16/04/2026
Słyszenie drugiej osoby rzadko kiedy jest neutralne – uruchamia w nas obszary, które bywają dla nas nieznośne, z którymi nie umiemy sobie radzić, których nie chcemy czuć. Przeżywamy zawstydzenie i poczucie winy. Im głębsza więź, tym większy potencjał zranienia. Stosujemy uniki, nawet nie zdając sobie z tego sprawy, bo od najwcześniejszych lat nasiąkamy przekonaniami i emocjami swoich rodzin. Uczymy się, jak obchodzić się ze sobą i z innymi.
Co uchodzi za właściwe i dopuszczalne, a od czego odwraca się wzrok. Częściej uciekamy nie od drugiego człowieka, ale od tego, co jego słowa, obecność i doświadczenie wywołują w nas samych.
Nasze wewnętrzne melodie zabarwiają rzeczywistość, ale bywamy z nimi tak zżyci, że nie zdajemy sobie sprawy z tego, że w nas grają. Zawsze słuchamy z pewnego miejsca i w pewnej tonacji, a to decyduje o tym, co i w jaki sposób jesteśmy w stanie usłyszeć. Nasze lęki i braki dyktują naszą gotowość do przyjęcia cudzej perspektywy, a nieraz całkowicie determinują to, jak ją widzimy, nie zostawiając nawet miejsca na wysłuchanie drugiego.
Uciekamy się do szybkiego naprawiania siebie, do bagatelizowania, do zaprzeczania, bo obecność drugiego zawsze nam coś robi. Im więcej tego, co w nas samych nieprzeżyte i nieopowiedziane, tym mniej miejsca zostaje również na cudzą odrębność – włączamy innych we własną opowieść, piszemy własny scenariusz, odmawiając innym, zupełnie nieintencjonalnie, tego samego prawa. Wyjście poza tę perspektywę wymaga odwagi.
Rzecz jest o tyle złożona, że zanim się w sobie rozejrzymy, sami jesteśmy już domem umeblowanym przez historie naszych bliskich z poprzednich pokoleń, przez to, jak były one przez nasze otoczenie przetwarzane, co zostało wydobyte, a co przemilczane.
To wszystko nie znika – po prostu kształtuje naszą rzeczywistość, określa granice naszego ruchu, wpływa na to, jakie emocje dominują, a im mniej jest uświadomione, tym bardziej uporczywie powraca. Nasze światy wewnętrzne zamieszkane są przez setki opowieści, z których nawet nie zdajemy sobie sprawy.
Cveta Dimitrova dla Tygodnika Powszechnego
fot Gadiel Lazcano