26/07/2026
Bajka o budowie, na której murarze chcieli decydować o wszystkim. 🏡
29 lipca zbliżał się wielkimi krokami. 🗓️
W zaciszu gabinetu Główny Projektant prowadził poważne rozmowy z Inwestorem i Kierownikiem Budowy. Na stole leżały plany, projekty i opinie poszczególnych ekip. Dyskutowano o przyszłości murarzy. Projektant nie chce dziś zabrać murarzom kielni ani zakazać im stawiania ścian. Chce natomiast ustalić, ile mogą otrzymać za godzinę murowania, ile godzin wolno im spędzić jednocześnie na kilku budowach, nakazać zapisywanie każdego wejścia na plac budowy i zabronić pobierania procentu od wartości każdej postawionej ściany.
Tymczasem na skraju miasta stał nowo wybudowany dom.
Miał już fundamenty, ściany, dach, kominy i kilka bardzo reprezentacyjnych kolumn, które właściwie do niczego nie służyły, ale za to wyglądały niezwykle prestiżowo.
Murarze byli ze swojej pracy dumni. Chodzili wokół budynku w białych kaskach, stukali młoteczkami w cegły i powtarzali:
- Solidna robota. Bez nas nie byłoby tutaj niczego.
I rzeczywiście - bez ścian trudno byłoby mówić o domu.
Przyszedł jednak dzień, w którym do budynku miały wejść pozostałe ekipy.
Najpierw elektrycy. Przyjechali szybko, na sygnale, jak to mieli w zwyczaju.
Trzeba było położyć przewody, zamontować zabezpieczenia, uruchomić oświetlenie i przygotować instalację na wypadek nagłego przeciążenia.
Nie przyjechali jako pomocnicy murarzy ani jako ekipa do podawania kabli. Weszli do budynku jako samodzielni fachowcy.
Sami oceniali, którędy poprowadzić przewody, gdzie zamontować zabezpieczenia i jak postąpić w przypadku nagłej awarii. Nie czekali przy każdym gniazdku na zgodę murarza, bo prąd - podobnie jak zagrożenie życia - nie ma zwyczaju cierpliwie czekać na zakończenie konsultacji.
Pracowali zgodnie z wytycznymi Europejskiej Rady Elektrycznej. Rada szczegółowo opisywała, co robić w przypadku nagłego zaniku napięcia, przeciążenia instalacji albo konieczności użycia defibrylatora w celu przywrócenia energii całemu budynkowi.
Murarze również znali te wytyczne. Znali je nawet bardzo dobrze. Czasami zachowywali się jednak tak, jakby sama znajomość zasad elektryki dawała im prawo do kierowania każdą ekipą, która trzymała w ręku przewód.
- Ten kabel poprowadziłbym inaczej - zauważył jeden z murarzy.
- Można go poprowadzić na kilka sposobów - odpowiedział elektryk. - My wybraliśmy rozwiązanie bezpieczne, zgodne z projektem i naszymi uprawnieniami.
- Ale to przecież nasza ściana.
- Zgadza się. A to nasza instalacja.
Murarze mogli mieć uwagi. Mogli przedstawiać własne oceny. Nie mogli jednak zapominać, że za instalację odpowiadają elektrycy.
Bo elektrycy nie byli chłopcami od noszenia przewodów. Byli fachowcami odpowiedzialnymi za to, aby w domu pojawiło się światło dokładnie wtedy, gdy było najbardziej potrzebne.
Następnie malarki i malarze. Była to najliczniejsza grupa fachowców ze wszystkich pracujących na budowie.
Od ponad 25 lat przygotowywano ich do zawodu na uczelniach wyższych. Kończyli kursy kwalifikacyjne, specjalizacje, studia magisterskie i kolejne formy kształcenia. Poznawali nowe materiały, techniki i technologie.
Nie byli już ekipą posiadającą jedynie wiadro farby i dobre chęci.
Potrafili posługiwać się pędzlami, wałkami, agregatami natryskowymi i nowoczesnymi systemami malarskimi. Umieli ocenić stan ściany, dobrać odpowiedni preparat, zaplanować pracę i kontrolować jej efekt.
W całej Europie malarki i malarze od dawna korzystali z nowoczesnych narzędzi. Dzięki nim malowali szybciej, dokładniej, oszczędniej i pozostawiali po sobie znacznie mniej bałaganu.
Nowoczesne malowanie nazwano APN - zaawansowaną praktyką (malarską).
Murarze patrzyli jednak na te zmiany z rosnącym niepokojem.
- Nie możemy pozwolić, żebyście używali pędzli, wałków i natrysku - oznajmili.
- Dlaczego? - zapytały malarki i malarze.
- Ponieważ ściany są nasze.
- Przecież jesteśmy przygotowani do korzystania z tych narzędzi. Mamy wiedzę, kwalifikacje i doświadczenie.
- My tego nie kwestionujemy - zapewnili murarze. - Bardzo cenimy waszą pracę. Uważamy jedynie, że nadal powinniście malować rękami.
- Rękami?
- Tak jak w przedszkolu. Możecie zanurzać w farbie jeden palec. W szczególnie uzasadnionych przypadkach całą dłoń. Oczywiście po wcześniejszym uzgodnieniu z murarzem.
Malarki i malarze spojrzeli na swoje dyplomy, certyfikaty, pędzle, wałki i nowoczesne agregaty. Potem popatrzyli na ogromny budynek, który czekał na pomalowanie.
- Przecież malowanie palcami trwa dłużej, pozostawia smugi, zużywa więcej farby i wymaga znacznie więcej sprzątania.
- Właśnie - odpowiedzieli murarze. - Dlatego potrzebny jest jeszcze większy nadzór murarski.
Po chwili jeden z murarzy przesunął dłonią po pięknej, równej ścianie i westchnął:
- Naprawdę szkoda tych gładkich ścian na takie malowanie rękami.
- To pozwólcie nam użyć pędzli, wałków i natrysku - odpowiedziały malarki i malarze.
- Nie możemy.
- Dlaczego?
- Bo ściany są dla nas zbyt ważne.
I tak najliczniejsza ekipa na całej budowie, od ćwierćwiecza kształcona do wykonywania coraz bardziej zaawansowanych prac, nadal miała malować palcami.
Nie dlatego, że nie potrafiła używać nowoczesnych narzędzi.
Nie dlatego, że nie posiadała wiedzy.
Nie dlatego, że brakowało jej kwalifikacji.
Murarze obawiali się po prostu, że malarz wyposażony w pędzel, wałek i agregat natryskowy może kiedyś przestać pytać ich o zgodę na każdy ruch ręki.
A wtedy mogłoby się okazać, że nowoczesny dom nie powstaje dzięki jednej najważniejszej ekipie.
Powstaje dzięki wielu samodzielnym fachowcom, z których każdy zna swoją pracę, posiada własne kompetencje i ponosi za nie odpowiedzialność.