18/07/2026
CZY INSTYTUCJE OPIEKI I EDUKACJI SĄ GOTOWE DO PRACY Z DZIEĆMI
Z CPTSD?
(post przygotowałem w związku z pracą `"niegabinetową", jednak wydaje mi się być użytecznym szerszemu gronu Obserwujących - dlatego zamieszczam go na profilu Gabinetu).
Rodziny zastępcze dokładają wielu starań w codziennej opiece i dbaniu o dzieci, które doświadczyły traumy relacyjnej. Podobnie rodzice biologiczni, którzy troszczą się o swoje dziecko prezentujące niestandardowe cechy w zachowaniu, a często będące również wynikiem wczesnodziecięcego straumatyzowania.
Jednym z obszarów, w którym wykazują się mniejszą lub większą cierpliwością jest zabieganie w instytucjach mających wspierać dziecko (przedszkolach, świetlicach, poradniach, szkołach), by opieka nad nim przebiegała ku jego bezpieczeństwu. To przecież dzieci, które w swoim jeszcze niedługim życiu doświadczyły krzywd, jakich nikt z nas nie chciałby mieć w swoim doświadczeniu: przemocy fizycznej od osoby bliskiej, głodzenia, emocjonalnego odrzucania, porzucania fizycznego, albo bycia świadkiem drastycznej przemocy między dorosłymi.
Wiele lat pracowałem jako społeczny kurator sądowy rodzinny z rodzinami biologicznymi, teraz pracuję wspierająco z rodzinami. To pozwala mi wyobrazić sobie malucha, czy starsze dziecko w placówce, którego zachowanie nosi wyraźne znamiona traumy złożonej.
Pamięć o krzywdzących wydarzeniach w jego życiu sięga głęboko do nieświadomości. To może powodować, że nagły bodziec, często nieprzewidywalny (np. zapach, splot wydarzeń, tembr głosu) wywołuje zachowanie, które dorośli często określają negatywnie. Pojawiają się określenia: „robi to specjalnie”, „śpi na lekcjach”, „wrzeszczy, a przecież nic się nie stało”. Nie, nie jest to dziecko ani niegrzeczne, ani zdemoralizowane – to dziecko potrzebujące pomocy. To jego układ nerwowy w wyniku bodźca rozregulował się, interpretując wcześniej sytuację jako zagrożenie bezpieczeństwa.
Czy unikniemy każdego bodźca opiekując się dziećmi? Zapewne nie; jedynie ich część uda się wyeliminować. Ważne jednak, aby opiekunowie przyjmowali odpowiednią strategię działania – taką, która wzmacnia dziecko ku bezpieczeństwu i daje doświadczenie korektywne, a nie odrzuca małego człowieka.
Tymczasem bywa, że instytucje przyjmują zaskakujące i krzywdzące dziecko działania.
Jeden typ działań polega na zapobiegawczości. Padają wskazówki: „może przenisie pani dziecko do innego przedszkola?”, albo „powinna go pani odbierać wcześniej”, albo „nie pojedzie na wycieczkę, no chyba, że przejmiecie jako rodzice nad nim opiekę i pojedzie któreś z was z nami”. W ten sposób dziecko, po pozorem dbania o jego dobro, jest oddzielane od grupy, ograniczony jest jego czas z rówieśnikami.
Inny typ działań polega na wszczynaniu alarmu, np. „proszę natychmiast przyjechać i ją zabrać ze szkoły”.
Dziecko, które już po wielokroć było porzucane i odrzucane, ponownie przeżywa to, co tak bardzo krzywdziło i nakazywało zabezpieczyć je poza rodziną, albo oddzielić od rodzica, który krzywdził.
Tymczasem… od nowa, od nowa i od nowa to samo porzucenie. Zmienia się tylko forma działania.
Potzrebą dziecka jest poczucie bezpieczeństwa. To ono daje mu przestrzeń do rozwoju. Naszym, dorosłych zadaniem jest pamiętać, ze dziecko z symptomami CPTSD nie jest „łobuzem”, nie jest „niezsubordynowane”, ale potrzebuje wokół siebie dobrych i bezpiecznych dorosłych.
Wkrótce postaram się przystępnie opracować symptomy CPTS i bliżej wyjaśnić. Mam nadzieję, że nam – specjalistom od pomagania coś z tego może przydać się.
Zdjęcie zaczerpnięte z internetu