19/07/2026
Przepiękne chwile w Wiśle pozwoliły mi nieco się zatrzymać. Przy potoku, w lesie, na szczycie.
Barania była pierwszą górą, którą poznałam świadomie, ucząc się uważności, spokoju i czerpania endorfin z natury.
Wczoraj weszłam tam po raz pierwszy w moim drugim życiu, po chorobie nowotworowej. Było to bardzo wzruszające, poczuć siłę nóg, które nie zapomniały jak się to robi. Poczuć siłę rąk, które nie zapomniały podpierać się na kijkach. Poczuć równy oddech, który nadal służy mi dzielnie w wędrówce.
Zaufanie do siebie, do swojego ciała, że daje radę, to takie proste i trudne zarazem. Zaufanie do swojej głowy, że nie spłata figla i nie powie - nie nie, już nie dasz rady.
I tak, Barania to nie Everest, nie jest czymś niezwykłym dla wielu. Ale piszę ten post właśnie po to, aby każdy wiedział, że może być dumny z każdego swojego szczytu - pagórka za domem czy schodka w domu.
Wystarczy to tylko docenić. Zatrzymać się i na moment i popodziwiać swoją siłę.
Więc tak, jestem dumna z tego, że się nie poddaję, jak to mówi mój facet - niezłomna.
Jeśli jesteś teraz w miejscu, w którym widzisz podnóże góry i totalny brak siły na wejście na nią, wiedz, że to jest ok. Ale masz wybór. Możesz nie wierzyć w siebie i nie ruszać z miejsca. Wtedy będzie tak jak jest, nic się nie zmieni, a czasem może nawet pogorszy. Ale jeśli włożysz wysiłek, staranie, to dasz sobie szansę na zobaczenie innej perspektywy, na odzyskanie wiary w siebie, swoje ciało, swoją głowę.
Nie, nie zawsze się udaje, mimo starań. Ale bez próbowania dajesz sobie gwarancję niepowodzenia lub tkwienia w tym, co masz teraz trudnego.
Powoli, krok za krokiem, z uwagą i troską do siebie. Do przodu!
Tulę