06/08/2026
Zastanawiam się, czy podczas przyjęć w poradni onkologicznej, w niektórych przypadkach, wiadomość o zakończeniu wszelkiego leczenia lekarz mógłby przekazać w obecności psychologa?
Chodzi o " tu i teraz" zaopiekowanie się emocjami chorego, który właśnie się dowiaduje, że pozostaje mu czekanie na śmierć. Klinika rozkłada ręce i zostawia go samemu sobie. No tak bardzo wprost powiem.
Właśnie wypada z systemu leczenia, bo nie rokuje, bo wszystkie drugi pomocy już wyczerpano? Już wie, że umierać będzie w bólu, a tego boi się najbardziej.
Zostaje jej POZ lub hospicjum, póki co domowe.
Czy lekarz mógłby przekazać taką wiadomość z elementem współczucia, empatii? Bo tu tego w odczuciu chorej zabrakło.
Nie wiem, co w środku czuje moja pacjentka. Wiem tylko, że kiedy miałam zdiagnozowane niewielkie zmiany przedrakowe (błędnie czy nie - nie istotne dziś, ale mentalnie rok wyjęty z życiorysu) nie było dnia, żebym o tym nie pomyślała. Cały czas to we mnie było, ciążyło psychicznie.
Rozumiem, że czasem mamy trudny dzień, umarł pacjent, zmęczenie nas dosięga, rodzina kolejnego chorego zalewa nas złością; następna godzina pracy na dyżurze za kogoś , po prostu jest "ch***ia"; nasze życie rodzinne lub emocjonalne się rozpieprza, a przed nami jest jeszcze chory. Zagubiony chociaż z odrobiną nadziei. A jego życie w jednej chwili też zaczyna się rozsypywać.
A tu informacje trafiają obuchem w łeb, a do tego lekarz niekoniecznie w miłym nastroju, niekoniecznie ma w sobie siłę do taktu. A człowiek chce żyć.
Nie zazdroszczę onkologom , w ogóle lekarzom na co dzień stykającym się ze śmiercią. Jestem w stanie zrozumieć wypalenie...
Wyszłam od pacjentki zasmucona, bo nie jest to osoba, która dramatyzuje opowiadając coś.
Trudna sytuacja. Łatwo chyba nie będzie. Przyjęliśmy myślenie, że co ma być, to będzie, ale walczmy o jakość życia.