27/06/2026
Na początku macierzyństwabyłam przekonana, że dam radę być wszędzie i dla wszystkich.
Że przecież zawsze tak działałam. Odkąd pamiętam byłam dobra w ogarnianiu wielu rzeczy naraz. Łączyłam studia z pracą, potem jedne studia z drugimi, podróże, życie towarzyskie, rodzinę, aktywność fizyczną, zdrowe jedzenie i jeszcze próbowałam znaleźć czas na jakiś self care. Raz wychodziło to lepiej, raz gorzej, ale generalnie jakoś to działało.
A potem pojawiły się dzieci.
Najpierw dwie pary oczu. Później cztery. A teraz już sześć.
I przez jakiś czas naprawdę zastanawiałam się, czy ja nagle straciłam tę umiejętność.
Dzisiaj myślę, że nie. Ja nadal mam tego skilla. Po prostu zmieniły się reguły gry.
Kiedyś moje decyzje dotyczyły głównie mnie. Mogłam dużo łatwiej żonglować swoim czasem, zmieniać plany i dostosowywać je do siebie. Dzisiaj jest inaczej. Każda moja decyzja wpływa nie tylko na mnie, ale też na całą naszą rodzinę.
Do tego dochodzi jeszcze coś, czego przez długi czas w ogóle nie zauważałam, a co bardzo wpływało na moje wybory. To przekonania, w których dorastałam i z którymi, będąc cały czas blisko moich rodziców, nadal dość często się zderzam. Czasami naprawdę trudno jest wtedy oddzielić to, czego ja chcę, od tego, co wydaje mi się, że „powinnam” robić jako mama. I właśnie w tym napięciu zaczęłam dostrzegać, że problem nie leży w mojej organizacji.
Po prostu nie da się być wszędzie i zawsze.
I szczerze? Już nawet nie chcę.
Chcę, żeby dobro, bezpieczeństwo i relacja z moimi dziećmi były na pierwszym miejscu. Ale chcę też rozwijać swoją pracę, czasem pojechać na konferencję, wyjść na rower, spotkać się z przyjaciółmi czy pójść na randkę z mężem.
I nie mogę mieć tego wszystkiego jednocześnie.
Każdy wybór coś mi daje i każdy wybór oznacza, że z czegoś na ten moment rezygnuję.
To, że czasami wybieram coś poza domem, nie oznacza, że jestem gorszą mamą.
To oznacza tylko tyle, że oprócz bycia mamą jestem też człowiekiem.
I odkąd zaczęłam tak na to patrzeć, jest mi po prostu dużo lżej.
Jestem ciekawa, czy też miałaś taki moment, w którym zrozumiałaś/eś, że nie da się być wszędzie i zawsze.
Jeśli to też jest o Tobie, napisz o tym w komentarzu “🤍”