22/03/2026
Dziś taka refleksja po przeczytaniu jednego z postów. Mając pewną świadomość i odpowiedzialność, dzielę się z wami moimi przemyśleniami. ☺️
W ostatnim czasie coraz częściej spotykam się z sytuacją, która budzi mój poważny niepokój – nadużywanie tytułów i kwalifikacji w obszarze zdrowia psychicznego.
Internet pełen jest ofert „pomocy psychologicznej”, „terapii” czy „wsparcia specjalistycznego”, ale gdy przyjrzeć się bliżej, okazuje się, że za tymi określeniami często nie stoją rzetelne, całościowe i uznawane szkolenia. Ukończenie krótkiego kursu, weekendowego warsztatu czy pojedynczego modułu nie czyni nikogo ani psychologiem, ani psychoterapeutą.
Szczególnie problematyczna jest sytuacja, w której ktoś ogłasza się jako psychoterapeuta, będąc dopiero w trakcie szkolenia. To ogromna różnica. Proces kształcenia psychoterapeuty trwa kilka lat, obejmuje nie tylko teorię, ale też praktykę kliniczną, superwizję oraz własną terapię. Pomijanie tego kontekstu w komunikacji z klientem jest – mówiąc wprost – wprowadzaniem w błąd.
Dlaczego to ważne?
Bo za tymi nazwami stoją konkretne kompetencje, odpowiedzialność i bezpieczeństwo drugiego człowieka. Osoba szukająca pomocy ma prawo wiedzieć, komu powierza swoje zdrowie psychiczne.
Dlatego warto:
– sprawdzać wykształcenie i certyfikaty specjalisty,
– dopytywać o etap szkolenia, jeśli ktoś jest „w trakcie”,
– zwracać uwagę na przynależność do uznanych towarzystw i organizacji,
– nie bać się zadawać pytań – to Twoje prawo jako klienta.
Transparentność w tym zawodzie nie jest dodatkiem – jest fundamentem zaufania.
Dbajmy o standardy. Dla siebie i dla innych.