25/08/2026
***
To dopiero mój trzeci rysunek.
Więc zdecydowanie nie będę udawać, że już „znam” neurografikę. 😉
Ale zaczynam rozumieć, dlaczego tak bardzo mnie zatrzymała.
Od dawna fascynuje mnie to, co dzieje się w człowieku pod powierzchnią tego, co świadome. Przekonania, wewnętrzne historie, sposoby patrzenia na siebie i świat, które nieustannie wpływają na nasze samopoczucie i jakość życia.
I właśnie w neurografice zaciekawiło mnie to, że zamiast słów pojawia się… linia.
Biorę temat, który jest we mnie żywy ... problem, napięcie, coś, co uwiera. Ręka jest w ruchu i w pewnym momencie problem przestaje być jednym wielkim „czymś”. Zaczyna się rozkładać na części, nabierać kształtu, głosu.
I gdzieś w trakcie tego procesu zaczyna się we mnie rozmowa.
Odzywa się część mnie ze swoją emocją, przekonaniem, własną wersją rzeczywistości.
I tutaj dzieje się coś, co jest dla mnie naprawdę ciekawe.
Przestaję patrzeć przez nią i zaczynam widzieć ją.
Widzę, czego się boi. W co wierzy. Jaką historię sobie opowiada. I zaczynam dostrzegać, jak bardzo właśnie z tej perspektywy wyrasta problem, z którym usiadłam do rysowania.
Ta część jest moja.
Ale nie jest całą mną.
I dopiero wtedy pojawia się przestrzeń, żeby spojrzeć na to inaczej. Nie dlatego, że zmuszam się do „pozytywnego myślenia”, tylko dlatego, że nie jestem już zamknięta w jednej wersji rzeczywistości.
I może właśnie to najbardziej porusza mnie teraz w neurografice.
Nie to, czy rysunek „zmienia rzeczywistość”.
Bardziej to, czy podczas rysowania ja zaczynam inaczej tę rzeczywistość widzieć.
Bo czasami coś, co przez lata wydawało się prawdą o mnie, okazuje się starym przekonaniem powtarzanym tak długo, że przestałam w ogóle zauważać, że można je zakwestionować.
Na razie dopiero poznaję neurografikę.
Po prostu rysuję i obserwuję tę rozmowę, która odbywa się gdzieś pomiędzy kartką a mną… albo moimi wewnętrznymi demonami. 😉
💚 M.
***