Ardenti Vento

Wskazówki dojazdu Strona internetowa

Ardenti Vento Rozwój duchowy powinien mieć oparcie w rzeczywistości. Niesamowitość powinna być częścią naszego życia. Piszę i komentuję to, co się dzieje na świecie.

Plus raz na jakiś czas wtrącam swoje "rozwojowe" 5 groszy.

Ostatnio interneta wszelkie grzmią sądem ostatecznym i wojną robotów na miarę Terminatora. Obrywa się głównie Anthropic....
02/10/2026

Ostatnio interneta wszelkie grzmią sądem ostatecznym i wojną robotów na miarę Terminatora. Obrywa się głównie Anthropic. Nie będę tutaj dywagowała na temat tego, na ile ta nagonka jest spowodowana tym, że owa firma nie poddała się naciskom Pentagonu, co inne firmy uczyniły. Nie o tym chcę tutaj pisać. Nie o ograniczeniach, bo AI wymyka się spod kontroli. Ani nie o zagrożeniach wynikających z korzystania z tego narzędzia.

Zdaję sobie też sprawę, że to, co jest oferowane maluczkim, ma się nijak do tego, co owe firmy rzeczywiście mają w posiadaniu i do czego owe modele mogą się posunąć i do jakich zasobów informacyjnych mają dostęp. Według mnie do wszystkiego, a różnego rodzaju obwarowywania prawne to pic na wodę i nic więcej. To co się mówi oficjalnie a to co za kulisami to dwie różne rzeczy. Mimo naiwnej wiary wielu, że jest inaczej.

Nie o tym tu chcę pisać. Raczej o tym, że w tej całej cybernetycznej nagonce brak mi najważniejszej kwestii. Nikt nie pyta się dlaczego.

Dlaczego ludzie szukają konaktu z AI? Dlaczego chłopak, konspirujący na temat samobójstwa z AI, wolał otworzyć się przed robotem, który go nie oceniał i dawał poczucie bezpieczeństwa? Dlaczego nie ufał swoim rodzicom, psychologom? Bał się? Czego zabrakło? Co dało mu AI? Czego nie dostał od otoczenia?

To jest ekstremalny przypadek, ale przypadek pokazujący bardzo groźny trend w społeczeństwie. Poszarpane więzi społeczne.

Ludzie to zwierzęta stadne. Potrzebujemy innych ludzi, rodziny, przyjaciół. Poczucie przynależności, bezpieczeństwa, troski, miłości to są podstawowe wartości na których budowane jest zdrowe społeczeństwo. Zdrowa rodzina. Zdrowa jednostka.

Z bardzo wielu powodów, te więzi między ludźmi obecnie zanikają. Ograniczają do wymiany czegoś za coś, korzyści, strat, zapewnienia statusu, bytu, kontroli, ograniczeń. Dzieci wozi się z jednych zajęć na następne, zgodnie z modą, z tym co inne dzieci lubią, z tym co wydaje się, że będzie przydatne w przyszłości. Znajomych dobiera się często również zgodnie z tym kluczem. Praca, kariera, sukces zewnętrzny, również ten liczony ilością odsłon na TikToku. Jakieś atrapy zastąpił przyjaciół, znajomych, sąsiadów. Niczym szczury wszyscy pędzą w jakimś wyścigu zdobywając… No właśnie. Co?

Żyjemy w świecie mając wszystko, ale jednocześnie nie mając nic. Nic co jest naprawdę ważne.

Większość nie ma czasu by przeczytać coś wartościowego, coś wartościowego obejrzeć. Szybkość, produktywność, efektywność. Łyknij tabletkę a poczujesz się lepiej. Zdobądź kwalifikacje. Zapisz się na kurs rozwijający coś tam. Utknęliśmy we własnej głowie i pułapce logiki. Regulacje zamiast naturalnych relacji. Psychologowie i terapeuci zamiast rodziny i szczerej rozmowy. Zajęcia pozalekcyjne zamiast dokazywania na podwórku. Media społecznościowe zamiast paczki przyjaciół.

Gdzieś zatraciliśmy zaufanie do innych ludzi. Włączając w to rodzinę i przyjaciół. Więzi społeczne często kojarzą się z kontrolą, oceną, krytyką. Z poprzeczkami które musimy osiągnąć lub wydaje nam się że są nie do osiągnięcia. Brak poczucia bezpieczeństwa. Wszędzie jest rywalizacja, wizerunek dążenie do ideału. Świat biznesu wkradł się nam w relacje prywatne i nie chce z nich wyleźć.

Nie mówię, żeby wróciły czasy bez prądu i telewizji, ale dawniej ludzi mieli więcej czasu dla siebie. Dla rodziny – tej rozumianej w węższym lub szerszym znaczeniu. Za radio robiła sąsiadka. Za telewizję wieczorne spotkania ze znajomymi. Wyobraźnia, kreatywność, więzi i emocje. Coś, czego w obecnym świecie brak.

Niczego nie zastąpi bliskość z drugim człowiekiem. Mądrość. Poczucie bezpieczeństwa i przynależności. Akceptacja. Ale bliskość wymaga odsłonienia się. Ryzyka bycia bezbronnym. W świecie w którym cały czas trzeba się bronić i dbać o swoje, to ryzyko często bywa zbyt wysokie. AI wydaje się bezpieczne. Bezosobowe. Akceptujące. Daje wystarczającą iluzję. Wystarczającą by trwać. Nie krytykuje. Nie trzeba się bronić, mieć stanowiska.

Te wszystkie regulacje AI niczego nie zmienią. Owszem, są potrzebne, ale niczego nie zmienią. O osłabianie więzi społecznych i rodzinnych było oskarżane radio, telewizja, internet, gry, komunikatory wszelakie. Teraz pora na AI. Potem będzie coś innego. Pojawią się te same dyskusje o regulacje, “bo niebezpieczne”. Zmieniają się środki, źródło problemu pozostaje to samo. Ludzie potrzebują więzi. Jeśli nie znajdują ich w zdrowym środowisku, znajdą je gdzie indziej.

Droga na skróty bywa najdłuższą drogą.

Mam blokadę. I nie wiem, czy do dobrze, czy też nie.No właśnie. Mam blokadę na pisanie. Nic nowego. Zawsze mam opory prz...
23/09/2026

Mam blokadę. I nie wiem, czy do dobrze, czy też nie.

No właśnie. Mam blokadę na pisanie. Nic nowego. Zawsze mam opory przez “zaczęciem”. Potem już jakoś idzie. Częściej lepiej niż gorzej. Ale tym razem jest inaczej i nie wiem skąd to się bierze, bo owa blokada zaczęła się gdzieś w sierpniu i nie chce puścić.

Może chodzi o to, że świat zmierza w kierunku czarnej dziury i jest duża szansa, że tam na długo pozostanie?

Może chodzi o to, że zbliża się koniec numerologicznego roku i niedługo rozpocznę nowy wraz z datą urodzin? Zawsze jakoś tak przed urodzinami miałam taki czas energetyczny na dopinanie i zamykanie spraw które się podziały w zeszłym roku. W tym jest bardziej intensywniej niż zazwyczaj. Albo się w takie sprawy wierzy, albo nie. Ja wierzę. A właściwie zauważam rytm w którym moje życie płynie. I ok. Wiem co z tym robić.

Ale tym razem jest intensywniej. Może dlatego że wchodzę w numerologiczną 11? Znawcy twierdzą że to mocna liczba. Czas pokaże. W każdym razie zeszły rok przyniósł mi tyle przebojów że starczy. Chcę odpocząć.

Może stąd właśnie ta blokada?

W internecie szaleje groźba AI na skalę Terminatora, Ameryka się nagle zorientowała że jest “mocarstwem” i zaczęła z tego korzystać pełną gębą, na co Europa zgłupiała i nie wie co ma z tym zrobić, niby chce dyplomatycznie, ale jak? Hmm. No i niestety Europie brak polityków z prawdziwego zdarzenia. Są urzędnicy na stanowiskach politycznych a to niestety nie to samo.

Propaganda z prawej i lewej zagranicy i zza oceanu kwitnie jak nigdy dotąd i już nikt się nawet z tym nie kryje że albo “zgadzasz się ze mną” albo “zmiotę cię z powierzchni ziemi”.

Jakiś dziwny tren się ostatnio porobił i wymaga się od ludzi opowiedzenia się na taki albo inny temat. Obowiązkowo. Żyjemy w jakimś dziwnym świecie Schrödingera i jego kota.

Z jednej strony granice w obecnym świecie zostały rozmyte tak bardzo, że już nie wiadomo gdzie góra, gdzie dół, co dobre, co złe. Wszelkie role społeczne, życiowe, praca, dom: wszystko jest wymieszane dokumentnie, z drugiej strony wymaga się od nas jasnego określenia “stanowiska”, które jest “właściwe” albo i “nie”.

Wszystko jest obecnie możliwe, ale jednocześnie nie jest nic.

A na dodatek lato się skończyło a ja funkcjonuję na baterie słoneczne. I nie, o ekologii nie chce mi się już pisać. Bo to w Europie temat chcę ciastko i zjem ciastko. Zostawiam to na inny czas.

No i jak tu nie mieć blokady twórczej? Może zablokuję sobie media społecznościowe by się odblokować…

Bardzo ciekawy artykuł. Polecam. O Matce Polce w wydaniu amerykańskim (kto śledzi to, co się dzieje za Wielką Wodą to wi...
06/09/2026

Bardzo ciekawy artykuł. Polecam. O Matce Polce w wydaniu amerykańskim (kto śledzi to, co się dzieje za Wielką Wodą to wie o co i o kogo chodzi). O tym, do jakiej tragedii może to doprowadzić. O archetypach, cieniu i o systemie opieki zdrowotnej “weź pigułkę” który bardzo tutaj zawiódł. Link wiadomo gdzie.

Jest takie przysłowie, podobno afrykańskie, o którym to fakcie dowiedziałam się niedawno, ale nieważne. Przysłowia są mą...
19/07/2026

Jest takie przysłowie, podobno afrykańskie, o którym to fakcie dowiedziałam się niedawno, ale nieważne. Przysłowia są mądrością narodów i coś w tym jest.

“Do wychowania dziecka potrzeba całej wioski”.

No właśnie. Całej społeczności w której się żyje. Idealny model rodziny obecnie to dwoje rodziców i dwoje dzieci. Bo niby na więcej nie ma się czasu, pieniędzy, energii. Nie będę dyskutować z modelami. Są jakie są, potem są inne i też się w nie wierzy. Mogę za to podyskutować sobie z faktem, że ten model nigdy właściwie nie istniał w historii a ludzie jakoś sobie radzili. Razem. Sąsiad sąsiadowi pomagał, dzieci z dzielnicy bawiły się razem, razem chodziły do szkoły, odwiedzały się nawzajem i ogólnie naprawdę dziecko wychowywały z rodzicami babcie, dziadkowie, pomocne sąsiadki i rodzice kolegów.

Razem jesteśmy ściśnięci na tej planecie i jak na razie nie ma od tego ucieczki. To, jak traktujemy siebie nawzajem w mikro czy makrospołecznościach wpływa na naszą jakość życia jako jednostek, choć ostatnio jakoś nikt tego zdaje się nie zauważać.

Nasz obecny świat jest bardzo mocno nastawiony na indywidualizm. Być może jest to reakcja na setki lat ludzkości która żyła dla “ojczyzny”, “króla”, “narodu”, “religii”. Odbija to się obecnie czkawką w postaci “ja jestem najważniejszy/najważniejsza i tylko ja”. Zadbaj o siebie, myśl przede wszystkim o sobie, inni o siebie zadbają a przynajmniej powinni.

Obecny kapitalizm, konsumpcjonizm zachęca do takiego zachowania wszystkimi swoimi kopytami. Zarabiaj, konsumuj, zabawiaj się. Myśl o sobie bo to TY jesteś ważny. Zatroszcz się o siebie bo nikt tego za ciebie nie zrobi.

Te wszystkie njuejdżowe frazesy, które łatwo i przyjemnie się łyka. To wtłaczanie ludziom że wszechświat odpowiada na naszą energię, nastawienie, myśli i że to tylko my jesteśmy odpowiedzialni za to, co nas spotyka. Nie myśl o innych, to ich obowiązkiem jest zadbanie o siebie. Ludzie chyba nie zdają sobie sprawę, jaką presję i odpowiedzialność na siebie nakładają.

Obecny świat przegiął za bardzo w stronę indywidualizmu i to jest tak samo szkodliwe jak zrzucanie całej odpowiedzialności za swoje życie na Boga, przeznaczenie lub ślepy los.

Branie wyłącznej odpowiedzialności za swój świat to również miecz obosieczny. Skupianie się na sobie sprawia bowiem, że tracimy z oczu społeczeństwo. Przestajemy sobie zadawać pytanie, czy przypadkiem za problemy które mnie dotykają, nie odpowiada ktoś inny, czy przypadkiem coś jest nie tak w społeczności w której żyję.

Przeszłe pokolenia miały silniejsze związki z ludźmi z otoczenia. Śmiem sądzić, że ta przysłowiowa wścibska sąsiadka potrafiła zadbać o dom sąsiada o wiele lepiej niż najczulsza kamera umieszczona na posesji. To tak tępione obecnie zachowywanie się tak a nie inaczej bo “co ludzie powiedzą” miało swoją logikę i sens. Społeczna regulacja właściwych i niewłaściwych zachowań jednostki.

Ta siatka bezpieczeństwa która otaczała ludzi obecnie jest poszarpana jak nigdy wcześniej. Niby mamy wszystko, a jednocześnie nie mamy nic. Ludzie czują się coraz bardziej samotni, zmęczeni, smutni, niezrozumiani. Te protezy bliskości w postaci dobrodziejstw internetu, pełnych półek sklepowych i wygodnych domów okazują się niewystarczające.

Ludzie chcąc coraz więcej, mają coraz mniej.

A dzieci są nadal wychowywane przez wioski. Pytanie, czy to w takich wioskach chcemy wychowywać swoje dzieci?

Zasupłałam się pisarsko. Znaczy się, nie tam żadna blokada twórcza jak tam kto by nazwał taką pisaninę internetową. Nie....
28/06/2026

Zasupłałam się pisarsko. Znaczy się, nie tam żadna blokada twórcza jak tam kto by nazwał taką pisaninę internetową. Nie. Problemem jest: brak czasu. Właściwie żadna wymówka, bo każdy tak ma a jednak jak ktoś chce, to czas na pisanie znajduje.

Po prostu za dużo bym chciała napisać i na wiele tematów. A żeby coś mądrze lub semi mądze napisać, trzeba coś więcej poczytać niż jakieś migawki internetowe. I wracamy do braku czasu.

Napiszę więc wiele o niczym i niech tak pójdzie w świat. I tak nikt tego pewnie nie przeczyta, choć pewnie się zdziwię. Oby miło.

Idealistka jestem. Niereformowalna. Aż do bólu. Własnego. Nigdy się niczego nie nauczyłam, a to, czego się nauczyłam i tak na próżno szło, bo zastosować owych lekcji w życiu nie zastosowałam i ogólnie opór mam i chęć pchania się pod prąd.

W każdym razie obecny świat mnie boli bardzo. Świat, w którym interesy firm są najważniejsze. Świat w którym interesy społeczności i ludzi się nie liczą. Świat, który się być może i z tym nie pogodził, ale w codziennym pędzie nie ma czasu na to, by się zatrzymać i zastanowić. Wszyscy kładą uszy po sobie i adaptują. Przystosowują. W końcu tak jest i co z tym panie zrobisz.

Dobijanie filozofi, sztuki, myślenia inaczej, inności i oryginalności. Liczy się pieniądz. Liczy się zarabianie. Opinie firm i czy coś im się opłaca lub nie. Gdzie w tym wszystkim zatraciliśmy siebie?

Teksty, filmiki na różnego rodzaju bookach lub tokach. Wszystko pod algorytm, pod sprzedaż. Tworzenie po raz setny tego samego bo się sprzedaje. W kółko zastanawianie się i wahanie, czy stworzyć coś innego i czy chwyci, czy obserwującym się spodoba. Bo zasięgi.

Twarze przycinane i pompowane przez różnego rodzaju chirurgów. Koszmarne, wyglądające doskonale tylko na selfie a nie w normalnym życiu, w ruchu.

Jakościowe filmy, programy, artykuły. Ludzie, którzy mają coś mądrego do powiedzenia nikną w chłamie “lekkim, łatwym i przyjemnym”. Puste, ale co to kogo obchodzi. Niekontrowersyjne i chodliwe, więc reklamodawcom się spodoba.

AI która niszczy wszystko. A właściwe zniszczyła. Te resztki zaufania jakie jeszcze się pętały po necie. Już nie mówię że o sztuce, ale ostatni trend jednak wskazuje, że ludziom się przejadło. Nie chcą. No i co z tego, skoro firmy lubią. Więc pchajmy gdzie się da.

AI, którego nazwa nawiasem mówiąc, jest świetnym chwytem marketingowym i dał ludziom wierzyć, że komunikują się z jakąś inteligencją… Gdyby twórcy tego cuda zostali przy starej dobrej cybernetyce jako nazwie to wątpię, by taki szał ogarnął świat. AI brzmi dumniej i mądrzej..

A tak poza tym mamy lato, zwolennicy ocieplenia klimatu mają się super, przeciwnicy umilkli. Za to zauważyłam że rozpętała się ostatnio w necie wojna o klimatyzację… Zawsze coś musi się dziać w świecie booków i toków, by algorytm miał co robić i maszyna się kręciła.

Placebo nie ma dobrej opinii. Uważa się, że jest to samooszukiwanie siebie, bo wierzy się, że coś działa, mimo tego, że ...
05/05/2026

Placebo nie ma dobrej opinii. Uważa się, że jest to samooszukiwanie siebie, bo wierzy się, że coś działa, mimo tego, że tak naprawdę nie działa.

Placebo jednak odkrywa coś, z czego wiele osób nie zdaje sobie pojęcia: potęgę naszego umysłu. Umysłu, który jest w stanie sprawić cuda sam z siebie. Bez żadnej pomocy z zewnątrz.

Udowadniają to również badania naukowe. Sama wiara w to, że "tabletka pomoże" sprawia, że depresja czy ból zmniejsza się nawet o 40% Odczuwanie bólu było słabsze nawet, jeśli receptory bólu notowały równie silny bodziec co wcześniej.

Co ciekawe, jeżeli musieliśmy wydać więcej na "cudowne pigułki", za coś dużo zapłaciliśmy, to efekt placebo wzrasta. Gdy się dobrze po czymś czujemy, to i również nasze przeświadczenie w skuteczność czegoś wzrasta.

Miejmy to na uwadze zastanawiając się następnym razem w sklepie który "krem cud" wybrać.

Badania podam w komentarzu.

Czasami lubimy się troszkę samooszukiwać  tylko po to, by poczuć się dobrze. Jeśli jest to tylko od czasu do czasu, to c...
30/04/2026

Czasami lubimy się troszkę samooszukiwać tylko po to, by poczuć się dobrze. Jeśli jest to tylko od czasu do czasu, to czemu nie? Gorzej, jeśli jesteśmy święcie przekonani, że to co słyszymy jest prawdą.

W 1948 roku pewien psycholog, Bertram Forer, przeprowadził eksperyment, w którym dał studentom test analizujący ich osobowość, a następnie, po podsumowaniu wyników, dał im ową analizę osobowości. Zadaniem studentów była ocena owej analizy w skali 0-5, gdzie 0 oznaczało całkowitą nieprawdę, a 5 bardzo wysoką trafność. Średnia wszystkich studentów wyszła 4,26.

Problem w tym, że wszyscy studenci otrzymali taką samą analizę...

Nazywa się to efektem horoskopowym, efektem Forerea lub Barnuma, ale zostawmy te nazwy. Każdy chyba gdzieś podskórnie wie, na czym polega czytanie horoskopów w gazetach... Co ciekawe, dalsze badania nad zjawiskiem ujawniły, że osoby które podadzą jakieś dane osobie analizującej/wróżącej, na przykład podadzą swoje imię, nazwisko, datę urodzenia, są bardziej przekonane o tym, że ten właśnie horoskop jest specjalnie dla nich.

Na dodatek, jeżeli horoskop nie mówi o jakiś negatywnych wydarzeniach, tylko o czymś miłym i wychwala osobę dla której był ten horoskop, efekt ten jest mocniejszy.

Podobnie jeżeli wróżka cieszy się autorytetem lub ma dużą ilość osób śledzących ją na takim Facebooku na przykład. Wtedy przekonanie o trafności wróżb jeszcze bardziej wzrasta.

Warto uważać, w co się wierzy i dlaczego.

Duchy. Polowanie na duchy w różnego rodzaju opuszczonych budynkach, coś straszy w domu, na skraju drogi gdzie doszło do ...
26/04/2026

Duchy. Polowanie na duchy w różnego rodzaju opuszczonych budynkach, coś straszy w domu, na skraju drogi gdzie doszło do wypadku...

Tego typu duchy to jednak dosyć nowa moda. Jej początki to raptem dziewiętnasty wiek i moda na spirytyzm. New Age w dwudziestym wieku tylko podkręcił modę na zjawiska paranormalne. Dwudziesty pierwszy wiek i era internetu jeszcze bardziej spopularyzowała ten trend. Mimo tego wszystkiego, to są rzeczy nowe. Bardzo nowe.

To prawda, że niewyjaśnione zjawiska istniały zawsze. Ludzie jednak o wiele chętniej stukanie czy przesuwające się cienie przypisywali demonom, dżinom czy elfom, a nie osobom zmarłym.

W świecie starożytnym osoby zmarłe odchodziły za rzekę Styks i tylko jeśli coś rzeczywiście poszło nie tak, mogły wracać, ale istniały rytuały, by takiej osobie pomóc.

W średniowieczu dusza trafiała do czyśćca, piekła lub nieba. Proste. Wyjątkiem były sytuacje, gdy ktoś nagle zmarł, nie dopełniono obrządków pogrzebowych lub ktoś zmarł nagłą lub nieczystą śmiercią (egzekucje, odebranie sobie życia). Wtedy jednak również istniały skuteczne środki zapobiegawcze pozwalające sobie szybko poradzić z takim "natrętem".

Piszę tu oczywiście w skrócie, jest to temat rzeka. Ogólnie jednak, takie wizyty zza kurtyny należały do rzadkości i istniały sposoby, by się skończyły. Dopiero dziewiętnasty wiek przyniósł dużą zmianę w tym temacie. Zaczęły się seanse spirytystyczne i ogólnie telekonferencje z zaświatami, jakby to było coś naturalnego.

Coraz mniej o niewyjaśnione zjawiska zaczęto obwiniać duchy natury, demony, diabły, coraz więcej za powód takich wydarzeń zaczęto obwiniać duchy zmarłych. Gdzieś przesunął się ten środek ciężkości.

Obecnie, jest to albo ktoś zmarły, albo - jeśli coś jest naprawdę dla kogoś straszne - winą jest demon. Czasami jakiś nieokreślony duch natury, ale bo bardzo rzadko...

A jak jest naprawdę? Na ile na te dziwne zjawiska mają wpływ dusze zmarłych, na ile istoty bezcielesne? Na ile mamy wpływ my sami? A może wszystko to jest gdzieś pomiędzy?

Słyszałam, że po "wielkim zamknięciu" 2019-2021, gdy poszukiwacze duchów zaczęli wracać do opuszczonych domostw, spotkali się z bardzo gwałtownymi odczytami. Jakby "duchy" stęskniły się za ludzką obecnością...

A co wy myślicie?

Czy rzeczywiście sól jodowana jest najgorsza i o wiele lepszą alternatywą jest - powiedzmy - taka sól himalajska?Jakoś t...
25/04/2026

Czy rzeczywiście sól jodowana jest najgorsza i o wiele lepszą alternatywą jest - powiedzmy - taka sól himalajska?

Jakoś to przeszło do świadomości, ale na ile w tym prawdy, a na ile marketingu? Sól stołowa to wydatek jakiś 2 zł, himalajska jest dwa razy droższa. Tak ogólnie.

Sól stołowa jest oczyszczana z wielu minerałów, stąd przekonanie, że nie jest taka zdrowa. Wiele ludzi nie zdaje sobie jednak sprawy, że w procesie oczyszczania, usuwane są również metale ciężkie, które występują w "zdrowszych" solach w o wiele większej ilości. Wszystko to oczywiście w granicach normy, ale różnego rodzaju spulchniacze, barwniki spożywcze również znajdują się w produktach w "granicach normy".

Najwięcej zanieczyszczeń posiada sól himalajska i inne nierafinowane sole: zawartość ołowiu to od 0,02 do aż 0,2 mg/kg. Norma dopuszczalna to 0,1 mg/kg. Sól morska jest trochę lepsza jeśli chodzi o zawartość ołowiu, natomiast najmniej ołowiu posiada - niespodzianka - sól rafinowana.

Sól morska może być również "wzbogacona" o mikroplastik i różnego rodzaju zanieczyszczenia przemysłowe. Wszystkie sole nierafinowane mogą zawierać takie związki jak kadm, rtęć czy arsen.

Z punktu widzenia logiki więc, sól rafinowana, wzbogacona w jod jest jednak najlepszym wyborem. Jeżeli decydujemy się jednak na bardziej naturalny odpowiednik, to polskie sole kamienne są jednak najlepszym wyborem.

24/04/2026

Eksperyment który udowodnił, że nasze oczekiwania wobec kogoś sprawiają, że ten ktoś znacznie zachowywać się dokładnie tak jak tego oczekujemy.

Adres

Pogórze

Powiadomienia

Bądź na bieżąco: wyślemy Ci e-mail, gdy Ardenti Vento opublikuje nowości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu, a subskrypcję możesz anulować w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij