wsparcia w największym chaosie, nie tylko od wymagań.

Nie ma zgody na przemoc ani zaniedbanie.
Ale zanim do nich dochodzi, bardzo często jest moment, w którym można jeszcze pomóc.

Dopiero wtedy widać więcej niż tylko „objaw”.

Rodzic ma obowiązek zadbać o dziecko, to jest oczywiste.
Ale jeśli jest dociskany do ściany, bez realnego wsparcia,
bez zrozumienia jego sytuacji i możliwości działania,
to nie budujemy zmiany.

Tworzymy tylko kolejne miejsce,
w którym ktoś „nie daje rady”.

A wtedy zaniedbane jest już nie tylko dziecko.
Zaniedbany jest rodzic.
I cała rodzina.

Dlatego same wymagania nie wystarczą.
Bez realnego wsparcia nie działają.

Pracuję z rodzinami w ich codzienności, w ich domach.
Widzę więcej niż to, co trafia do opinii, dokumentów czy krótkich obserwacji.

Jako psycholog rodzinny i doradca życia rodzinnego wiem, że zmiana najczęściej zaczyna się od rodzica.
Od wsparcia, nie tylko od wymagań.
Bo kiedy rodzic ma zasoby, dziecko ma oparcie.

Rodzina to relacje, które na siebie wpływają.
Czasem wystarczy pomoc w odpowiednim momencie, żeby coś mogło się zatrzymać i pójść w inną stronę.


12/04/2026

Rodzicielstwo nie oznacza rezygnacji z siebie.
Moje zmęczenie, potrzeba ciszy, przestrzeni i wsparcia są tak samo ważne jak potrzeby dziecka.

Czasem mam mniej siły.
Czasem potrzebuję zatrzymania.
To nie oddala mnie od dziecka, to mówi, że też jestem człowiekiem.

Granice nie są przeciwko relacji.
Granice pomagają ją chronić.

Kiedy mówię spokojne „nie”, uczę szacunku.
Nie zawsze wychodzi spokojnie, ale mogę do tego wracać.

Kiedy dbam o siebie, mam więcej miejsca na cierpliwość i bliskość.
Nie dlatego, że wszystko jest idealnie, tylko dlatego, że mam z czego dawać.

Nie wszystko jest w moich rękach.
Są dni trudne, pełne napięcia i bezradności.

To, na co mam wpływ, to sposób reagowania i to, gdzie stawiam swoje granice.
I mogę się tego uczyć, każdego dnia, w swoim rytmie, krok po kroku.

24/03/2026

Mówi się, że dziecko uczy się najlepiej wtedy, gdy czuje się bezpieczne.
I to jest ważne.
Ale równie prawdziwe jest to, że rodzice nie żyją w idealnych warunkach.

Rodzice próbują.
Między pracą, zmęczeniem, napięciem i codziennością, która często przerasta.

Czasem podnoszą głos.
Czasem reagują szybciej, niż by chcieli.
Czasem nie mają już zasobów, żeby zrobić to „tak jak trzeba”.

To nie oznacza braku miłości.
To oznacza przeciążenie.

Dziecko nadal najbardziej potrzebuje relacji.
Nie idealnej. Prawdziwej.

Kiedy dorosły jest w napięciu, dziecko częściej wchodzi w obronę.
Kiedy pojawia się choć odrobina spokoju, łatwiej wrócić do kontaktu.

Relacja nie oznacza braku granic.
Relacja to sposób, w jaki są stawiane.
Z zauważeniem emocji, ale też z jasnością.

Najpierw próba zobaczenia, co stoi za zachowaniem.
Nie zawsze się udaje od razu.

Czasem najpierw jest reakcja.
A dopiero potem przychodzi zrozumienie.

I to też jest częścią bycia rodzicem.

Wpływ w wychowaniu nie zaczyna się od perfekcji.
Zaczyna się od więzi, która wytrzymuje także trudne momenty.

Dziecko nie potrzebuje idealnych rodziców.
Potrzebuje takich, którzy mimo wszystko próbują.

23/03/2026

Konsekwencja to nie kara.
Kara skupia się na winie.
Konsekwencja pomaga dziecku się uczyć.

Kiedy dziecko może doświadczyć skutków swoich decyzji w bezpiecznych warunkach, ma szansę budować odpowiedzialność.
Kiedy pojawia się zawstydzanie, częściej pojawia się zamknięcie zamiast refleksji.

Empatia nie wyklucza konsekwencji.
Empatia pomaga dziecku je unieść i zrozumieć.

To nie zawsze wygląda spokojnie.
Dziecko może się złościć, protestować, nie zgadzać.
To też jest część uczenia się.

Najważniejsze nie jest „a nie mówiłam”.
Bardziej pomaga pytanie „co możesz zrobić następnym razem”.

Konsekwencja odpowiada na to, co wynika z tej sytuacji i czego można się z niej nauczyć.
Kara częściej skupia się na tym, jak sprawić, żeby dziecko poczuło dyskomfort.

Dziecko uczy się najbardziej wtedy, gdy czuje, że ktoś jest obok, nawet w trudnym momencie.

19/03/2026

To krótkie przypomnienie.
Bo w codzienności łatwo pomylić działanie z zaangażowaniem.

Presja potrafi uruchomić działanie.
Dziecko zrobi, co trzeba.

Ale to autonomia budzi zaangażowanie.
To ona sprawia, że dziecko chce, a nie tylko musi.

Kiedy dziecko ma poczucie wpływu, zaczyna się angażować.
Kiedy widzi sens, łatwiej podejmuje wysiłek.
Kiedy doświadcza, że potrafi, rośnie jego gotowość do działania.

Krzyk, nagrody i kary mogą zadziałać na chwilę.
Pomagają ruszyć z miejsca.

Ale to wewnętrzne przekonanie niesie dalej.
To ono buduje trwałą motywację.

Nie chodzi o brak zasad.
Dziecko potrzebuje granic, które dają mu bezpieczeństwo.

Chodzi o to, z czego to działanie wypływa.
Czy z napięcia i strachu.
Czy z poczucia wpływu i bycia ważnym.

Motywacja rośnie tam, gdzie dziecko ma przestrzeń wyboru.
Nie bez granic.
Ale w granicach, które je wspierają. 🌱

18/03/2026

To krótkie przypomnienie.
Bo w codzienności łatwo zgubić to, co naprawdę ważne.

To nie są zasady.
To małe klucze, do których można wracać.

Czy pomagam, czy wyręczam?

Odpowiedzialność nie rośnie z kontroli.
Rodzi się w doświadczeniu.

Dziecko potrzebuje
💪próbować.
⚖️Decydować.
🛠️Czasem popełniać błędy.

Czasem, chcąc pomóc, biorę na siebie więcej, niż potrzeba
i wtedy sprawczość dziecka ma mniej przestrzeni, by się rozwijać.
Kiedy oddaję adekwatnie, zaczyna się wzmacniać.

Odpowiedzialności nie da się przyspieszyć.
Można ją tylko spokojnie przekazywać. 🌱




08/03/2026

🔹Agresja i przemoc bywają ze sobą mylone, choć w psychologii opisują różne zjawiska. Rozróżnienie tej granicy pomaga lepiej zrozumieć, co dzieje się w relacji i kiedy mamy do czynienia z konfliktem wymagającym pracy nad emocjami i komunikacją, a kiedy z krzywdzeniem, które trzeba zatrzymać.

🔷W tej krótkiej rolce pokazuję, na czym polega ta różnica i jakie sygnały powinny nas skłonić do zatrzymania się i refleksji.
Jeśli rozpoznajesz w tym materiale coś bliskiego swojej sytuacji, warto poszukać wsparcia.
✅ Można skorzystać z bezpłatnej pomocy lub lokalnych punktów wsparcia.

🔷Jeśli potrzebujesz spokojnej rozmowy i uporządkowania sytuacji w relacji, prowadzę konsultacje psychologiczne, mediacje rodzinne oraz wsparcie dla par i rodzin. Czasem już jedna rozmowa pomaga zobaczyć sytuację z innej perspektywy i znaleźć bezpieczne rozwiązania.🍀

Pokaż mniej

05/04/2025

- Jesteś najgłupszą matką świata!
- Mam dosyć twojego gadania!
- Czemu nie jesteś taki fajny, jak ojciec Wojtka?!
- Nigdy nie zrozumiesz tego, co czuję!"

Często te i podobne odzywki mogą paść w kłótni. Czasem dla rodziców to „przekroczenie granicy”. Krzyczą: - Dość! Marsz do swojego pokoju!

Często wydaje się, że to rzeczywiście koniec świata. Jak to możliwe, by nastolatek odzywał się w taki sposób do mamy lub taty?! Często wydaje się, że pewnych słów nie można puścić płazem i trzeba natychmiast i stanowczo zareagować.

Często jednak rodzicielska reakcja nie jest podyktowana tą konkretną sytuacją, a flashbackiem emocjonalnym z przeszłości. To, co wiąże teraźniejszość z tym, co już było, co przeżyliśmy to te same emocje, które są bardzo dobrze znane, ale wciąż nie zaopiekowane…

Flashback emocjonalny to jak spojrzenie w lustro, w którym – jako Rodzice – widzicie się znów jako dzieci/nastolatki, od których wyłącznie wymagano, których krytykowano, którzy nie mogli podejmować decyzji, którzy musieli się podporządkować…

- Jesteś najgłupszą matką świata!
Mama, która w dzieciństwie doświadczała ciągłej krytyki, podważania jej inteligencji czy zaradności może poczuć się tak, jakby znowu była nastoletnią dziewczyną, która dobrze zna słowa, które tak bardzo wryły się w pamięć, że uwierzyła w to, że to prawda o niej. Dlatego będzie gwałtownie reagowała na „najgłupszą”. Nie tylko podczas starcia z nastolatkiem, ale w każdej sytuacji, w której ktoś ją skrytykuje…

- Mam dosyć twojego gadania!
Rodzic, który w dzieciństwie był ignorowany lub nie traktowany poważnie, może poczuć się ponownie odrzucony i zlekceważony. Takie słowa mogą wywołać emocje frustracji, samotności, a nawet poczucie, że nie ma prawa do wyrażania swoich myśli, co może być głęboko bolesne, jeśli w przeszłości doświadczył podobnych reakcji od swoich rodziców.

- Czemu nie jesteś taki fajny, jak ojciec Wojtka?!
Dla taty, który w młodości był porównywany do innych dzieci i czuł się nieadekwatny lub niewystarczająco dobry, taka wypowiedź może uruchomić silne uczucia nieakceptacji i niezadowolenia z samego siebie.

- Nigdy nie zrozumiesz tego, co czuję!
Dla rodziców, którzy w dzieciństwie nie czuli się wysłuchani lub mieli trudności w wyrażaniu swoich emocji, ta wypowiedź może uruchomić wspomnienia o poczuciu bycia ignorowanym lub niedocenianym, co wywołuje frustrację i smutek.

- Tylko się wtrącasz, nigdy nie pozwalasz mi decydować!
Rodzic, który w swoim dzieciństwie doświadczał nadmiernej kontroli lub nie miał możliwości podejmowania decyzji, może poczuć się ponownie bezsilny i zdominowany.

Jak więc radzić sobie z flashbackami emocjonalnymi?
Pierwszym krokiem jest rozpoznanie, że to, co czujemy w danej chwili, może być wynikiem flashbacku emocjonalnego. Świadomość tego, że nasza reakcja nie wynika wyłącznie z teraźniejszej sytuacji, ale jest wynikiem starych, nieprzepracowanych emocji, jest kluczowa. To daje przestrzeń do zrozumienia siebie i zatrzymania automatycznej reakcji.

Warto zastanowić się, dlaczego konkretne słowa dziecka wywołały tak silne emocje. Może to pomóc w identyfikacji źródła tych uczuć. Można np. przypomnieć sobie sytuacje z własnego dzieciństwa, które były związane z podobnymi emocjami.
Jeśli jako rodzice czujecie, że emocje Was przytłaczają, warto zrobić krok wstecz i dać sobie chwilę na przemyślenie sytuacji, zanim odpowiecie dziecku. Przerwa, nawet jeśli trwa tylko kilka sekund, pozwala na złapanie oddechu i lepsze kontrolowanie impulsów.

Jeśli poczujecie, że emocje z przeszłości wpłynęły na Waszą reakcję, możecie spróbować powiedzieć o tym dziecku w sposób spokojny i zrozumiały, np.:
- Czuję się teraz bardzo zdenerwowany/a, ponieważ to, co powiedziałeś, przypomniało mi pewne trudne chwile z mojego dzieciństwa.

Taka szczerość może pomóc dziecku zrozumieć, dlaczego reakcja rodzica była taka, a nie inna, i może otworzyć drzwi do głębszej rozmowy. Ważne jest, byście, Drodzy Rodzice, zdali sobie sprawę, że obecna sytuacja nie jest tym samym, co Wasze dzieciństwo, a Wasz nastolatek być może nie jest właściwym adresatem Waszej silnej reakcji emocjonalnej. Im trudniejsze doświadczenia są Waszym „bagażem” z czasu, gdy sami byliście dziećmi/nastolatkami, tym trudniej może być Wam w odszukaniu tych niewidocznych „połączeń” tego, co tu i teraz z tym, co kiedyś.

W drodze do zbudowaniu dystansu do Waszych trudnych, często traumatycznych przeżyć może Wam pomóc zrozumienie, że teraz jesteście dorośli, macie wpływ na swoje życie, macie kontrolę nad tym, jak reagujecie.

Warto też spojrzeć na reakcję dziecka z nieco innej perspektywy, np. jako na próbę wyrażenia frustracji lub niezadowolenia, a nie jako atak czy odrzucenie, co może być łatwym skrótem przez las przekonań na własny temat do bolesnych wspomnień z przeszłości.

W przypadku trudniejszych i głębszych flashbacków emocjonalnych, które są związane z traumą z Waszego dzieciństwa, bardzo ważna może być pomoc terapeuty, który pomoże w zrozumieniu i przetworzeniu tych emocji oraz w opracowaniu strategii radzenia sobie z nimi w codziennym życiu.

Emocje z Waszej przeszłości nie muszą rządzić Waszą teraźniejszością.
Myśli z Waszego dzieciństwa, nie muszą wkradać się w relację z Waszym dzieckiem/nastolatkiem.
To od Was wiele zależy. Teraz wreszcie możecie coś z tym zrobić…


Image by pvproductions on Freepik
__________________________________
Jacek Wolszczak
psycholog, pedagog, terapeuta EMDR
pracujący z młodzieżą i dorosłymi.
e-mail: [email protected]

💡Dlaczego niektóre komunikaty trafiają do dziecka skuteczniej?🧠Każde dziecko uczy się poprzez obserwację i interakcję z ...
09/02/2025

💡Dlaczego niektóre komunikaty trafiają do dziecka skuteczniej?

🧠Każde dziecko uczy się poprzez obserwację i interakcję z bliskimi. Aby skutecznie przekazywać mu wiedzę i wartości, warto świadomie stosować sygnały ostensywne – czyli takie zachowania, które przyciągają jego uwagę i sygnalizują, że coś jest istotne. Może to być:
👀kontakt wzrokowy,
😊uśmiech,
🗣 ciepły ton głosu
👋gest wskazania
👥pochylenie się w stronę dziecka.
Dzięki nim dziecko czuje się ważne i bardziej angażuje się w rozmowę.

⚠️Z drugiej strony, naturalnym mechanizmem obronnym jest czujność epistemiczna – czyli ostrożność wobec nowych informacji. Dziecko, podobnie jak dorosły, nie ufa bezrefleksyjnie każdemu komunikatowi. Dlatego tak istotne jest budowanie relacji opartej na zaufaniu i konsekwencji, aby młody człowiek mógł bezpiecznie odkrywać świat i przyswajać wiedzę od swoich najbliższych.

To właśnie stanowi o sile sygnałów ostensywnych i czujności epistemicznej w komunikacji, które pełnią kluczową rolę w kierowaniu uwagi innych na istotne informacje oraz w efektywnym wymienianiu się wiedzą i doświadczeniem.🧠💛

❤️ Twój sposób komunikacji ma ogromne znaczenie! Jakie sygnały stosujesz najczęściej? 😊

🔹 Wsparcie psychospołeczne – skuteczna pomoc w naturalnym środowisku rodziny🔹Jako psycholog rodzinny wspieram rodziców i...
07/02/2025

🔹 Wsparcie psychospołeczne – skuteczna pomoc w naturalnym środowisku rodziny🔹
Jako psycholog rodzinny wspieram rodziców i dzieci w codziennych trudnościach, pomagając im znaleźć siłę i rozwiązania dopasowane do ich sytuacji – tam, gdzie funkcjonuje na co dzień.

👉 Czym jest wsparcie psychospołeczne?
To każda forma pomocy, która łączy emocjonalne, psychologiczne i społeczne aspekty życia, wspierając rodziny w pokonywaniu trudności. Może to być rozmowa, interwencja kryzysowa, edukacja rodzicielska czy pomoc w organizacji życia domowego.

✅ Co daje wsparcie psychospołeczne?
✔ Zmniejsza stres i napięcie – rodziny lepiej radzą sobie z trudnymi sytuacjami, czując się mniej przytłoczone i bardziej pewne siebie.
✔ Pomaga szybciej wyjść z kryzysu – wsparcie daje realną pomoc tam, gdzie jest najbardziej potrzebna.
✔ Poprawia relacje rodzinne – otwiera przestrzeń na większe zrozumienie, cierpliwość i współpracę, co wzmacnia więzi i komunikację między bliskimi.
✔ Obniża ryzyko depresji i wypalenia rodzicielskiego – dzięki wsparciu rodzice czują się lepiej, co ma ogromny wpływ na atmosferę w całej rodzinie.
✔ Daje konkretne narzędzia do radzenia sobie z trudnościami – wsparcie jest dostosowane do rzeczywistości codziennego życia, pozwala znaleźć konkretne rozwiązania, które działają.

📌 Badania jednoznacznie pokazują, że najlepsze efekty przynosi wsparcie udzielane w naturalnym środowisku rodziny.

💙 Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej lub potrzebujesz wsparcia – jestem tutaj, by pomóc! 💙

Tel. 531 337 923
www.rodzinazen.pl

Address


Alerts

Be the first to know and let us send you an email when Rodzina ZEN posts news and promotions. Your email address will not be used for any other purpose, and you can unsubscribe at any time.

Contact The Practice

Send a message to Rodzina ZEN:

  • Want your practice to be the top-listed Clinic?

Share