07/07/2026
Testy IgG i IgG4 na „nietolerancje pokarmowe" — dlaczego lepiej ich nie robić
Wchodzicie do sieci laboratoryjnej, w cenniku widzicie: „panel nietolerancji pokarmowych IgG — 200 alergenów, 2 300 zł". Idziecie do dietetyka, on mówi: „bez tego testu nie zaczynam z Panią współpracy". Znajomy z pracy mówi, że „wreszcie zrozumiał, dlaczego jest wiecznie zmęczony", bo test pokazał mu „nietolerancję na pszenicę, nabiał i pomidory". Brzmi znajomo? Chciałabym krótko powiedzieć, co o tych testach mówi nauka.
Test IgG (i jego odmiana IgG4) mierzy w krwi przeciwciała klasy IgG skierowane przeciwko białkom pokarmowym. Problem polega na tym, że obecność tych przeciwciał nie jest oznaką choroby. To jest tylko znak, że jecie dany pokarm. IgG4 to wręcz przeciwciało, które immunolodzy nazywają markerem tolerancji immunologicznej, czyli tego, że układ odpornościowy nauczył się nie reagować na dany antygen. Dokładna odwrotność tego, co obiecują sprzedawcy testów.
Nie mówię tego od siebie. W ciągu piętnastu lat wypowiedziało się w tej sprawie siedem niezależnych towarzystw naukowych i wszystkie doszły do tego samego wniosku: European Academy of Allergy and Clinical Immunology (EAACI 2008, 2014), American Academy of Allergy, Asthma & Immunology (AAAAI 2010, kampania Choosing Wisely 2012), Canadian Society of Allergy and Clinical Immunology, Włoskie Towarzystwo Alergologiczne, niemiecki niezależny IGeL-Monitor (ocena „negativ"), a w Polsce Polskie Towarzystwo Alergologiczne (stanowisko z 2020 r.) i Polskie Towarzystwo Chorób Atopowych. PTA napisało to dosłownie: „niezależnie od podklasy, ocena przeciwciał IgG nie ma żadnej wartości diagnostycznej, szczególnie w przypadku alergii pokarmowej".
Test nie jest tani. W polskich cennikach panele wahają się od 425 zł do ponad 2 500 zł. NFZ ich nie refunduje, ponieważ towarzystwa naukowe konsekwentnie odradzają ich wykonywanie. Za te pieniądze dostajecie „indywidualny raport" z długą listą produktów do wyeliminowania. I tu robi się już nie tylko finansowo, ale i zdrowotnie niebezpiecznie: opisano przypadki dzieci na dietach eliminacyjnych opartych na testach IgG, u których rozwinęło się niedożywienie białkowe (Keller i wsp. 2012). Dieta eliminacyjna na podstawie fałszywego wyniku może przynieść poważne kłopoty.
Nasuwa się pytanie: skoro nauka jest tak jednoznaczna, to dlaczego test jest dostępny w Polsce? Odpowiedź nie sprowadza się do jednej grupy zawodowej — to opis rynku. Sieci laboratoryjne mają test w cennikach do samodzielnego zamówienia, bez skierowania. Część gabinetów dietetycznych opiera na nim całą swoją ofertę — PTCA pisze wprost, że „wielu dietetyków nie zaczyna współpracy, jeśli nie otrzyma od pacjenta wyników tego testu". A firmy sprzedające testy oferują, cytuję dalej PTCA, „programy prowizyjne dla dietetyków i lekarzy, którzy je sprzedają". Nie znalazłam natomiast danych, że test IgG na pokarmy był w Polsce zlecany przez lekarzy specjalistów alergologów. To przede wszystkim rynek konsumencki wokół laboratoriów, gabinetów dietetycznych i marketingu bezpośredniego, a nie praktyka alergologiczna w gabinecie lekarskim.
Co z tego wynika praktycznie? Kilka konkretów. Po pierwsze — macie prawo poprosić osobę, która test proponuje (lekarza, diagnostę, dietetyka), o wskazanie aktualnych wytycznych alergologicznych, na których opiera to zalecenie. Aktualne wytyczne polskie, europejskie i amerykańskie mówią w tej sprawie coś przeciwnego. Po drugie — macie prawo odmówić bez podania uzasadnienia. Po trzecie — jeśli objawy sugerują alergię lub nietolerancję pokarmową, właściwą drogą jest konsultacja z alergologiem (testy skórne i swoiste IgE — nie IgG) albo gastroenterologiem (celiakia, IBS, IBD). Po czwarte — jeśli uważacie, że zostaliście wprowadzeni w błąd i ponieśliście szkodę (koszt, dieta bez podstaw, niedobory u dziecka), możecie złożyć skargę: na lekarza — do Okręgowego Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej przy Okręgowej Izbie Lekarskiej; na diagnostę lub laboratorium — do Rzecznika przy Krajowej Izbie Diagnostów Laboratoryjnych.
Kończę zdaniem, które warto powtarzać: przeciwciała IgG i IgG4 przeciw pokarmom są fizjologicznym wskaźnikiem ekspozycji i tolerancji immunologicznej, a nie nietolerancji; ich oznaczanie w diagnostyce nietolerancji pokarmowej nie ma wartości klinicznej i nie powinno być wykonywane. Siedem niezależnych zespołów w siedmiu krajach doszło przez piętnaście lat do identycznego wniosku. To już nie jest opinia. To jest aktualny stan wiedzy medycznej i Wy, jako pacjenci, macie prawo z niego skorzystać, także wtedy, gdy Wasz własny lekarz, laboratorium albo dietetyk pomija te informacje.
Fragment z rozdziału 17 książki o diagnostykach spoza medycyny opartej na dowodach, nad którą pracujemy racem z Tomasz Dzieciątkowski - Trust me I'm a Virologist