08/05/2026
Co dla Was znaczy żyć w Matrixie? Czym może być Matrix z punktu widzenia psychoterapii?
Polecajka 🙂
Po 20 latach znów obejrzałam ten ikoniczny film i dziś widzę go dużo głębiej, niż wtedy.
Z pewnością pomogła mi w tym wiedza- i teoretyczna i ta praktyczna- płynąca z własnego doświadczenia bycia „na kozetce”.
Do jakich podróży intelektualnych nas ten obraz zaprasza - prócz oczywistej, znakomitej skądinąd i wizjonerskiej, jak się okazuje po latach- fabuły? Czy jego Twórcy rozpoznali wielość znaczeń, które zawarli w tej opowieści?
Jednym z możliwych odczytań tej historii jest uzmysłowienie widzowi, w jakich pułapkach utyka nasz umysł.
Umysł (i psychika), który dojrzewał i rozwijał się w konkretnych - bywa, że niekorzystnych warunkach środowiskowych. Nieobecni emocjonalnie opiekunowie, nadmierny stres, czasem przemoc fizyczna i wiele innych czynników, które kształtowały sposób widzenia świata zewnętrznego i wewnętrznego. Specyficzny matrix/ macierz.
Akurat w filmie „Matrix”- przewrotnie wydawać by się mogło- przedstawiony jest zachęcająco, a ludzki świat - cóż… pełen niewygody, zagrożeń i konieczności ciągłego unikania zagrożeń… a jednak to właśnie w takich okolicznościach Neo odnajduje w sobie swoją siłę, rozwija się i … wraca do życia. Narażając to, kim jest, co o sobie wie, przekraczając granice „szaleństwa” (kto poszedłby za białym króliczkiem?) i jednocześnie narażając się na poważne niebezpieczeństwo: groźbę utraty życia jakie zna i siebie, jakiego zna.
I nie jest to myśl o tym, że terapia musi boleć, frustrować…. Nie.
Moje skojarzenia biegną raczej w tę stronę, jak przez pryzmat Matrixu w którym kształtują się pierwsze relacje i nasza zdolność rozumienia siebie i świata, patrzymy później na siebie i każdą kolejną relację, którą staramy się stworzyć w dorosłym życiu. Jak trudno wyrwać się z uścisku czy też może lepiej byłoby napisać- matrycy, która się w nas ukształtowała. Jak trudno się rozwijać ku zdrowiu, mając na karku wszędobylskich „agentów” przeszłości…. Przeszłość już znamy…. W pewnym sensie jest „wygodna” i „bezpieczna”- wiemy, czego możemy się po niej spodziewać. A dokąd zaprowadzi nas rozwój? To zawsze jest podróż w nieznane.
Bywa, że Matrix/macierz tak k**i iluzją błogości lub bezpieczeństwa, że jesteśmy gotowi- jak jeden z bohaterów- do niego powrócić za cenę zdrowienia, odwrócenia się od, a nawet zniszczenia tzw „dobrych obiektów”. Jeśli na tą pokusę nałoży się np cierpienie z powodu poczucia odrzucenia, niezaspokojenia jakichś tęsknot czy potrzeb, siła przyciągania „starego” rośnie.
Można by pomyśleć, że w pewnym sensie wychodzenie z traumy, zdrowienie, wciąż wymaga od nas czujności i siły, czasem decyzji żeby wytrwać, bo to co znane wciąż k**i.
Nie wiem, cz udało mi się oddać wiernie to , co chciałam przekazać. Niemniej jednak wychodzenie z matrixu bywa czasami prawdziwą próbą sił między tym co w nas znajome, kim- jak sądzimy- jesteśmy, a tym co w nas być może jeszcze nierozpoznane, niewypracowane, albo bardzo skrzętnie ukryte.
Ech. Byłoby cudownie, gdyby dało się tak szybko wgrać w psychikę nowe oprogramowanie. I od razu umieć z niego po mistrzowsku korzystać ;)