Poza Słowami Monika Tarczyńska - psychoterapia

Poza Słowami Monika Tarczyńska - psychoterapia Psychoterapeutka Gestalt🍀 Poszukiwaczka nowych perspektyw i narracji w terapii i sztuce🔍🎨✍🏼 KIM JESTEM? Pracuję też przez Skype, Zoom oraz telefon. Pracuję w jęz.

Psychoterapeutką Gestalt, tłumaczką i zwyczajnym, dobrym człowiekiem :) Wykształcenie terapeutyczne zdobywałam w krakowskim Instytucie Gestalt oraz w warszawskiej Szkole Gestalt. Ukończyłam studia humanistyczne na Université de Tours we Francji oraz na Uniwersytecie Warszawskim na kierunkach: Kolegium kształcenia nauczycieli języków obcych (UKKNJF), lingwistyka stosowana (specjalizacja pedagogicz

no-tłumaczeniowa - ILS), filozofia (UW UO), przez 11 lat prowadziłam szkolenia procesowe i onboardingowe w obrębie korporacji finansowych i medycznych. Obecnie praktykuję w gabinecie prywatnym i w Stowarzyszeniu SPOZA zajmującym się wsparciem osób po kryzysach psychicznych oraz zagrożonych wykluczeniem społecznym. Psychoterapia jest dla mnie spotkaniem, gdzie w bezpiecznej atmosferze klient może przyjrzeć się swoim trudnościom, utknięciom życiowym, bólowi, gdzie uczy się akceptować i rekonstruować myśli, zachowania i emocje tak, by żyć pełniej i bardziej w zgodzie ze sobą. Bliska jest mi myśl Alberta Einsteina dot. zmiany:

🍀“Nie możemy rozwiązywać problemów używając takiego samego schematu myślowego, jakim posługiwaliśmy się w trakcie ich pojawienia się.”🍀

Możesz za to, z terapeutą jako lustrem, stworzyć nową narrację i sposoby radzenia sobie z tym, co trudne i blokujące, obniżające jakość Twojego funkcjonowania. Chętnie podejmę się towarzyszenia Ci w tej drodze do zmiany. Do pełniejszego, bardziej satysfakcjonującego jak i świadomego życia. Prowadzę sesje indywidualne z:
osobami dorosłymi / nastolatkami (od 16 r.ż.) / parami / 🏳️‍🌈 osobami LGBT+. Swoją pracę regularnie poddaję superwizji oraz interwizji, stale dokształcam się na warsztatach i treningach terapeutycznych. Przestrzegam zasad Kodeksu Etycznego Europejskiego Stowarzyszenia Psychoterapii Gestalt (EAGT). polskim, angielskim oraz francuskim. Zapraszam do kontaktu pod numerem tel: 502 28 00 82 ✨

Ogrzał mnie przyjemnie od środka. I ukoił. I rozbawił - kura-matka 🧡 Piękny cytat dla Was. Spokojnego wewnętrznie i zewn...
21/08/2026

Ogrzał mnie przyjemnie od środka. I ukoił. I rozbawił - kura-matka 🧡 Piękny cytat dla Was. Spokojnego wewnętrznie i zewnętrznie czasu.

Terapeutka M.
🌱🐓

„Naszemu światu nie brakuje ludzi rwących się do czynu. Bardzo potrzeba natomiast ludzi zdolnych do miłości, ludzi, którzy potrafią nie stawać po żadnej stronie i dzięki temu mogą objąć całość rzeczywistości tak jak kura-matka, która przygarnia szeroko rozpostartymi skrzydłami wszystkie swoje kurczęta”.

Thich Nhat Hanh

Nie ma ucieczki. Pośrodku niczego las, pośrodku lasu dom, a w nim na stole kwietniowy Newsweek (Psychologia oczywiście)....
12/08/2026

Nie ma ucieczki. Pośrodku niczego las, pośrodku lasu dom, a w nim na stole kwietniowy Newsweek (Psychologia oczywiście). Otwieram na chybił trafił, a w środku.. artykuł Sabiny Sabina Sadecka - terapia traumy, wiedza i miłośćo regulacji układu nerwowego. Przypadek? 🤓

Najbardziej zapamiętuję ostatni akapit, który zabieram ze sobą do pracy gabinetowej po urlopie na najbliższe miesiące. Zabieram też jego nieoczywistość, ale o tym za chwilę.

„Nasz układ nerwowy będzie nam wdzięczny za każdą aktywność, w jakiej uda nam się oddzielić zaangażowanie od przebodźcowania. Przywracanie naturalnego rytmu naszej mobilizacji to sposób na twórcze życie, które nie będzie nas eksploatować, lecz karmić”.

W warstwie bardziej oczywistej odnajduję tu analogię do cyklu samoregulacji Zinkera, bazy w pracy gestaltowej, gdzie każda faza cyklu potrzebuje domknięcia, każda spełnia swoją określoną funkcję - jeśli którąś pominiesz albo pomijasz regularnie, prędzej czy później przyjdzie rachunek. Zgadzam się też z tym, że równowaga między działaniem a odpoczynkiem, między mobilizacją a rozluźnieniem, strefy buforowe, wymagają świadomego wplatania nawyków w naszą codzienność. I tutaj wchodzi, cała na biało, słynna gestaltowa , bez której tylko reagujemy zamiast żyć swoje życie.

A teraz warstwa ciut mniej oczywista: „Oddzielić zaangażowanie od przebodźcowania”. I tu z kolei, przed oczami wyskakuje mi lista, tym razem cała na czarno, osób, dla których to rozróżnienie nawet nie istnieje, bo od dziecka brały (a raczej wciskano im) cudzy nieprzepracowany szit na swoje barki, głowy, klatę, na cały układ nerwowy. Z czasem życie staje się jednym wielkim zadaniem specjalnym, gdzie owa różnica się zaciera, a Ty razem z nią. Moja empatia kieruje dziś wzrok szczególnie na osoby:

- sparentyfikowane
- ratowników rodzinnych
- z syndromem DDA/DDD
- neuroatypowe
- wytrzymyjące za długo
- z chronicznym pobudzeniem 24h/dobę, na wiecznej petardzie
- z nadpobudliwością lękową
- wypalone zawodowo (i życiowo), bo nie udało się im rozróżnić na czas

Byłam tam. Częściowo jestem, a częściowo zawsze będę, dlatego pewnie ten cytat mnie porusza. Trafiona-zatopiona. Dziś już rozróżniam i możecie mi wierzyć na słowo - kiedy przestajecie ciągle działać, planować, odhaczać i dowozić na rzecz BYCIA po prostu, nie dzieje się nic strasznego, nie znikacie. Serio. Wręcz przeciwnie, robi się Was więcej, a życie staje się przyjaźniejszym miejscem.

Dobrych refleksji,
Terapeutka M.
💌

Kiedy zamiast wyczekanych odpowiedzi przychodzą pod prąd same pytania to czas na.. kolejny wpis o wypaleniu. Czy się wyp...
29/07/2026

Kiedy zamiast wyczekanych odpowiedzi przychodzą pod prąd same pytania to czas na.. kolejny wpis o wypaleniu.

Czy się wypalam? Tak.
Czy się wypaliłam? Nie.

Jeszcze nie.

I z tego , z tego miejsca pomiędzy dziś piszę.

Kiedy kończyłam Szkołę Psychoterapii Gestalt, z certyfikatem w dłoni dumnie szłam do swojego pierwszego gabinetu. Słowo padało wtedy z ust starszych terapeutów czy trenerów bardziej jako straszak, pozostając abstrakcją, a jednak.. przeczuwałam, że kiedyś zapuka i do mnie, mało tego - z dzisiejszej perspektywy wiem, że to wręcz nieuniknione. Kiedy zapalałam się do pierwszych procesów, czułam się jak atomówka - zajawka, sens, dopamina, mogę wszystko.

Nie mogłam.

Dziś się do tego, a raczej do siebie z wtedy, uśmiecham ciepło. Nie oceniam. Wiem już, że to powszechny etap, faza bycia zieleniakiem, która ma swój początek i koniec, i która jest naturalną częścią procesu. Nie ma wypalenia bez zapalenia, czy raczej przepalenia, bo tu dziś jestem.

Nie oznacza to, że zmieniam zawód, że kończę procesy, że uciekam. Wypalenie nie musi oznaczać zerojedynkowo ewakuacji. Dziś chcę się podzielić, czym jest dla mnie - może przyda się początkującym terapeutom albo tym (za) bardzo doświadczonym, albo każdemu, komu brak sił, kto utknął i nie wie co dalej.

Przepalenie, w którym jestem, uruchomiło we mnie po drodze bunt. „Dlaczego nie mówimy o tym, co nas boli otwarcie?” Zamiast tego cisza, co najwyżej szept, a za kulisami skitrana reanimacja na terapii/ superwizji. Coraz częściej widzę, jak bańka psychoterapeutyczna przypomina dysfunkcyjną rodzinę, w której zamiast dzielić się tym, co ciężkie, otwarcie i wprost, udajemy, jak te trzy symboliczne małpki 🙈🙊🙉, że się trzymamy, wytrzymując po kątach. Dopasowujemy się do obrazu terapeuty zawsze w formie, sprawczego, kompetentnego i zapalonego do swojej pracy. Mam zrozumienie dla tej bańki, naprawdę, jednocześnie pytając siebie - czy to dla mnie?

Ja już nie chcę się dopasowywać ani udawać, że mam więcej siły, niż mam. To karmienie iluzji i fałszywego obrazu idealnej mnie - terapeutki, który jest odczłowieczającym zniekształceniem. Niczym więcej.

A ja jestem Człowiekiem.. kind reminder.

Zatem, wracając do prawdziwego obrazu - przepalenie - i co dalej? Co odkryłam (odkrywam)?

Że wstyd pomylił adres. Wypalenie z uczciwym szukaniem odpowiedzi, co dalej, jest normalne. Praca na odwal i oszukiwanie siebie i innych, normalne nie jest.

Że zawężenie stanu wypaleniowego do „pracuję za dużo”, to tanie uproszczenie. I raczej początek drogi ku zmianie, niż koniec.

Że kiedy w tym małym utykam, to może warto wrócić do początków i zadać sobie pytanie „korzenne” - co sprowadziło mnie tutaj, do tego akurat zawodu? Z jaką motywacją zaczynałam swoje pierwsze procesy? Czy pierwotna intencja jest jeszcze aktualna? A może to nie ja cała się wypalam, tylko intencja potrzebuje nowej iskry uwagi?

Że im mocniej walczę z utknięciem, tym bardziej się wstydzę.

Że wypalenie jednocześnie potrafi być źródłem niemocy ale i głębszej mądrości (która lubi przyjść po czasie).

Po jak długim? Na to niestety nie mam odpowiedzi. Natomiast do tego czasu świadomie wybieram nie odwracać wzroku, normalizować taki stan rzeczy i rozmawiać, oswajać i wspierać. Siebie i innych.

Życzę Wam chociaż jednej zaufanej osoby obok, do której możecie walić jak w dym, nie tylko wypaleniowy.

Tymczasem macham ze swojej popielniczki z niedopałkiem nadziei w ręce, niech się tli.

Trzymajcie się,
Terapeutka M.
💌😶‍🌫️🪔

Ważny cytat, na teraz, na potem, na terapię i na życie. Jest o tym, że nawet na wewnętrznej pustyni możemy wygrzebać zia...
27/07/2026

Ważny cytat, na teraz, na potem, na terapię i na życie. Jest o tym, że nawet na wewnętrznej pustyni możemy wygrzebać ziarnko sprawczości, choćby jedno. Ja na swojej wygrzebałam właśnie te słowa:

„Formuła porodu brzmi: niech to, co jest, będzie. Niewiarygodne przesłanie. Każe zapomnieć o cierpieniu, poniechać buntu. Oznacza akceptację wszystkiego, co zdarzyć się może. Wskazuje samo istnienie jako niezachwianą wartość. Okazuje się też, że wobec istnienia, niby niezależnego od nas, ostateczny gest przyzwalający czynimy sami. A tym samym przyjmujemy odpowiedzialność”.

Jolanta Brach-Czaina,
Szczeliny istnienia
🌿

Myślozbiór przed powrotem 🖌️☕️📝Do pracy. Do siebie. Do Was.„Im bardziej próbujesz, tym mniej się udaje” - nie znoszę teg...
19/07/2026

Myślozbiór przed powrotem 🖌️☕️📝

Do pracy. Do siebie. Do Was.

„Im bardziej próbujesz, tym mniej się udaje” - nie znoszę tego zdania. Przywykłam do sprawczości pt. im bardziej, tym więcej, bardziej, lepiej. No cóż, kiedy życie w odpowiedzi pokazuje faka, a wyczekane odpowiedzi wciąż nie przychodzą, pozostaje albo cisnąć dalej, albo.. polubić się z pierwszym zdaniem.

W terapii jak to w życiu. Siłowanie się tylko potęguje cierpienie, wkurzanie na stan rzeczy zakleszcza, uciekanie dodaje lęku, a próby przyspieszania co najwyżej przepalają sprzęgło. Co zatem pozostaje? Pewnie akceptacja, choć tak między nami tego słowa też nie lubię. Brzmi zbyt iluzorycznie, wręcz utopijnie, nieosiągalnie i jakoś tak.. obło. Wolę . Tego, w czym jestem, tego co jest we mnie. I tyle. Zobaczenie jest przystankiem, oddechem na chwilę przed akceptacją, ale nie narzuca jej. Kiedy widzę szeroko, całościowo, bez oceny, mogę świadomie wybrać, czy w ogóle chcę akceptować. Nie wiem jak Wam, ale mi możliwość wyboru zawsze przynosi ulgę, cichnie wewnętrzny rebel, jest w tym wolność.

Zatem, gdzie dziś patrzę i co widzę? Myślałam, że pogorszył mi się wzrok, myśli rozmazane, emocje rozmyte. To trudne dla mnie, utknąć w dołku niewiedzy, jestem człowiekiem strukturolubnym. Jutro wracam do pracy, do rutyny, do mojego od-do. Pomimo braku odpowiedzi, których szukałam na urlopie. A szukałam uczciwie - nad wodą, pod kołdrą, poza słowami i w samym ich środeczku. Przeczesałam szare komórki i czerwone krwinki. Nic. I to jest ten moment - mogę sobie dowalać za stracony czas i energię, że trzeba było bardziej, zgodnie z planem i że na już. A mogę spróbować inaczej. Do akceptacji mi wciąż daleko, co pozostaje?

Zobaczyć i uznać TO, CO JEST. Nie to, co ja, to co inni ani upływający czas. Zamykam oczy. Cichną wszystkie , , nawet milknie. Ramiona opadają luźno. Na początku jest trochę dziko, ale jakby ciut lżej. I kiedy wyczekane, duże odpowiedzi nie nadchodzą, zastępuję je małymi pytaniami: Jaką jedną rzecz mogę dziś dla siebie zrobić? (przeładowanie zmywarki czy ogarnięcie kuwety to nie jest dobra odp 😅). Kim dziś dla siebie chcę być? Czego potrzebuję, kiedy nikt nie patrzy? Gdzie chcę dziś kierować swoją uwagę? Małe kroki, wiecie. Eksperymentuję z nowym zdaniem - „im mniej działam, tym..”.

Póki co doszłam to tego, że nie da się przez całe życie jechać z poziomicą, wyrównując każdą trudność. Walcem też nie polecam, tylko się zamęczycie. Że w człowieku mieszkają też pustostany, do których nikt, ani nic, nie ma dostępu. Nie przebijesz się tam żadną wiedzą, metodą czy siłą. I że pozostaje to zaakceptować albo przynajmniej.. zauważyć.

Do następnego,
Terapeutka M.
💌

Między ciszą a ciszą.. nie tylko sprawy się kołyszą. Sprawy to działanie, mobilizacja i osiągi - to lubimy w innych widz...
13/07/2026

Między ciszą a ciszą.. nie tylko sprawy się kołyszą. Sprawy to działanie, mobilizacja i osiągi - to lubimy w innych widzieć, podziwiać i czerpać, a gdzie reszta? - reszty nie trzeba.

A mi potrzeba, i to bardzo. Chcę móc czytać, słuchać, widzieć i wdychać Człowieka nie tylko tańczącego na podium, ale przede wszystkim w jego zmaganiach. Jego niepewności. Rezygnacji. Depresji. Lękach. Wstydzie. Bólu i samotności. Z jego zajechanym układem nerwowym i rozjechaną nadzieją. W życiowym zagubieniu (słownik mi zmienia na „zaginieniu”, tak, też pasuje, łatwiej zaginąć, trudniej się odnaleźć). I móc odpowiadać na tę złożoność słowami: - mam podobnie. Spojrzeniem, które przemienia w maMY podobnie. Chcę móc pisać o tym, co boli, co w większości czujeMY, a z czym łazimy po cichu, porównując się do innych. I dzisiaj właśnie, chcę być ustami dla tych wszystkich niewypowiedzianych słów, które ciążą po cichu, być może nie tylko mi.

Zajechałam się do spodu. Przepaliłam i tak już nerwowy, układ nerwowy. Może to znasz? Szybki mózg jest szybki do czasu, w randomowy poniedziałek otwierasz oczy, a on Ci pokazuje faka i zarządza regenerację, na którą i tak nie możesz sobie pozwolić. Nie ma idealnego momentu na rozsypkę, a przecież ja, tzn. my, regularnie rozpadamy się i zbieramy swoje puzzle z podłogi, to część dorosłości. Już się nauczyłam, że kiedy się schylam, żeby podnieść kawałek siebie, najważniejszy nie jest jego kształt, ani to jak mocno kaleczy palce, ale to, jakimi słowami do siebie mówię. Bo kryzysy, wypalenia i meltdowny zawsze będą, mogę wtedy te kawałki podeptać albo pocałować, zawinąć w chustkę i schować do kieszeni koszuli.

Chcę, żebym ja, tzn. my, żebyśmy o rozsypkach mówili bardziej otwarcie. Szczery, autentyczny dialog może działać jak przeciwbólowy respirator i ja tym tekstem dziś taki dialog otwieram.

I zostawiam Wam zdanie z ostatnich dni mojej psychoterapeutki - „Bardzo nie chcę, żebyś się ścigała ze światem”, dodając swoje - „ani z samą sobą”. W pośpiechu łatwiej siebie przeoczyć, zwłaszcza te części, które potrzebują uwagi najbardziej - kruchość, wrażliwość, indywidualność, głębia, różnorodność i piękno.

Także nie tylko sprawy, ale cała ja się dziś kołyszę. Ja człowiek. Ja terapeutka. Ja pacjentka. I Pan Leniwiec - mój zwierz mocy. Zamieniam działanie na asymilację, na powolne, miękkie trwanie, a między a są już tylko dwie literki różnicy.

Przypadek? 😉

Dobrego wieczoru,
Terapeutka M.
🪫🪴💌

Et voilà! Od jutra urlop. ☕️🌿📚🪁Odliczam i nie odliczam jednocześnie i po tym poznaję, że od niczego nie uciekam, że pewn...
30/06/2026

Et voilà! Od jutra urlop. ☕️🌿📚🪁Odliczam i nie odliczam jednocześnie i po tym poznaję, że od niczego nie uciekam, że pewnie będę się cieszyć tak samo na powrót do gabinetu pod koniec lipca. Tymczasem moja wewnętrzna, czuciowa membrana się przepaliła, chyba nie tylko z powodu upałów, a chłodzenie jej superwizjami przestało wystarczać. Może ja przestałam wystarczać? Pewnie najbardziej samej sobie, bo dla Pacjentów jestem najlepiej, jak potrafię. I chcę wierzyć, że to szczerze czują.

Zatem ukrop… znaczy urlop. 🫠🧯

Zastanawiacie się czasem, co Wasza terapeutka robi na urlopie? Poza osiędbaniem zamierzam posprzątać szafę, notatki ze szkoleń i mózg. Przemyśleć, jakie procesy chcę prowadzić, a których się nie podejmę i dlaczego. Przejrzeć nurty, trenerów, szkolenia, do których czuję miętę zamiast zwiędłej bazylii, a potem mądrze wybrać. Dla siebie i dla innych. Bardzo potrzebuję wierzyć w to, co robię, ale i w to (może nawet ważniejsze), czego nie robię. I czuć to. I ufać sobie. I granicom, które mnie określają i pozwalają służyć innym, bez zbędnego zużywania siebie.

I jednocześnie zamierzam.. nie zamierzać. Kołdra zrozumie. Kołdra nie ocenia 😉 Mam takie sekretne miejsce obok życia, gdzie przypominam sobie, kim jestem. Ale tak naprawdę. Lubię tam wracać, móc choć na chwilę pokazać faka przebodźcowaniu, zwłaszcza jak jest trudno.

A nie mam obecnie łatwego czasu. W zasadzie to utknęłam w trudnoczasie. Jadę na pożyczonej nadziei (kto wie, ten wie) i chyba, albo bez chyba, najlepsze, co mogę, to przestać udawać:

Że mogę.
Że wiem.
Że bardziej.
Że więcej.
Że mam plan.
Że chcę, kiedy, nie chcę.
Że maskowanie jest bezbolesne.
Że mam więcej siły, niż faktycznie mam.

Chciałabym w najbliższych dniotygodniach dookreślić swój kształt. Do-kształcić się. Twórczo. Przetwórczo. Zdrowotnie. Zawodowo. Relacyjnie. Żeby po powrocie móc powiedzieć:

Jestem od-do.
Jestem dość.

I uśmiechnąć się do tego nie tylko kącikami ust, ale przede wszystkim sercem.

Życzcie mi.
(po)Życzcie i sobie.

Terapeutka M.
🙏💌

Jestem w ciul zmęczona. W internetach o rozwoju przejrzałam już chyba wszystko, a kiedy ciekawość zastępują znużenie i n...
21/06/2026

Jestem w ciul zmęczona. W internetach o rozwoju przejrzałam już chyba wszystko, a kiedy ciekawość zastępują znużenie i niechęć, to zły znak, jestem bowiem człowiekiem z natury ciekawiacym się wszystkim. Nawet płytą chodnikową 😄

Słowa chyba też mi się rozgotowały, bo od dłuższego czasu nie przychodzą, może dlatego wczoraj zamieściłam zdjęcie i dekalog sprzed dwóch lat, dodając tylko jedną myśl. Słów niedobór. A jednak, po 14godz. śnie w mojej kołdrze zalęgła się myśl - trochę gestaltowa, trochę niedospana - żeby opisać to, co jest. Po prostu. Nie szukać siły.. na siłę. Ani nie tworzyć na siłę, bo z tego to co najwyżej wyjdzie tworzywo sztuczne. I jeszcze to przeczucie, że jest nas więcej. Tkwiących w trybie prze: -bodźcowania, -męczenia, -sytu. Wyobrażam sobie, że tak bardzo więcej, że jakbyśmy dziś w nocy wszyscy zapalili światło w mieszkaniu (a lubię zaglądać ludziom w okna), to oślepiłby nas jeden wielki rozbłysk. Może zrobiłoby się ciut raźniej, a póki co niech wystarczy ten tekst.

A więc tak, wyczerpanko. Kto zaliczył w dzieciństwie parentyfikację (odwrócenie ról rodzic-dziecko) ten doskonale umie w szukanie winy w sobie za to, co na zewnątrz. W dorosłości brzmi to mniej więcej tak (randomowe przykłady) - to nie świat jest nachalnym, głośnym ekstrawertykiem, to ja jestem za mało odporna. To nie prywatyzacja stresu przerzuca punkt ciężkości z dysfunkcji systemu na jednostkę, to ja sobie nie radzę. To przecież nie k@pitalistyczny szit, to ja nie ogarniam finansów. Inni jakoś sobie radzą, to ja choruję na depresję, lęki, choroby autoimmun.. (wstaw dowolne). To ja, to ja, to ja. Moja bardzo wielka wina.

I tak oto przyszły dziś słowa z tym, co ważne, żeby Wam przekazać, że „z Wami wszystko tak” (jak mawia jedna moja superwizorka). A jak mawia druga „wszystkie Nasze części są do pokochania jak własne córki”. I ta zmęczona, i zrezygnowana, i utknięta. I ta śpiąca po 14 godzin (polecam 🤓), i ta przygnieciona rzeczywistością, i ta wołająca o miękką poduszkę.

Poza tym, pamiętajcie, że nawet kiedy śpicie czy odpoczywacie, Wasz układ nerwowy działa na okrągło, przesyłając do całego ciała impulsy elektryczne osiągające prędkość do 400km/h. Nudy nie ma.

I na koniec - chcę wierzyć, że wyczerpanie to siła w przebraniu. Nowy początek, który planuje nadejść, żeby robić małe i wielkie rzeczy. Ale to potem.

Najpierw kołdra 😊

Terapeutka M.
💌

📸 na zdjęciu z OUN (Ośrodkowym Układem Nerwowym) z wystawy Body Worlds.

Szukać plamek życia mimo wszystko.Nie wstydzić się siebie, swoich emocji ani doświadczeń. Ani korzeni.Być dla siebie kos...
20/06/2026

Szukać plamek życia mimo wszystko.

Nie wstydzić się siebie, swoich emocji ani doświadczeń. Ani korzeni.

Być dla siebie kosmosem, wciąż nieodkrytym acz bezpiecznym.

Nie ulegać podstępnym zniekształceniom.

Przestać niszczyć siebie.
Zacząć ufać, choćby na jeden dzień.

Przeprosić marzenia.
Zaprosić nadzieję i sens.

Pośpiech zamienić na jakość.
Automat na refleksję.

Spotkać się ze (światło)Cieniem.
Popatrzeć mu w oczy.

Powiedzieć , kiedy boli za bardzo.
Przyjąć szczere na wyciągniętej miękkiej dłoni.

Przestać wreszcie uciekać.

Taki oto mój spontaniczny dekalog. Jeśli choćby kilka słów jest o Twoim aktualnym procesie zmiany/ zdrowieniu/o psychoterapii - to jesteś na dobrej drodze. Bo w ogóle jesteś w drodze. Bo jeszcze masz siły być tu dla siebie, być może dla innych. Bo boisz się, ale idziesz dalej. Puszczam iskierkę..💥

📸 zatytułuję: drzewo-stan 😊🌳🌿

M.
💌

Tak napisałam około dwa lata temu, dekalog dojrzał przez ten czas, zobaczył ciut więcej świata (w gabinecie, w środku mnie i poza). Dorzucam dziś jedną myśl, która ustawia mi ostatnio fragmenty codzienności w sensowną całość tam, gdzie sensu niedobór.

A zatem - po jedenaste:

Pamiętać, że nie trzeba żyć szybko, żeby zajść daleko. Powoli brzmi lepiej niż wbrew woli.

Do następnego (niespiesznego),

Terapeutka M.
💌

Gdzieś pomiędzy serca biciem a myślobiciem znajduję mały punkt. To Punkt widzenia, z którego wyłaniają się rzeczy niewid...
22/04/2026

Gdzieś pomiędzy serca biciem a myślobiciem znajduję mały punkt. To Punkt widzenia, z którego wyłaniają się rzeczy niewidzialne, taki paradoks.

Ludzie cierpią na miliony sposobów i tego cierpienia często nie widać w kontakcie. Na konsultacjach do terapii też nie, poza nielicznymi wyjątkami. Przychodzi człowiek z ulicy, siada w fotelu i mówi o celu. O celach, o potrzebie zmiany. O tym, co ma się tu, czyli w procesie, dla niego zadziać. Patrząc od drugiej strony, usługa terapeutyczna stała się kolejnym idealnym produktem, obiecującym wiele. Kiedy czytam oferty sieciówek czy modne, idealnie skrojone marketingowo obszary usług, dostaję oczopląsu, ale też.. rośnie w mnie nadzieja. Te opisy tak pięknie brzmią - w zasadzie to możesz wszystko, jeśli tylko się postarasz. Oczywiście, że nie możesz, ale k**i i woła.

Więc przychodzi człowiek z ulicy i mówi do mnie, wylewa potoki słów, a ja pod spodem słyszę jedno - . Brzmi konkretnie, nawet spektakularnie, choć.. mało realistycznie. Żeby było jeszcze mniej - cele zgłaszane do terapii na początku, często nie mają nic wspólnego z tymi, które pokazują się w trakcie.

Cele potrzebują czasu i zaufania, rozumiem je.

Lubię te momenty, przeklik, kiedy rodzi się zaufanie, zalążek nadziei. Nadziejki, nadzieje - dzieje się.

Dopiero wtedy widać, ile człowiek w sobie nosi i co w nim mieszka. Tak naprawdę. - w tych dwóch literach nie mieści się nawet znak specjalny, a co dopiero Człowiek.

Jak pisał Wiesław Myśliwski - „Jest w nas przecież i dziecko, i starzec, i młodzieniec, i ktoś, kto umrze, i kto wątpi, i kto ma nadzieję, i kto nie ma już żadnej”.

Czy da się zatem raz na zawsze ustalić, kim jest ? Na pewno można szukać przez całe życie, a i tak nie znaleźć. Można też w końcu oszaleć. Różnie z tym bywa.

Piszę to dziś z intencją, żebyś umiała uczciwie wyłonić swój cel, w terapii czy w życiu, a przez to nie gubić siebie. Zamiast upierać się przy niemożliwym, co tylko przysparza cierpienia, żebyś miała odwagę otworzyć oczy na to, co jest tylko/aż iluzją i niczym więcej. A potem pożegnać ją i zająć się tym, co zostanie - prawdą.

I może najważniejsze - żeby obok był ktoś, kto tę prawdę obejmie. I Ciebie razem z nią. W całości.

Ja
Terapeutka
Człowiek Tetris
💌

Adres

Aleja Wyzwolenia 14a
Warsaw
00-570

Telefon

+48502280082

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Poza Słowami Monika Tarczyńska - psychoterapia umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do Poza Słowami Monika Tarczyńska - psychoterapia:

Skróty

Udostępnij