29/07/2026
Kiedy zamiast wyczekanych odpowiedzi przychodzą pod prąd same pytania to czas na.. kolejny wpis o wypaleniu.
Czy się wypalam? Tak.
Czy się wypaliłam? Nie.
Jeszcze nie.
I z tego , z tego miejsca pomiędzy dziś piszę.
Kiedy kończyłam Szkołę Psychoterapii Gestalt, z certyfikatem w dłoni dumnie szłam do swojego pierwszego gabinetu. Słowo padało wtedy z ust starszych terapeutów czy trenerów bardziej jako straszak, pozostając abstrakcją, a jednak.. przeczuwałam, że kiedyś zapuka i do mnie, mało tego - z dzisiejszej perspektywy wiem, że to wręcz nieuniknione. Kiedy zapalałam się do pierwszych procesów, czułam się jak atomówka - zajawka, sens, dopamina, mogę wszystko.
Nie mogłam.
Dziś się do tego, a raczej do siebie z wtedy, uśmiecham ciepło. Nie oceniam. Wiem już, że to powszechny etap, faza bycia zieleniakiem, która ma swój początek i koniec, i która jest naturalną częścią procesu. Nie ma wypalenia bez zapalenia, czy raczej przepalenia, bo tu dziś jestem.
Nie oznacza to, że zmieniam zawód, że kończę procesy, że uciekam. Wypalenie nie musi oznaczać zerojedynkowo ewakuacji. Dziś chcę się podzielić, czym jest dla mnie - może przyda się początkującym terapeutom albo tym (za) bardzo doświadczonym, albo każdemu, komu brak sił, kto utknął i nie wie co dalej.
Przepalenie, w którym jestem, uruchomiło we mnie po drodze bunt. „Dlaczego nie mówimy o tym, co nas boli otwarcie?” Zamiast tego cisza, co najwyżej szept, a za kulisami skitrana reanimacja na terapii/ superwizji. Coraz częściej widzę, jak bańka psychoterapeutyczna przypomina dysfunkcyjną rodzinę, w której zamiast dzielić się tym, co ciężkie, otwarcie i wprost, udajemy, jak te trzy symboliczne małpki 🙈🙊🙉, że się trzymamy, wytrzymując po kątach. Dopasowujemy się do obrazu terapeuty zawsze w formie, sprawczego, kompetentnego i zapalonego do swojej pracy. Mam zrozumienie dla tej bańki, naprawdę, jednocześnie pytając siebie - czy to dla mnie?
Ja już nie chcę się dopasowywać ani udawać, że mam więcej siły, niż mam. To karmienie iluzji i fałszywego obrazu idealnej mnie - terapeutki, który jest odczłowieczającym zniekształceniem. Niczym więcej.
A ja jestem Człowiekiem.. kind reminder.
Zatem, wracając do prawdziwego obrazu - przepalenie - i co dalej? Co odkryłam (odkrywam)?
Że wstyd pomylił adres. Wypalenie z uczciwym szukaniem odpowiedzi, co dalej, jest normalne. Praca na odwal i oszukiwanie siebie i innych, normalne nie jest.
Że zawężenie stanu wypaleniowego do „pracuję za dużo”, to tanie uproszczenie. I raczej początek drogi ku zmianie, niż koniec.
Że kiedy w tym małym utykam, to może warto wrócić do początków i zadać sobie pytanie „korzenne” - co sprowadziło mnie tutaj, do tego akurat zawodu? Z jaką motywacją zaczynałam swoje pierwsze procesy? Czy pierwotna intencja jest jeszcze aktualna? A może to nie ja cała się wypalam, tylko intencja potrzebuje nowej iskry uwagi?
Że im mocniej walczę z utknięciem, tym bardziej się wstydzę.
Że wypalenie jednocześnie potrafi być źródłem niemocy ale i głębszej mądrości (która lubi przyjść po czasie).
Po jak długim? Na to niestety nie mam odpowiedzi. Natomiast do tego czasu świadomie wybieram nie odwracać wzroku, normalizować taki stan rzeczy i rozmawiać, oswajać i wspierać. Siebie i innych.
Życzę Wam chociaż jednej zaufanej osoby obok, do której możecie walić jak w dym, nie tylko wypaleniowy.
Tymczasem macham ze swojej popielniczki z niedopałkiem nadziei w ręce, niech się tli.
Trzymajcie się,
Terapeutka M.
💌😶🌫️🪔